/JOW – o wykladzie prof. Tomasza Kaźmierskiego

JOW – o wykladzie prof. Tomasza Kaźmierskiego

Nie jestem w stanie streszczać całego wykładu profesora Tomasza Kazimierskiego pod tytułem "Obywatel wobec państwa w Polsce i Wielkiej Brytanii", który odbył się 26 stycznia w dawnym kinie Wrzos w Aninie. Zainteresowanych poważną dyskusją na temat ordynacji wyborczych odsyłam na stronę JOW.


Zwrócę uwagę na trzy istotne sprawy.


1. Każdy, kto pracował w komisjach wyborczych dobrze wie, że w naszym systemie wyborczym możliwości fałszerstw są nieograniczone.


Nie chodzi o szczegóły – jeżeli system dopuszcza możliwość fałszerstwa, należy liczyć się z tym, że ktoś z tej możliwości skorzysta, a więc system jest zły.


Profesor Kazimierski pokazał nam slajdy ilustrujące, jak liczenie głosów odbywa się w Wielkiej Brytanii. Obwód wyborczy otrzymuje od komisarza zamkniętą na kłódki urnę. Jest to ciężka pancerna skrzynia z wąskim otworem, do otwarcia chyba tylko za pomocą dynamitu. Samo liczenie głosów odbywa się na oczach publiczności odgrodzonej od stolików linami. Liczenie śledzą również kamery, a oprócz tego powołani przez rząd specjalni kontrolerzy. Wszelkie manipulacje są w tych okolicznościach niemożliwe. Głosy nie są nigdzie przesyłane, wynik wyborów w danym okręgu ustala się na miejscu.


2. Obywatele polscy są praktycznie pozbawieni biernego prawa wyborczego. Jak twierdził profesor Kazimierski jego rozmówcy w Anglii nie są w stanie uwierzyć, że w Europie istnieje kraj, którego obywatele godzą się na tak istotne ograniczenie ich praw. W Irlandii, aby zostać kandydatem wystarczy zebrać 60 podpisów, w Anglii przed żartownisiami chroni dość skutecznie kaucja w wysokości 1500 funtów. Oczywiście nie da się uniknąć startowania w wyborach różnych dziwolągów, na przykład w Anglii istnieje partia o nazwie wrzeszczący wariaci, której członkowie pojawiają się publicznie przebrani za papugi, ale przecież nikt nikomu nie każe na nich głosować, podobnie jak na różnych ekstremistów.


Każdy startuje w wyborach na własny rachunek, przynależność do partii jest jego prywatną sprawą.


3. Koszt kampanii wyborczej to w Wielkiej Brytanii również prywatna sprawa kandydata. Ponieważ okręgi wyborcze są niewielkie sukces kandydata zależy przede wszystkim od tego jak się zapisał na swoim terenie, oraz od jego mobilności i umiejętności nawiązania kontaktu z  ludźmi. Społeczeństwo nie musi (jak w Polsce) płacić za bezsensowną, kosztowną i często wręcz niesmaczną walkę kandydatów na bilbordy i spoty wyborcze.


4. Choć sama jestem stara uważam, że władzę w kraju powinni stopniowo przejmować ludzie młodzi, nieobciążeni różnymi kwitami i innymi zaszłościami. (Oczywiście nie na zasadzie parytetów i innych idiotyzmów. Jeżeli wybory wygra 100 latek – brawo dla niego.). Nasz partyjniacki system nie wytworzył jednak żadnych mechanizmów awansu politycznego dla ludzi młodych poza noszeniem teczki za starymi i podlizywaniem się im na każdym kroku.


5. Wprowadzenie JOW było jednym z wyborczych haseł PO. Wprowadzono je jak dotąd tylko w wyborach do Senatu, który jak wiadomo jest instytucją dość fasadową i ma o wiele mniejszy wpływ na jakość demokracji niż Sejm. Zdecydowanym przeciwnikiem JOW jest natomiast PiS.


W tej sprawie różnię się (nie wiem czy pięknie) od partii będącej przecież moim faworytem. Wolałabym nie dostać się pod (jak to zwykłam mówić) twarde obcasy twardego elektoratu PiS, do którego sama nalezę. Chętnie pozwolę się przekonać, że JOW to kiepski system wyborczy. Proszę jednak o argumenty merytoryczne, a nie osobiste wycieczki i połajanki. 


Źródło: http://niezalezna.pl/blog/show/id/3791