/Neomarksizm jako propozycja samobójstwa cywilizacji – jak „to” odrzucić?

Neomarksizm jako propozycja samobójstwa cywilizacji – jak „to” odrzucić?

I część tego tekstu ukazała się w tygodniku "Nasza Polska" nr 7 z 15 lutego 2011 z paroma skrótami redakcyjnymi "NP".


Leczył tam Prosper

Z Baltazarei

A wszystko octem

Siedmiu złodziei

 

Co drugi przez ten

Ocet umierał

Ale kitując

Chwalił Prospera

(K. I. Gałczyński)

 

 

I. Skąd taki temat?

 

Bieg spraw w Polsce napawa mnie przerażeniem. Tym większym, że tak wielu naszych obywateli akceptuje to co jest, i odmawia myślenia. Perwersyjna woń neomarksizmu zatruła Zachód, a teraz obezwładnia blisko połowę Polaków, którzy bezrefleksyjnie popierają politykę rządzących elit. Chwalą Prospera. Rząd PO pełni rolę dobrotliwego anestezjologa – pacjent wprawdzie umiera, ale jest szczęśliwy, bo lekarz mówi – jest coraz lepiej.


Systematycznie sprzedajemy przyszłość naszych dzieci i wnuków. Nie będę tu wyliczał strat i katastrof ostatniego dwudziestolecia – mamy znakomitych analityków i diagnostów tej zapaści. Ks. prof. C. S. Bartnik, prof. B. Wolniewicz, dr C. Mech, dr J. Szewczak, dr W. Błasiak, redaktorzy S. Michalkiewicz, W. Ruszczyński, J. M. Jackiewicz, R. Ziemkiewicz i inni ukazywali takie zestawy faktów po wielokroć. Skwitować można to jednym zdaniem – jest coraz więcej długu państwowego, coraz mniej suwerenności, pracy, dzieci, wojska, własności i produkcji – nawet cukier, nawet węgiel sprowadzamy już z zagranicy. Nieodpowiedzialność, brak wyobraźni elit politycznych i Rządu RP uwidocznia też katastrofa smoleńska i to, co się po niej dzieje. Zapytać więc trzeba, jak to jest, że blisko połowa Polaków nie dostrzega tych znamion upadku i gotowa jest nadal popierać dotychczasową władzę państwową?


Dodać należy, że w aspekcie demografii upadek cywilizacyjny funduje sobie od lat cała Europa Zachodnia. Źródłem tej społecznej amnezji jest trwająca od dziesięcioleci neomarksistowska ofensywa ideologiczna rozpowszechniona w Unii Europejskiej. Owocuje ona programowym niszczeniem zasad cywilizacji łacińskiej, deprecjonowaniem rodziny, bezpłodnym erotyzmem, aborcją i eutanazją na życzenie, lansowaniem dziwactw i dewiacji seksualnych. W efekcie – zanikiem ludności tubylczej i zapaścią demograficzną. W ten obszar, dla zapełnienia pustych miejsc, wchodzi witalny elektorat islamski, który rosnąc liczbowo, według reguł jak najbardziej demokratycznych wkrótce tam zapanuje.


Mówiąc krótko, ideologiczna demoralizacja 1968 roku uzyskała przewagę nad biologicznym i kulturowym imperatywem przetrwania cywilizacji łacińskiej w Europie. Slogan tolerancja obezwładnia europejczyków, którzy powinni bronić wartości tradycyjnych. Są to – naród, rodzina, religia, obyczaj, wychowanie, kultura. Laicyzując się na własne żądanie, akceptując malejącą liczebność przyszłych pokoleń, nie tylko obniżają swoje kwoty emerytalne, ale przede wszystkim zdają się zachęcać obcych – przychodźcie, akomodujcie się w Europie, weźcie nas za łeb, bo my nie mamy już pomysłu na życie.


Jest więc diagnoza, lecz, jak dotąd, nie widać w Polsce dobrej syntezy ani planu wyprowadzania z pułapki w jakiej się znalazła – pułapki agresywnej ideologii i praktyki europejskiego liberalizmu (neomarksizmu/libertynizmu/neoliberalizmu/socjalizmu – nazw tych będę używał zamiennie), niewidocznej sieci obcych agentur oraz powszechnej niefrasobliwości obywateli. Niniejszy tekst stanowić ma przyczynek do tego zadania. W pewnym stopniu odnosi się on również do zagrożenia muzułmańskiego Europy.


Logika dedukcyjna mówi, że aby coś zmieniać, trzeba mieć jasną wizję celu ostatecznego i wtedy budować wieloletni program działania. Ładne to, lecz nie dość praktyczne – świat zmienia się nazbyt szybko i nawet na jeden rok nie da się przewidzieć z góry wszystkich istotnych dla naszego Kraju uwarunkowań, nacisków wewnętrznych lub zewnętrznych, zbiorowych obsesji, katastrof naturalnych, koniecznych kompromisów, ambicji lub ich braku. Nastawmy się raczej na proces pragmatyczny – wcześnie zauważać potrzeby lub zagrożenia, natychmiast podejmować inicjatywy zapobiegawcze, zatykać dziury i płynąć dalej. Pomyślmy o takiej organizacji państwa polskiego, która będzie w stanie zapewnić to minimum sprawności. Nie jest to program wykluczający przyszłość Polski w europejskiej Rodzinie Ojczyzn.


Budując wizję Polski musimy się upierać przy tym, co jest istotą demokracji. Naród jest suwerenem – traktujmy to jako oczywistość. Powołuje rząd i administrację jako instytucje służebne, które mają dbać o bezpieczeństwo i kilka innych usług. Za to im się płaci. Jednak, jak zauważył już A. de Tocqueville, Trudno jest obywatelom, którzy są mniej więcej równi, obronić swą niezależność przed zakusami władzy.


Strategią neomarksistów jest przejęcie władzy i zapewnienie sobie jej trwałości poprzez ideologiczną indoktrynację młodzieży w szkołach. Trzeba więc postawić to radykalnie – próba przekształcania charakteru Narodu, uzurpacja funkcji wychowawczych przez rząd i jego instytucje jest wykroczeniem poza przyznane uprawnienia. Jest przestępstwem, które powinno podlegać karze. Rząd ma dbać o zachowanie Narodu w kształcie mu właściwym – zastanym, tradycyjnym. Ma temu służyć i za to mu płacimy. To powinno być prawem w skali każdego państwa i w skali całej UE.


Tymczasem jesteśmy świadkami różnych form socjalistycznego zamachu na tradycyjne zasady i wolność sumienia obywateli. Znamy wszyscy znamienne wydarzenia ostatnich miesięcy: próba eliminacji krzyża w szkołach, atak na pojęcia Ojca i Matki, ustawodawstwo proaborcyjne, hasła eutanazji.



II. Jaka jest Unia Europejska?


Pomysł na wspólną Europę został/jest zawłaszczony przez środowisko neoliberałów o tradycjach 1968 roku – rozwalić za wszelką cenę istniejący świat i budować nową powszechną centralizację światową. Z motywacji zupełnie surrealistycznej – że to rewolucja musi być – trwa próba demontażu cywilizacji europejskiej i chrześcijańskich kanonów życia. W płaszczyźnie obyczaju, prawa i polityki.

 

Neoliberalizm jest ruchem zorganizowanym przez marksizującą inteligencję znudzoną powszechnym łaknieniem stabilizacji po II wojnie światowej, nieświadomą konsekwencji swego zamachu na dotychczasowy świat, pozbawioną instynktu samozachowawczego. Proletariat jako nośnik rewolucji nie sprawdził się, a więc wymyślili inną metodę przemiany świata – opanowanie procesu wychowawczego, marsz przez instytucje. Skutecznym narzędziem degradacji zasad zachodniej cywilizacji okazały się najpierw niektóre uniwersytety, a potem ekipy rządzące i aparat propagandy. Zwłaszcza telewizja, działająca pod przymusem atrakcyjności audycji, tj. emisji tylko tego, co da się drogo sprzedać na rynku reklamy produktów i usług. Skandal, łamanie prawa i obyczaju, brutalność, pornografia – tematy oswajające z deprawacją okazały się dobrą falą nośną dla reklamy. Jednocześnie środowiska neomarksistowskie świadomie tworzyły terminologię deprecjonującą osiągnięcia cywilizacji chrześcijańskiej i europejskiej – instalowano w świadomości białego człowieka kompleks winy za podboje, inkwizycje, wyzysk.


Nastąpiła samoorganizacja grup mniejszościowych wyznaczonych przez wspólne mianowniki fizjologii, choroby, specyficznych upodobań, ideologii, narodowości i wzrost ich znaczenia medialnego. Deklarując się jako mniejszości uciskane, żądają specjalnie przyjaznego traktowania ze strony większości. Kto nie chce akceptować tych roszczeń, jest terroryzowany wymyślonymi w tym celu epitetami w rodzaju: bigot, szowinista, faszysta, ksenofob, homofon, antysemita, seksista. To ma wywołać wśród większości kompleks winy – zmiękczyć ją. Celem ich działania jest uzyskanie wysokiej pozycji w społeczeństwie, najlepiej przez odwrócenie kryteriów dobra i zła, zdrowia i choroby, piękna i brzydoty, przyzwoitości i deprawacji. Także – stworzenie własnej przestrzeni dla osiągania sukcesu życiowego – popularności, miejsca w historii, korzyści finansowych, wpływu na władzę a nawet udział w niej.


Demograficznie jałowe i liczbowo marginalne środowiska dewiantów seksualnych lansują zmianę świadomości społecznej, sięgając po status należny normalnej rodzinie. Ostatnio prasa donosi o próbach eliminacji pojęć ojciec i matka w rubrykach dokumentów paszportowych USA. I są chętnie lansowane w mediach, defekt uzyskuje prawie rangę szlachectwa, zaś normalna większość społeczeństwa – epitet zacofanego zaścianka. Dziwactwa w rodzaju płynności płci, czyli prawa każdego człowieka do wyboru własnej płci na drodze interwencji chirurgicznej, opanowują uniwersytety. Oczywiście – zabiegi takie, podobnie jak zabiegi aborcji, powinno zainteresowanym fundować społeczeństwo. Pisarka niemiecka Gabriele Koby podaje w znakomitym wywiadzie dla „Naszego Dziennika z 24 stycznia 2011, że w Parlamencie UE pojawił się projekt unikania słów ojciec i matka w dokumentach unijnych – aby nie drażnić środowisk homoseksualnych.

 

W efekcie splugawienia tego tematu odpowiedzialna miłość kobiety i mężczyzny jest zjawiskiem coraz rzadszym. Aurę subtelności wokół przeżyć intymnych, osobistych, rodzinnych, religijnych, narodowych apostołowie neoliberalizmu chcą zastąpić powszechnym bzykajmy się. Nie ma więc dzieci – za rozbiciem rodziny idzie systematyczna katastrofa demograficzna cywilizacji Zachodu.


Filozofia Gramsciego – marsz przez instytucje zaowocowała już powstaniem kilkudziesięciu tysięcznej sprawnej biurokracji europejskiej, implantującej taki program w państwach UE poza demokratyczną kontrolą. Metodą lawiny instrukcji szczegółowych, obwarowanych sankcją finansową.


Nie sposób pojąć, skąd biorą się inteligentni ludzie, którzy to propagują, ani dlaczego demokratyczna większość daje im się mentalnie terroryzować, zamiast oddzielić się od nich solidnym systemem prawnych zabezpieczeń. Nie sposób pojąć, jak polski Sejm mógł ustawą z 3 grudnia 2010 zaakceptować unijną zasadę równego traktowania, czyli obowiązek osoby pomówionej o jej naruszenie do udowodnienia, że tak nie było. Jak mówił S. Michalkiewicz w felietonie radiowym Radia Maryja 27 stycznia 2011 – jest to wręcz sprzeczne z Art. 42.3 Konstytucji RP – każdego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.


To jest socjalistyczny zamach stanu – filozofia zbiorowego samobójstwa. Trzeba to odrzucić, bo źródło tej doktryny jest chore, jej cele są groźne a konsekwencje – zabójcze dla społeczeństwa. Agresywnie a bez podania racji atakuje ona dotychczasowe kryteria (wyznaczniki) godziwego życia. Media, włamawszy się do domów, wciskają do nich obrazy brutalne, pornograficzne i dewiacyjne. Następuje literacka lub filmowa banalizacja przeżyć intymnych człowieka. W ich miejsce pojawia się, mówiąc lapidarnie, zachęta do powszechnej kopulacji tańczących konsumentów, każdego z każdym, najlepiej w kolorowych samochodach, przy akompaniamencie hucznych salw z broni maszynowej. Pojawia się pogarda dla życia i ciała ludzkiego, dla kryteriów przyzwoitości, dla historii, kultury i tradycji. Brutalizacja obyczaju i sztuk pięknych. Manipulacje farmakologiczne ludzkim ciałem. Zadufałe szyderstwo głupców wobec rodziny i naturalnej miłości kobiety i mężczyzny, która jest istotą istnienia rodzaju ludzkiego. Towarzyszą temu roszczenia tych mniejszościowych środowisk o tzw. tolerancję, czyli w istocie o coraz to szerszy zakres przywilejów ze strony większości dla ich specyficznych obyczajów.


Czas nie tylko na ironię i pogardę dla ich ubogiej telewizyjnej wizji szczęścia. Relatywizm i deprawacja głoszone przez środowiska socjalistycznej rewolucji kulturalnej mogą zniszczyć fizycznie i duchowo świat planety Ziemia. Trzeba powiedzieć NIE – w demokracji prawo i obyczaj ustala większość i to jest gwarancja bezpieczeństwa rodzaju ludzkiego. Tolerancji nie wolno identyfikować z aprobatą. Mniejszość winna jest gospodarzowi szacunek i lojalność. Te ich prostackie pomysły trzeba po prostu w imię rozumu odrzucić. W skali Polski i w skali Świata.



III. Czy przyszłość Polski w UE?


W płaszczyźnie politycznej tendencje transformacyjne neoliberałów wprowadzają konflikt do zasad życia w UE, której stabilność i bez tego jest narażona na liczne napięcia wynikające z różnic zaawansowania ekonomicznego, kultury i oczekiwań państw uczestniczących. Stawia to pod znakiem zapytania samo istnienie UE. Jeśli jednak UE ma się rozlecieć, to trzeba nam w Polsce być z tą chwilą gotowym do podjęcia własnego życia państwowego. To oznacza, że muszą przetrwać sprawne kanoniczne instytucje państwa, zdolne zapewnić kontynuację samodzielnego  istnienia, stabilności i bezpieczeństwa Polski.


Tu dotykamy wręcz odwrotnej antynarodowej tendencji obecnych ideologów UE w Polsce i w Brukseli – eliminowania lub marginalizacji dotychczasowych instytucji kanonicznych państw członkowskich – takich jak bank centralny i własna waluta, armia i system obrony terytorialnej, system praw. Za tym idą wynikające z zasad neoliberalizmu: procesy ubożenia i stratyfikacji majątkowej społeczeństw, brutalizacja życia codziennego, wzrost kontroli policyjnej względem opozycji politycznej, wykluczania Kościoła Katolickiego z życia publicznego, zadłużenia państwa względem globalnych korporacji finansowych, szantaż finansowy w celu przejęcia przemysłu, banków i mediów przez ponad narodowe korporacje, totalizacja ustroju politycznego w kierunku władzy monopartii. W sumie – destrukcja Europy opartej o grecki szacunek dla prawdy, rzymskie prawo i chrześcijańskie poczucie godności. Nacisk unijny stawia narody w sytuacji bez wyjścia – mosty zostały spalone, masz się ślimaku zmieścić w nowej muszli.


Jak to wyraził mędrzec naszego czasu, ks. prof. Cz. Bartnik – lansując dominację praw mniejszości – etnicznych, religijnych, seksualnych, korporacyjnych i innych, Liberalizm przewrócił pojęcie demokracji. To jest praktyka samobójcza dla wolności. Demokracja jest i musi pozostać działaniem w interesie większości obywateli. Aby to się materializowało, konieczny jest rozumny system wyłaniania i kontrolowania władzy państwowej.


Piszący te słowa wyznaje pogląd, że jeśli UE ma trwać, to powinna trwać w postaci federacji gospodarczej państw o wysokim poziomie autonomii gospodarczej i politycznej, obyczaju, prawa, inicjatywy, ducha wolności. Zdolnych z tej racji do gromadzenia i przekazywania własnych doświadczeń i propozycji ustrojowych całej wspólnocie. A to oznacza dbałość o dobry stan własnych instytucji państwowych. Należy do nich w pierwszym rzędzie system wyboru władzy ustawodawczej.



IV. Jak odzyskać władzę nad sobą?

 

Jak obudzić instynkt samozachowawczy Polaków? Jak odrzucić przy tym pajęczynę neomarksizmu? Jak wyrwać się z pułapki ustrojowej, do której wpadliśmy nieopatrznie, zatwierdzając w referendum konstytucyjnym dominację partii politycznych nad narodem? Bo to wyrażać ma Art.96 Konstytucji RP, że wybory są proporcjonalne. Ten sens ma poddanie uprawnienia obywateli do zorganizowania referendum decyzji Sejmu – Art.125 Konstytucji RP. Uchwała o finansowaniu partii politycznych przez budżet państwa jest już tylko naturalną konsekwencją tej partiokracji.


Przyznajmy po męsku – to my, obywatele, w referendum konstytucyjnym nieopatrznie – zatwierdziliśmy te narzędzia zniewolenia, które partyjni kombinatorzy chętnie przechwycili i trzymają. Jednym z efektów jest postępujące ograniczenie suwerenności. Ratyfikując Traktat Lizboński, posłowie VI Kadencji Sejmu sprzeniewierzyli się swemu ślubowaniu poselskiemu. Czeka nas wobec tego kilka herkulesowych zadań ustrojowych i wychowawczych. Oto one:


1. Ograniczyć liberalne tsunami, wzmocnić pozycję państw narodowych w UE


Chcę tu wyrazić pogląd, że korzystny jest podział Świata na małe państwa pilnujące własnych spraw, chroniące swe obyczaje i normy prawne, suwerennie regulujące swoją współpracę z innymi, zdolne na swoim terytorium ograniczać skutki globalnych kryzysów. Jako fizyczny model takiej sytuacji wystarczy rynienka z kratownicą, taka jaka służy do hodowli kostek lodu w lodówce. Jeśli nie ma tam kratownicy, to nawet niewielki przechył gromadzi wodę na jednym końcu rynienki i woda się wylewa. Powstaje fala tsunami, czyli katastrofa. Jeśli jednak włożymy kratownicę, to woda przechylając się pozostaje w swoich prostokątach i jest czas na korektę poziomu, na zapobieżenie tej katastrofie.


Unia Europejska, (a tym bardziej Nowy Wspaniały Świat (NWO) jako neoliberalne państwo globalne bez granic, obejmujące całą kulę ziemską) jest już na starcie narażona na gigantyczne fluktuacje strukturalne, bo grupy lokalnie małe w swych krajach łączą się międzynarodowo i wtedy jako silne grupy globalne uzyskują nieusprawiedliwioną przewagę w sprawach lokalnych. Te mechanizmy globalizacyjne są obecne już teraz i należy się im przeciwstawiać. Oto niektóre przykłady:


1. Najazd setek europejskich ekologów na okolice Augustowa, celem zablokowania budowy obwodnicy drogowej niezbędnej dla zdrowia i bezpieczeństwa tego miasta. Inwestycja ta była zaakceptowana zarówno przez miejscowy samorząd, jak i przez Rząd RP.


2. Międzynarodowe demonstracje dewiantów seksualnych na polskie miasta – tzw. parady miłości. Ich celem jest przyzwyczajenie mieszkańców Polski do zachowań uznanych powszechnie za ordynarne i prowokacyjne, do niszczenia taktu i dobrego obyczaju w sprawach intymnych.


3. Mania administracyjnej nad-regulacji ze strony licznej i sprawnej biurokracji UE (przysłowiowy kształt i rozmiar ogórka), celem wymuszenia unifikacji sposobów życia i produkcji w różnych krajach Unii.


To Sejm ma obowiązek dopilnowania tego, aby nasze ustawodawstwo zapobiegało dalszej utracie suwerenności. Tak jak uczynili to Niemcy. Jednak, czy wyłonieni w głosowaniu na listy partyjne posłowie podejmą kiedykolwiek to zadanie? Wszak przyznanie się do błędu może ich partiom zaszkodzić w wyborach!


2. Odzyskać utracone mechanizmy  kontroli Obywateli nad Państwem


Obecnie w Polsce jest tak, że Obywatele są pozbawieni prawa wyłaniania kandydatów w wyborach do Sejmu. Dominacja partii dzierżących władzę jest w Polsce w zasadniczym stopniu zapewniona przez system wyborczy – wyborcy nie mają wpływu na kształt list wyborczych (a właśnie tzw. bierne prawo wyborcze  dawałoby obywatelowi szansę czynnego udziału w procesie wyborczym). Dla niepoznaki dana jest im okazja do głosowania, ale listy kandydatów ustalają liderzy partii.


Ująć to należy jeszcze szerzej – obywatele nie mają w Polsce żadnej realnej możliwości wyrażenia swej woli bez zezwolenia aktualnego aparatu władzy. Wszystkie mechanizmy oceny i korekty spraw państwa są podporządkowane kontroli partii politycznych i podporządkowanych im poprzez Sejm organów władzy państwowej. To jest istota partiokracji. W szczególności i na pierwszym miejscu:


1. Naród nie ma prawa przeprowadzić ani wymusić zorganizowanie referendum na temat, jaki uzna za ważny. Istnieje tylko ścieżka wyrażenia życzenia referendum pod adresem Sejmu (Art. 125.2 Konstytucji RP) – w postaci zbiorowego żądania podpisanego przez co najmniej 500 tys. uprawnionych obywateli. To jest wielka praca, wymagająca zaangażowania się tysięcy obywateli przez wiele tygodni, a więc to rozstrzygniecie ma charakter prohibicyjny blokuje takie inicjatywy. Ustawa stwierdza, że po spełnieniu takiego żądania Sejm, zbadawszy jakość podpisów, nawet jeśli inicjatywa ma niezbędną liczbę ważnych podpisów, może podjąć decyzję NIE. Praktycznie ta forma demokracji bezpośredniej jest więc pod kontrolą grupy dzierżącej aktualnie władzę; ergo – władza tej grupy nie może być bez jej zgody zakwestionowana.

 

2. Ordynacja wyborcza praktycznie wyklucza wybór posła bez pośrednictwa partii. Obywatel nie należący do partii jest praktycznie pozbawiony prawa do kandydowania. Pracuje na to kilka mechanizmów blokujących:


Nakaz kompletowania wieloosobowych list kandydatów jako warunek zaistnienia kandydata  w wyborach (indywidualnie kandydat wystartować nie może).


Niezbędność wysokiej liczby 5 tys. podpisów poparcia dla listy kandydatów celem jej akceptacji.


Obowiązek rejestracji list wyborczych każdego komitetu wyborczego w co najmniej połowie okręgów wyborczych. 


Wyłączenie kandydata z procesu wyborczego, jeśli jego lista nie uzyska co najmniej 5% głosów w skali kraju (3% dla mniejszości narodowych).


W nowopowstałym Kodeksie Wyborczym pojawiło się dodatkowo wymaganie 35% parytetu płci na partyjnych listach wyborczych, co oznacza dalsze wzmocnienie pozycji liderów w formowaniu tych list.  


3. Nie istnieje mechanizm odwołania posła przez wyborców


Warto jako podsumowanie tej części przypomnieć Art. 4 Konstytucji RP: Władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu. Jednocześnie wg Art. 104 – Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców. Można sądzić, że nie jest to sprzeczność przypadkowa – że to celowa dezorientacja obywateli przez cynicznego prawodawcę.


Proces ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego wykazał dowodnie, że posłowie wybrani według dotychczasowej ordynacji partyjnej nie są w stanie zadbać o stan Państwa Polskiego i o jego należną pozycję w Unii Europejskiej. Zło tkwi w partyjnym systemie wyboru reprezentacji do pełnienia władzy w Polsce.



3. Przywrócić obywatelom prawo kandydowania do Sejmu


Dla naprawy państwa konieczny jest system wyborczy pozwalający wyłonić godną zaufania sprawną ekipę władzy. Sejm, który będzie też w stanie ograniczyć do rozsądnego rozmiaru dyktatorskie apetyty brukselskiej biurokracji. Zalety takie ma system jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW), znany ze złotego wieku historii Polski, a stosowany obecnie w kilkudziesięciu krajach, m.in. w Anglii. Ruch Obywatelski na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "JOW" głosi hasło: trzeba do Sejmu wybierać ludzi, nie partie. Ludzi służby, talentu, zasad. Projekt takiej ordynacji jest dostępny na portalu Ruchu pod adresem http://jow.pl/dokumenty/projekt-ordynacji


Przypomnę: w systemie JOW kandydować może każdy wyborca okręgu, zaś ten, który uzyskał najwięcej głosów poparcia w dniu głosowania staje się posłem okręgu. W Polsce przy 460 mandatach sejmowych okręg wyborczy obejmie ok. 65 tys. wyborców. System JOW jest prosty i przejrzysty – nie ma po prostu miejsca na manipulacje. Stanowi dzięki temu wielką szkołę postaw i zaangażowań obywatelskich.


5 stycznia 2011 pojawił się parlamentarny projekt ordynacji wyborczej dla Senatu, który stanowi istotny krok we właściwym kierunku. Oznacza on, że idea JOW dla Sejmu, którą Ruch Obywatelski JOW głosi od lat 18. przebiła się do świadomości wielu Polaków jako niezbędny imperatyw ustrojowy. Że partie, walczące o elektorat muszą się tą ideą bodaj pochwalić, aby mieć szansę w wyborach.


Projekt ordynacji dla Senatu jest dobrym wzorcem – jednomandatowe okręgi, wybory w jednej turze, bez procentowych barier. Jak pisze P. Siergiejczyk („Nasza Polska” nr 3, 18.01.2011): Dlaczego cieszę się z tej zmiany? Bo wprowadza proste, uczciwe zasady…. W ocenie ekspertów Ruchu Obywatelskiego JOW szkodzi tylko tej całości zbyt wysoka bariera dostępności – 2000 podpisów poparcia dla kandydata (Art. 265). Wystarczyłoby 10 podpisów i rozsądna kaucja pieniężna.


Poprawa ordynacji senackiej to jest tylko mały krok do przodu. Byłoby źle, gdyby projekt senacki przesłonił zasadniczą wadliwość ustrojową obecnych partyjnych wyborów posłów do Sejmu i wyłączył czujność obywatelską Polaków. To Sejm jest najważniejszą instytucją demokracji. Nie wolno składu Sejmu oddawać do dyspozycji kilku partyjnych liderów, którzy ustalają listy kandydatów. Nacisk naszego społeczeństwa na odzyskanie prawa do kandydowania i na wprowadzenie większościowej ordynacji wyborczej typu angielskiego – ordynacji JOW – do Sejmu musi nadal trwać i narastać.


4. Co winno zapewnić państwo i prawo?


Potrzebny jest świadomy i wielki wysiłek Polaków, aby zapanować nad swym państwem. To znaczy przede wszystkim – lepiej niż dotychczas wybierać reprezentację do pełnienia władzy państwowej. Która w oparciu o Art. 8.1 Konstytucji RP: Konstytucja jest najważniejszym prawem Rzeczypospolitej Polskiej będzie chciała i mogła ograniczyć wpływ Traktatu Lizbońskiego i neoliberalnego prawodawstwa Unii Europejskiej na nasz obyczaj, politykę, prawo, gospodarkę i kulturę.


Obszerną i bogato udokumentowana listę szczegółowych postulatów naprawy znajdziemy w ostatnich książkach prof. W. Bojarskiego. Mając je na uwadze, autor niniejszego przedkłada swoją propozycję przyszłych działań organizacyjnych i legislacyjnych:


  1. Na każdym poziomie życia narodowego dbać o edukację młodzieży w duchu dumy z przeszłości narodu i ambicji rozwoju państwowości polskiej i cywilizacji chrześcijańskiej. Promować wysoki poziom i wielostronność nauczania. Stymulować rozwój inicjatywy obywatelskiej i rozmaitości (mnogości) form więzi miedzy obywatelami.
  2. Dbać o trwanie oraz zachowanie kompetencji i mocy decyzyjnej instytucji Państwa. By chronić ten kształt życia jaki mamy. By być w pogotowiu, gdyby UE miała się rozpaść.
  3. Kształcić w obywatelach poczucie dumy z bycia wybitnym Polakiem cywilnym; nie tylko za heroizm militarny lub poziom artystyczny. Uczyć o sukcesach gospodarczych, o wynalazkach, o zgodnym pożyciu różnych grup narodowych i religijnych w naszym Kraju, o architekturze naszych świątyń, mostów i miast, o myśli politycznej i gospodarczej wybitnych patriotów – Kazimierza Wielkiego, J. Długosza, P. Włodkowica, J. Zamojskiego, S. Staszica, A. Mickiewicza, B. Prusa, J. Piłsudskiego, R. Dmowskiego, E. Kwiatkowskiego, H. Cegielskiego, W. Grabskiego, S. Wyszyńskiego, K. Wojtyły, R. Kuklińskiego, R. Kluski, Z. Herberta, J. Popiełuszki…, o kulturotwórczej roli Kościoła Katolickiego.
  4. Uwidoczniać i wykorzystywać w instytucjach państwa ludzi sukcesu gospodarczego, naukowego, wojskowego, samorządowego – przedsiębiorców, wynalazców, dyrektorów, wójtów, rolników, nauczycieli, lekarzy, radnych, oficerów służb państwowych, proboszczów.
  5. Stworzyć prawne ułatwienia dla powstawania i rozwoju polskich banków, przedsiębiorstw produkcyjnych i usługowych. Eliminować przepisy formalne utrudniające przedsiębiorczość.
  6. Utrzymać polski Bank Centralny i polską walutę złoty polski, jako mur obronny wobec zewnętrznych kryzysów ekonomicznych.
  7.  Gdy Polska jest w UE, Sejm jest ważniejszy niż dotychczas. Należy odrzucić dotychczasowy system wyborów  partyjnych, jako system korupcjogenny, eliminujący odpowiedzialność posłów i obywateli za ich państwo, i wybierać posłów w systemie jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW). Wysoki poziom kompetencji i patriotyzmu Sejmu może być silną legislacyjną tarczą chroniącą życie państwowe Polski przed odśrodkowymi i demoralizującymi tendencjami biurokracji europejskiej, przed polityką ograniczania demokracji w Europie.
  8. Należy skasować budżetowe finansowanie partii, które się załapały do Sejmu, bo to uniemożliwia dochodzenie do głosu nowych koncepcji politycznych. (Podkreślam: system JOW angażuje obywatela w sprawy państwa w sposób ciągły, nie tylko przy okazji wyborów – ma więc w sobie potężny potencjał edukacji obywatelskiej. Posłowie są pod stałym nadzorem swoich wyborców. System ten umożliwia odwołanie posła przez jego wyborców.)
  9. Odwrócić, przez wychowanie i przez mecenat Państwa, upadek demograficzny Polski. Podkreślać chrześcijański aspekt ochrony/szacunku dla życia poczętego. Wzmocnić państwowy system honorów i finansowego uznania dla macierzyństwa wielokrotnego. Utworzyć system finansowego wspierania kobiet przed narodzeniem dziecka, od chwili zarejestrowania ciąży.
  10. Demistyfikować propagandę wyzwolenia seksualnego jako intelektualnie prymitywną obsesję niszczenia rodziny, katastrofalną dla przyszłości świata, w sensie demograficznym – samobójczą.
  11. Nie kryć pogardy i politowania wobec neoliberalnej filozofii hedonizmu, kopulacji bez ograniczeń, życia wypranego z szukania wartości, z podejmowania odpowiedzialności za przyszłość. (Chcesz przeżyć życie jako wyłącznie biologiczna forma istnienia białka – twoja sprawa. Ale nie pozwolimy ci tego narzucić jako normy obowiązującej wszystkich.)
  12.  Dla imigrantów wprowadzić prawny wymóg znajomości języka i zasad miejscowego prawa. (Imigracja jest w Europie coraz poważniejszym zagrożeniem dla jej tożsamości.)
  13. Ze względu na skończoność zasobów naturalnych Ziemi unikać produkcji masowej obliczonej na krótki czas użytkowania. Organizować powszechny odzysk materiałów/produktów zużytych.


Myśląc o przyszłości Polski nie sposób pominąć sprawczą nauczycielską rolę Kościoła Katolickiego. Jako Polak i katolik pozwolę sobie wyrazić pogląd, że Kościół jako egzekutywa Planu Bożego nie powinien przesadzać w ekumenizmie, bo to obniża wiarę chrześcijan w jednoznaczność bożych przykazań i pachnie populistycznym oportunizmem. Wiara nie musi być łatwa – każdy może, ale nie każdy musi być chrześcijaninem. Chrześcijaństwo spolegliwe, miękkie nie budzi zaufania jako przewodnik życia. Chrześcijanin nie raz bywa słaby, ale chrześcijaństwo musi być w swych zasadach stałe i mocne.



V. Podsumowanie


Instytucją definiującą kształt i przyszłość Polski jest Sejm. Konieczny jest system wyborczy wyłaniający do Sejmu mądrych i przezornych ludzi zaufania. Konieczne są powszechne równe i bezpośrednie wybory posłów w systemie JOW. Także po to by ograniczyć postępującą w Polsce dominację neoliberalnej biurokracji UE. Mimo błędów popełnionych w procesie włączania Polski do Unii Europejskiej, mimo dotychczasowych naruszeń suwerenności, musimy nadal dbać o jakość naszego państwa i ograniczać agresję formalną instytucji unijnych.


Warto pamiętać te słowa Alexisa de Tocqueville’a: Istnieje wolność społeczna i moralna, która czerpie siły w jedności i którą ochraniać winna władza. Jest to wolność czynienia bez lęku wszystkiego, co jest dobre i sprawiedliwe. Nie dajmy się terroryzować epitetom i insynuacjom neoliberałów. Ich rynkowa wizja szczęścia ludzkości jest żałosna w jej ubóstwie intelektualnym i duchowym. Tysiąc lat chrześcijaństwa i wcześniejsze stulecia rozwoju słowiańszczyzny stworzyły nasze prawo, obyczaje, upodobania, moralność i kulturę. Historycznie możemy być pewni swego.


Tych wartości musimy w Polsce strzec i rozwijać je – to są wyznaczniki naszej narodowej tożsamości. Bez nich stalibyśmy się bezpostaciową papką ludzką. Być może nawet szczęśliwą, ale szczęściem byle jakim, jak przysłowiowy ten. co to się śmieje, jak głupi do sera. Ceńmy naszą polską dumę, odmienność i wybredność. Żyjąc według tych wartości, przydamy się całej cywilizacji łacińskiej.




Bibliografia

Ks. Czesław S. Bartnik, Napór zła społecznego, Standruk, Lublin 2010

Władysław W. Bojarski, Gospodarka i państwo dla społeczeństwa, WSZSW, Warszawa, 2009

Patrick P. Buchanan, Śmierć Zachodu, Wektory, Wrocław 2006

Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka

Jan Maria Jackowski, Bitwa o Polskę w Europie, Wyd. AA i wyd. Dębogóra, 2010

Grzegorz Kucharczyk, Użyteczni głupcy Islamu, w Polonia Christiana, nr 18, 2011

Alexis de Tocqueville, O demokracji w Ameryce,  PWN, Warszawa1976

Jerzy Przystawa, Konieczność nieuświadomiona, Wektory, Wrocław, 2006


About Andrzej Czachor

fizyk, prof. dr hab. w NCFJ w Świerku, publicysta; od 1995 roku uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych