„JOW jako taki, a jak nie taki, to jaki i dlaczego”. Tym trochę zwariowanym tytułem pozwolę sobie zwrócić uwagę Szanownego Koleżeństwa na coś – dla nas oczywistego – że JOW dla Polski to JOW tylko w wersji angielskiej czyli FPTP.

Zdajemy sobie sprawę, że nieliczni miłośnicy panującej niepodzielnie w III RP ordynacji proporcjonalnej nie tak łatwo oddadzą wojownikom pole. Ta garstka ma do dyspozycji pierwszorzędną broń jaką są mass media. A co mogą zrobić mass media, oprócz przemilczania – tak, jak to było dotychczas – w temacie JOW? Wszystko: białe nazwać czarnym i odwrotnie.

Jedną z metod manipulacyjnych – jeśli już puszkę Pandory z tymi JOW-ami puści się przed ekran – będzie zbaczanie z tematu. W tej chwili mamy już próbki tego rodzaju na różnych forumach.

Jeszcze w przestrzeni mass publicznej nie zaistniał JOW w wersji najprostszej czyli angielskiej, a już domniemani znawcy tematu mają na podorędziu wersje ulepszone jak np. PGP (STV), wersje amerykańskie i własne lub tp. Jeszcze nie mamy przyczółka w postaci choćby jednego posła w sejmie i z nim związaną nową oceną sytuacji – przez wyborców oczywiście – a już mamy proces ulepszania tego przyczółka.

Dlatego nie po drodze winny nam być dywagacje o różnych odmianach JOW innych niż FPTP. To strata czasu i prowadzi na manowce. Te zbaczania z tematu, celowe lub nie, dopiero się zaczną w dyskursie o naprawieniu panującej w RP ordynacji. Zgodnie z zasadą, żeby zmieniać tak, co by się nic nie zmieniło.

Dlaczego JOW tylko i wyłącznie w wersji angielskiej? Totalnie mechanizm najprostszy to też. Ale również dlatego, że na początku drogi dobrze jest zaczynać od rzeczy sprawdzonej i to u dobrego majstra demokracji czyli u Wyspiarzy. Jest to bardzo ważne, gdyż negowanie tego oczywistego faktu może zakrawać wręcz na anglofobię.

Poruszę tutaj inną ważną moim zdaniem sprawę, która prędzej czy później dotrze do przeciętnego wyborcy. Otóż nie jest prawdą, że JOW – FPTP jest wymierzone na odpartyjnienie sceny politycznej.

Dla przykładu podam, iż dwie największe partie UK w po wyborach do Izby Gmin w 2010 roku uzyskały 500 na 650 mandatów czyli 80% wszystkich miejsc. Pozostałe 150 miejsc obsadziły kolejne 15 partii angielskich i 2 posłów niezależnych.

Na stronie internetowej express.co.uk z 24 kwietnia 2015 r. forumowicz „alan59”, zwolennik partii UKIP, martwi się: „Nie ma kandydata UKIP w moim szkockim okręgu wyborczym. Na kogo mam głosować…”.

Prof. Tomasz Kaźmierski w swoim artykule, co prawda z 2009 roku, pt. „Przedwyborcza selekcja kandydatów partyjnych w UK” napisał: „Jakkolwiek w Brytanii bierne prawo wyborcze jest rzeczywiście powszechne (w stopniu, który dla większości mieszkańców Polski jest trudny do wyobrażenia) i partie nie mają konstytucyjnych przywilejów, to jednak przynależność partyjna kandydata jest ważna. Większość wyborców kieruje się bowiem sympatiami partyjnymi, zna manifesty wyborcze (czyli zobowiązania wyborcze) poszczególnych partii i oddaje swe glosy zgodnie z partyjnymi preferencjami”.

Wiemy, że nowe warunki wybierania wg JOW – FPTP wymuszą nowe zachowania organizmów zwanych polskimi partiami. Jak na razie nazwa „partia” utrwaliła się na dobre pod każdą szerokością geograficzną. Wysiłki na walkę z tą nazwą nie powinny wychodzić z szeregu wojowników. Fakt, iż ma ona wśród Polaków ujemne skojarzenia to za mało. Stan ten jest przejściowy i będzie trwał tak długo, jak długo będzie obowiązywać obecna ordynacja.

Podobnie moje drugie, bliźniacze spostrzeżenie, iż w warunkach JOW liderzy partyjni utracą swoje monopolistyczne przywództwo jest niejako wtórne, mało istotne dla wyborcy. Ma tylko wagę medialną. Przeciętnego wyborcę zawsze i wszędzie będzie interesować stałe polepszanie swojego osobistego bytu i pod tym kątem będzie, a w każdym razie powinien, dokonywać wyborów. Tylko mass media mogą mu skutecznie zagłuszać to zainteresowanie.

Reasumując, uważam za nieracjonalne aprobowanie argumentu, że JOW jest skierowane przeciwko partiom w ogóle. Większość obecnych posłów partyjnych to są prawdopodobnie całkiem normalni ludzie gotowi stanąć do walki konkurencyjnej z kandydatem innej partii w jednomandatowym okręgu. Potrzeba tylko, aby Najjaśniejsza RP stworzyła im, i nie tylko im, takie szanse. Bez żadnych wskazujących palców oligarchów partyjnych. Są to zatem nasi anonimowi sympatycy.

Tylko bardzo nieliczna liczbowo grupa trzymająca władzę była, jest i będzie przeciwna mechanizmowi wybierania w JOW-ach. Dlaczego tak jest, to każdy wyborca wie lub wiedzieć powinien.

24 kwietnia 2015

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy

Dyskusja - 3 Komentarzy
  1. tomasz newel

    11. maja 2015,  godz. 10:12

    A model australijski jest zły? Proszę mi to tłumaczyć. Moim zdaniem np. w takiej sytuacji gdzie w moim okręgu będzie walczyć ktoś za kasę z PO i ktoś za kasę Z PiS, a ja będę chciał zagłosować na kogoś niezależnego, ale w sondażach będzie 40 na PO 30 na Pis, a mój kandydat będzie mieć 25%, to ja zagłosuję na tego z Pis przed strachem oszołoma z PO (te partie to dla przykładu proszę mi nie mówić ze głosuje sie na ludzi, a nie partie bla bla). PiS wygrywa super ekstra, a mój kandydat 5 %. Jakbyśmy głosowali z głosem alternatywnym to się okaże, że mój kandydat (przykładowo) dostał 33, PO 30, PIS 28, bo ktoś nie poszedł na wybory, abo zmienił zdanie. Nie uważa Pan, że taka opcja jest lepsza i eliminuje strach przed większym złem.

    Odpowiedz

  2. W.b'S.

    30. Kwi 2015,  godz. 22:46

    Sz. Kolega ma całkowitą rację co do oceny sceny politycznej po pierwszych wyborach wg JOW. Ja widzę to nawet w ciemniejszych kolorach. Ale to nie powód, aby zaniechać działań nad zmianą obecnej proporcjonalnej ordynacji wyborczej. Gorszej już nie ma. Sądzę, że tutaj obaj jesteśmy zgodni.
    Moje czarnowidztwo opieram na podstawowej przesłance oto takiej iż nieliczne liczbowo siły zła, które pilnują, aby w RP nie było żadnych zmian na tym odcinku są silniejsze od zdecydowanej większości Polaków.
    Moja krytyka „woJOWników inaczej” opiera się na racjonalnym przeświadczeniu, iż skuteczność celu zależy od jego prostoty. Cel zaś kopiowany jest ze sprawdzonego angielskiego wzorca. Całej wielomilionowej polskiej masie wyborców, którzy w „demokracji” są podmiotem prawa wyborczego, nie można wciskać „ulepszonej” przez jakiegoś profesora „Kowalskiego” ordynacji JOW innej niż FPTP, która jest najprostsza w percepcji.
    Czy JOW-FPTP ma wady? Wady porównując z jaką ordynacją? Proporcjonalna odpada w przedbiegach. A inne odmiany JOW? Można dywagować ale po co jeśli pod bokiem mamy coś dobrze funkcjonującego?
    Krytykować można np. z pozycji interesów partii z 3-go szeregu – Liberałów jak to ma miejsce w UK, którzy w 2010 roku zdobyli 23% głosów a dostali 57 (8,8%) mandatów. Ale to już inna bajka.

    Odpowiedz

  3. Alternatywnie

    26. Kwi 2015,  godz. 13:33

    Praktycznie wszystko to prawda, ładnie ujęta, z lekka wywrotowa. W skrócie ładny artykuł. Choć może się mylę, to sądzę że po pierwszych wyborach zostałoby wybranych dużo niezależnych, a dopiero potem upartyjniliby się. Ale to moje drobne przemyślenia.
    Trochę z innej strony: skrytykował Pan krytykujących JOW’y. Rozumiem Pana, ale my też mamy swoje racje.
    Nie jesteśmy pewni czy JOW’y po oczyszczeniu polityki będą podatne na zmianę. Ludzie lubią proste systemy, przyzwyczają się do nich. Czy naprawdę będą woleli coś innego?
    Wszystko byłoby OK gdyby nie to, że te skomplikowane systemy powstały (w założeniu „idealistycznym”) by te 10%-49% mniejszości miało swojego reprezentanta. Gdy demokracji bezpośredniej praktycznie nie ma, to chyba jedyny konkretny sposób wpływania na politykę. To, że s. proporcjonalne doszły do czegoś takiego co mamy obecnie, to już inna kwestia.
    W systemie „pierwszy na mecie” mniejszości ideologiczne (zazwyczaj rozproszone) przez bardzo długi czas mają narzucone rządy innych. W USA i Wielkiej Brytanii istnieje przynajmniej większa wolność osobisto-gospodarcza. Jeżeli się chce, można ignorować politykę i mieć nadzieję na życie bez jej wpływu. U nas niekoniecznie.
    Inne wady JOW kiedyś wymieniłem, w większości podobne.
    Naprawdę chciałbym popierać JOW’y FPTP. Chciałbym prostego, miłego systemu bez silnego prezesostwa. Ale dlaczego ja i reszta”nie większości” mamy poświecić swoich kilku reprezentantów? Owszem zostanie nam 1,2 na grupę. Ale co oznacza jeden głos wśród 460? Mniej więcej tyle ile mój na tej stronie. Wysłuchany, nawet skomentowany (za co dziękuję), ale co z niego wynika?
    Dziękuję za artykuł, trochę odbiłem od tematu, ale chciałem wytłumaczyć dlaczego nawet tak dobre JOW’y są krytykowane.

    Odpowiedz

Skomentuj