Na niedawnym szczycie Unii Europejskiej, z 13 na 14 lipca br., grecki premier Alexis Cipras został zmuszony do przyjęcia trzeciego już programu międzynarodowej pomocy finansowej, w wysokości 86 mld euro, na upokarzających państwo greckie warunkach określonych przez „trójkę”, czyli Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W obliczu groźby bankructwa i opuszczenia przez Grecję strefy euro, Cipras zgodził się na narzucenie jego państwu decyzji m.in. o podwyżce podatku VAT, obniżce emerytur i świadczeń społecznych czy podwyżce wieku emerytalnego. Ale przede wszystkim zgodził się na utworzenie upokarzającego funduszu powierniczego w wysokości 50 mld euro, który przejmie w zarząd greckie aktywa państwowe, takie jak porty, spółki energetyczne, wodociągi i banki. I następnie je sprywatyzuje czyli sprzeda w ręce obcego kapitału, bo oczywiście grecki tego nie wykupi.

I mimo negatywnej opinii Greków wyrażonej w ogólnokrajowym referendum, grecki parlament zaakceptował te upokarzające warunki. Mogło być gorzej, gdyż niemieckie gazety wspominały już dwa lata temu o konieczności sprzedaży greckich wysp. Choć wszystko jeszcze przed Grecją. Zwłaszcza, że nawet MFW w swych poufnych analizach nie zostawia cienia wątpliwości, iż te 86 mld euro nie wystarczy na długo.

Grecja rezygnując z własnej waluty wpadła w śmiertelną pułapkę ekonomiczną strefy euro. Jest to śmiertelna pułapka dla wszystkich słabszych, a mniej wydajnych i innowacyjnych gospodarek, takich również jak Portugalia, Hiszpania, a nawet Włochy. W warunkach wspólnego rynku Unii Europejskiej żaden kraj nie ma możliwości ochrony własnej gospodarki poprzez tradycyjne mechanizmy polityki handlu zagranicznego, jak choćby cła. Nie uchroni się przed zalewem tańszych i lepszych produktów z krajów silnych gospodarczo, bardziej wydajnych i innowacyjnych.

Jedynym instrumentem jest kurs własnej waluty, której podrożenie lub potanienie decyduje o relacjach cen towarów i usług importowanych do eksportowanych. Ale tą walutę trzeba mieć. A Grecja jej nie ma. I to jest przyczyną jej dramatycznej sytuacji zadłużenia sektora publicznego w wysokości już 315 mld euro, tj. 175% PKB i długu zagranicznego w wysokości 412 mld euro. To brak własnej waluty jest źródłem greckiego dramatu ekonomicznego.

Ścisłą zależność między bilansem handlu zagranicznego, a zadłużeniem publicznym pokazuje prawo, jak je nazwałem, tożsamości finansów narodowych, sformułowane z końcem lat 90. przez zmarłego 10 lat temu brytyjskiego ekonomistę Wynne’a Godley’a. Ta matematyczna tożsamość finansów gospodarki narodowej sprowadza się do prostego równania: bilans krajowego sektora prywatnego + bilans krajowego sektora publicznego + bilans sektora zagranicznego = 0.

Krajowy sektor prywatny to krajowe gospodarstwa domowe i krajowe firmy. Krajowy sektor publiczny to rząd i samorządy lokalne oraz regionalne. Sektor zagraniczny to reszta świata w postaci zagranicznych gospodarstw domowych, firm i rządów. Bilans każdego z sektorów to roczne zestawienie jego finansowych przychodów i wydatków. Jeden sektorowy deficyt równa się nadwyżce innego. To oznacza, że jeśli kraje południowoeuropejskie strefy euro z Grecją na czele, mają tak ogromne deficyty bilansów krajowego sektora publicznego, to muszą być one równoważone ogromnymi nadwyżkami w krajowym sektorze prywatnym lub/i w sektorze zagranicznym. Ponieważ krajowe sektory prywatne nie mają tak wielkich nadwyżek i są często, jak w wypadku Grecji, również mniej lub bardziej zadłużone, to nadwyżki muszą mieć sektory zagraniczne. I to one są głównym źródłem olbrzymich deficytów sektorów publicznych.

„Jest to więc widoczne – konkluduje amerykański ekonomista L. Randall Wray – że jeśli jeden sektor zmierza w kierunku posiadania nadwyżki bilansowej, to co najmniej jeden z dwu pozostałych sektorów musi posiadać deficyt bilansowy. W warunkach zróżnicowania papierów wartościowych, aby jeden sektor akumulował bogactwo finansowe netto, co najmniej jeden z dwu pozostałych musi powiększać swe zadłużenie o taką samą kwotę. Jest niemożliwe, aby wszystkie sektory akumulowały bogactwo finansowe netto przez wytwarzanie nadwyżki bilansowej. Możemy to przeformułować w inny jeszcze dylemat: jeśli, któryś z trzech sektorów tworzy nadwyżkę, to co najmniej jeden z dwu pozostałych musi wpadać w deficyt”.

Olbrzymie nadwyżki bilansu sektora zagranicznego Grecji i pozostałych krajów południowoeuropejskich strefy euro, to nade wszystko nadwyżki jednego tylko kraju, który nazywa się Niemcy i który jest głównym beneficjentem wprowadzenia tej strefy. Niemcy stały się wielkim zwycięzcą ekonomicznym wspólnej waluty, ale i zwycięzcą politycznym, gdyż dała ona im możliwość politycznej hegemonii poprzez struktury UE.

Ścisły związek przyczynowo-skutkowy między wprowadzeniem wspólnej waluty a bilansem płatniczym, pokazuje bardzo silnie rachunek bieżących płatności Niemiec. Niemcy w 1996 roku miały niewielki deficyt handlu zagranicznego, co wyrażał deficyt rachunku bieżącego w wysokości około -0,3%, w 1998 roku -0,4%, a w 1999 roku -0,8% ich PKB. Gdy zaś wprowadzono w latach 1999-2000 wspólną walutę euro, już w 2001 osiągnęły zerowy bilans tego rachunku, a w następnych latach stale zwiększającą się kilku procentową nadwyżkę, która w 2008 roku osiągnęła aż 7,1%, zaś w 2011 roku 5,6% PKB. Z deficytu rachunku bieżącego w wysokości -32,0 mld dol. w 2000 roku, Niemcy przeszły do olbrzymiej nadwyżki +245,3 mld dol. w 2008 roku. „Od 1999 roku – twierdzi A. Baranes – wielkim zwycięzcą w UE były Niemcy. Po prostu patrząc na bilanse rachunku bieżącego, Niemcy przeszły z małych deficytów rachunku bieżącego od 1996 roku, gromadząc wielkie nadwyżki po roku 2001”.

Upraszczając można powiedzieć, że powodem gigantycznych długów publicznych Grecji i pozostałych krajów południowoeuropejskich strefy euro, są gigantyczne nadwyżki w bilansie handlu zagranicznego Niemiec, choć także Holandii, Belgii, Austrii i Finlandii. A ponieważ kraje zadłużone pożyczyły pieniądze głównie z prywatnych banków Niemiec i Francji, to silnie wspierana politycznie przez Niemcy i Francję akcja ratowania Grecji, jest tak naprawdę ratowaniem ich własnych banków co najmniej przed wysokimi stratami, a nawet bankructwem.

Ta skala zadłużenia Grecji i pozostałych krajów południowoeuropejskich uniemożliwia już ich realną spłatę, gdyż jak to spuentował amerykański ekonomista i historyk Michael Hudson – „Podstawowa zasada matematyczna, tak samo jak zasada polityczna, stale działa: długi, które nie mogą być spłacone, spłacone nie będą”.

Zdaniem amerykańskiego ekonomisty L. Randall’a Wray’a, podobnie jak i zdaniem innych przedstawicieli amerykańskiej „Nowoczesnej Teorii Pieniądza” („The Modern Money Theory”), w tym w szczególności ‚Teorii Państwowej Pieniądza” („The State Theory of Money”), związanych przede wszystkim z wydziałem ekonomii Uniwersytetu Missouri w Kansas City, poszczególne kraje strefy euro nie poradzą sobie z wyjściem z globalnego kryzysu finansowego, jeśli nie powrócą do swych suwerennych walut narodowych. Ale nawet w ramach konwencjonalnej teorii ekonomicznej, zbliżony wniosek wyciągnął w 2012 roku laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Paul Krugman, odpowiadając na postawione sobie pytanie „Co dolega Europie?” – „Co więc dolega Europie? Prawda jest taka, że jest to problem głównie monetarny. (…) Gdyby kraje peryferyjne miały własne waluty, powinny i mogłyby użyć deprecjacji do szybkiego przywrócenia konkurencyjności”.

Istotą bowiem problemów krajów południowoeuropejskich z Grecją w roli głównej, nie są ich deficyty budżetowe, a deficyty rachunku bieżącego. Te zaś wynikają z różnic w poziomie konkurencyjności gospodarek krajów strefy euro. A w najgłębszej swej istocie rzeczywistym problemem są strukturalne różnice gospodarcze między krajami europejskiego centrum i europejskich peryferii i semiperyferii w długookresowej innowacyjności i konkurencyjności. Instrumenty polityki fiskalnej, obniżające zadłużenie sektora publicznego i umożliwiające spłatę długów denominowanych w euro, w postaci niskich deficytów budżetowych, a więc cięć wydatków publicznych, obniżania wynagrodzeń oraz świadczeń społecznych, a także podwyższania podatków i wyprzedaży gospodarczych aktywów państwowych, co już jest stosowane w odniesieniu do państw takich jak Grecja, uderzają wtórnie w popyt wewnętrzny, co obniża wzrost gospodarczy, a więc powtórnie uderza w budżet państwa w postaci zmniejszenia wpływów budżetowych. I wepchnie to Grecję w jeszcze większe i szybciej narastające długi sektora finansów publicznych.

Ale dramat ekonomiczny Grecji jest w istocie stricte polityczny. Jego przyczyną jest nieodpowiedzialność greckich elit politycznych, które zdecydowały się na przystąpienie do strefy euro i to jeszcze w sytuacji już wtedy wysokiego deficytu finansów publicznych. Jego przyczyną jest równocześnie niska jakość intelektualna i polityczna tych elit, które nie zdecydowały się na wystąpienie ze strefy euro, nic, ale to nic, nie rozumiejąc z tego, co się dzieje, a wolę swoich wyborców mając też za nic.

W tym samym czasie, gdy rozgrywa się grecki dramat, gdy brakuje pieniędzy na wypłaty w bankomatach i bankach, a Grecja jest zmuszana do przyjmowania upokarzających warunków „trójki”, w Polsce nasze elity polityczne nie tylko nie wyciągają z tego żadnych wniosków merytorycznych, ale publicznie głoszą konieczność przystąpienia do strefy euro. I to jeszcze w warunkach polskiego zadłużenia zagranicznego na poziomie 290 mld euro.

W dzień po upokarzające kapitulacji greckiego premiera Ciprasa w głównonurtowej, a strojącej się w szaty obiektywizmu i merytoryczności „Rzeczpospolitej”, ukazuje się obszerny i wyeksponowany artykuł czterokrotnego wicepremiera i ministra finansów, utytułowanego profesora nauk ekonomicznych Grzegorza Kołodki (G. Kołodko, „Euro: ani szybko, ani bezwarunkowo”, „Rz”, 15.07.2015). Konkluzja jest następująca: „Do sprawy wejścia Polski do euro i euro do Polski wrócimy dopiero na początku trzeciej dekady tego wieku, w latach 20. Teraz nie ma na to politycznych szans. Co również ważne, euro trzeba wprowadzać mając na to poparcie większości społeczeństwa. Najbliższe lata trzeba zatem wykorzystać, aby przekonać je, że jeśli będzie to zrobione dobrze, będzie to też służyło społeczeństwu”.

To co łączy Grecję i Polskę, to na szczęście jeszcze nie jest euro. To na razie jest nieodpowiedzialność elit politycznych oraz, delikatnie mówiąc, ich niska jakość intelektualna i polityczna. I jako obywatele mamy tylko kilka lat, by nas w grecki scenariusz te elity nie wepchnęły.

Ale to, co łączy Grecję i Polskę, to również niemożność pozbycia się tych elit i niemożność pozytywnej ich selekcji oraz ich bezpośredniego podporządkowania wyborcom. Bo Grecję i Polskę łączy ordynacja proporcjonalna, która to uniemożliwia.

Dlatego słowa G. Kołodki traktuję jako ostrzeżenie, iż mamy tylko kilka lat na wprowadzenie ordynacji większościowej w wyborach do Sejmu w postaci 460 jednomandatowych okręgów wyborczych i pozbycia się obecnych elit politycznych oraz rozpoczęcia demokratycznej i pozytywnej selekcji kompetentnych, uczciwych i patriotycznych elit politycznych, podporządkowanych bezpośrednio polskim wyborcom. W innym wypadku wepchną nas w kolejną, po emerytalnej, demograficznej i wychowawczo-edukacyjnej, matnię finansową, która zakończy się serią narodowych katastrof za jedną czy dwie dekady.

A referendum 6 września jest niepowtarzalną okazją, by każdy z nas mógł przyczynić się do zapobieżenia tym katastrofom. Paweł Kukiz znakomitym wynikiem wyborczym pod hasłem wprowadzenia 460 JOW, wybił wielką dziurę w murze systemu politycznego obecnej partyjnej oligarchii wyborczej. Ale mur się sam dalej nie rozpadnie. Każdy z nas musi wyjąć z niego własnoręcznie swoją cegłę.

20 lipca 2015

About Wojciech Błasiak

ekonomista i socjolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW

Dyskusja - 11 Komentarzy
  1. Tomasz

    26. Lip 2015,  godz. 08:42

    Pan doktor Błasiak, którego cenię , nie zwrócił uwagi na bardzo ważny aspekt – destrukcyjne działania greckich elit politycznych – to one są odpowiedzialne za zadłuzenie Grecji do poziomu niewypłacalności – to mentalnosć jakże podbna do mentalności naszych speców od zadłużania Polski na przestrzeni lat – Unii Wolności , Platformy Obywatelskie.

    Odpowiedz

    • Jan Sadowski

      26. Lip 2015,  godz. 13:11

      Jak to nie zwrocil uwagi? Prosze sie wczytac. Za jakosc greckiej klasy politycznej odpowiada system list partyjnych.

      Odpowiedz

  2. Freeman

    22. Lip 2015,  godz. 17:29

    początki think tanku

    Odpowiedz

    • Jan Sadowski

      22. Lip 2015,  godz. 19:26

      Miejmy nadzieje ze gdyby jakims cudem udalo sie wprowadzic 460 JOW, na dorobku Stowarzyszenia moglby powstac think tank. Uwazam ze nalezaloby uszanowac Status i rozwiazac Stowarzyszenie, ale po to by powolac odpowiednia strukture pod podobna nazwa z nowymi zadaniami. Choc swiadomosc spoleczna odnosnie naszej Sprawy urosla ostatnimi czasy, do uzyskania 460 JOW chyba niestety jeszcze b. dlugo poczekamy.

      Odpowiedz

  3. Grzegorz Osowski

    21. Lip 2015,  godz. 22:38

    Cytuję Bisentusa ,,To w Niemczech są połowiczne JOW-y, a każdy obywatel ma pełne bierne prawo wyborcze,”.
    Mam wątpliwości czy powyższe stwierdzenie zgodne jest z prawdą, ponieważ w niemieckim prawie wyborczym niektórzy obywatele są ,,równiejsi”. Oczywiście mam tu na myśli obywateli ,,wysoko-partyjnych” którzy , podobnie jak w Polsce, żądnym sposobem, nie mogą przegrać wyborów. Oni po prostu wiedzą że wygrali ,,wybory” zanim zacznie się głosowanie pospolitego ludu.

    Odpowiedz

    • bisnetus

      22. Lip 2015,  godz. 00:18

      Zacytowane zdanie jest w pełni prawdziwe i może być potwierdzone zarówno cytatami z odpowiednik ustaw jak i licznymi przykładami i statystykami startów kandydatów niezależnych podobnych do tych jak te z Wielkiej Brytanii. Więc nie ma co się kopać z faktami.

      Odpowiedz

      • Jan Sadowski

        22. Lip 2015,  godz. 19:39

        Zgodze jest ze jest logika uzasadniajaca prawdziwosc tego zdania. Niemniej jednak prawda jest tez ze w wyborach do niemieckiego Bundestagu NIE ISTNIEJA egalitarne warunki dla kazdego kandydata. To oslabia jakosc demokracji w tym kraju rodzac patologie ktore wspominal prof. Kazmierski – patologie zwiazane z granicami trojpodzialu wladzy. W Arabii Saudyjskiej tez nie ma demokracji, a kraj swietnie sobie radzi bo ma niezwykle latwy dostep do innych zasobow naturalnych. Ale sytuacja Arabii Saudyjskiej nie dowodzi ze nie nalezy popierac modelu demokratycznego panstwa prawa.

        Odpowiedz

        • bisnetus

          22. Lip 2015,  godz. 21:59

          Partie w Niemczech mają pewne przywileje, ale w pierwszej linii mają obowiązki. Prawdą jest, że obywatel i partie nie są w Niemczech całkiem równie. Partie mają w zgłaszaniu kandydatów 100 razy trudniej. Kandydat niezależny nie musi się pytać ani męża czy żony. Musi zebrać 200 podpisów i z automatu może stanąć do wyborów w ramach JOW-ów. W przypadku partii nie ma o takiej prostocie nawet mowy. Partia musi obowiązkowo przeprowadzić zjazd prawyborczy w którym tylko i wyłącznie członkowie partii dany okręg zamieszkujący mają obowiązek wybrania spośród siebie z zachowaniem wszelkich zasad demokracji najlepszych kandydatów. Jest prawny zakaz wtrącania się do tych wyborów wyższych instancji. Na koniec uczestnicy zjazdu muszą w komisji wyborczej złożyć uroczystą przysięgę, że kandydaci zostali wyłonieni według przepisów, demokratycznie. I dopiero wtedy urząd wyborczy ma prawo zarejestrować listę.

          Tak. Prawa nie są równe. Partie mają 100 razy trudniej. Dlatego w Niemczech są przeogromne, obywatelskie, kompetentne i demokratyczne partie polityczne. W przeciwieństwie do Polski.

          Odpowiedz

          • Jan Sadowski

            22. Lip 2015,  godz. 23:12

            Problem polega na tym, ze ten tzw. mieszany system nie powstal z mysla o interesie Panstwa. Czemu i komu ma sluzyc porzadek list? Czy dziala na rzecz latwego okreslania tj. weryfikacji indywidualnej odpowiedzialnosci czy przeciwko niej? Czy dziala na rzecz transparentnsci i przejrzystosci zasad funkcjonowania panstwa czy niepotrzebnie ogranicza transparentnosc? Prawyborcze wpisy na liste to wciaz ograniczenie oddolnosci skoro zwykly wyborca nie decyduje o ksztalcie wpisu na liste partyjna a jej czlonkowie. Pan sugeruje ze partie list partyjnych moga dzialac lepiej niz to obserwujemy w Polsce. Oczywiscie ze moga ale zawsze zapewnia jeden efekt: rozmycie indywidualnej odpowiedzialnosci i mniejsza lub wieksza oligarchizacje systemu. Ruch JOW dziala na rzecz najlepszego z mozliwych systemow ordynacji, a nie jedynie polowicznych rozwiazan. To tak jakbysmy poddali sie kuracji korekcji wzroku: jedna operacja laserowa z sytuacji -7 przenosi na do stanu 0. Druga operacja powoduje ze w jednym oku mamy -1 a w drugim -3, no ale kazda z tych operacji zmienia wzrok! Pierwsza ma jednak przewidywalne korzysci w kazdych warunkach a druga nie (np. ta druga spowodowala kryzys demokracji w Rosji, na Ukrainie, we Wloszech za czasow Berlusconiego ktory zwiekszyl znaczenie list partyjnych, i na Wegrzech gdzie Orban stworzyl niemal zupelne jedynowladztwo zacierajac trojpodzial wladzy jeszcze bardziej niz to robil Berlusconi). Jak o mowia ‚na miescie’ – ‚nie ma bata’ – zasada brzytwy Ockhama/oszczednosci modelu albo prawem najmniejszych rownan prostszy system zaleznosci ma wieksze szanse na stabilnosc niz ten drugi, trwalsza replikacje. Alianci narzucili Adenauerowi listy partyjne, a Niemcy jako zaradny narod znalezli sposob na ich pewne ‚uoddolnienie’. Jednakze gdyby JOWy w Niemczech byly dwa razy mniejsze dzieki likwidacji tzw. proporcjonalnych list partyjnych, system panstwowy w Niemczech bylby wydajniejszy- 100% jednostek wladzy parlamentarnej byloby blizej oddolnych potrzeb obywatelskich. Wiem ze to troche ‚dowod naokolo’ i raczej metaforyczno-retoryczne spostrzezenie, ale Niemcy od drugiej wojny swiatowej dostali 56 nagrod Nobla, zas Anglicy 84. Angielski system nauki jest bardziej liberalny i egalitarny niz ten hierarchiczny system niemiecki. Wolnosc i rownosc napedza kreatywnosc i uczucie stalej konkurencji. W brytyjskim systemie mlody doktor aplikujacy po grant staje sie konkurentem starego profesora. Bierzmy przyklad i replikujmy najprostsze z mozliwych rozwiazan, wszedzie gdzie to mozliwe, bo setki badan numerycznych na temat tzw. zasady oszczednosci np, w dziedzinie statystycznego uczenia sie maszyn potwierdzilo ze prostsze rozwiazania sa stabilniejsze, tj. pod wieloma wzgledami lepsze od tych zblizonych ale bardziej skomplikowanych.
            Pozdrawiam

  4. Jan Sadowski

    20. Lip 2015,  godz. 23:48

    Doskonaly tekst. Bardzo dziekuje Szanownemu Autorowi.
    To kwintesencja greckich problemow:

    „Ale dramat ekonomiczny Grecji jest w istocie stricte polityczny. Jego przyczyną jest nieodpowiedzialność greckich elit politycznych (…) Jego przyczyną jest równocześnie niska jakość intelektualna i polityczna tych elit. (…) To co łączy Grecję i Polskę, to (…) na razie jest nieodpowiedzialność elit politycznych oraz, delikatnie mówiąc, ich niska jakość intelektualna i polityczna. (…) Ale to, co łączy Grecję i Polskę, to również niemożność pozbycia się tych elit i niemożność pozytywnej ich selekcji oraz ich bezpośredniego podporządkowania wyborcom. Bo Grecję i Polskę łączy ordynacja proporcjonalna, która to uniemożliwia.”

    @Bisnetus
    Smiem twierdzic, ze JOWy czyli zaleznosc tworzaca silny zwiazek polityka z wyborca oraz odpowiedzialna i pro-obywatelska postawe elit ze wzgledu na latwa wymiane jednostki elity wladzy z woli wyborcy to druga najmocniejsza determinanta jakosci zycia i dobrobytu panstw, minimalizujaca czynniki ryzyka jego rozkladu – zaraz po zasobach naturalnych ! – oczywiscie o ordynacja to o wiele slabszy czynnik od tego drugiego, najwazniejszego: zasobow naturalnych! Czy demokracja moze byc najmocniejszym czynnkiem bogactwa i jakosci zycia? Oczywiscie nie. Ale dobra demokracja mocno wspomaga rozwoj panstw i ich pro-obywatelska zaradnosc w sytuacjach kryzysu wymagajacego najbardziej odpowiedzialnych z mozliwych decyzji. Brak czystych JOWow w Niemczech to brak pelnej optymalizacji systemu. To jeden z czynnikow do polepszenia na korzysc kazdej spolecznosci obywatelskiej w Niemczech. Niemcy sobie niezle albo i swietnie radza ale nie ze wzgledu na niedosyt najlepszego z mozliwych procesow selekcji pro-obywatelskich politykow. Niemcy radza sobie tak jak sobie radza, z innych przyczyn – przyczyn naturalnego dostepu do najcenniejszych zasobow.

    Odpowiedz

  5. bisnetus

    20. Lip 2015,  godz. 23:01

    Jestem przeciwko mieszaniu spraw ekonomicznych i europejskich z problemem JOW-ów w Polsce. Niemcy mają solidną demokrację i solidne produkty. Nie można mieć do nich pretensji, że każdy w świecie chce mieć produkty Made in Germany zwłaszcza maszyny, produkty AGD czy też samochody (1/4 samochodów jeżdżąca na globie to samochody niemieckie) Grecja zbankrutowała nie przez Euro tylko przez lekceważenie prawideł ekonomi, myślenie życzeniowe, wyuzdanie konsumpcyjne i płytkie kombinatorstwo oraz oszustwo. Niemcy są bogate, ale nie mogą opłacać z automatu każdego bankruta w Europie. Zasady muszą być równe dla wszystkich, również dla Grecji. Wyciągając rękę po setki miliardów Euro z europejskich budżetów, stawianie warunków i robienie łaski to jest szczyt bezczelności i nieodpowiedzialności.

    A co mają do tego JOW-y? Grecja to raczej przykład wyborczej patologii podobnej do tej w Polsce. To w Niemczech są połowiczne JOW-y, a każdy obywatel ma pełne bierne prawo wyborcze, a pani Merkel musi pozycję swojej 650-tysięcznej partii uczciwie i twardo wywalczyć w każdych wyborach.

    To Niemcy powinny służyć jako pozytywny wzorzec dla Polski. Z pewnością nie Grecja.

    Odpowiedz

Skomentuj