rozbiór Polski

Ktoś kiedyś nazwał,  obecną ordynację wyborczą do Sejmu, ustrojowym liberum veto III RP. Jest to bardzo celne określenie. Oddaje istotę roli tej ordynacji w ustroju politycznym współczesnej Polski. Tak bowiem jak zasada liberum veto w I RP była ustrojowym gwarantem niemożności reformy upadającej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, tak proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu jest ustrojowym gwarantem niemożności naprawy III Rzeczpospolitej. Zasada „nie pozwalam” umożliwiała zrywanie sejmów i odrzucanie wszelkich zmian prawnych, które naruszały interesy rodzimej oligarchii magnackiej oraz obcych dworów, a szczególnie Petersburga i Berlina.

Jak to wykazał Paweł Jasienica, była to zasada ustroju oligarchicznego, a nie szlacheckiej „złotej wolności”. Tylko poseł, za którym stały prywatne armie rodzimej magnaterii szlacheckiej lub wojska rosyjskie, mógł sobie pozwolić na zerwanie szlacheckiego sejmu. Każdy inny byłby rozniesiony na szablach przez brać szlachecką.  I likwidacja liberum veto była warunkiem jakichkolwiek prób naprawy I Rzeczpospolitej.

Obecna ordynacja wyborcza do Sejmu, zwana proporcjonalną, jest ustrojowym gwarantem nienaruszalności układu sił politycznych w III Rzeczpospolitej oraz niemożności jakichkolwiek istotnych reform państwa. Państwa, stojącego w obliczu coraz bardziej nieuchronnie nadciągającej serii katastrof społecznych – od zadłużeniowej poczynając, przez edukacyjną i emerytalną, a na demograficznej kończąc. Katastrof, będących konsekwencjami polityki rodzimych elit władzy wyrosłych z komunistycznej transformacji ustrojowej, której symbolem jest tzw. „okrągły stół”. Elit politycznych, pierwotnie wyselekcjonowanych dla potrzeb owego „okrągłego stołu” przez komunistyczne, tak wojskowe, jak i cywilne, tajne policje polityczne.

Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu jest zapewnieniem o nadciągającej serii katastrof, gdyż uniemożliwia pozbycie się tych elit władzy z aparatu polskiego państwa. Jej bowiem najistotniejszą cechą jest odtwarzanie i samopowielanie stanu zastanego. Dzięki temu elity polityczne, a szerzej elity władzy III Rzeczpospolitej,  mają możliwość samoreprodukcji. I same reprodukują stale swoją nędzę moralną, ideową i intelektualną. O składzie personalnym i politycznym Sejmu decydują bowiem oligarchie partyjne już ukonstytuowane. To one wybierają kandydatów na posłów i decydują o ich szansach wyborczych, tworząc i układając partyjne listy wyborcze. Polscy obywatele głosują na już wybranych przez partyjne oligarchie w ramach tej fasadowej demokracji. Ta demokracja jest fasadowa, gdyż obywatel nie może jako obywatel kandydować do Sejmu, tak jak w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie. Pozbawiono go i biernego, i czynnego prawa wyborczego. Mamy do czynienia bowiem nie z parlamentarną demokracją obywatelską, ale z parlamentarną oligarchią wyborczą. Jak to zwykł mawiać jeden z nielicznych polskich polityków z klasą, Polacy są w sytuacji Murzynów amerykańskich z lat 50. XX wieku na Południu USA. Mają prawa wyborcze, tylko nie mają na kogo głosować.

Kanadyjski politolog John T. Pepall uznał niezdolność do wymiany elit politycznych i ich członków, za najważniejszą cechę wyborczego systemu proporcjonalnego, a zdolność do takiej wymiany, za najważniejsza cechę systemu większościowego opartego na jednomandatowych okręgach wyborczych. „Najbardziej imponująca praktycznymi zaletami naszego (kanadyjskiego – WB) współczesnego sposobu głosowania – twierdzi J. T. Pepall – jest możliwość by „wyrzucić kiepskich”, nawet bardziej niż możliwość wybrania nowego rządu. Właśnie wyrzucenie kiepskich jest niemal niemożliwe w proporcjonalnej reprezentacji. Główne partie, w ramach systemu proporcjonalnego,  pozostają w rządzie przez dekady mimo rozległych fluktuacji w wynikach głosowań wyborczych. Mniejsze partie często wydają się mieć udział  w rządzie w odwrotnej proporcji do ich wyborczego sukcesu (…).” Samoreprodukcja elit politycznych i niezdolność do ich wymiany jest bowiem cechą wszystkich proporcjonalnych ordynacji wyborczych. Również w Szwecji, Danii czy Holandii. Tyle, że tam pierwotnej selekcji elit politycznych nie dokonywały komunistyczne tajne policje polityczne. I to podległe bezpośrednio obcemu imperium.

Ale to nie nędza moralna, intelektualna i ideowa współczesnych polskich elit politycznych jest największym zagrożeniem dla przyszłości Polski. Największym zagrożeniem  jest ich kompradorskość. Nasze współczesne elity polityczne w swej zdecydowanej większości, i to od dwudziestu kilku lat, są kompradorskie. Kompradorskie, to znaczy działające wobec własnego społeczeństwa i państwa jako pośrednicy w realizacji obcych interesów politycznych i gospodarczych. Działające jak żołnierze najemni – dla własnego zysku, acz w cudzym interesie. Podległość polskich elit politycznych wobec obcych centrów politycznych i kapitałowych, jest najbardziej widoczna w skrajnie kompradorskiej, by nie powiedzieć neokolonialnej polityce gospodarczej, a w szczególności prywatyzacyjnej. Doprowadziła ona do faktycznego rozbioru gospodarczego polskiego przemysłu i bankowości.

Podstawowe źródło tej kompradorskości tkwi prawdopodobnie w rozparcelowaniu byłych komunistycznych służb specjalnych i ich agentur, pomiędzy służby specjalne Stanów Zjednoczone, Rosji i Niemiec. Wskazuje na to fakt, że stale mamy do czynienia z partiami i polityką typu proruska, propruska czy projankeska. I nie zmienimy tego bez pozbycia się przesiąkniętych  rodzimą i obcą agenturą wpływu, obecnych elit politycznych. A tych się z kolei nie pozbędziemy bez wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych.

Nowy sposób wyłaniania sejmowych elit politycznych oraz  sposób ich podporządkowania, kontroli, rozliczania i wymiany, uruchomi stały proces pozytywnej selekcji elit władzy polskiego państwa. Przede wszystkim umożliwi usunięcie większości obecnych elit partyjno-politycznych. I przerwie wreszcie nieustannie trwający proces ich negatywnej selekcji. Będzie, mówiąc słowami J. T. Pepalla, „usuwał kiepskich”. Dzięki przywróceniu zaś biernego prawa wyborczego polskim obywatelom, umożliwi start w wyborach parlamentarnych autentycznym liderom społecznym. Tym samym stworzy podstawy do powstawania nowych i kreatywnych elit politycznych Polski i wyłaniania autentycznych politycznych przywódców narodowych.

 Autor: Wojciech Błasiak
Tekst ukazał się w Tygodniuku Uważam Rze www.uwazamrze.pl

About Wojciech Błasiak

ekonomista i socjolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW

Dyskusja - 1 komentarz
  1. gregson

    27. sie 2013,  godz. 12:28

    Oby miał Pan rację, pytanie tylko skąd mają się rekrutować te nowe elity jeśli kształci się nam pokolenie karmione medialną papką?

    Odpowiedz

Skomentuj