/Jarosław Kaczyński: Każdy może założyć partię, każdy może należeć do partii i w ten sposób zdobywać pozycję

Jarosław Kaczyński: Każdy może założyć partię, każdy może należeć do partii i w ten sposób zdobywać pozycję

Zamieszczamy zapis wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o JOW-ach na potwierdzenie faktu, że zmiana systemu wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych nie leży w interesie polityków, a jedynie nas samych. Nie popieramy ani nie promujemy pana prezesa ani partii, którą reprezentuje.

A za szerszy komentarz niech posłuży artykuł prof. Tomasza Kaźmierskiego „Debatując o JOW, nie opowiadajmy bajek” zamieszczony na naszej stronie.

Jarosław Kaczyński o JOW-ach, od 33 minuty 52 sekundy nagrania, na X Zlocie Klubów „Gazety Polskiej” w Piotrkowie Trybunalskim 30 maja 2015 r.:

„Po pierwsze, i to chce bardzo mocno podkreślić: wszelkiego rodzaju myślenie monokauzalne, czyli jednoprzyczynowe, takie przeświadczenie, że jest jedna przyczyna zła i wystarczy ją uchylić, a wtedy będzie dobrze, w ogóle nie nadaje się do poważnego rozważenia.

Po drugie: trzeba wiedzieć, jak okręgi jednomandatowe działają na świecie i czemu sprzyjają. Po pierwsze, sprzyjają całkowitej dyscyplinie partyjnej, absolutnemu podporządkowaniu posłów kierownictwu partii. Bo tam, gdzie one są, tam wiadomo, że tak naprawdę walka toczy się mniej więcej w 1/3 okręgów. W pozostałych wiadomo, kto wygra. I Polska, jak na nią spojrzeć, to też przecież dawne Królestwo Polski z niewielkimi wyjątkami, Galicja z niewielkimi wyjątkami i kawałki tylko Wielkopolski, ale w zasadzie te, które wchodziły do Królestwa Kongresowego, to my gdzie indziej, to oni.

W Anglii np., to opowiadanie jedynego Polaka, który jest posłem do Izby Gmin, od razu jak został posłem wszedł do Księgi Guinnessa, bo najwyższy w dziejach Izby Gmin – 2,8 m. Otóż najpierw kandydat na posła, poseł in spe, zabiega o poparcie kogoś bardzo ważnego w partii, lidera albo kogoś z najściślejszego kierownictwa, jak ładnie zabiega, umie zabiegać to dostaje „zły okręg” taki, gdzie na pewno nie wygra, ale go sprawdzają czy potrafi pracować, czy potrafi „trawę gryźć”. Jak potrafi i dalej zabiega o poparcie, przez kolejnych parę lat (…), to wtedy dostaje już taki okręg, gdzie można wygrać. I oczywiście później się troszkę tym okręgiem interesuje, żeby było jasne: w sensie miejsca zamieszkania czy w sensie jakiś związków poprzednich w 99% przypadków nie ma z nim nic wspólnego.
A później jak już jest takim posłem ustabilizowanym to przez całe lata w nim nie bywa i posłowie ci starzy się przerzucają: „Ja byłem ostatni raz 12 lat temu w swoim okręgu”, „A ja byłem 10 lat temu w swoim okręgu”, więc to jest ta cała mitologia o tym, jak to ludzie zanurzeni w miejscowych sprawach, jak będą posłami, będą to załatwiali.

Poza tym, że to zupełnie nie konweniuje, jak to się dzisiaj mówi, z kształtem pracy sejmu, każdego parlamentu na świecie. To jest kompletne nieporozumienie. Jeszcze do tego w realiach nie ma żadnego związku z rzeczywistością.

Poza tym ten system prowadzi także do sytuacji, która się zdarzyła w Anglii w 1951 r.: więcej głosów zdobyli Labourzyści, a rządzili Konserwatyści. To samo zdarzyło się wiele lat później w Nowej Zelandii i Nowozelandczycy wtedy zmienili ten system, bo uznali, że jest niedopuszczalne, żeby mniejszość rządziła większością. A każdy kto umie liczyć wie, że w takiej sytuacji nawet przy stosunkowo dużej różnicy głosów na korzyść partii przegrywającej, ona może przegrać. Bo jeżeli w jednych okręgach ktoś wygrywa 8:2, a w innych wygrywa 51:49, to może ten, kto wygrywa 51:49 zdobyć dużo mniej głosów, a mimo wszystko mieć więcej mandatów, to chyba każdy potrafi z łatwością to sobie uświadomić.

Poza tym, jest takie pytanie: czy polskie życie publiczne na tym niskim poziomie jest rzeczywiście takim przykładem wszystkiego najlepszego, różnie bywa: są świetni samorządowcy, którzy niesłychanie dużo robią i bezinteresownie dla swoich małych ojczyzn, i to jest zjawisko bardzo pozytywne. Ale państwo świetnie wiedzą, że bywa też zupełnie inaczej.

Wreszcie kwestia pieniędzy, ja już nawet abstrahuję od sprawy finansowania partii politycznych, jeżeli będą jednomandatowe okręgi wyborcze, to nikt nie skontroluje, bo i dzisiaj jest to bardzo trudne to skontrolowania, ile poszczególni kandydaci wydają na wybory, czyli pieniądze, które naprawdę mają znaczenie w kampaniach wyborczych, będą tutaj w wielkiej mierze decydowały. I może się oczywiście zdarzyć, że w iluś tam okręgach wyborczych jakiś bardzo zacny człowiek, znany powszechnie, wejdzie do parlamentu i czy będzie mógł dużo zdziałać, jeżeli nie będzie częścią jakiejś dużej grupy: nic nie będzie mógł zdziałać (…).

Ja jestem gotów rozmawiać o ordynacji wyborczej np. o ordynacji mieszanej, tylko pamiętajcie, że ordynacja niemiecka jest bardzo proporcjonalna, tak proporcjonalna, że oni przyjęli, że parlament niemiecki może mieć różną liczebność, żeby zachować proporcjonalność.

(…)

To nie może być tak, że ordynacja wyborcza jest podporządkowana ambicjom ludzi, którzy mówią tak: ja do partii nie należę, bo tam musi być dyscyplina, ja nie będę nikomu podlegał, to jest poza moimi psychicznymi możliwościami, ale do parlamentu muszę się dostać. Wobec tego jak będzie okręg jednomandatowy, to ja się pewnie dostanę, bo ja tu jestem popularny, byłem tu kiedyś wójtem, burmistrzem itd. To naprawdę nie jest przesłanka do budowy życia publicznego. To nie jest tak, jak to się niekiedy mówi, że ktoś komuś zabiera bierne prawo wyborcze. Nie. Każdy może założyć partię, może należeć do partii i w ten sposób może zdobywać pozycję”.