/Odebrali partiom państwo

Odebrali partiom państwo

Wstęp do tekstu Tomasza Pompowskiego "Odebrali partiom państwo"

Kilka lat temu, w 2002 roku na Konferencję JOW w Ciechocinku członek naszego ruchu red. Tomasz Pompowski napisał świetny tekst, który teraz – poszukując skutecznych metod dla ruchu powinniśmy przeanalizować. Obejrzałem dziś w relacji w TV marsz feministek, szczególnie utkwiło mi w pamięci jedno hasło: "Każda ekipa – to nowa lipa". Myślę, że wiele marszów, organizacji, związków zawodowych, stowarzyszeń czy ruchów itd. w istocie walczy o to samo – aby w Polsce było normalniej! Musimy więc nasze siły połączyć, jak ruch Magioritario we Włoszech, który dzięki umiejętności dotarcia do jak największej liczby niezadowolonych z politycznej rzeczywistości środowisk, odniósł sukces i doprowadził do referendum. Co prawda referendum we Włoszech miało moc sprawczą, ale uczmy się od zwycięzców metod – podajmy sobie ręce i podajmy je z innymi myślącymi podobnie!

Myślę, że Tomek Pompowski będzie zadowolony z aktualności tekstu i jego przydatności dla naszego ruchu dzisiaj, nie sądzę też, aby miał coś przeciwko ponownej, po kilku latach publikacji. Niech ten tekst, będący niemal instruktażem dla naszego ruchu, stanie się podstawą do nowej dyskusji na temat działań na najbliższą przyszłość.

Wojciech Kulesza, 8 marca 2009

Konferencja Samorządowa "Poseł z każdego powiatu", Ciechocinek 2002

Panuje podobno powszechna opinia, że jesteśmy kłótliwym i niezdolnym do zorganizowania się narodem. Jednak, ci którzy to mówią dodają jednym tchem, że organizujemy się tylko w chwili zagrożenia. Jest to rzecz jasna nieprawda, bo kto stworzył w 1980 roku obywatelski ruch "Solidarność", czy jeszcze wcześniej, jak zegarek chodzące, struktury największego państwa podziemnego z rządem, pocztą, wywiadem i systemem oświaty? Oczywiście, bliższe czy dalsze nasze rodziny i to, jak wiemy dziś, nie tylko z pobudek przetrwania. Jesteśmy pracowici, uczciwi i odpowiedzialni. Chcemy państwo zmieniać i próbujemy jakoś eliminować skorumpowanych polityków. Niektórych Polaków trapi dziś jednak zniechęcenie i tzw. niezadowolenie społeczne. Odczuwamy, że coś hamuje naszą inicjatywę zmian w dzielnicy, powiecie czy kraju. Według znanego socjologa, prof. Jadwigi Staniszkis, tym hamulcem jest niesterowalne państwo i jego elity rządzące. A jak wiadomo to ordynacja decyduje w czyich rękach jest państwo. Po prostu, kto ma na nie wpływ. Zrozumieli to Włosi, których ponad połowa odrzuciła proporcjonalny system wyborczy, który powodował utrzymywanie się kolejnych nieskutecznych, koalicyjnych rządów. W końcu Włosi postanowili wyrzucić na zbity łeb liderów partyjnych. I udało im się. Stabilny porządek europejski skorumpowanych polityków zachwiał się.

Zaskoczenie było niemałe. Jak dowiadujemy się z relacji dziennikarzy "Der Spiegel", zaniemówił sam kanclerz, który nie wypowiadał się na temat wyborów we Włoszech, wypowiedział się dopiero po trzech dniach. Zamilkł też pałac nad Sekwaną. Reporterzy nie rozumiejąc o co chodzi, starym zwyczajem, informowali o losie polityków z pierwszych stron gazet oraz o tych, którzy zajmą ich miejsce. Być może szefowie mediów wiedzieli co się dzieje jednak sukces Włochów opisano, omówiono i pokazano tylko gdzieniegdzie. 

Niestety dlatego nadal jest jeszcze bardzo mało źródeł, z których moglibyśmy dowiedzieć się, co naprawdę wydarzyło się we Włoszech. Bowiem politologowie i różni inni uczeni tzw. nauk społecznych chętniej piszą o zmianie mechanizmów funkcjonowania partii po włoskim referendum niż o samym referendum. Nie jest jeszcze dostępna synteza, która łączyłaby elementy historyczne z metodą działania włoskiego Ruchu. Nie mamy też za dużo analiz, tylko cząstkowe informacje porozrzucane po artykułach i książkach.

Ponadto Włosi sami twierdzą, że trudno im rozwój swojego Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych umieścić w ramach czasowych. Wyodrębniają jednak trzy etapy, które obrazują ewolucję jego sposobów działania.

Koniec rządów liderów partyjnych

Zatem spróbuję odpowiedzieć najpierw na pytanie: "Co to jest doświadczenie włoskie?". Wspaniale opisuje je jeden z artykułów w "Otwartej Księdze". Prof. Jerzy Przystawa i Romuald Lazarowicz jako jedyni publicyści opisali wydarzenia, jakie miały miejsce w tym pamiętnym 1993 roku we Włoszech.

Proponuję wycinek najnowszej historii Włoch. 

Po upadku rządów papieży w XIX wieku Włochy zostały zjednoczone. Nowe państwo powstało w 90 lat, dwa tygodnie i 16 dni po opublikowaniu Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Proces zjednoczeniowy, zdaniem niektórych historyków, przypominał hiszpańską rekonkwistę. W oparciu o monarchię dynastii z Savoyu zbudowano nowe instytucje i system państwowy, a co za tym idzie wybierany Parlament. Fundamentem nowego systemu były jednomandatowe okręgi wyborcze z większościową ordynacją wyborczą. Tak jak we Francji przyjęto dwurundowy system wyborczy. I tak, jak w większości państw w ówczesnej Europie nie wszyscy obywatele mieli prawo głosu. Kobiety i mężczyźni nie posiadający minimum majątkowego nie mogli brać udziału w wyborach. Wkrótce zaprotestowali papieże twierdząc, że biedni są wyłączani z życia społecznego i zakazali katolikom głosować. W rezultacie mniejszość korzystała z mechanizmów demokracji.

Jak twierdzą niektórzy historycy niska frekwencja wyborcza doprowadziła do władzy partii tzw. liberałów, którzy byli zwolennikami wolnego rynku i ulegli królowi. Ich oponentem była Partia Socjalistyczna, która rozpoczęła staranie o zmianę systemu wyborczego, by móc dostać się do władzy.

Obawa hierarchii katolickiej przed socjalistami wymusiła zawarcie kompromisu z "liberałami". Biskupi zezwolili katolikom na udział w wyborach, ale tylko w tych okręgach, w których kandydat był posłuszny Watykanowi oraz złożył przyrzeczenie, że nie poprze ustaw szkodliwych z religijnego punktu widzenia. W ten sposób partia "liberałów" uzyskała mandat od niemal wszystkich katolików.

Podczas I wojny światowej obiecano przeprowadzenie reformy systemu wyborczego. Wkrótce po jej zakończeniu Parlament odrzucił system większościowy z JOW i wprowadził proporcjonalną ordynację wyborczą. W wyniku wyborów do władzy doszli socjaliści narodowi czyli po prostu faszyści. Analogiczne zmiany w Niemczech doprowadziły do popularyzacji ich poglądów i wybuchu II wojny światowej.

Po wojnie we Włoszech ostał się proporcjonalny system wyborczy, którego efektem były krótkotrwałe koalicje, czyli złośliwiej "sezonowe rządy". I choć pewnego razu władzę zdobyli Chrześcijańscy Demokraci, to nie chcąc brać odpowiedzialności za swoje decyzje zaprosili do koalicji socjalistów. I tak bez względu na to, kto wygrywał wybory rządy wyglądały tak samo. Charakteryzował je brak wizji, wszechobecna korupcja i słaby wzrost gospodarczy.

Dopiero w referendum 1993 roku Włosi odrzucili proporcjonalność i do razu widoczne były efekty. W wyniku wyborów w 1994 roku skompromitowani politycy "chrześcijańscy" odeszli, a ich partia wraz z wieloma innymi po kilkudziesięciu latach rządów znikła z mapy politycznej Włoch.

Co tak naprawdę stało się w 1994 roku we Włoszech?

Jeden z włoskich politologów, prof. Leonardo Morlino z Uniwersytetu we Florencji uważa, że w wyniku wprowadzenia JOW wystąpiło "polityczne tornado", które zmiotło z izb parlamentarnych ponad dwie trzecie posłów z ich partiami. Spośród 630 Deputowanych odrzucono 558 czyli 88,6%. Dla porównania, gdy obowiązywała ordynacja proporcjonalna w 1979 roku wybrano 27%, w 1983 nieco więcej, bo 32%, a w 1987 tylko 28,2%. Niewiele więcej zmian nastąpiło w wyborach 1992 roku. Co więcej, dzięki JOW zmniejsza się liczba tzw. zawodowych posłów czy jak określa ich inny politolog – "nieudaczników życiowych", a wybierani są menadżerowie firm – 23%, zaś np. 19% inżynierów różnych specjalności. Ów politolog podkreśla, że jest to zupełnie nowe zjawisko, bowiem dotychczas w Parlamencie tkwili głównie działacze partii politycznych.

W ten sposób poprawia się jakość sceny politycznej. A po wyborach 1994 roku rozpada się bezpowrotnie 17 partii politycznych z Chrześcijańską Demokracją na czele.

Skąd się wziął taki podatny grunt na JOW?

Ruchowi Magioriatario promocja JOW zajęła kilkanaście lat wytężonej pracy. I jak przyznają jego członkowie najważniejszym okresem było ostatnich 10 lat. Jednak zaistniały co najmniej dwa czynniki sprzyjające.

Niezadowolenie z demokracji

Jednym nich był stopień niezadowolenia z systemu politycznego, który w porównaniu z innymi zachodnimi państwami we Włoszech był zawsze wysoki. Jednak gwałtowny jego wzrost nastąpił w latach 80. w czasie kryzysu gospodarczego, który trwał do niemal 1997 roku. Badania ukazują, że w 1994 roku na pytanie: "Czy jesteś zadowolony z funkcjonowania demokracji?" aż 73,2% Włochów powiedziało, że "są niezbyt zadowoleni" albo "wcale niezadowoleni". Dla porównania w Niemczech było już tylko 32% niezadowolonych, w Hiszpanii trochę więcej, bo 44,3% a w Wielkiej Brytanii tylko 4%.

"Mani Pulite"

Czynnikiem sprzyjającym dla wprowadzenia JOW-u we Włoszech była też rozpoczęta przez mediolańskich prokuratorów akcja "Mani Pulite" czyli "Czyste ręce" (przez chadecję europejską postrzegana jako manipulacja) w wyniku, której okazało się, że tzn. prawicowcy, chrześcijańscy demokraci to łapówkarze.

W wyniku nowego prawa wyborczego we Włoszech:

  • poprawia się jakość polityków (przychodzą nowi, nieskompromitowani i kompetentni);
  • ożywia się społeczeństwo (ludzie chcą kandydować – nie są bierni);
  • wymienia się zawartość Parlamentu;
  • rozpadają się partie "kanapowe" i "systemowe";
  • tworzą się grupy polityków zmierzających z prawa i lewa do środka bowiem ten system to na nich wymusza – następuje dobrze znane politologom zjawisko "dającej się przewidzieć reakcji" – zanika proces radykalizacji poglądów;
  • scena polityczna dzieli się na dwie części jak mówi prawo Duvergera;
  • aktywizują się lokalne środowiska społeczno-polityczne.

Jak więc doszło do upowszechnienia postulatu JOW na skalę masową

Być może sekretem powodzenia jest "10 Przykazań" włoskiego ruchu. Podchwycili je przede wszystkim studenci i absolwenci, którzy zdaniem obserwatorów włoskich przemian spowodowali to "polityczne trzęsienie ziemi".

Jaki charakter miał Ruch włoski?

To nie była partia. Był to ruch, który zgromadził około 100 stowarzyszeń (Stowarzyszenie Niewidomych, Ruch na rzecz Uprawnienia Leworękich, Stowarzyszenie Cyklistów, Towarzystwo Przyjaciół Egiptu czy Klub Zbieraczy Motyli, Włoskie Stowarzyszenie Szewców, Ruch Wyzwolenia spod Watykanu, Stowarzyszenie Entuzjastów Potraw z Mangusty, Ruch Antyaborcyjny itd.), 24 fundacje, kilka central związkowych, kilka kościołów a nawet Żydowski Związek Wyznaniowy. Po 25 latach przyłączyły się partie np. komunistyczna, potem dopiero prawicowe, ale nie zdołały utrzymać struktur, bo członkowie masowo z nich zaczęli odchodzić. Ruch nigdy nie miał wyraźnego przywódcy. Na każdym etapie byli promotorzy honorowi – osoby publiczne praktycznie nic nie robiące tylko udzielające nazwisk oraz promotorzy właściwi czyli najpierw w I okresie 15% członków, a potem przez około 10 lat w porywach do 30% i w końcu prawie wszyscy.

Nie mieli formalnej nazwy. Był to "Ruch Mario Segni", "Ruch Emmy Bonino", "Magioritario" a czasami "Ruch na rzecz Referendum". Nie dbali o nazwę ani prawo wewnętrzne, struktury itd.

Jak promowano JOW?

Odbywało się to w trzech etapach – pierwszy zakładał upowszechnienie istoty JOW-u w przystępny sposób, jeszcze nieuporządkowany, poprzez członków Ruchu, ich kontakty, inicjatywę oraz edukację wzajemną.

Drugi etap to wyznaczenie celu na poziomie regionalnym. Ruch uformował regionalne grupy, które podzieliły mapę swojego terenu i ulica po ulicy, miasto po mieście rozmawiały z ludźmi o JOW, organizowały wykłady jedno, dwudniowe albo po prostu wykłady gościnne w szkołach, zakładach pracy, parafiach. Tutaj trzonem było 15% członków Ruchu. Zakładali sobie cel np. od marca do października upowszechniamy JOW w południowych dzielnicach Turynu. Cel uważali za wypełniony, gdy co trzeci mieszkaniec dzielnicy wiedział, co to jest JOW. Osiągnięcie celu członkowie Ruchu sprawdzali przy pomocy badań, które opracowywali sami. Na tym etapie nie wydali ani jednego lira na reklamę medialną. Szukali potencjalnych sponsorów i gromadzili o nich dane.

W ostatnich dziesięciu latach zbierali podpisy pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum i prowadzili wielką kampanię promocyjną.

Co im pomogło?

  1. Nie rozmawiali o konkretnych partiach. Posłowie, szyldy, politycy przestali ich zupełnie interesować. Wiedzieli, że tamci sami w końcu do nich przyjdą.
  2. Nie planowali programów gospodarczych, reformy zdrowia, oświaty ani nie myśleli o "Włochach dla Włochów".
  3. Promowali tylko jedną rzecz, a właściwie zmianę kilku słów w prawie wyborczym bo jedynie to pozwalało na przeprowadzenie referendum. (We Włoszech nie można zmieniać za pomocą referendum całego prawa tylko jego elementy.)
  4. Starali się nie stawać do wyborów partyjnych, bo uważali, że to nic nie da, tylko zmarnuje wysiłek, zniechęci w przypadku przegranej i w efekcie osłabi Ruch.
  5. Stawiali na twórczość, inicjatywę i działanie rozproszone choć posiadające zdefiniowany cel i plan w oparciu o dostępne środki.
  6. Każdy członek był zachęcany do przedstawiania własnych pomysłów na upowszechnienie JOW, które mógłby sam lub w grupie zrealizować za uzyskane przez siebie środki. Ponadto każdy był zachęcany do szukania pomysłów na przyciągnięcie sponsorów działań na II etapie i potem podczas kampanii referendalnej.
  1. Stań w ofensywie – Ludzie do ciebie nie przyjdą, musisz po nich wyjść.
  2. Doceniaj innych członków Ruchu i to co robią.
  3. Rozmawiaj o JOW na ulicy.
  4. Ucz się na błędach.
  5. Analizuj działania promocyjne.
  6. Utrzymuj kontakt z regionem i resztą kraju.
  7. Kształć siebie i innych.
  8. Nie daj się usunąć na bok i zmarginalizować.
  9. W rozmowach o JOW nie używaj slangu.
  10. Szukaj sposobów zdobywania finansów.

I co dalej?

W 10 Przykazaniach przyjęto założenie, że członek Ruchu jest aktywny. To jest fundament priorytetów i celów Ruchu.

Należy jednak opracować plan działań przede wszystkim na poziomie lokalnym. Niektóre wskazówki mogą nas wciskać w fotel i szokować, czy nawet bulwersować. Nie jest powiedziane, że musimy się ich kurczowo trzymać. To jest tajemnica działań Włochów. Zaadoptujmy tę 10 na własny, lokalny grunt.

Najważniejsze jednak, to być aktywnym i jak to się mówi "nie dać zbić się z pantałyku". Idea JOW obroni się sama, ale musimy ją wprowadzić do świadomości tzw. zwykłych obywateli, którymi przecież jesteśmy i my. Niemal bowiem każdy chce odebrać partiom państwo.