/Droga do kariery politycznej

Droga do kariery politycznej

Wiele osób zadaje sobie pytanie, jak najlepiej i najszybciej zrobić karierę polityczną. To pytanie stawiają sobie szczególnie te osoby, które nie były w stanie „przebić” się w ramach aktualnie istniejącego systemu politycznego, nie mają sposobu na życie lub te, które zasmakowały już tzw. władzy i musiały się z nią pożegnać.

Na przykład jakiś polityk był już kiedyś posłem albo radnym, albo jakimś innym małym celebrytem, lecz przegrał w kolejnych w wyborach.
Do pracy wracać się mu nie chce, albo zapomniał, co to jest praca. Szuka więc okazji do ponownego wejścia do wielkiego świata polityki.

Innym przykładem jest ktoś, kto zrobił pieniądze, dorobił się majątku, wiekowo znajduje się w wieku przedemerytalnym albo wczesnoemerytalnym i chce jeszcze pokazać światu swoje wartości i przekazać swoją, nawet jeszcze nieodkrytą, wiedzę.

Są wreszcie ludzie młodsi, którzy usłyszeli gdzieś, że w polityce można szybko zarobić wielkie pieniądze, a sami siebie uważają za tytanów informatycznych – a media i internet dziś to przecież potęga.

Załóżmy, że we wszystkich tych przypadkach „układ zamknięty” polityki jest rzeczywiście szczelnie zaryglowany dla tych kategorii przyszłych Adenauerów i Churchillów, dosłownie nie do przejścia. Co robić więc w tej sytuacji?

Owszem, istnieje dla tych ludzi doskonała możliwość zawirowania w politycznym świecie.
Trzeba założyć partię polityczną albo przynajmniej jakieś ugrupowanie, lub ruch obywatelski (mniej formalności).
No dobrze, ale do tego trzeba mieć program, który musi być wyjątkowy, nowy i chwytliwy.
Nie można przecież jako celu lub deklaracji w programie nowej partii lub ugrupowania politycznego podać ochronę środowiska naturalnego, pokoju na świecie czy działalności charytatywnej. To na pewno nie „nakręci” społeczeństwa.

Należy więc rozglądnąć się wokół, zobaczyć, co inni robią, jakie mają pomysły i gdzie chcą ulepszać świat. Po dłuższej analizie i tygodniach przemyśleń, pojawiają się światełka w tunelu.
Chwytliwymi hasłami są obecnie na przykład demokracja bezpośrednia i nowa ordynacja wyborcza.

Parę kliknięć na komputerze i już mamy program partii. Iście genialne posunięcie. Jeszcze wydrukujemy sobie parę informacji, aby wieczorem, przed zaśnięciem, „zaznajomić się z tematem”.
Koledzy są już poinformowani – teraz trzeba zrobić jeszcze stronę internetową i załatwić formalności prawno-administracyjne.
Kolejnym krokiem jest napisanie pompatycznej misji i statutu partii (albo ugrupowania politycznego) i organizacja tzw. zrzutki. Kulminacyjnym punktem jest ogłoszenie siebie szefem nowej partii, a kolegę – swoim zastępcą.
Jeszcze przydałby się jakiś wywiad, w którym moglibyśmy powiedzieć, że właściwie nie mamy ambicji politycznych, ale dla dobra kraju… i tak dalej.

Mamy więc nową organizacje polityczną, która ma uzdrowić chory system w Państwie Polskim. Co dalej? To również bardzo proste – trzeba popularyzować, popularyzować i jeszcze raz popularyzować nasze własne idee i pomysły.
Bo oczywiście z czasem zaczynamy wierzyć w to, że program partii jest wymyślony przez nas. Bo któż inny mógłby coś takiego nowatorskiego wymyśleć?

Niesamowicie ważne jest, aby w tym całym procesie głośno krytykować aktualną władzę w Polsce, co notabene wcale nie jest trudne.
Nawet nie krytykować, ale wykrzykiwać i reagować na wszystkie wydarzenia, np. ustawę o aborcji, COVID-19, maseczki i szczepienia, Smoleńsk i anty-Smoleńsk, teczki i ich brak, „5” dla zwierząt, stacjonowanie wojsk USA w Polsce itp.

Należy też uważać, aby przy tym wykrzykiwaniu nie zapomnieć o własnym programie partyjnym, który przecież w szczegółach podaje, jak uleczyć chory system polityczny w Polsce. No może nie w szczegółach, ale hasłowo prezentuje się znakomicie.

Zatem demokracja na wzór szwajcarski musi być – to jest aktualny trend i bez tego ani rusz. Jak ma to funkcjonować w praktyce? Nieważne – na razie chodzi o to, aby zaistnieć na scenie politycznej i w następnych wyborach wejść do Sejmu lub do Senatu. Program partii można przecież zawsze zmienić albo przynajmniej zmodyfikować.

Małym problemem jest to, że inni występują z podobnymi programami. Nic to, my byliśmy pierwsi, a nasza krytyka jest bezprzykładna. Innych i tak połkniemy po drodze do wymarzonej władzy.

Pionierska i ciężka to praca – ale czego się nie robi dla dobra Ojczyzny?

 

About Mirosław Matyja

politolog, ekonomista i historyk. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i Uniwersytetu w Bazylei. Doktorat w dziedzinie nauk ekonomicznych na Université de Fribourg w Szwajcarii w 1998 r., w dziedzinie nauk humanistycznych na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie PUNO w Londynie w 2012 r. oraz w dziedzinie nauk społecznych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w 2016 r. Mirosław Matyja jest profesorem na Polish University Abroad w Londynie, gdzie pełni funkcję dyrektora Zakładu Kultury Politycznej i Badań nad Demokracją. Autor i współautor 13 monografii i ponad 150 artykułów naukowych i popularno-naukowych w języku polskim, niemieckim i angielskim. Autor książki "Szwajcarska demokracja szansą dla Polski", wydanej w kwietniu 2018 r. przez wydawnictwo PAFERE. Z zamiłowania alpinista i himalaista oraz badacz najnowszej historii Polski. Mieszka i pracuje w Szwajcarii, żonaty, ma dwóch bliźniaczych synów.
177 wyświetlen