/O tym dlaczego propozycja premiera Donalda Tuska może źle służyć Polsce

O tym dlaczego propozycja premiera Donalda Tuska może źle służyć Polsce

Wikłanie się w szczegóły jego projektu większego sensu nie ma. Sam premier Tusk też zresztą ich nie podał. W tym wypadku znacznie ważniejszy wydaje się być ogólny sens wysuniętych przez premiera propozycji zmian w systemie politycznym. System ten podobny jest do półprezydenckiego. Sam fakt wysunięcia jego zmiany dowodzi, że premier dostrzega i docenia to, że system ów źle służy Polsce. Można się zgodzić z taką oceną sytuacji w Polsce.

Państwo nasze jest rzeczywiście mało sprawne, a istotnym źródłem tego jest właśnie ów system polityczny. Usprawnienie państwa jest osiągalne poprzez odpowiednie wzmocnienie jego władzy wykonawczej. Takie wzmocnienie jest osiągalne na dwa sposoby. Można zamienić system semiprezydencki na prezydencki, albo też zamienić system półprezydencki na w pełni parlamentarny.

Propozycje premiera Tuska wydają się iść w tym drugim kierunku. Widzi on szansę usprawnienia państwa w takiej przebudowie polskiego systemu politycznego, by uczynić go parlamentarnym, z mocną pozycją premiera i symboliczną prezydenta. Propozycja takiej reformy politycznej byłaby do przyjęcia, gdyby nie fakt, że jest zupełnie niekonsekwentna.

Otóż proponuje on, by nowy system polityczny – parlamentaryzm – miał w podstawie ordynację wyborczą opartą na mieszanej formule wyborczej. Tymczasem parlamentaryzm, rozumiany jako sposób kreowania i rozliczania władzy wykonawczej, jest systemem sprawnym w zależności od składu parlamentu, a ściślej od tego, czy jest on silnie rozdrobniony czy też nie. Inaczej mówiąc, parlament może operatywnie uruchamiać władzę wykonawczą, jeżeli w jego składzie jest siła (partia), która może to uczynić samodzielnie. Z dużym prawdopodobieństwem można przewidzieć, że wybory przeprowadzone w formule mieszanej, proporcjonalno-większościowej, nie tylko takiej samodzielnej siły nie wyłonią, ale wręcz przyczynią się do jeszcze większego rozbicia układu sił w Sejmie i jeszcze bardziej uzależnią powołanie egzekutywy od utworzenia koalicji.

Propozycja premiera Tuska jest więc właściwie przeciwskuteczna: oferuje on usprawnienie państwa poprzez zwiększenie bałaganu i chaosu w parlamencie. Ta osobliwa terapia może dać efekt wyrażony żartobliwym określeniem, że "operacja się udała, ale pacjent umarł". Projekt zamiany obecnego systemu na parlamentarny sam w sobie zły nie jest. Wymaga tylko spójności koncepcji zmiany ustrojowej. Parlamentaryzm może mieć sens, gdy zostanie oparty w całości na większościowej formule wyborczej realizowanej w okręgach jednomandatowych. W przyszłości taki system wyborczy powinien sprzyjać sytuacji, że w naszym Sejmie jedna siła polityczna uzyska większość i będzie mogła samodzielnie formować rząd. Takie właśnie rozwiązanie powinno nas Polaków w pierwszej kolejności satysfakcjonować i w tym kierunku powinniśmy iść.

Wrocław, 24 listopada 2009