Kto to jest polityk? Najprostsza i najbardziej właściwa odpowiedź na to pytanie jest taka: polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze – mówił śp. prof. Jerzy Przystawa w 2012 roku.

Z tej celnej definicji polityka wynika jednoznacznie rola Sejmu, jako najważniejszej instytucji władzy państwowej: to tam dzieli się publiczne pieniądze, uchwala budżet państwa. Rząd i administracja państwowa mają jedynie sprawnie wykonywać wolę Sejmu. Przynajmniej w teorii.

Komu Kowalscy powierzają swoje pieniądze? Jakim kryteriom powinni odpowiadać ci, którym przyznajemy prawo do decydowania o naszych finansach?
Oczywiste jest, że powinni to być ludzie, do których mamy zaufanie. Żaden normalny człowiek nie powierzy swoich pieniędzy komuś, kogo nie zna, komu nie ufa. Żeby komuś zaufać, trzeba go najpierw znać. I dlatego powinniśmy wybierać posłów w systemie większościowym opartym na JOW, gdzie wyborcy kandydatów znają. Dziś głosując na listy partyjne wybieramy polityków anonimowych, dla nas przypadkowych – ich miejsce na liście zależy od partyjnych centrali. Mają oni zaufanie nie wyborców, a politycznych bossów.

Jak dziś wydają więc nasze pieniądze politycy, jak nimi zarządzają? Przekonajmy się zatem. Najpierw polityka krajowa. Uchwalona przed miesiącem przez Sejm nowela zawiesza do końca roku sankcje nakładane na budżet po przekroczeniu tzw. pierwszego progu ostrożnościowego, gdy relacja długu publicznego do PKB przekracza 50 proc. Przewiduje też zawieszenie tymczasowej reguły wydatkowej, która mówi, że wydatki tzw. elastyczne nie mogą rosnąć więcej niż 1 proc. powyżej inflacji, co oznacza dalsze zadłużanie się naszego kraju. Dług publiczny na koniec pierwszego półrocza wyniósł ponad 888 miliardów złotych. Takie dane podało 9 września Ministerstwo Finansów. Zadłużenie przekroczyło tym samym 55 proc. PKB, czyli tzw. drugi próg ostrożnościowy z ustawy o finansach publicznych. – Według szacunków BZ WBK, wyniosło 55,2 proc. PKB. Od końca ubiegłego roku zadłużenie państwa zwiększyło się o niemal 47 miliardów złotych. Tylko w drugim kwartale tego roku zadłużenie państwa wzrosło o ponad 18 miliardów złotych.

Kolejna sprawa to kwestia OFE. Rząd zadecydował, że przejmie pieniądze zgromadzone w OFE w obligacjach skarbowych. To 51,5% aktywów czyli ponad 135 miliardów złotych. Czy te pieniądze zostaną przeznaczone na zreformowane państwa? Oczywiście, że nie. Przejmie je ZUS, co de facto oznacza wrzucenie ich do worka bez dna. Zostaną po prostu przejedzone na bieżące potrzeby państwa.

Zejdźmy na poziom niżej do polityki lokalnej. Przykład idący z wyżyn partyjnych idzie w dół. W lipcu Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego podpisał umowę z firmą, która ma stworzyć portal o Dolnym Śląsku. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że ma on kosztować 66 milionów złotych! Portal ma grupować wszelkie dane na temat naszego województwa. Jednocześnie sytuacja budżetowa województwa jest bardzo napięta. Do tego stopnia, że wywodzący się z Platformy Obywatelskiej marszałek Rafał Jurkowlaniec zapowiedział, że o 50 milionów złotych, które Urząd Miasta we Wrocławiu obiecał dołożyć do wschodniej obwodnicy miasta będzie walczył w sądzie. Powodem są właśnie wątłe finanse Dolnego Śląska. Jednocześnie pozwala sobie na tak wielki wydatek. Pytanie na co mają być wydane te pieniądze? Oficjalnie mają tam się znaleźć informacje gospodarcze, dotyczące rynku pracy i wszelkie dane statystyczne – od zdigitalizowanych zasobów wszystkich uczelni wyższych z Dolnego Śląska po informacje drogowe (istniejące i planowane drogi), ortofotomapy czy dane geodezyjne. Portal ma być połączeniem google z portalem samorządowym. Na stronie 66milionow.pl, będącej próbą sprzeciwu dla wydatkowania w ten sposób publicznych pieniędzy, można przeczytać wypowiedzi ekspertów. To jest cena znajdująca się poza wszelkimi rynkowymi standardami – komentuje Przemysław Pająk z portalu SpidersWeb.pl. I dodaje, że większość tego typu projektów najlepsi twórcy przygotowują zwykle za… jedną setną budżetu, który wyłoży Dolny Śląsk. Taka wycena jakiegokolwiek projektu internetowego jest wzięta z kosmosu. Nie można o niej inaczej powiedzieć aniżeli absurd. To skandal, że publiczne pieniądze są w taki sposób przejadane. Świetnym przykładem jest wykonanie ortofotomapy. Z pewnością wymaga najmu helikoptera. Albo nawet satelity. Sęk w tym, że nie wyobrażam sobie ortofotamoy, które zaoferuje mieszkańcom rozwiązanie lepsze i bardziej użyteczne niż Google Maps, które jest darmowe.

Najgorsze jednak jest to, że wydajemy pieniądze, których nie mamy. Pół biedy, gdy nie do końca sensownie wydamy to, co zbierzemy w formie podatków. Tymczasem każdego roku zwiększamy dług publiczny, czyli de facto wydajemy niegospodarnie to, co pożyczymy na konto przyszłych pokoleń. Ku uciesze bankierów, którzy co rok prezentują opinii publicznej świetne wyniki finansowe. I ku rozpaczy przyszłych emerytów, którzy już teraz płacą na emerytury, które jeśli dostaną, będą nieprzyzwoicie niskie.

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Jan Malec

    23. Wrz 2013,  godz. 12:39

    Te wszystkie nieprawidłowości są efektem upartyjnienia państwa. Zarówno posłowie jak i partyjni nominaci w administracji nie odpowiadają przed społeczeństwem za skutki swoich decyzji, liczy się tylko zdanie partyjnych liderów. To oni będą decydować kto w kolejnych wyborach znajdzie się na liście więc ich trzeba słuchać. Wprowadzenie JOW dałoby szansę na wybór przedstawicieli odpowiedzialnych przed swoim elektoratem, zaś uwarunkowanie wypłaty wynagrodzenia od okresowej publikacji sprawozdania ze swojej działalności pobudziło by ich do działania.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.