8 czerwca 2015 roku w Instytucie Politologii na UKSW w Warszawie odbyła się debata oksfordzka pt. „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze – za i przeciw”.¹) Jedna rzecz, która utkwiła mi w pamięci z owej debaty, to wypowiedź nauczyciela akademickiego tegoż Uniwersytetu – występującego po stronie przeciwników JOW – a dotycząca pojęcia „głosu straconego”.

Otóż naukowiec ten stwierdził: „Pojęcie głosu zmarnowanego jest używane na całym świecie w politologii, żeby mówić o głosach oddanych na partie, która przegrała czy na kandydata, który przegrał”.

Sprawa jest interesująca choćby z tego powodu, że znaczenie przymiotnika „stracony” (tutaj „zmarnowany”) wadliwie opisuje stan rzeczywisty w przypadku wyborów do polskiego sejmu.

„Leksykon prawa wyborczego”, wydany przez Wolters Kluwer Polska SA, pojęcie „głosy stracone” definiuje jako: „głosy oddawane na małe partie polityczne, które […] mają problemy z przekroczeniem progów wyborczych i w ten sposób nie uczestniczą w dystrybucji głosów na mandaty”. Leksykon opisuje to pojęcie jako skutek istnienia progów wyborczych, które, jak wiemy, występują tylko w proporcjonalnym systemie wyborczym.

Słownikowe stwierdzenie „nie uczestniczą” oznacza stosowany w praktyce mechanizm administracyjnego odrzucenia części głosów wyborców, mimo ich fizycznego oddania w samym akcie wyborczym. Powyższe postępowanie możemy nazwać dyskryminacją tychże wyborców, a ich głosom przynależy właściwsza nazwa „głosy dyskryminowane:, a nie żadne „stracone”.

„W wyborach do sejmu w 2015 roku ponad 2,5 miliona głosów wyborców, czyli aż 16,62 % głosów obywateli, którzy uczestniczyli w głosowaniu nie zostało uwzględnionych w wynikach głosowania z powodu działania absurdalnego mechanizmu progów wyborczych w skali kraju. Odrzut progowy w tak wielkiej skali zmniejsza i tak już wątpliwą reprezentatywność polskiego parlamentu, a konstytucyjną zasadę proporcjonalności wyborów obraca w pusty frazes”.²)

Można domniemywać, że polscy politolodzy, funkcjonujący realnie w obrębie proporcjonalnego prawa wyborczego, dość beztrosko skopiowali nazewnictwo używane w innym – niekompatybilnym z polskim – obszarze pojęciowym tzn. w większościowych systemach wyborczych. Rzeczywiście występuje tu „wasted vote”, czyli „głos stracony”.

Według angielskiej Wikipedii oznacza on: „głos, który nie jest oddany na wybranego kandydata lub w znaczeniu szerszym głos, który nie pomaga w wyborze kandydata”.

Pojęcie „wasted vote” jest próbą opisania i sklasyfikowania przez politologów pewnego zbioru głosów, które nie są oddawane na zwycięskiego kandydata. Funkcjonuje ono w mechanizmach większościowych, gdzie w ogóle nie jest znany proceder zewnętrznej ingerencji w sam proces wyborczy, jak to odbywa się w mechanizmach proporcjonalnych z progami wyborczymi. Wyborca jest podmiotem prawa, czyli faktycznym – a nie fasadowym jak w III RP – suwerenem państwa.

Leksykonowa nazwa „głos stracony” to klasyczny przypadek homonimu, czyli wyrazu o takim samym brzmieniu, lecz odmiennym znaczeniu i pochodzeniu. Odmienne znaczenie tej nazwy ma swoje źródło w odrębności praw, przysługujących obywatelom w państwach stosujących skrajnie różne systemy wyborcze tj. większościowe i proporcjonalne. Tu podmiotem prawa wyborczego jest wyborca (pojedynczy kandydat), a tam partia. „Partia, a nie pojedynczy kandydat jest podmiotem prawa, któremu gwarantowana jest reprezentacja proporcjonalna” potwierdza prof. Bogusław Banaszak w swoim artykule z 2008 roku.³)

Nie możemy się zatem dziwić, że w krajowej politologii mamy eufemizm „głos stracony” zamiast poprawnego wyrażenia „głos dyskryminowany”.

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy

Dyskusja - 1 komentarz
  1. Bacz

    08. maja 2017,  godz. 14:57

    Koncepcja „proporcjonalnych” rządów jest przepisem na rządy cwaniaków którzy się umieją dobrze ustawić w bałaganie jaki musi powstac gdy nie rządzi większość tylko koalicje mniejszosci. Dochodzi wtedy do znacznie większych naduzyć władzy niz gdy rządzi większość bo normalnie kazda mniejszość stawia swój interes nad dobro wspólne natomiast większość zwykle preferuje wlaśnie dobro wspólne czyli wolność i sprawiedliwość.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.