Pan Igor Janke narzeka na brak mocy w polityce, pisze o tym tu, a poprzednio jeszcze tam. Ma w tym sporo racji, lecz pomija sprawę kluczową. Politykę można robić normalnymi, legalnymi środkami tylko w zdrowym demokratycznym państwie, które nie przeszkadza obywatelom działać. W państwie skonstruowanym dla obywateli a nie przeciw nim. Polska nie jest dziś takim krajem.

 

 

Drobny handel upadł w Polsce w latach 40. nie dlatego, że sklepikarze byli leniwi, tylko wskutek planowego wykańczania ich przy użyciu bandyckiego, specjalnie w tym celu uchwalonego prawa i aparatu przemocy państwa. W socjalizmie nie można było otworzyć sklepu a tylko handlować na bazarze, i wola, moc czy cojones nie miały nic do rzeczy.

 

 

Kiedy po 1989 roku wprowadzono normalne prawo w tym zakresie, nagle jak grzyby po deszczu wyrosły małe i większe stragany, potem prywatne sklepy, a dziś np. handel żywnością w Polsce jest jednym z najbardziej rozproszonych w Unii Europejskiej. Okazało się więc, że można i państwo nie musiało nic konkretnego w tym celu robić, poza jedną bardzo ważną rzeczą: przestać przeszkadzać.

 

 

Pan Janke przywołuje sukces Salonu24 na dowód, że chcieć to móc. I dobrze, ma Pan prawo być dumny z tego co stworzył, Salon to istotnie niezwykłe miejsce. Tylko, drogi Panie Igorze, jeśli można mi się w ten sposób spoufalić, proszę sobie wyobrazić, że obowiązuje następujące prawo, dotyczące prowadzenia stron internetowych:

  1. Jeżeli strona po najdalej 4 latach swej działalności ma klikalność na poziomie mniejszym niż 5% w skali kraju, to jej właściciel płaci 100% podatku od przychodu, który dzięki niej uzyskał.
  2. Jeżeli w tym samym okresie klikalność osiągnie co najmniej 5%, to właściciel otrzymuje z budżetu państwa dotacje proporcjonalnie do klikalności.

 

 

Dałby Pan radę w takich warunkach wyżyć z tego portalu, startując od zera i nie mając ogromnego kapitału na promocję, czy splajtowałby?

 

 

Zasady 1) i 2) są wyjątkowo absurdalne, wiem, normalnemu człowiekowi nie przyjdzie do głowy, że można tak bezczelnie pętać wolność gospodarczą. Kraj, w którym takie prawo mogłoby być wprowadzone to chyba tylko Kuba, Białoruś albo inny komunistyczny skansen. Jakiś dom wariatów.

 

 

Albo… Polska. Proszę zajrzeć do ordynacji wyborczej do Sejmu. Jest w niej nawet więcej absurdalnych i niedemokratycznych przepisów niż w moim skromnym przykładzie.

 

 

Zgoda, w Polsce mamy marazm społeczny i polityczny, częściowo jest on spuścizną po PRL-u. W znacznie większej jednak mierze ów marazm jest efektem właśnie tego, że socjalizm dalej w najlepsze trwa w samym sercu demokracji. Władza jest w naszym kraju upaństwowiona. Obywatel może wiele rzeczy, dopóty dopóki nie zachce mu się działalności politycznej, bo wtedy nagle się okazuje, że prawo w tym państwie jest skonstruowane przeciw niemu.

 

 

Nie możemy indywidualnie kandydować. Nie możemy rozkręcać lokalnych inicjatyw i startować do Sejmu, bo zarżnie nas próg wyborczy. Nawet jeśli się skrzykniemy i wygarniemy np. w Warszawie 25% głosów, to i tak nie powąchamy ani jednego mandatu, bo w skali kraju będziemy poniżej 5%. Oczywiście można liczyć na to, że ludzie zorganizują się jednocześnie wszędzie i przejdziemy próg. Póki co jednak nauka mówi nam co nieco o ewolucji i opowieści o tym, że Bóg ulepił człowieka z gliny od razu w gotowej postaci, można traktować jedynie symbolicznie.

 

 

Takoż jest i w polityce. Ruchy masowe organizują się od dołu. I dokładnie ten proces jest w Polsce celowo blokowany przez niedemokratyczne prawo. Bez jego zmiany będziemy tu mieli to, co do tej pory.

 

 

Mało tego, obecna ordynacja, w której kandydaci na posłów są wyznaczani nie przez wyborców lecz przez partyjne centrale, sprzyja degeneracji partii już istniejących. Pisze Pan Janke, że PiS i PO powstały prawie z niczego. A jak one wyglądają dziś, po 10 latach od powstania, czyż nie są nędznym cieniem samych siebie choćby sprzed pięciu lat? Czyż tamte różnorodne i bogate w środowiska organizacje nie zdegenerowały się do partii-młotków, których jedynym zadaniem jest walić po łbie?

 

 

Jeśli dziś powstanie kolejna partia, to przy obecnym systemie po kilku latach zdegeneruje się do poziomu obecnej PO czy PiS, bo jej przywódca będzie używać nienależnego mu prawa ustawiania list wyborczych do wycinania swoich przeciwników i umacniania władzy. Proste. Niczym prawo przyrody.

 

 

Dziś w 30 lat po Wielkim Sierpniu i Wielkiej "Solidarności" politycy dwóch głównych partii przekrzykują się, kto był wtedy bardziej zasłużony i wycierają sobie usta wielkimi słowami jak wolność, solidarność, współdecydowanie, a nie widzą, że postulat legalizacji Wolnych Związków Zawodowych dalej czeka na spełnienie…

 

 

Źródło: http://miraz.salon24.pl/225071,nie-mocy-nam-trzeba-lecz-wolnosci-do-pana-janke

Dyskusja - 1 komentarz
  1. redaktor naczelny

    12. Wrz 2010,  godz. 10:06

    Komentarz @natipak1. pt. „miraż… pan naprawdę?” został usunięty przez redaktora strony.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.