W 2003 roku Rada Europy opublikowała dokument pod nazwą „Kodeks dobrej praktyki w sprawach wyborczych. Wytyczne i Raport wyjaśniający”.1 Cała zawartość kodeksu KDP weszła do wydanego dziesięć lat później nowego i poszerzonego dokumentu „Prawo wyborcze”.2 Kodeks KDP wprowadził do obiegu pojęcie Europejskie Dziedzictwo Wyborcze (EDW).

EDW zostało zdefiniowane poprzez podanie pięciu zasad, które to dziedzictwo stanowią. Zasadami tymi są: powszechność, równość, wolność, tajność i bezpośredniość wyborów.

Autorzy dokumentu stwierdzają, iż demokracja jest nie do przyjęcia bez wyborów przeprowadzanych zgodnie z ww. zasadami.

Mamy zatem prawie analogię do wyborów pięcioprzymiotnikowych do sejmu, które są powszechne, równe, bezpośrednie, proporcjonalne oraz tajne. Różnica zaś jest taka, iż autorzy kodeksu KDP walor wolności przedkładają wyżej niż rozwiązanie proporcjonalne – obowiązujące do polskiego sejmu – o którym mowa w Konstytucji z 1997 roku.

W Polsce ustawą regulującą prawo wyborcze do sejmu jest Kodeks wyborczy z 2011 roku (KW). Wadliwość polskiego KW – jego nie obywatelskość – wykazał prof. Jerzy Przystawa w artykule pt. „Obywatel a Kodeks Wyborczy”.3

Zasadnicza rozbieżność miedzy oba kodeksami – KDP Rady Europy a polskim KW – jest taka, że KDP za podmiot prawa wyborczego uważa tylko i wyłącznie wyborcę lub kandydata. Pojawiająca się w teksie tego dokumentu nazwa partia jest niejako wtórna – co jest przejawem naturalnym, jako że formacja ta oznacza samozorganizowanie się właśnie wyborców w określonym celu politycznym.

W polskim KW wyborca czy kandydat jest przedmiotem – a nie podmiotem – procedury wyborczej pozbawionym nawet biernego prawa wyborczego do sejmu. Ta dyskryminacyjna praktyka jest sprzeczna z zasadą powszechności wyborów, zasadą warunkującą istnienie demokracji w jakimś kraju.

Nie możemy zatem mówić o pełnej demokracji w Polsce, a jedynie o jej ułomnej wersji.

Odrębnym tematem – choć powiązanym merytorycznie – jest pytanie „Czy polski Kodeks wyborczy jest zgodny z Konstytucją?”. Na to pytanie odpowiada adwokat Jerzy Marcin Majewski w swoim felietonie na witrynie salon24.4 W konkluzji na końcu felietonu Autor potwierdza: „W swojej obecnej postaci polski Kodeks wyborczy w zakresie realizacji konstytucyjnie gwarantowanego biernego prawa wyborczego, przysługującego każdemu obywatelowi, jest niezgodny z zasadą proporcjonalności i istotności wyrażoną w art. 31 ust. 3 Konstytucji”.

Ostatnie wydarzenia w sejmie, z grudnia 2016 roku, ukazują ze zdwojoną siłą wyobcowanie posłów od swoich wyborców. Bowiem niezależnie od faktu, iż wszyscy polscy obywatele są pozbawieni biernego prawa wyborczego do sejmu to mamy drugie naganne zjawisko. Jest nim brak zależności poszczególnego posła od wyborców, którzy go do sejmu delegowali. Posłowie wybierani są w wielomandatowych okręgach wyborczych, w wyniku czego ulegają oni procesowi wyalienowania od swoich elektorów. Powyższy patologiczny mechanizm wyborczy opisują od ponad 20 lat rzecznicy wyborów do sejmu przeprowadzanych w jednomandatowych okręgach na swojej stronie internetowej.5

Teraz na naszych oczach otrzymujemy potwierdzenie tej nienormalności. Niejako przy okazji nasuwa się spostrzeżenie, że partia rządząca i partie opozycyjne w uzasadnieniach swojego postępowania wadliwie odwołują się do aksjomatów z dziedziny demokracji.

Partia rządząca argumentuje swoje władztwo faktem uzyskania mandatu od większości wyborców. Podobne uzasadnienie stosowała partia PZPR za czasów swoich rządów. Nikt bowiem nie zaprzeczy racji, że w czasach PRL-u przytłaczająca większość wyborców głosowała na jedyną wówczas listę wyborczą firmowaną przez tę partię komunistyczną. Powyższe bliźniacze podobieństwo jest wynikiem identycznego stosunku obu partii do praktyki wyborczej: prawo czynne dla obywateli jest akceptowalne, ale prawo bierne przynależy się partii na zasadzie wyłączności.

Podobnie błędną argumentację stosują dzisiejsze zjednoczone partie opozycyjne wysuwając koronny postulat obrony demokracji w Polsce. Jak wyłożył profesor Jerzy Przystawa, w Polsce mamy ułomną demokrację. Zatem winno się ją naprawiać a nie bronić.

Rzut oka na wycinek polskiego życia publicznego, jakim są demokratyczne wybory, uświadamia nam nieprawidłowości w tej płaszczyźnie rozważań. Racjonalną pomocą w ich usunięciu byłoby zaadoptowanie na polski grunt wyborczy Europejskiego Dziedzictwa Wyborczego. Jest to o tyle ważne, że do dzisiaj Polska nie tylko nie ratyfikowała wspomnianego na wstępie kodeksu KDP, ale tego dokumentu nie ma w ogóle w oficjalnej przestrzeni publicznej. W międzyczasie Rada Europy zdążyła już wydać publikację z okazji jubileuszu 10-lecia opublikowania Kodeksu dobrych praktyk.6 To, że polski Kodeks wyborczy z 2011 roku omija szerokim łukiem zasady ujęte w dokumencie Rady z 2003 roku, zawdzięczać możemy niepisanemu sojuszowi wszystkich partii sejmowych na ten temat. Tylko jak długo ten scementowany sojusz – sprzeczny z interesem polskich obywateli – będzie trwał?

1 stycznia 2017

1. https://bisnetus.wordpress.com/biblioteka/akty-ustrojowe/kodeks-dobrej-praktyki-komisji-weneckiej/kodeks-raport-wyjasniajacy/
2. http://www.eods.eu/library/VC.Electoral%20Law_EN.pdf
3. http://jerzyprzystawa.salon24.pl/314330,obywatel-a-kodeks-wyborczy
4. http://maclawyer.salon24.pl/663373,czy-polski-kodeks-wyborczy-jest-zgodny-z-konstytucja
5. www.jow.pl
6. http://www.venice.coe.int/webforms/documents/?pdf=CDL-STD(2013)050-e

About Wojtas b. Sportas

Wojciech M., absolwent Politechniki Poznańskiej, mechanik a od 1994 księgowy; od 2002 r. (afera Rywina) uczestnik Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych prof. Jerzego Przystawy

Dyskusja - 1 komentarz
  1. bisnetus

    03. Sty 2017,  godz. 23:00

    Dzięki za docenienie mojego nieco amatorskiego tłumaczenia KDP. Może jeszcze kiedyś spróbuję je doszlifować.

    W podobny sposób spróbowałem również przetłumaczyć Dokument Kopenhaski oraz Komentarz do Artykułu 25 Międzynarodowej Deklaracji Praw Obywatelskich i Politycznych. Zwłaszcza ten drugi jest ciekawy.

    Wszystkie te trzy dokumenty nie miały w Polsce 40 milionowym kraju żadnego oficjalnego i otwartego tłumaczenia, co moim zdaniem całkowicie kompromituje polskie tak zwane „elity” polityczne, państwowe i intelektualne.

    Tłumaczenie tych dokumentów jest aktem swoistego obywatelskiego ruchu oporu przeciwko sitwom okupującym te państwo, i które świadomie fundamentalne informacji na temat demokracji i państwa prawa przed obywatelami ukrywają.

    Odpowiedz

Skomentuj