Śledząc losy mojego pradziadka Michała Gajkowskiego – mazurskiego agitatora plebiscytowego, odnoszę wrażenie jakby historia zatoczyła koło i ponownie stajemy przed wyborem, który z góry skazany jest na niepowodzenie – mówi o nadchodzącym referendum Paweł Krassowski, młody radny ze Szczytna.

W 1920 roku na mocy postanowień Traktatu wersalskiego, kończącego I wojnę światową, zarządzono plebiscyt na Warmii i Mazurach. Ludność tych terenów, należących przed pierwszym rozbiorem częściowo do Polski, posługująca się lokalnym wariantem języka polskiego, miała zadecydować o przyłączeniu tych ziem do państwa polskiego lub pozostawieniu ich w granicach Niemiec. Plebiscyt, który odbył się 11 lipca 1920 roku, zakończył się klęską środowisk propolskich. Za przynależnością Mazur do Niemiec opowiedziała się miażdżąca większość głosujących.

Zdaniem radnego, istnieje podobieństwo ówczesnej sytuacji do obecnej, a okoliczności, które przesądziły o porażce w 1920 roku, przypominają dzisiejsze, może z wyjątkiem tego, że nikt wobec zwolenników referendum nie używa przemocy fizycznej.

Źle sformułowane pytanie, silna propaganda przeciwko plebiscytowi, bojkotowanie przez oficjalne czynniki środowisk opowiadających się za zmianą, zaprzęgnięcie całej machiny państwowej i administracyjnej przeciwko opcji polskiej, przewaga niemieckiej prasy i mediów, brak akcji edukacyjnej i wyjaśniającej, ogromna dysproporcja sił i środków między przeciwnikami zmiany a zwolennikami (na korzyść przeciwników), presja wywierana na ludność oraz manipulacje (sprowadzenie z innych rejonów Niemiec 100 000 osób, jako urodzonych na terenie Mazur), złożyły się na dotkliwą porażkę Polski w tym głosowaniu.

Umieszczone na kartach wyborczych pytanie plebiscytowe zostało myląco sformułowane. Uczestnicy plebiscytu mieli odpowiedzieć, czy chcą mieszkać w Polsce, czy w Prusach Wschodnich. Celowo pominięto słowo Niemcy. Przypomina to sytuację obecną, zwłaszcza jeśli chodzi o drugie pytanie referendalne (sposób finansowania partii politycznych), przy którym jak się wydaje każda odpowiedź będzie niewłaściwa.

Zarówno termin plebiscytu z 1920 roku i referendum 2015 był i jest niesprzyjający oraz zbyt krótki na dotarcie z rzetelną informacją do wyborców – mówi Krassowski. – Kampanie referendalna, nawet gdyby się odbyły uczciwie, nie trafiłyby do świadomości Polaków ze względu na szczególny okres – wówczas wojny polsko-bolszewickiej i niepewności, co do trwałości państwa polskiego, dziś apatii społecznej spowodowanej niewiarą w możliwości zmiany oraz okresem urlopów i wakacji, kiedy to ludzie raczej izolują się od spraw publicznych, a uczelnie zamknięte są na głucho.

Środowiska antysystemowe nie mogą równać się z politycznymi i partyjnymi, opowiadającymi się za utrzymaniem systemu, dysponującymi niemal nieograniczonymi środkami. Wykorzystanie administracji oraz przewagi politycznej, organizacyjnej i materialnej przez partie i system partyjniacki przeciwko referendum, a więc de facto przeciwko dążeniom wolnościowym Polaków, w końcowym efekcie działa na niekorzyść Polski. Partie za nasze pieniądze odzierają nas z politycznej podmiotowości i pozbawiają roli Suwerena we własnym kraju. Skutki pozbawienia Polaków możliwości wyrażania swojej woli i decydowania o Polsce, mogą być podobne – mówi Krassowski. – Mam nadzieję, że naród polski się obudzi i świadomie przystąpi do referendum. Wierzę, że nie będą musiał wyjeżdżać jak mój przodek za granicę.

Apeluję do wszystkich moich rodaków. Weźmy udział w referendum 6 września! – wzywa Paweł Krassowski, prawnuk Michała Gajkowskiego, działacza plebiscytowego z 1920 roku.

Warmia_Mazury

Zdjęcie: Paweł Krassowski prezentuje koszulkę podczas spotkania zwolenników JOW w Olsztynie, 23 czerwca 2015. Obok niego, również w koszulce JOW, stoi Tadeusz Rogowski z Koszalina.

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.