/Euro uwieść się nie dajmy, złoty polski zachowajmy

Euro uwieść się nie dajmy, złoty polski zachowajmy

 

Bo nie jest światło by pod korcem stało. (C.K. Norwid)

… bez suwerenności wolność obywateli jest iluzją,

fikcją, narracją o cudach i marzeniach. (A. Urbański) 

 

Trwa pełzający zamach na finansową niezależność państwa i na własną walutę. Rząd i kierownictwo Platformy Obywatelskiej ujawniały ten plan już wcześniej, ostatnio pod koniec 2012 roku, potem 3 stycznia 2013 r. zawieszono debatę, ale obiecano, że Sejm zajmie się tym tematem już w lutym. Na wszelki wypadek wygenerowany został temat zastępczy, rodzaj dymnej zasłony – odmowa multipleksu dla Telewizji Trwam. Tu obywatele możecie sobie protestować. Natomiast utrata suwerenności to nic strasznego, będzie czas o tym pomyśleć, tylko nie podnoście głosu. Jeśli zaś coś was tu niepokoi, to przeczytajcie tekst J. Pawlickiego pod uspakajającym tytułem Suwerenność to nie wszystko, i wywołaną nim internetową dyskusję ("Gazeta Wyborcza", 8 – 9 XII 2012).

 

W referendum 2003 r. Polacy zgodzili się na uczestnictwo w Europie Wspólnych Ojczyzn. Ten status przekreśla Traktat Lizboński, zatwierdzony bezprawnie przez Sejm VI kadencji i ówczesnego Prezydenta RP. Bezprawnie, bo ślubowali strzec suwerenności. Chyba żeby przyjąć definicję red. J. Pawlickiego: suwerenność to także zdolność zrzeczenia się suwerenności. Coś jak definicja: rozum – to także zdolność wyrzeczenia się rozumu. Być może ten sofizmat Pawlickiego przetrwa wieki w podręcznikach konformizmu.

 

Tak więc rząd i partie rządzące szykują nową obróbkę umysłów – przygotowanie społeczeństwa do dalszych ograniczeń suwerenności: rezygnacja z własnej waluty, pakt fiskalny. Oczywiście – nie pytając społeczeństwa o zdanie. Bo referendum 2003 r. rzekomo to uzasadnia.

 

Dotychczasowe obywatelskie żądania zorganizowania referendum po 2003 roku były przez Sejm ignorowane. A sami od siebie Obywatele nie mają u nas prawa zorganizować referendum bez zgody Sejmu. Nie mają też prawa kandydować do Sejmu bez akceptacji partii politycznych. Chyba że potraktują poważnie Art. 4.2 Konstytucji RP: Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio (podkreślenie AC)

 

Takie przygotowanie do dalszych ograniczeń suwerenności to uzurpacja uprawnień, których rząd nie ma. Rząd ma służyć społeczeństwu takiemu jakie jest, nie dopasowywać je do swoich upodobań. Ta inicjatywa ma więc charakter zamachu stanu. Jak to jest, Panie Redaktorze Pawlicki i dyskutanci, że was, Obywateli, to nie oburza, nie budzi sprzeciwu?

 

Czytając, miałem wrażenie, że dla większości dyskutantów pojęcie Polski suwerennej to dźwięk nie tyle pusty, co straszny. Przytaczam zdanie blogera saint_just’a: Historia udowodniła, że dla Polski nie ma nic groźniejszego i bardziej toksycznego, niż Polskość. To coś jak twierdzenie: bicie serca jest męczące dla serca, lub jazda samochodem jest niebezpieczna dla samochodu. Prawdziwe, nieprawdaż? Tylko – co definiuje Polskę, serce, samochód? Bo chyba nie głoszone wcześniej stwierdzenie D. Tuska, że Polskość to nienormalność?

 

Oczywiście, nie każdy musi czuć się Polakiem. To przywilej, który wielu ludzi omija. Wydymając ironicznie wargi, odrzuca zapewne takie zdanie: Święta miłości kochanej Ojczyzny, znają Cię tylko umysły poczciwe… Wszak napisał to jeden taki w sukience.

 

Można  takim ludziom nawet współczuć. Stracili pewien wymiar ludzkiej egzystencji – brak im zmysłu udziału. Znacie może z fizyki kłopoty tzw płaszczaków, zdolnych odczuwać tylko dwa wymiary, ale żyjących na kuli? Jest dla nich frustrujące to, że idąc prosto przed siebie zawsze wracają do punktu wyjścia. Odrzucając Polskość, żyjecie w uboższym świecie.

 

Czym natomiast jest Europejskość? Mówią o tym kolejne próby dalszego podporządkowania państw Wspólnoty Europejskiej brukselskiej centrali. Ostatnio jest to nacisk na wprowadzenie podporządkowania finansowego przez pakt fiskalny, oraz zwiększanie nacisku na wprowadzenie w Polsce waluty euro.  

 

Trzeba sobie zdać sprawę – Unia Europejska jest opanowana przez neomarksistowskie środowiska antynarodowe, antyrodzinne i antychrześcijańskie. Ich siłą jest liczna, inteligentna, dobrze opłacana biurokracja dobierana wg takiej właśnie filozofii życia, która nabrała przekonania o swojej nieomylności. A także mocy – bo dysponuje wielkimi funduszami pochodzącymi ze składek państw członkowskich. Ze strony tych właśnie sfer unijnych lub ONZ-towskich spadają na ludzi decyzje o rozprzestrzenianiu upraw GMO, czy o reglamentacji leków ziołowych. Ostatnio pojawiły się informacje o zamiarze nowej dyrektywy – zlikwidować tzw. okna życia w Polsce.

 

O co tu idzie? Wiele zakonów przygotowało mianowicie łatwo z ulicy dostępne kabiny, wyposażone w łóżeczko, ogrzewanie i system sygnalizacji, na wypadek, gdy matka nie mogąc, czy nie chcąc podjąć się opieki nad nowonarodzonym dzieckiem, chce mu jednak zapewnić życie i opiekę innych ludzi. Dyrektywa motywowana jest oczywiście troską o dziecko – bo takie porzucenie pozbawia dziecko godnego życia, ojca i matki. Czy to nie hipokryzja? Trudno pojąć tych ONZ-towskich funkcjonariuszy Organizacji Praw Dziecka ONZ, którzy są gotowi administracyjnie, poprzez dyrektywy Unii Europejskiej, niszczyć tak piękną inicjatywę zakonnic. Piękną i skuteczną – wiele już niemowląt znalazło poprzez okno życia opiekę i później rodzinę na drodze adopcji.

 

Warto rozważyć – czy to tylko bezmyślność, czy też raczej wojujący ateizm współczesnej biurokracji światowej, która nie życzy sobie inicjatyw podwyższających autorytet Kościoła Katolickiego. Taką też postawę demonstrują reprezentantki tzw. feministek w naszym kraju To esencja partyjniackiej postawy życiowej, jakże często obserwowana nawet na poziomie rad gminnych – obalić pożyteczny wniosek partii opozycyjnej, bo akceptacja wzmocniłaby ją w wyborach.  

 

Chce się wołać: ludzie, opamiętajcie się! To jest nasz Kraj! Takie pomysły i dyrektywy funkcjonariuszy ONZ-u i UE, projekty polskiego rządu – to jest bezczelność i uzurpacja uprawnień. Nie należy tych ludzi łagodzić, namawiać do cnoty, perswadować, że to nie patriotycznie, że nie po chrześcijańsku. To są biurokratyczne sitwy dobierające się według neomarksistowskiego klucza – eliminować rodzinę, naród, chrześcijański system wartości. Należy im otwarcie powiedzieć – nic tu po was. Odwalcie się, pocałujcie nas w tylne miejsce. I niech nikt, żaden polski przedstawiciel władz nie ośmieli się wprowadzać w życie pomysłów tak szkodliwych dla Narodu i dla świata. Spisane będą czyny i rozmowy.

 

Teraz powiem tak z amerykańska: własna waluta, głupcze. Złoty polski – to nie tylko miara suwerenności i wiarygodności państwa, wyznacznik dumy obywatelskiej i przywiązania do własnego państwa, symbol jego trwania w historii. To także metoda wpływania na stan własnej gospodarki i na procesy wymiany gospodarczej z sąsiadami, obrony tej gospodarki przed zewnętrznymi kryzysami. Własny bank centralny to potężne narzędzie do usprawniania ekonomii w swoim własnym gospodarstwie. Trzeba go strzec jak oka w głowie – nie wolno liczyć na cudzą dobrą wolę. Euro jest wygodne dla turystów, ale wygoda turystów nie może decydować o suwerenności państwa. Do tego, by prowadzić swobodną wymianę handlową w Europie, nie jest potrzebna wspólna waluta. Utrzymanie własnej waluty sprzyja wiarygodności państwa w oczach inwestorów.

 

Jest w Polsce wielu polskojęzycznych europejczyków, kosmopolitów. Ich proeuropejski pragmatyzm grozi tym, że nasi potomkowie znów dostaną w spadku konieczność narodowych powstań. Niech więc oni nie głoszą, że rezygnacja z suwerenności jest dobra dla Polski. Być może jest dobra dla brukselskiej biurokracji, dla Niemiec. Ale dla Polski byłaby zabójcza.

 

Pakt fiskalny, rezygnacja ze złotego już w lutym będą rozważane przez Sejm. Są tam w większości ludzie, którzy jako posłowie VI kadencji Sejmu ochoczo głosowali za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Wbrew poselskiemu ślubowaniu, byle szybciej, nawet bez czytania tekstu. Bracie Polaku – pozwolisz im nadal iść tą drogą? Gdzie twoje miejsce w nadchodzące dni?

 

 

* prof. Andrzej Czachor, uczestnik Ruchu Obywatelskiego JOW


 


About Andrzej Czachor

fizyk, prof. dr hab. w NCFJ w Świerku, publicysta; od 1995 roku uczestnik Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych