/II Wielka Depresja po 3 latach

II Wielka Depresja po 3 latach


"Kolos o glinianej głowie” w huraganie gospodarczym – tak zatytułowałem swój artykuł z maja 2009 roku dla "Nowego Kuriera" o sytuacji Polski po wybuchu kryzysu finansowego we wrześniu 2008 roku, który to szybko przeszedł w największy od lat 30. XX wieku światowy kryzys gospodarczy.


Nazwałem w nim Polskę kolosem o glinianej głowie, twierdząc, iż nie posiadany elit politycznych i państwowych o poziomie intelektualnym, ideowym i osobowościowym, który pozwalałby na wykorzystywanie historycznych szans i unikanie historycznych zagrożeń. A za takie zagrożenie uznałem rozpoczynający się wówczas II Wielki Kryzys, który nazwałem nadciągającym huraganem gospodarczym. Konsekwencją tych dwóch faktów było to, że w obliczu globalnego załamania gospodarczego i to z groźbą światowych zaburzeń politycznych, stanęliśmy z całkowicie bezradnymi i niewiele rozumiejącymi, a jeszcze mniej umiejącymi polskimi elitami politycznymi i państwowymi.

 

Ta II Wielka Depresja jest wynikiem ostatnich trzech dekad zmian w światowej gospodarce, w wyniku których stała się ona od lat 90. globalnym kasynem ekonomicznym. Szerzej tę tezę uzasadniłem w swoim artykule naukowym z 2010 roku (W. Błasiak, Światowy kryzys finansowy a globalna akumulacja kapitału, "Współczesna Ekonomia. Contemporary Economic", Kwartalnik Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie, Nr 2/2010 (14)).

 

Ekspansja globalnej spekulacji finansowej, zamiast ekspansji produkcji dóbr i usług, stała się formą napędzającą globalną akumulację kapitału. Globalna spekulacja finansowa była tworzeniem gigantycznej masy spekulacyjnego pieniądza niemającego odpowiadającej mu wielkości w świecie realnych wartości ekonomicznych towarów, usług, inwestycji czy skomercjalizowanych zasobów rzeczowych. Masę tworzonego w ten sposób pieniądza obrazują syntetyczne dane z pracy Francois Morin’a (Le nouvea mur de l’argent, Seuil, 2006), z których wynika, że w 2002 roku, przy wielkości światowego PKB mierzonego transakcjami sprzedaży dóbr i usług o wysokości 32,3 bln dolarów i transakcjach walutowych obsługujących międzynarodowy handel towarów i usług w wysokości 8 bln dolarów, transakcje handlu walutami w świecie miały wartość 384,4 bln dolarów, zaś transakcje handlu derywatami 699 bln dolarów. I to masa kreowanego tak pieniądza stworzyła globalny balon spekulacyjny, czy może raczej globalne balony spekulacyjne nadymające ceny aktów kapitałowych na świecie, od cen akcji poczynając. A wywołane kryzysem na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych w 2007 roku pęknięcie, okazało się we wrześniu 2008 niemożliwe już do zasadniczego opanowania. To z powodu globalnej spekulacji załamał się, a dokładniej mówiąc implodował zapadając się do wnętrza, system instytucji finansowych z największymi bankami światowymi, które po prostu robiły gigantyczne zyski na globalnej spekulacji. Przypomnę, że największym handlarzem spekulacyjnych derywatów na świecie był właśnie bank inwestycyjny Lehman Brothers, którego bankructwo we wrześniu 2008 roku uruchomiło lawinę kryzysu finansowego świata.

 

Skala wszakże procesów globalnej spekulacji wskazuje, że ostatnie 30 lat funkcjonowania globalnej gospodarki musiało wiązać się z globalną akumulacją kapitału w skali systemu światowego. Jak dowodzili tego już w 1988 roku amerykańscy ekonomiści Harry Magdoff i Paul Sweezy od końca lat 70. postępowała w świecie finansjeryzacja procesu akumulacji kapitału, która jest efektem sytuacji stagnacji światowej gospodarki. Twierdzili oni, że stagnacja sektora produktywnego pchała kapitał do finansjeryzacji jego akumulacji. Mówiąc wprost, to globalny brak efektywnego popytu na zyskowną produkcję i usługi pchał kapitał w sferę niezwykle zyskownej spekulacji finansowej. I dostarczał mu olbrzymich zysków. Ta niemożność uzyskiwania wysokich zysków w sferze produktywnej, pchnęła kapitały w obszar finansowej spekulacji, co jak twierdzi amerykański socjolog Immanuel Wallerstein, ostatecznie podważyło podstawy przyszłej akumulacji kapitału w skali globalnej.

 

Jedynym beneficjentem finansjeryzacji gospodarki światowej i globalnej spekulacji finansowej stała się światowa, głównie amerykańska oligarchia finansowa, nazywana w publicystyce eufemistycznie rynkami finansowymi. Dlatego zgromadzone przez nią w drodze globalnej spekulacji, a kosztem wyniszczania ekonomicznego realnych gospodarek, gigantyczne kapitały finansowe, stanęły w obliczu implozji i unicestwienia po wrześniu 2008 roku. I wtedy to dokonano niewyobrażalnego w skali historii współczesnej rabunku światowych finansów publicznych. Kosztem pieniędzy publicznych uratowano od bankructwa prywatne kapitały oligarchii finansowej powstałe w drodze globalnej spekulacji. A nazwano to eufemistycznie ratowaniem banków i instytucji finansowych. Ten eufemizm pozwolił ukryć fakt, że w istocie ratowano prywatne kapitały udziały kapitałowe największych oligarchów finansowych świata i ich papiery wartościowe, a nie wkłady zwykłych depozytariuszy czy codzienne możliwości kredytowania realnej gospodarki.

 

Jak ujawniła w "New York Times" w lipcu tego roku Sheila Bair, była przewodnicząca Korporacji Federalnego Depozytu Ubezpieczeń USA (FDIC), FDIC poradził sobie z niewypłacalnymi instytucjami finansowymi i nie było potrzeby obdarowywania banków. Nawet City Bank miał wystarczające aktywa by pokryć ubezpieczonych deponentów. Ale problemem były spekulacje na derywatywach i śmieciowych zastawach hipotecznych. Nie było wystarczających aktywów w Citi Banku i AIG by zapłacić spekulantom i wielkim graczom finansowym. Pani Bair skarżyła się, że w każdym przypadku urzędnicy Obamy mówili jej, że wielkie spekulacyjne instytucje finansowe, a więc de facto najbogatsze 1% społeczeństwa, nie mogą stracić ani centa. Amerykański ekonomista Michael Hudson w podsumowującym te praktyki w wywiadzie internetowym z 16 lipca tego roku pod znamiennym tytułem Eutanazja przemysłu przez Wall Street (Wall Street’s Euthanasia of Industry) tak to ujął: To jest polityka, która rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych po wrześniu 2008 roku z Programem Pomocy Trudnym Aktywom (TARP) Paulsona, a później z przejęciem przez Skarb USA Fannie Mae i Freddie Mac (5,3 bln dolarów) w rządowy bilans budżetowy. Ta polityka szybko rozprzestrzeniła się w Europie, startując od Irlandii.

 

Dodajmy, iż dopiero w kwietniu tego roku okazało się, iż przez półtora roku od wybuchu kryzysu Rezerwa Federalna udzielała tajnie olbrzymich pożyczek nie tylko największym bankom amerykańskim jak JP Morgan, Bank of America, Citigroup czy Morgan Stanley, lecz również bankom zagranicznym, nade wszystko europejskim, takim jak belgijsko-francuski bank Dexia (33,5 mld dol.), niemiecki bank irlandzki Depfa Bank (24,5 mld dol.), brytyjski Royal Bank of Scotland (11 mld dol.) czy francuski bank Societe Generale (5 mld dol.). Łącznie Fed wypłacił z tego funduszu 170 mld dol., z czego 110 mld dol. w ciągu jednego tylko tygodnia w 2008 roku ("Rzeczpospolita", 2 – 3.04.2011). Dodam, iż może nawet nie tyle, że wypłacił, co przyznał się do wypłacenia. Ile wypłacił, tego tak naprawdę nie wiemy.

 

Jedną z konsekwencji tych praktyk jest gigantyczny deficyt budżetowy USA i cięcia wydatków budżetowych na wszystko co się da, od opieki społecznej, ochrony zdrowia i edukacji poczynając. Administracja Obamy – podsumowuje prof. M. Hudson – powiększyła wsparcie sektora finansowego do 13 bln dolarów (wsparcie Skarbu Państwa i Rezerwy Federalnej łącznie z wcześniejszym wsparciem administracji Georga W. Busha – WB). To ogromnie powiększyło dług rządowy. A teraz Pan Obama chce go obniżyć przez cięcie opieki społecznej, ochrony zdrowia, ubezpieczeń zdrowotnych i pozostałych wydatków socjalnych… by transferować bogactwo i dochody na szczyt ekonomicznej piramidy.

 

Alternatywa istniała, jak dowodził tego M. Hudson w tekście internetowym Jak napisano bajeczkę o 13 bln dolarów? (How a $13 Trillion Cover Story was Written) z 17 czerwca 2011 – Bez wsparcia finansowego armia spekulantów z Wall Street mogłaby upaść, lecz "realna" bankowość codziennej gospodarki i operacje ubezpieczeniowe mogły być kontynuowane. Dolne 99% gospodarki Stanów Zjednoczonych mogłoby odzyskać zdrowie z tylko szybkim wstrząsem, by oczyścić zatory na szczycie, a rząd mógłby pojawić się dla kontroli największych i najbardziej lekkomyślnych banków i AIG – tak jak on to już czynił w innych przypadkach.

 

W Europie mieliśmy do czynienia z dwoma skrajnymi przypadkami ratowania banków – Irlandii i Islandii. W Islandii obywatele wymusili na rządzie referendum w kwietniu tego roku, w którym powiedzieli nie propozycji rządowej by spłacać dług prywatnego banku wobec Wielkiej Brytanii i Holandii z publicznych pieniędzy. I teraz islandzki rząd spłaca je z majątku tegoż banku. Irlandia natomiast popełniła wręcz samobójstwo finansowe przejmując na rachunek publiczny cztery wielkie zbankrutowane banki prywatne, w których, co dużo wyjaśnia, wielkie udziały miała mieć angielska oligarchia finansowa londyńskiego City. W istocie więc Irlandczycy ratowali nade wszystko angielskie prywatne kapitały finansowe. I tak Irlandia licząca zaledwie 4 mln obywateli  wydała dotychczas z budżetu państwa 46 mld euro na ratowanie tych banków, a szacunki tegoroczne mówią, iż będzie musiała jeszcze wpompować co najmniej 24 mld euro. I to wcale nie musi być koniec. Irlandia de facto zbankrutowała, będąc zmuszona do ratowania się pożyczkami z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Europejskiego Banku Centralnego i własnych funduszy emerytalnych w zeszłym tylko roku w wysokości 85 mld euro. I płaci za to nie tylko silną obniżką poziomu życia w związku z cięciami budżetowymi rządu, lecz również kurczeniem się gospodarki. A to dopiero może być początek publicznych kosztów ratowania prywatnych spekulacyjnych kapitałów finansowych.

 

Rozszerzający się w Europie kryzys gospodarczy zaczął rozbijać już strefę euro, tworząc nową sytuację w Unii Europejskiej. Recesja czy tylko samo spowolnienie gospodarcze bowiem w sytuacji wspólnej waluty i wysokiego zadłużenia krajów słabszych gospodarczo, takich jak Grecja, Hiszpania, Portugalia a częściowo Włochy, działa tak jak efekt deflacji długu w I Wielkiej Depresji lat 30. XX wieku. Obciążenie długiem realnie rośnie, gdyż maleją możliwości ekonomiczne jego spłaty z powodu stagnacji i recesji realnej gospodarki. Równocześnie nie można deprecjonować czy dewaluować własnej waluty, a w ten sposób zwiększać możliwości choćby tylko eksportu produktów i usług dla zwiększenia spłaty długu zagranicznego czy długów w ogóle, bo się już nie posiada własnej waluty. Dla krajów słabszych gospodarczo i zadłużonych, w sytuacji narastającej II Wielkiej Depresji, strefa euro jest śmiertelną pułapką ekonomiczną. W takiej śmiertelnej pułapce ekonomicznej wspólnej waluty euro znalazła się właśnie faktycznie niewypłacalna już Grecja, której zadłużenie sięgnie pod koniec tego roku 158% PKB. Olbrzymi zeszłoroczny pakiet pomocowy w wysokości 110 mld euro otrzymany od UE, EBC i MWF, ma wszakże swoje drugie dno. Tak jak beztrosko greckie elity polityczne i państwowe zwiększały zadłużenie zagraniczne emitując greckie obligacje skarbowe (nota bene analogicznie do tego, co od blisko 4 lat robi ekipa rządowa Donalda Tuska w Polsce), tak jeszcze bardziej beztrosko kupowały je banki głównie francuskie i niemieckie, licząc na wielkie, łatwe i pewne zyski z ich wysokiego oprocentowania. Stąd łączne zobowiązania greckie (publiczne i prywatne) wobec banków francuskich wynosiły na koniec 2010 roku 56,7 mld dol., a wobec banków niemieckich 34 mld dol. Międzynarodowa pomoc publiczna w ratowaniu Grecji to nade wszystko pomoc w ratowaniu banków Francji i Niemiec.

 

W Polsce przez ostatnie trzy lata nie odbyła się żadna poważna debata publiczna na temat II Wielkiej Depresji i sytuacji polskiej gospodarki. Ani polityczna, ani publicystyczna, ani nawet naukowa. W świadomości polskich ekonomistów, polityków i publicystów taki problem zasadniczo nie istniał. Najpierw kryzysu nie było ich zdaniem w ogóle. Potem był, ale Polska była zieloną wyspą wzrostu gospodarczego. Później była sytuacja wychodzenie z kryzysu i radzenia sobie z kryzysem, traktowanym jako coś cyklicznego, co właśnie przemija lub niebawem przeminie. I dopiero od kilku tygodni zaczynają się pojawiać pierwsze jaskółki otrzeźwienia intelektualnego, acz niestety niepolitycznego.

 

Z początkiem sierpnia tego roku doszło bowiem do ponownego silnego załamania wszystkich giełd światowych. Nastąpiło drugie od jesieni 2008 roku tak silne tąpnięcie na giełdach. Z samej warszawskiej giełdy implodowało 33 mld zł. Widać też pogłębiające się trudności gospodarcze w funkcjonowaniu firm krajowych. To powoli skłania bardziej przenikliwych ekonomistów i publicystów do zauważania przynajmniej potencjalnych zagrożeń recesją w Polsce i Europie. Choć to i tak o trzy lata za późno.

 

Niestety nie dotyczy to polskich elit politycznych i państwowych, tworzących ową glinianą głowę polskiego państwa. Państwa bez oczu, uszu, a przede wszystkim mózgu. Ta gliniana głowa reprodukowana jest bowiem stale i na nowo samokooptacją tychże elit o kompromitującym poziomie ideowym, intelektualnym i osobowościowym, w oparciu o proporcjonalną ordynację wyborcza do Sejmu. A 9 października tego roku ponownie nastąpi akt farsy wyborczej, który nie będzie w stanie przywrócić oczu, uszu i mózgu polskiemu państwu w nadciągającym coraz widoczniej huraganie gospodarczym. Będzie to oszustwo wyborcze, gdyż pozbawieni biernego prawa wyborczego obywatele, będą mogli zagłosować na kandydatów już wybranych osobiście przez Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Grzegorza Napieralskiego i Waldemara Pawlaka oraz ich koterie towarzysko-partyjne. Można oczywiście będzie kierować się logiką polityczną mniejszego zła czy nawet w obecnej sytuacji polskiej sceny politycznej bardzo dużo mniejszego zła. Ale tylko tyle.

 

Dąbrowa Górnicza, 28 sierpnia 2011


*Tekst dla: "Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier"