/JOW? Nie damy wam spokoju!

JOW? Nie damy wam spokoju!

Kolejny tekst próbujący zdyskwalifikować postulat ustrojowej naprawy Polski poprzez wprowadzenie wyborów w formule jednomandatowych okręgów wyborczych („JOW-y? Kukiz, daj sobie spokój…”, J. Kędzierski, „Rzeczpospolita” 27.06.2014 r.) nie zaskoczył ich zwolenników nowymi argumentami. Powtarza utarte slogany apologetów wyborów wg ordynacji proporcjonalnej, a w kilku fragmentach rozczarowuje błędami merytorycznymi, rozczarowuje tym bardziej, że Autor jest znany z interesujących tekstów z innych dziedzin.

Próbując dyskwalifikować wybory większościowe J. Kędzierski powołuje teoretyczny przykład zdobycia 100% mandatów przez przedstawicieli jednej opcji politycznej, która zdobyła 49,9% głosów. Jednak, w praktyce tego typu rozkład głosów i mandatów nie występuje. Biorąc za punkt odniesienia chociażby wybory brytyjskie z 2010 r. (frekwencja 65,1%), mandaty zdobyło 10 partii (plus jeden kandydat jako „niezależny” oraz Speaker), a na kandydatów trzech partii, które łącznie zdobyły 620 mandatów (95% ogólnej liczby), oddano 26,1 mln głosów, czyli 57% elektoratu. Jak odpowiednie dane kształtują się w wyborach w Polsce? W 2011 r. przy frekwencji 48,92 % na pięć partii, które zdobyły 459 mandatów (nie licząc posła mniejszości niemieckiej) oddano łącznie 13,75 mln głosów odpowiadających 44% elektoratu. O ile uprawnione w ogóle byłoby tego typu arytmetyczne porównywanie stopnia „reprezentowania” wyborców w wyborach większościowych i proporcjonalnych, co nawiasem mówiąc jest problematyczne z uwagi na odmienny charakter reprezentowania, okazuje się, że stosowne dane kształtują się o wiele korzystniej w wyborach większościowych w porównaniu z ich odpowiednikami z wyborów proporcjonalnych. Zatem krytyka systemu większościowego – zbudowana na sztucznym założeniu – stoi w sprzeczności z praktyką wyborczą i w rezultacie prowadzi do pochwały krytykowanego systemu.

Stawianie niczym nieudowodnionych tez („gołym okiem widać, że system wyłaniania parlamentu oparty o wybory proporcjonalne zdecydowanie przewyższa system, w którym ‘kto pierwszy ten lepszy’ a zwycięzca bierze wszystko” oraz „wyższość wyborów proporcjonalnych nad większościowymi”) nie sprawia Autorowi żadnych trudności. Z tego powodu próba przekonywania Go, że jest odwrotnie (o czym świadczyć może bezpośrednia więź między posłem a wyborcami i jego odpowiedzialność, realizacja czynnego i biernego prawa wyborczego, stabilne rządy, szeroka partycypacja obywateli w życiu politycznym) wydaje się z góry skazaną na niepowodzenie. Zamiast tego wypadałoby odnotować, że znaczna część Polaków ma odmienne zdanie co do, hm, hm, zalet systemu proporcjonalnego (czy może chodzi o wodzowski charakter partii politycznych, brak odpowiedzialności wobec wyborców i rządy koalicyjne?). Od wielu lat różnego rodzaje sondaże i plebiscyty wykazują, że większość naszych współobywateli preferuje wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych. Tytułem przykładu odwołam się do sondażu przeprowadzonego w listopadzie 2011 r. przez Centrum Badania Opinii Społecznej, na zlecenie Fundacji im. J.Madisona, w którym spośród 969 respondentów 52,4% odpowiedziało się za wybieraniem posłów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych, natomiast 22,1% – za obecnie stosowanym systemem wyborczym (z wielomandatowymi okręgami wyborczymi i głosowaniem na partie), a respondentów, którzy nie mają zdania w tej sprawie odnotowano 25,4%. A zatem, ponad dwukrotnie więcej polskich wyborców preferuje wybory w systemie JOW nad dobrodziejstwa systemu „proporcjonalnego”. Jeszcze większą przewagę uzyskali zwolennicy JOW w sondażu Instytutu Homo Homini przeprowadzonego w grudniu 2013 r. na zlecenie INTERIA.PL: 71,3% ankietowanych opowiedziało się za wprowadzeniem wyborów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych, a 13,4% ankietowanych było temu przeciwnych (15,3% proc. nie miało zdania na ten temat).

Jak wykazuje referendum przeprowadzone w Wielkiej Brytanii 5 maja 2011 r. nie tylko Polacy preferują JOW pomimo widocznych „gołym okiem” J. Kędzierskiego zalet innych systemów wyborczych. Tamtego dnia Brytyjczycy odpowiadali na pytanie czy należy wprowadzić system wyborczy „głosu alternatywnego” w miejsce obecnego systemu „pierwszy na mecie” (poprawne tłumaczenie angielskiego określenia first past the post). 13,013 mln wyborców (67.9% wszystkich głosów) udzieliło odpowiedzi „nie”, natomiast tylko 6,152 mln wyborców (32.1%) chciałoby takiej zmiany. Interesującym faktem jest to, że przewaga zwolenników systemu JOW w sondażu CBOS (2,3:1) jest zbliżona do przewagi (2,1:1) jaką zdobyli zwolennicy tego systemu w Wielkiej Brytanii w toku referendum.

Zalet systemu proporcjonalnego w wersji „ordynacji mieszanej” (znanej w Kanadzie pod nazwą Mixed Member Proportional) nie docenili również mieszkańcy prowincji Ontario odrzucając ją w referendum w 2007 r.: za pozostaniem przy systemie jednomandatowym oddano 2,704 mln głosów, a za przyjęciem nowego systemu – 1,579 mln głosów (1,7:1).

Autor stwierdził, że wynik wyborów do Sejmu i do Senatu, pomimo różnych systemów wyborczych, nie różni się znacząco. Być może jest tak w istocie, co wynika z wielu przyczyn, w tym z istotnego utrudnienia kandydowania osobom niezwiązanym z wiodącymi partiami politycznymi, lecz każdego kto powołuje się na wyniki wyborów senackich wypada zapytać, czy nie budzi zastanowienia, że zgodnie z postulatami pewnej partii politycznej, gdy w przeszłości była w opozycji (podpowiedź: posiada obecnie znaczną liczbę posłów), w wyborach do Sejmu miały być okręgi jednomandatowe, a Senat miał być zniesiony, a zrobiono dokładnie odwrotnie?

Kolejnym argumentem przemawiającym za „bezsensownością” wprowadzenia wyborów do Sejmu w jednomandatowych okręgach wyborczych miałaby być konieczność uprzedniej zmiany Konstytucji RP (nawiasem mówiąc, zarzut tyleż ostry, co nielogiczny, gdyż brak sensu w realizacji postulatu może być wynikiem nikłej jego wartości, a nie trudnością w jego realizacji). W tym miejscu J. Kędzierski zaserwował Czytelnikom krótki wykład na temat wymogów dotyczących zmiany Konstytucji, która jakoby była konieczna w celu wprowadzenia wyborów w jednomandatowych okręgach wyborczych, z czego zwolennicy JOW-ów „absolutnie” nie zdają sobie sprawy. Wbrew zamiarowi, ten wykład dowodzi nie tyle konieczności zmiany art. 96 ust. 2 (nie „art. 96 ust. 1”, jak napisał Autor), co egzemplifikuje trudności w interpretacji tego przepisu.

Podkreślenia wymaga, że przepis ten mówi o „wyborach”, które mają być „proporcjonalne”; podkreślenia tym bardziej mocnego, że kwestia ta umyka wielu autorom wypowiadającym się w tej kwestii, w tym samemu mec. Jackowi Kędzierskiemu, który używa terminu „wybory” zamiennie z terminem „system wyborczy” pomimo faktu, że bynajmniej nie oznaczają one tego samego. Jeśli obecna ordynacja wyborcza (zawarta w Kodeksie wyborczym) jest „proporcjonalna”, to oczywiście mowa o „systemie wyborczym”. Aby zakonkludować, że Konstytucja RP stoi na przeszkodzie wprowadzeniu systemu JOW w pierwszej kolejności konieczne byłoby ustalenie, co oznacza przymiotnik „proporcjonalne” na określenie wyborów, z wykorzystaniem narzędzi jakie ustawodawca stawia do dyspozycji. Pojęcie to należy interpretować z zastosowaniem co najmniej art. 8 ust. 2 Konstytucji (bezpośrednie stosowanie przepisów) oraz art. 100 ust. 3, który nakazuje określić w ustawie „zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz warunki ważności wyborów”. Innymi słowy, skoro Konstytucja stanowi o „wyborach”, które mają być „proporcjonalne”, to li tylko tak sformułowany przepis nie stoi na przeszkodzie zaprojektowaniu większościowego „systemu wyborczego” tak, aby w jego ramach można było przeprowadzić wybory, które będą „proporcjonalne”.

Ponadto, Sąd Najwyższy wskazał na tle art. 103 Konstytucji, że wykładnia Konstytucji nie może być dokonywana poprzez treść norm ustawowych, przeciwnie – należy stosować prokonstytucyjną wykładnię norm ustawowych (vide uzasadnienia postanowień z 9.11.2011 r., III SW 168/11; III SW 169/11). Pomijając rozróżnienie na „wybory” i „system wyborczy”, również z tego względu nie można z faktu przyjęcia tzw. proporcjonalnego systemu wyborczego w drodze ustawy zwykłej wywodzić, że system ten stanowi implementację konstytucyjnej zasady „wyborów proporcjonalnych”.

Uważny obserwator, wolny od politycznych uprzedzeń, zauważy zatem, że zagadnienie konieczności zmiany Konstytucji pod kątem wprowadzenia systemu JOW nie jest tak oczywiste, jak chcieliby go widzieć zwolennicy tzw. ordynacji proporcjonalnej.

Jednak, co ważniejsze od rozważań prawniczych, to fakt, że w polskich warunkach Konstytucja jest używana przez klasę polityczną czysto instrumentalnie. Wtedy, gdy jest to jej wygodne podnoszone są argumenty o konieczności zmiany Konstytucji, lecz kiedy przychodzi stosować ją wbrew zamysłom większości parlamentarnej – jest pomijana wyniosłym milczeniem. Z wielu przykładów na tego typu postępowanie należy powołać konsekwentną odmowę Sejmu RP przeprowadzania referendów objętych kolejnymi wnioskami obywateli w różnych sprawach. W ten sposób zasady wyrażone w art. 4 Konstytucji, a szczególnie zasada bezpośredniego sprawowania władzy przez Naród, pozostają przepisami, które nadal oczekują na realizację pomimo kilkunastoletniego jej obowiązywania. Dla postulatu wprowadzenia JOW płynie z tego wniosek, że jeżeli zasada zwierzchności Narodu miałaby nabrać wreszcie znaczenia, to (dyskusyjna) treść art. 96 ust. 2 Konstytucji nie stałaby na przeszkodzie wprowadzeniu systemu jednomandatowych okręgów wyborczych lub konstytucyjne organy RP respektując głosy wyborców dokonałyby takiej zmiany, a przynajmniej – zarządziły w tej sprawie referendum.

Można podzielić niektóre inne zarzuty Autora, co do szczegółowych kwestii ordynacji wyborczej. Znaczna liczba podpisów poparcia kandydata stanowi skuteczną barierę w kandydowaniu. Nie jest tylko jasne, dlaczego podał On liczbę 3 000 tytułem ilustracji problemu? Jest to liczba podpisów wymaganych pod kandydaturą do Senatu pod rządem ordynacji wyborczej z 2001 r., obecnie liczba ta wynosi 2 000. Gdyby ilustracją problemu nadmiernej liczby podpisów miały być wybory sejmowe, to jest on poważniejszy niż wskazywałoby na to 5 000 podpisów niezbędnych do rejestracji okręgowej listy kandydatów, pomijając podstawowy już fakt, że obywatel RP nie ma możliwości indywidualnego kandydowania. W praktyce, aby efektywnie uczestniczyć w wyborach do Sejmu konieczne jest zarejestrowanie list kandydatów we wszystkich okręgach, a to jest możliwe po zarejestrowaniu list co najmniej w połowie okręgów wyborczych (21 z 41), a więc po przedstawieniu minimum 105 000(!) podpisów z bardzo optymistycznym założeniem, że żaden z nich nie zostanie zakwestionowany przez PKW, a przy tym nie licząc 1 000 podpisów obywateli popierających utworzenie komitetu wyborczego wyborców, z którego to obowiązku zwolniony jest komitet wyborczy partii politycznej (czyżby w ramach równości wobec prawa?). Na tle tej kwestii, zwolennicy JOW postulują 10 podpisów, wzorem wyborów w Wielkiej Brytanii, dzięki temu kandydat poświęca swoje wysiłki na prowadzenie merytorycznej kampanii wyborczej, a nie na pokonywanie formalnych barier uniemożliwiających realizację biernego prawa wyborczego.

Likwidacja finansowania partii politycznych ze środków państwa jest również aprobowana przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych. Jednak, obecnie wbrew temu, co twierdzi J.Kędzierski, nie tylko partie mające posłów w Sejmie są finansowane przez państwo – subwencję na działalność statutową otrzymuje również partia polityczna, która otrzymała w skali kraju co najmniej 3% ważnie oddanych głosów na listy okręgowe kandydatów na posłów (lub gdy była członkiem koalicji, która otrzymała 6% głosów).

W podsumowaniu omawianych wywodów zwolennika proporcjonalnego systemu wyborczego, należy stwierdzić, że nie przedstawił On argumentów za tym, aby „dać sobie spokój z JOW-ami”, a niektóre twierdzenia wręcz okazały się potwierdzeniem słuszności postulatu wyborów w formule JOW. Zwolennicy systemu jednomandatowych okręgów wyborczych w istocie rzeczy nadal czekają na publiczną debatę na temat tej formuły wyborczej, w tym jej ewentualnych mankamentów, lecz z użyciem rozsądnych argumentów, a nie standardowych zaklęć z arsenału obrońców status quo. Z uwagi na znaczenie postulatu JOW dla reformy państwa i poparcie jakim cieszy się w polskim społeczeństwie nie wypada ustawać w wysiłkach zmierzających do jego realizacji.

16 lipca 2014

About Paweł Kawarski

prawnik, działacz Obywatelskiego Ruchu na rzecz JOW od 2003 r., członek Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego "Jednomandatowe Okręgi Wyborcze", ekspert Fundacji im. Jamesa Madisona