/Jarosław Kaczyński jako ostatni zderzak okrągłego stołu

Jarosław Kaczyński jako ostatni zderzak okrągłego stołu

Jak podaje niezalezna.pl z 8.05.2015, prezes PiS Jarosław Kaczyński na niedawnym spotkaniu w Klubie Ronina po raz kolejny zaatakował Pawła Kukiza za jego sztandarowy postulat wprowadzenia 460 JOW-ów w wyborach do Sejmu. Stwierdził, iż JOW-y i rezygnacja z finansowania partii politycznych to umocnienie obecnego systemu – „Jeśli ktoś chce ten system umocnić, to jest to bardzo dobry pomysł”.

Obecny system polityczny jest końcowym efektem układu okrągłego stołu, zawartego między władzami komunistycznymi, a częścią działaczy „Solidarności” i opozycji, z aktywną rolą człowieka o nazwisku Jarosław Kaczyński. Jego efektem były zakontraktowane na 35% „częściowo wolne” wybory, a potem uchwalenie przez tak wybrany Sejm kontraktowy proporcjonalnej ordynacji wyborczej, której akuszerem był minister w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy o nazwisku Jarosław Kaczyński.

Efektem tej ordynacji jest odebranie obywatelom biernego prawa wyborczego, a z czynnego uczynienie fikcji. Obywatel nie może bowiem wystartować w wyborach do Sejmu jako obywatel, a tylko partyjny komitet wyborczy, a do wyboru ma tylko tych kandydatów, których wybrały kierownictwa partii. W efekcie jesteśmy w sytuacji Murzynów amerykańskich na Południu USA z lat 50. XX wieku. Mamy prawa wyborcze, tylko nie mamy na kogo głosować, a sami wystartować nie możemy.

I tak już przez ćwierćwiecze trwa samoreprodukcja elit politycznych okrągłego stołu, uzupełnianych dobieranymi przez nie, a dzięki partyjnym listom wyborczym, coraz większymi miernotami partyjnymi. Obecne elity partyjne osiągnęły poziom moralnej i intelektualnej, i to jeszcze często skorumpowanej, hołoty, która nie przestrzega już podstawowych reguł i zasad naszej chrześcijańskiej cywilizacji. A dowody są już nawet do publicznego wglądu w zapisach z podsłuchu „Sowa i przyjaciele”.

Dzięki ordynacji proporcjonalnej, uzupełnionej progami wyborczymi i finansowaniem partii politycznych z budżetu państwa, te oligarchie partyjne przejęły rolę suwerena polskiego państwa, a obywateli sprowadziły do roli figurantów fasadowej demokracji. Został stworzony system polityczny parlamentarnej oligarchii wyborczej, a jednym z jego czołowych konstruktorów jest polityk o nazwisku Jarosław Kaczyński.

Konsekwencją tego ustroju oligarchii wyborczej stało się zbudowanie państwa, w którym musimy żyć, jeśli nie możemy lub nie chcemy emigrować. Partie rządzące bowiem mają bezpośredni i pośredni wpływ na obsadę około 50 tys. kluczowych stanowisk w aparatach państwa polskiego. I nędza moralna, intelektualna i ideowa elit partyjnych, tworzy i stale reprodukuje takąż nędzę elit władzy polskiego państwa. Państwa o niskiej efektywności i skuteczności działania, państwa o niskiej praworządności i państwa wysoce skorumpowanego. Państwa z blisko 300 mld euro zadłużenia zagranicznego, z wyprzedanym w obce ręce w 50% przemysłem, zagrożonego katastrofą demograficzną i masową emigracją młodych Polaków.

I tego zmienić nie można, jeśli nie zmieni się systemu politycznego oligarchii wyborczej. I jeśli współtwórca tego systemu, Jarosław Kaczyński, twierdzi, iż Paweł Kukiz dążąc do likwidacji rdzenia tego systemu w postaci ordynacji proporcjonalnej, poprzez wprowadzenie JOW-ów, chce go w ten sposób umocnić, to albo jest skończonym cynikiem, albo… Powiedzmy, że nic nie rozumie z tego, co się w Polsce dzieje od ćwierćwiecza.

Ale Jarosław Kaczyński powiedział jeszcze coś, co go dyskwalifikuje jako przywódcę politycznego również intelektualnie czy nawet mentalnie – „Jeśli cenimy sobie demokrację, to musimy przyjąć, że (…) partie polityczne powinny istnieć. Partie mają jedną cechę, z punktu widzenia demokracji fundamentalną – są poddane kontroli obywateli, kontroli demokratycznej”. Otóż partie nie są poddane kontroli demokratycznej obywateli. Kontroli demokratycznej obywateli mogą być poddani tylko posłowie. Nie ma innego sposobu demokratycznej kontroli tego, co robi PiS i jego prezes, jak tylko demokratycznie kontrolować poprzez wybory parlamentarne posłów PiS i samego posła Jarosława Kaczyńskiego.

Bo to nie partie polityczne reprezentują obywateli. Obywateli czyli wyborców reprezentują wyłącznie posłowie czy senatorowie. To posłowie, a nie partie są konstytucyjnymi przedstawicielami narodu. Była taka partia, która reprezentowała naród. Nazywała się Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. I już nie istnieje. Ale jak widać totalitarna mentalność istnieje nadal.

A demokratyczna kontrola obywateli nad posłami istnieje tylko wtedy, kiedy posłowie są bezpośrednio zależni od wyborców. A to znaczy, że jeśli nie będą słuchać większości swoich wyborców, to przestaną po jednej kadencji być posłami. I pewnie nimi nigdy więcej już nie zostaną. A ordynacja proporcjonalna, która zdegenerowała nam polskie państwo i niszczy naszą przyszłość, wprowadza zależność bezpośrednią od oligarchii partyjnych. Polski poseł nie jest bezpośrednio zależny od wyborców, tylko od swojej oligarchii partyjnej, która zdecyduje czy wystawi go na listę wyborczą i na którym miejscu. Poseł partii PiS nie jest zależny bezpośrednio od wyborców, a więc nie ma nad nim demokratycznej kontroli obywateli. Jest bezpośrednio zależny od prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który zadecyduje czy wystawi go w ogóle na listę wyborczą PiS i na którym miejscu.

Oczywiście, że w każdej w demokracji istnieją partie. I Jarosław Kaczyński musi wiedzieć o tym, że partie polityczne istnieją w Wielkiej Brytanii, Francji, USA czy Kanadzie, a więc tam, gdzie są JOW-y. Zatem stosuje prostacki chwyt sugerujący, że Paweł Kukiz i jego ruch obywatelski chce w Polsce likwidacji partii politycznych. JOW-y nie likwidują partii politycznych. JOW-y likwidują oligarchiczne i wodzowskie partie. Takie jak PiS.

W systemie JOW-ów wygrywa się lub przegrywa wybory dzięki jakości posłów. W małym okręgu wyborczym wielkości polskiego powiatu nie można jednoosobowo wygrać wyborów wizerunkiem medialnym partii czy ich liderów. A tak jest w obecnym systemie proporcjonalnym, gdzie okręgi wyborcze liczą od 577 tys. do 1 558 tys. wyborców. Bo w JOW-ach wygrywa się wybory osobowością i klasą polityczną posła. I z posłami tak wybranymi muszą się liczyć partyjni liderzy. To dlatego brytyjscy posłowie Partii Konserwatywnej, którzy odwołali własną premier Margaret Thacher, powiedzieli, iż zrobili tak, gdyż pani premier przestała się ich słuchać.

Dlatego śmiechu warte są przeliczenia politologów z tytułami naukowymi, ile to mandatów zdobyłoby PiS i PO, gdyby wprowadzić JOW-y. Sądzę, że zdobyłyby śladowe ilości, biorąc pod uwagę sejmową miernotę polityczną obu partii. A prezes Jarosław Kaczyński i premier Ewa Kopacz mieliby duże kłopoty z wejściem do Sejmu. A do Sejmu weszliby w większości zupełnie nowi ludzie i to z klasą polityczną. I stworzyliby zupełnie nowe partie o konfederacyjnym i wielobarwnym politycznie charakterze. I rozpoczęłaby się od tego momentu pozytywna selekcja elit politycznych. I można by rozpocząć proces budowy nowego państwa. Praworządnego, efektywnego i nieskorumpowanego państwa polskich obywateli.

Ale do tego potrzebna jest likwidacja obecnego politycznego systemu oligarchii wyborczej okrągłego stołu, którego ostatnim już zderzakiem politycznym jest Jarosław Kaczyński.

1 502 wyświetlen