/Nieustające sądzenie generałów

Nieustające sądzenie generałów

Mija równo 20 lat od czasu, gdy z okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego przeprowadza się w mediach rytualne sądzenie generałów. Dociekliwi i nieustępliwi dziennikarze przypominają sobie, że żyje jeszcze gen. Jaruzelski, że żyje gen. Kiszczak, że żyją też i inni równie długowieczni byli właściciele PRL i że trzeba by ich osądzić za całokształt ich działalności, a osobliwie – bo to przecież właśnie rocznica – za wprowadzenie stanu wojennego. Jakoś tak się dobrze składa, że akurat Instytut Pamięci Narodowej wyśledził, dzięki upartym i trudnym badaniom historyków i śledczych to, co w Polsce od zawsze wiedziało każde dziecko, że generał Jaruzelski działał we współpracy z Moskwą i że w ramach tej sojuszniczej współpracy domagał się pomocy Kremla w kłopotach. Jest to doprawdy rewelacja niesłychana i gdyby nie dokumenty, do jakich po 20 latach dokopali się wreszcie nasi historycy i dokumentaliści, nigdy byśmy na to nie wpadli i zamiast słów potępienia dla zdrajców Ojczyzny budowalibyśmy im pomniki za chlubne zastosowanie zasady mniejszego zła.

Naturalnie, nie tylko dziennikarze biorą udział w tym przedstawieniu. Ochotniczo i amatorsko to samo robią różne organizacje społeczno-polityczne, które korzystają z okazji, żeby przypomnieć komu się da o ich patriotyzmie i zaangażowaniu obywatelskim, bo bez tego, obserwując ich działalność, moglibyśmy w nie zwątpić. Co jednak ważniejsze, w tej grze pozorów biorą udział również władze państwowe, a mianowicie prokuratury i sądy, które rocznicowo odgrzewają nigdy niczym niekończące się procesy o zbrodnie komunistyczne, o zbrodnię zdrady stanu, o zabitych i prześladowanych. Okazuje się jednak, że wobec podeszłego wieku i chorób, trapiących nawet najbardziej czerstwych generałów, posiedzenia sądów odbywać się nie mogą, bo sprawiedliwość wprawdzie musi być surowa, ale nie przesadnie i sądzić trzeba humanitarnie, tak jak to wypada humanistom w Unii Europejskiej. Zamiast więc za barierką w sądzie, albo zza krat więziennych, generałowie, ze zbolałymi minami odpowiadają na pytania nieustępliwych dziennikarzy, siedząc w miękkich fotelach, a swoich prześladowców częstują kawą i herbatką.

Dlaczego ten obrzydliwy teatr fałszu, obłudy i hipokryzji trwa już 20 lat i jak długo jeszcze będzie i musi trwać?

Odpowiedź jest prosta: tak długo, jak długo Polską rządzić będą ludzie, którzy z tymi generałami wódkę pili, śledzikiem zakąszali i zawierali z nimi "dżentelmeńskie umowy". Bo wprawdzie między takimi "dżentelmenami" na dotrzymywanie umów i zobowiązań – nawet przy sutej zakąsce – liczyć nie ma co, ale te "dżentelmeńskie porozumienia" i "pacta sunt servanda" zawierane były przy dobrotliwej asyście innych wielkich tego świata, gdybyśmy nawet mieli pominąć osoby duchowne, które to wszystko święconą wodą pobłogosławiły.

Umowy te zawierane były za zgodą wszystkich układających się stron i ich sponsorów, ale bez udziału polskiego i solidarnościowego pospólstwa, któremu ten cudowny mariaż mógł się wcale nie podobać. Podczas uroczystego kazania w sierpniu 1989 dowcipny wrocławski prałat powiedział do zgromadzonych: Solidarność była nieślubnym dzieckiem Partii, oddanym Kościołowi na wychowanie, a które teraz przechodzi do historii. Trafność tego spostrzeżenia była uderzająca, aczkolwiek to nieślubne dziecko nie bardzo chciało się z przechodzeniem do historii pogodzić i wierzgało, jak tylko mogło, utrudniając nieślubnej matce i świątobliwemu patronowi złagodzenie tej bolesnej operacji. Przypominają się np. czasy abdykacji króla Jana Kazimierza: wszystko było uzgodnione, jurgielt wypłacony nawet z nadmiarem, korony już dopasowane, a tu nagle zwaliła się na sejm elekcyjny szlachecka hołota i wszystkie te dobre zamiary diabli wzięli! Naturalnie, to było inne "pospólstwo", to byli wolni obywatele wolnej i dumnej Rzeczypospolitej, którzy przed królem klękali nie jak ruscy poddani przed samowładnym carem, ale jak prawdziwi obywatele przed Majestatem Rzeczypospolitej, całując ręce tego, który był tylko Primus inter Pares – pierwszy między równymi! Ale czy można było mieć pewność, że w 1989 roku ten Polski Duch Wolności, już głowy nie podniesie, nie zaprotestuje gwałtownie, nie ruszy pospolitym ruszeniem, aby sponiewierać i podeptać sekretne i uroczyste umowy? Nie zabiły przecież tego ducha długie pokolenia niewoli, nie zabiły przegrane powstania, nie zabiły wojny, przetrwał nawet pół wieku komunizmu, przetrwał zapewne uciążliwości i techniki stanu wojennego? Czy można mieć pewność, że nie kołacze się gdzieś tam po Polsce, w zakamarkach ciemnych polskich serc?

To aby uśpić i zdezorientować tego polskiego ducha urządza się te nieustanne jasełka, te patriotyczne jakoby łzy nad rozlanym mlekiem, te rocznicowe gusła, które mają zrobić na tym duchu wrażenie, że "dżentelmeni" nie zapomnieli o rozliczeniach, że są stróżami prawa i sprawiedliwości, że o nic innego im nie chodzi, jak tylko o to, żeby winnych komunistycznej przeszłości pociągnąć do odpowiedzialności. `

Kilka dni temu czytaliśmy wywiad z jednym z Generałów, który nam opowiada, jak to bez przerwy widzi w telewizji twarze swoich agentów. Tak, tak, pooddawał im ich "teczki", skoro go o to prosili, bo ludzki był z niego pan i czemu miał nie oddać, skoro  oni wierzyli, że jak im odda, to na tym koniec i już tylko pozostanie do końca życia bezpieczne pożywanie tego, co im się nigdy nie należało! Ale, jak widzimy dowodnie, nie do końca im oddał, skoro jest tak pewny swego i wierzy, że włos mu z głowy nie spadnie. I musi być pewny, bo gdyby nie był, to co stało na przeszkodzie, żeby sobie pojechał gdzieś w ciepłe kraje, gdzie w piecach nie potrzeba palić, a pieczone gołąbki same wpadają do gąbki? Czyżby mu ktoś zabrał paszport albo samochód, albo pieniądze? Czemu to tak się godzi, żeby katowali go dziennikarze i różni inni dociekliwi pismacy?

Te gusła ochronne i jasełka maskujące nie skończą się dopóki nie zbudzi się uśpiony Duch Polski i nie ruszy pospolitym ruszeniem, aby przerwać tę niesmaczną farsę upozorowaną na dramat i tragedię narodową.

Zmienić ordynację, rozwiązać Sejm!

Wrocław, 9 grudnia 2009