W warszawskim klubie Hybrydy, 28 czerwca, odbyła się debata pt. „Czy JOW-y uleczą państwo?”, zorganizowana przez Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych oraz Stowarzyszenie Młodzi dla Polski.

Formułą spotkania był ring bokserski, gdzie zwolennicy i przeciwnicy przedstawiali swoje opinie o jednomandatowych okręgach wyborczych.

Zaproszonymi goście byli posłowie z różnych partii politycznych: PSL – Krzysztof Borkowski, PO – Marcin Święcicki, SLD – Zbyszek Zborowski, PiS – Jarosław Sellin. Ze strony organizatorów wystąpili Sebastian Kaleta – MdP oraz przedstawiciele RO JOW – prof. Tomasz Kaźmierski i dr Wojciech Błasiak.

Debatę prowadził Jan Pospieszalski.

Po debacie odbył się wykład prof. Tomasza Kaźmierskiego z Southampton pt. „Wybory 2015 w Wielkiej Brytanii. Czy system większościowy z JOW-ami (FPTP) działa dobrze?”.

Dziękujemy Ani Niedziałkowskiej i Maciejowi Kiełkuckiemu za wielki wysiłek organizacyjny!

Kontakt: tel.: 731 685 422 lub 516 033 793
e-mail: jowwarszawa@gmail.com

Dyskusja - 6 Komentarzy
  1. Freeman

    01. Lip 2015,  godz. 15:42

    Inny argument wybory JOW dwustopniowe.
    II tura takich wyborów zauważcie Państwo przekreśla prawdziwy wybór. Po pierwsze „II głos” nie jest prawdziwym wyborem ale tym drugim, a może gorszym. Po drugie ‚II głos” to może być głos przeciwko a nie za wyborem. Po trzecie II tura to metoda na „poprawkę” czyli nie muszę za bardzo analizować kandydatów, w II turze będzie ich dwóch, to wtedy pomyślimy i w tym przypadku wybory dwustopniowe faktycznie preferują kandydatów znanych. Państwo wybaczą ale nic takie wybory nie znaczą.

    Odpowiedz

    • marian

      02. Lip 2015,  godz. 12:22

      ale dopiero przy dwóch kandydatach wyłania się prawdziwa większość która dokonuje wyboru a kandydat staje sie reprezentantem zwycięskiej większość. W przypadku jednego stopnia jest to jednak większość umowna , którą wręcz można wyliczyć jako proporcja do całości mniejsza niż 50% 🙂

      Odpowiedz

  2. Freeman

    01. Lip 2015,  godz. 15:28

    Należy rozumieć prawidłowo, że każdy obywatel i każda mniejszości znajduje się pod ochroną prawa. Ordynacja wyborcza nie służy ochronie praw obywateli ale wyłonieniu rządu kierującego państwem. Dyskusja o ordynacji wyborczej nie może schodzić na manowce, drodzy Państwo.
    W ustach rzeczników ordynacji proporcjonalnej pojawia się teza (skąd ona się wzięła, z jakiego dogmatu?), że skład posłów w parlamencie powinien odzwierciedlać poglądy WSZYSTKICH obywateli, a więc poglądy każdej mniejszości. Jest to skrajnie niebezpieczny pogląd. Przede wszystkim prowadzi on do znaczącego zmniejszenia szans na wyłonienie większościowego rządu, co prowadzi do zmniejszenia szans na skuteczne rządzenie. Państwo w ten sposób jest osłabiane. Po drugie, pogląd mniejszości dołożony do poglądu większości i ten pogląd większości „rozpuszczający” prowadzi jedynie to rozbicia większości, podziałów na scenie politycznej a sama mniejszość niczego FAKTYCZNIE NIE WNOSI poza swoją obecnością.
    Tak naprawdę chodzi tylko o to, że mniejszość chce być strażnikiem większości i stąd ta teza, że parlament ma reprezentować każdego (czy mniejszość nie staje się wtedy małym dyktatorem?).
    Ale teza ta nie wynika z niczego poza teorią. A teoria ta jest o tyle ułomna, że przecież w państwie jest konstytucja i ona gwarantuje równość wobec prawa i gwarantuje ochronę prawną każdemu a więc i każdej mniejszości. Taka ochrona prawna całkowicie wystarcza. Innymi słowy parlament nie może stanowić praw, które by naruszały istniejące prawa (konstytucyjne) obywateli. Mniejszość więc, w państwie prawa, nie ma się czego obawiać. Więc o co chodzi?
    Prawdopodobnie o to, że mniejszość chce kosztem państwa realizować swoje cele (mały dyktator). Ale państwo to jednak wszyscy obywatele RP i zarazem podatnicy i wypada aby mniejszość nie żądała pieniędzy tych podatników wbrew ich woli. Dla mniejszości więc pozostaje ochrona prawna i próba zdobycia większego poparcia wyborców lub dołączenie do grupy politycznej mającej większe poparcie wyborców lub finansowanie swoich celów z dobrowolnych darowizn pieniężnych a to można wykonywać w granicach prawa za pomocą stowarzyszenia. Reprezentacji w parlamencie do tego nie trzeba.
    Podsumowując teza, że w parlamencie muszą być reprezentanci każdego (każdej mniejszości) nie jest niczym uzasadniona poza dążeniem do osłabienia większości i zablokowania jej stworzenia większościowego rządu. Ale jak wiadomo rząd większościowy to nie jest zabawa, taki rząd bierze 100% odpowiedzialności. Tak więc to ODPOWIEDZIALNOŚĆ powinna być naczelną kategorią nie jakaś mityczna, religijna doktryna mająca ograniczać szanse dla rządu większościowego.
    Ponadto odpowiedzialność występuje również po stronie parlamentarzysty a już na pewno widać to jak dłoni w systemie JOW. Wobec tego z dogmatu, że każdy powinien mieć swojego reprezentanta w parlamencie, można ze spokojem zrezygnować. Brak takiej reprezentacji jest bez porównania mniejszym problemem niż brak większościowego rządu i brak odpowiedzialności parlamentarzystów. Coś należy wybrać, należy wybrać układ korzystniejszy.

    Odpowiedz

  3. marian

    30. Cze 2015,  godz. 21:22

    Zgadzam się z p.Tabako amerykańskim wykładowcą i prof.Kazimierskim; że jest
    patologią polskiego systemu parlamentarnego łączenie władzy ustawodawczej z wykonawczą.
    Dedykuję tez dr Błasiakowi wysłuchanie na chłodno i bez emocji tej debaty 🙂

    Odpowiedz

    • Jan Sadowski

      03. Lip 2015,  godz. 00:17

      Tak sie sklada ze Dr Blasiak byl uczestnikiem tej debaty. Jestem mu tez wdzieczny za to ze pewien czas temu po dlugiej ciszy w sprawie JOW jako pierwszy wyartykuowal w mediach na spotkaniu z J. Senyszyn ze Ruch JOW zada 460 JOW DO SEJMU a nie systemu mieszanego. System mieszany w Polsce bedzie bardziej szkodliwy niz system proporcjonalny – zniszczylby jeszcze bardziej trojpodzial wladzy, wzmacniajac oligarchizacje wladzy – dlatego musimy wywalczyc 460 egalitarnych JOW do Sejmu.

      Odpowiedz

      • marian

        03. Lip 2015,  godz. 07:58

        Uważnie wsłuchiwałem się we wszystkie głosy także dr Błasiaka. Zbyt łatwo p. Selinowi udał się „wykręcić” z zarzutu że skundliła się klasa polityczna. Ten argument jest powodem krytyki społecznej a nie jak oficjalnie twierdzi Kukiz „potrzeba zmiany ustroju”. Polska mam nadzieje po tych zmianach nadal pozostanie demokratycznym państwem prawa.
        Co do wyborów to mam nadzieję, że dojdzie do zmniejszenia okręgów i nie da się przynajmniej przejściowo uniknąć formuły proporcjonalnej co siłą rzeczy doprowadzi do systemu mieszanego.
        Dopiero w następnej kolejności możliwa jest zmiana formuły na większościową. No taka chronologia jest nieunikniona.
        Błędem politycznym i psychologicznym jest unikanie programu. Ludzie głosują tylko wtedy gdy widzą własny interes w pozostałych przypadka szybko sie zniechęcają.

        Odpowiedz

Skomentuj