Drodzy Przyjaciele – WoJOWnicy!

  

Starzejemy się, a nasz wielki cel, jaki sobie postawiliśmy zakładając Ruch JOW wciąż wydaje się odległy. Pojawia się więc naturalne zwątpienie i zniechęcenie. Coraz częściej wielu z nas zadaje sobie pytania o sens naszej działalności i pracy. Pojawiają się głosy o konieczności zmiany naszego sposobu działania, znalezienia jakichś nowych dróg.

 

Nie negując potrzeby szukania nowych, bardziej skutecznych sposobów działania, warto zdać sobie sprawę, że na świecie zaszło ostatnio wiele wydarzeń, które zdecydowanie stanowią wiatr w nasze żagle i wskazują na potrzebę zintensyfikowania naszej działalności. Są to, przede wszystkim;

  

  1. Referendum brytyjskie 2011, w którym ok.70% Brytyjczyków opowiedziało się za utrzymaniem ich systemu głosowania – First-Past-The-Post.
  2. Trzy wygrane referenda w tej samej sprawie w trzech różnych prowincjach Kanady.
  3. Zmiana ordynacji wyborczej do Senatu i wprowadzenie JOW, pomimo ułomności senackiej ordynacji.
  4. Wydarzenia w Rumunii i uchwalenie przez Parlament Rumuński brytyjskiego systemu wyborczego w maju 2012.

 

Te wydarzenia dają mocną legitymację dla naszych działań edukacyjnych. A te działania są konieczne, chociażby dlatego, że od 1993roku wyrosło już nowe pokolenie, które niczego o JOW nie wie. Podobnie zresztą, jak i o wydarzeniach 1-4, które zostały całkowicie ukryte przed polską opinią publiczną.

  

W tej sytuacji uważam, że oprócz poszukiwania jakiegoś nowego i cudownego sposobu aktywizacji Ruchu, konieczne jest nam powrócenie do aktywności sprzed 2005 roku:

 

  1. Organizowanie spotkań i odczytów.
  2. Organizowanie konferencji, tam gdzie to jest możliwe.
  3. Organizowanie marszów i happeningów.
  4. Zasadnicze zwiększenie aktywności woJOWników w internecie, poprzez pisanie własnych tekstów, popularyzowanie tekstów już napisanych, włączenie się w polemiki i dyskusje na forach internetowych.
  5. Szukanie sojuszników i płatników.

  

Zorganizowanie spotkania, odczytu czy konferencji wymaga, de facto, aktywnego działania jednej – dwu osób i każdy jest w stanie takie działania podjąć i zrealizować. Pod warunkiem, że chce. Ostatnią konferencję zorganizował w Poznaniu, jednoosobowo, Włodzimierz Urbańczak. Z przykrością stwierdzam, że członkowie Zarządu w większości zlekceważyli tę konferencję i nie pofatygowali się nawet, aby w niej uczestniczyć. Tymczasem stwarzała ona spore możliwości zarówno dotarcia, jak i nawiązania kontaktów w środowisku studenckim i samorządowym. W ten sposób, de facto, wielka praca Włodka Urbańczaka została zmarnowana.

  

Nie rozumiem skąd się bierze opinia, że już wyczerpaliśmy nasze możliwości edukacyjne? Ludzie, którzy mają dzisiaj dwadzieścia lat, przed 2005 rokiem chodzili do szkoły podstawowej lub przedszkola i gdzie mieli się zapoznać z propozycją JOW?

 

Potrzebna nam jest aktywna, całoroczna praca Biura Krajowego we Wrocławiu. Wojtek Kaźmierczak, w ostatnich miesiącach wykonał wiele pracy, aby to umożliwić. Niestety, nadal nierozwiązany jest problem ogrzewania, co uniemożliwia pracę biura po nastaniu chłodów Nie udało nam się do tej pory zgromadzić niezbędnych 10 000 na rozwiązanie tego problemu. Oczywiście, są tacy, którzy uważają, że posiadanie biura to wyrzucanie pieniędzy i że nie jest nam ono potrzebne. Jestem przeciwnego zdania. Jak słusznie zauważył Tadeusz Browarek, organizacja ogólnopolska, o statusie prawnym, musi mieć swoją siedzibę.

 

W przyszłym roku minie 20 lat od powstania Ruchu. Nasi młodzi koledzy we Wrocławiu wysuwają projekt zorganizowania odpowiedniej uroczystości ogólnopolskiej – zjazdu – konferencji z tej okazji. Sądzę, że to dobry pomysł, wart zaangażowania nas wszystkich. Oczywistym miejscem na taki zjazd jest Wrocław i może uda się przyciągnąć do współpracy władze miejskie i uniwersyteckie. Warto się wysilić, żeby dotrzeć do wszystkich tych, którzy 20 lat temu angażowali się w JOW, aby sobie o tym przypomnieli i zachęcić ich do odnowienia współpracy.

 

 

 

Drodzy Koledzy, Przyjaciele!

 

20 lat to kawał czasu i w pełni rozumiem, że dla wielu z nas jest to marsz zbyt długi. Mógłbym powiedzieć, że dla mnie szczególnie, przy świadomości, że już niewiele czasu pozostało mi do dalszego maszerowania. Ale kiedy porównamy ten nasz marsz z działaniami naszych przodków, z tymi którzy walczyli o niepodległość Polski, o nasz suwerenny byt narodowy, to wcale nie jest tak długo. Przypomnijmy chociażby Józefa Piłsudskiego, który w połowie lat 80 XIX wieku szedł na zesłanie. Policzmy te lata do Niepodległej Polski: to prawie 40! I w o ile trudniejszych, beznadziejnych, zdawałoby się, warunkach. A przecież chodziło mu o to samo co nam: o wolną, suwerenną Polskę! Której tak wtedy, jak i dzisiaj, nikt w świecie, poza nami, do niczego nie potrzebuje.

 

Przykład Rumunii pokazuje dowodnie, że JOW jest w zęby politykom całego świata: oni nie chcą liczyć się z wolą obywateli, oni chcą rządzić w sposób niekontrolowany. Unia Europejska jest najdalsza od wspierania dążeń narodów do suwerenności, a więc i do wspierania starań o JOW.

 

Ale Rumunia dokonała wielkiej rzeczy: postawiła głośno pytanie: czy system wyborczy, jakim posługują się Amerykanie i Anglicy może być uznany za niekonstytucyjny i niezgodny z zasadami demokracji? Jak widzimy, potęgi światowe udają, że to pytania nie zostało postawione, że tego problemu nie ma! Ale Rumunia, Parlament Rumuński, to nie jakiś nieznany nikomu Ruch JOW w dalekim kraju: to pytanie zostało postawione i Europa, razem z Ameryką, nie wiedzą jak na nie odpowiedzieć.

 

To pytanie rumuńskie jest jakby zwieńczeniem naszej dwudziestoletniej pracy, wzmocnieniem i poszerzeniem perspektyw. Musimy tę sytuację wykorzystać dla bardziej efektywnej i skutecznej pracy na drodze, jaką sobie wytyczyliśmy.

 

Bo nasza droga jest słuszna i to my mamy rację.

 

  

Wrocław, 2 sierpnia 2012

 

 

 

 

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 9 Komentarzy
  1. Dariusz Chądzyński

    06. Sie 2012,  godz. 13:59

    Witam.:)

    Wydaje mi się, że to zniechęcenie do polityki , rzutuje na postrzeganie JOW także. Konieczna jest kampania informacyjna, która, że tak powiem , trafi pod strzechy. Ale to dział „science fiction polityki” na dzień dzisiejszy. Kto to miałby zrobić w czasach upolitycznionych mediów. Standardowy Kowalski ma już dość politykowania (bo to nic nie zmienia przecież) a „pod strzechami” toczy się inne życie. Chyba głęboki kryzys może coś zmienić ale tego nam Polakom nie życzę. Smutne to….

    Pozdrawiam i dużo pozytywnej energii życzę
    DeCha 🙂

    Odpowiedz

  2. Jerzy Przystawa

    06. Sie 2012,  godz. 10:41

    Szanonwy Panie,
    wprowadzenie JOW lezy w interesie Polaków i nikogo więcej. Tak jak i wolna i niepodlegała Polska. Piłsudski nas nauczył, że o swoje sprawa Polacy zadbać muszą sami bez oglądania się na innych, a nawet wbrew innym.

    Socjalizm to ideologia uszczęśliwiania społeczeństw. Ruch JOW ideologiami się nie zajmuję. Ruch JOW uważa, że dla prawidłowego funkcjonowania demokracji najwazniejsze są nie ludzie, ale instytucje demokratyczne. Z tych instytucji najważniejsza jest ordynacjawyborcza. Piłsudski, powołując na premiear Moraczewskiego, nie zadbał o instytucje demokratyczne, może zresztą tego nie rozumiał. Piłsudski, w owoym czasie, uważał, ze najważniejsza jest sprawa wojska i zapewne miał rację. Dzisiaj wojsko ma drugorzędne znaczenia. Mraczewski,jako socjalista, wybrał taką ordynację wyborczą jaką zalecali socjlaiści w całym świecie.Ta ordynacja okazała się zgubna i nawet wielkość Piłsudskiego nie była w stanie temu zaradzić.

    Odpowiedz

  3. Wiesław Liźniewicz

    05. Sie 2012,  godz. 18:26

    Nie wiem czy socjalizm jest zły czy nie, ale warto wiedzieć, że polski socjalizm różnił się trochę od międzynarodowego. Różnił się w jednym punkcie. Polscy socjaliści z PPS Frakcja Rewolucyjna Piłsudskiego i Polskiej Partii Socjaldemokratycznej Galicji i Śląska Cieszyńskiego Daszyńskiego jako jeden z głównych punktów ich programów stawiali odzyskanie niepodległości. Nie miała tego w swoim programie PPS-Lewica, nie mieli też endecy ani krakowscy Stańczycy. Jakkolwiek by to było szokujące, żadne partie poza socjalistami nie miały w swoim programie odzyskania niepodległości.

    Piłsudski był wielkim wizjonerem. Potrafił swoje wizje urzeczywistniać i – co ważniejsze – wiedział kiedy nadchodzi właściwy moment. W 1908 roku Austro-Węgry zaanektowały Bośnię i Hercegowinę, odcinając w ten sposób Serbię od morza. To oczywiście nie spodobało się Rosji i groziło wybuchem wojny, której wszyscy lada moment spodziewali się. Na razie jednak obyło się na strachu. Ale jak mówią: co się odwlecze to nie uciecze. W 1909 roku Piłsudski przystępuje do tworzenia drużyn strzeleckich na terenie Austrii, która liczy na ich wykorzystanie w wojnie z Rosją.

    W tamtym czasie zdaje on już sobie sprawę z tego, że nadchodzi właściwy moment. Wiedział, że Polska może powstać tylko wtedy, gdy Niemcy i Austria pokonają Rosję, a następnie alianci Niemców. Takie myślenie dla praktycznie wszystkich wydawało się mrzonką, rzeczą nie do wyobrażenia. I nikt w taki scenariusz nie wierzył, bo też w tamtym czasie trudno było w coś takiego uwierzyć. Nie mniej jednak nieprzeciętni ludzie widzą więcej i daleko dalej.

    Ale wiedział on, że i to, to jeszcze za mało. Do tego dochodził kolejny warunek: polskie wojsko. I od 1909 roku je tworzy. Przez 5 lat trwa nabór, szkolenie żołnierzy i oficerów. Nie miał jednak łatwo. Było wielu, m. in. w osobach gen. Zagórskiego i gen. Sikorskiego, którzy robili wszystko by te oddziały podlegały dowództwu austriackiemu, by były częścią wojsk centralnych, by nie walczyły na terenie Polski. I tak początkowo było. Przez pierwsze dwa lata walczyły w Karpatach. Dopiero od 1916 roku na froncie austriacko-rosyjskim.

    Spór o to czy mają się nazywać wojskiem polskim – jak chciał Piłsudski – czy drużynami strzeleckimi trwał. Ostatecznie skończyło na „Legionach”. W miarę rozwoju wojny kontrolę nad Legionami przejmowali Niemcy. Próbowali wymusić na nich przysięgę na wierność cesarzowi i państwu niemieckiemu. Nie zgodzili się na to ani żołnierze, których umieszczono w obozie w Szczypiornie koło Kalisza, ani Piłsudski, którego umieszczono w Magdeburgu.

    Piłsudski podjął walkę czynną i udało się. Gdyby jednak nie nadzwyczaj sprzyjająca sytuacja międzynarodowa i jego umiejętność wyczucia momentu, sama walka nie przyniosłaby spodziewanego efektu. Chcieć to jedno, a umieć to w odpowiednim momencie wprowadzić w życie to drugie. Jak to jest bardzo trudne dla Polaków pokazują wszystkie te nieudane powstania łącznie z tym ostatnim – warszawskim.

    Wracając do rzeczywistości, pytam więc Pana: czy obecna sytuacja polityczna Polski i sytuacja międzynarodowa sprzyja wprowadzeniu w Polsce ordynacji większościowej. Innymi słowy: czy są w Polsce siły sprzyjające takiemu rozwiązaniu? Czy jest taka atmosfera w Europie, na świecie? Sadząc po tym co dzieje się w Rumunii i jak na to reaguje Europa – nie. Jeśli nie, to kiedy takie warunki mogą się pojawić? Bo bez nich same marsze i protesty niczego nie zmienią.

    Takie, moim zdaniem, płyną nauki z historii. I warto chyba zastanawiać się nad tym.

    Odpowiedz

  4. Tadeusz Browarek

    03. Sie 2012,  godz. 22:01

    Lecz zaklinam — niech żywi nie tracą nadziei
    I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
    A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
    Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!…

    [Juliusz Słowacki, 1840]

     

    Mamy historyczna szanse – nie musimy chadzac na smierc. I te szanse mozemy wykorzystac, albo… zmarnowac.
    Zatem podejmijmy paleczke Profesora Jerzego Przystawy i maszerujmy dalej!

     

    W podpisie:
    Ten, ktory sie Profesorem przewaznie nie zgadza

     

    Slowniczek Trudniejszych Terminow: Wielka Brytania – miejsce publikacji Manifestu Komunistycznego zaczynajacego sie – w wolnym tlumaczenieu – od slow „Zmora Europy jest socjalizm”.

    Odpowiedz

  5. michal.konieczko

    03. Sie 2012,  godz. 19:56

    A moim skromnym zdaniem JOW są jedynym rozwiązaniem, aby złamać monopol w polskiej polityce, która w Polsce coraz bardziej przypomina kartele, a nie partie polityczne. Oczywiście nie jest to rozwiązanie idealne, ale jeżeli wierzyć sondażom to Polacy są już tak zniechęceni do polityków i do faktu, że właściwie nie mają wyboru, że tylko JOW mogą coś zmienić.
    Odnośnie przyszłości ruchu JOW to może warto rozważyć współpracę z przedstawicielami kościoła? Może to u niektórych wywołać uśmiech na twarzy, ale wiem z całkiem innej dziedziny, że jest to co prawda dość specyficzny środek przekazu, ale o niezwykłej skuteczności.
    Oczywiście można również przeprowadzić ogólnopolską kampanię medialną, ale na to trzeba mieć już dość pokaźną sumkę 🙂
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

  6. Paweł Kawarski

    03. Sie 2012,  godz. 12:18

    Ordynacja wyborcza nie ma znaczenia, dobre sobie,

    Skoro tak, to zamiast próbować wybić nam z głowy j.o.w. (proszę jeszcze napisać, że j.o.w. to oligarchia, jak inny domorosły wynalazca kilka dni temu), proszę załatwić, żeby urzędnicy zrezygnowali z wyborów, posłowie zamknęli sejm i przerobili go na salę koncertową

    Odpowiedz

  7. Jerzy Przystawa

    03. Sie 2012,  godz. 06:57

    Pana pesymizm jest tylko częściowo uzasadniony. Jak Pan sam pisze nawet w warunkach obozu sowieckiego mozna było (Rumunia) prowadzić stosunkowo niezależną politykę. Tak jak w gminach, pry całym centralizmie III RP mądrzy samorządowcy prowadzą politykę madrą, a głupi głupią.

    Józef Piłsudski, w przemówieniu z okazji uzyskania doktoratu honoris causa Wydziału Prawa UJ opisał jak powstała ordynacja wyborcza II RP:

    „Zdecydowałem się zwrócić do ludzi, którzy najszybciej działają. Szybciej czasem działają aniżeli myślą. Oni jedni dawali gwarancję, że praca nad prawem wyborczym w możliwie szybkim odbędzie się tempie. Dlatego powołałem na prezesa ministrów oficera I Brygady, przy tym kapitana saperów, inż. Jędzreja Moraczewskiego. Na wszelki wypadek kazałem mu stanąć na baczność ( w owych czasach ostrożność ta, moi panowie, nie była zbyteczną), a potem powiedziałem mu: „Panie kapitanie, ma pan zostać prezesem ministrów, ale pod dwoma warunkami: Pierwszy, by pan nie wkraczał swoimi uprawnieniami w jakiekolwiek stosunki społeczne, drugi – tu podniosłem głos – wypracuje pan w ciągu jednego tygodnia ustawę wyborczą i to tak, jak gdyby Pan miał budować okopy.” Moraczewski poprosił o trzy dni zwłoki, na co się zgodziłem. I oto po dziesięciu dniach prawo wyborcze było gotowe i przedłożone mi do podpisu.” I dekret o ordynacji wyborczej został ogłoszony w 10 dniu urzędowania Moraczewskiego, 28 listopada 1918.

    Obaj panowie, zarówno Komendant jak i Kapitan byli socjalistami, a choroba socalizmu toczyła wtedy całą Europę. Tylko Wielka Brytania tej chorobie nie uległa i tam pozostała stara i zacofana ordynacja wybocza, którą posługują się do dzisiaj.

    Ta choroba toczyła II RP, nie pozwoliła na wykształcenie stabilnej formy rządów, Marszałek był zmuszony zrobić Zamach Majowy. Ale ordynacje zmieniały się z głupiej na głupszą. Kiedyś trzeba to wreszcie zrozumieć.

    Odpowiedz

  8. Wiesław Liźniewicz

    02. Sie 2012,  godz. 23:00

    Podstawowe pytanie brzmi: czy w obecnych realiach ordynacja ma jakieś znaczenie? Skoro 70 czy może nawet 80% prawa to jest prawo narzucane przez unię, a w sytuacji gdy prawo krajowe jest sprzeczne z prawem unijnym, to ostatnie ma decydujące znaczenie. Tak więc, dopóki jesteśmy w unii na tych warunkach na jakich tam weszliśmy, ordynacja jest bez znaczenia. Bo przecież niezależnie wybrani posłowie mogą sobie uchwalać różne rzeczy a unia i tak to skoryguje.

    Nie wiem na jakich warunkach weszła do unii Wielka Brytania, ale wiem, że wiele sobie zastrzegła. My oczywiście nie jesteśmy WB i wchodziliśmy tam, bo nie mieliśmy wyjścia, tak jak w 1945 roku. Będąc w tej unii nie mamy nic do powiedzenia. Tak jak nam – nie tak dawno – powiedzieli Francuzi: mamy siedzieć cicho i potakiwać.

    Ordynacja większościowa ma sens w państwie niepodległym. My niestety takim nie jesteśmy. Powstaje więc pytanie: czy w dającej się przewidzieć przyszłości nastąpi taki rozwój wypadków, że odzyskamy niepodległość? To z kolei wiązałoby się z wyjściem z unii lub jej rozpadem. I to jest właściwe pytanie o realną perspektywę wprowadzenia ordynacji większościowej. Ale samo odzyskanie niepodległości to za mało. Jak wiemy w 1918 roku Polacy nie skorzystali z okazji i zastosowali ordynacje proporcjonalną.

    Przypadek Rumunii też nie powinien wzbudzać nadmiernego entuzjazmu. Warto o tym pamiętać, że Rumunia nawet w tzw. obozie socjalistycznym prowadziła stosunkowo niezależną od ZSRR politykę. W 1984 roku np. nie zbojkotowała olimpiady w Los Angeles, tak jak uczyniły to wszystkie pozostałe kraje socjalistyczne ze Związkiem Radzieckim na czele i oczywiście Polską.

    Odpowiedz

  9. Paweł Kawarski

    02. Sie 2012,  godz. 18:47

    Jeśli można wyrazić odmienną opinię w odniesieniu do tylko jednego stwierdzenia:

    Ameryka doskonale wie jak odpowiedzieć na wprowadzenie j.o.w. u swojego sojusznika (bądź co bądź w Rumunii też będzie „tarcza antyrakietowa”) i odpowiedziała sprzeciwiając się j.o.w. w Rumunii i opowiadając po stronie rumuńskiego przeciwnika j.o.w.

    Jak przeczytałem wczoraj na jednym z blogów „JOW to oligarchia czego dowodem jest panująca oligarchia w Ameryce”. Należy więc wywodzić z tego, że niewprowadzenie systemu JOW w żadnym państwie, w którym Ameryka wprowadza demokrację i prawa człowieka, w żadnym państwie sojuszniczym, a wręcz stanowczy sprzeciw wobec takich prób podejmowanych przez obywateli, jest spowodowane oczywiście głęboką troską o to, aby ta okropna oligarchia nie zapanowała wśród ludów wyzwolonych z okowów niewoli!

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.