Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zdać sobie sprawę z tego, co narzuca obecna ordynacja: wybory do Sejmu odbywają się w dwóch turach.

Pierwsza – ta najważniejsza – odbywa się w zaciszu gabinetów partyjnych liderów. Tam elita partii podejmuje decyzję, kto w ogóle, i na na jakim miejscu, zostanie wystawiony na liście partyjnej. Na liście w jednym z 41 okręgów partia może wystawić dwukrotnie więcej kandydatów niż ilość mandatów, które są do zdobycia w danym okręgu. Miejsce na liście też ma duże znaczenie, gdyż w sytuacji, gdy każda partia wystawia po kilkadziesiąt kandydatów (razem jest ich nawet kilkaset), a okręgi są duże – więc często nie znamy tych kandydatów – wybór pada na tego, kto jest najwyżej na liście tej partii, na którą chcielibyśmy zagłosować. Są to tzw. miejsca biorące. Kto je wyznaczył? Lider partii.

Zatem do gór partyjnych dużych znanych partii należy decyzja, czy obywatel w ogóle wystartuje w wyborach oraz czy będzie miał w nich jakiekolwiek szanse.

Drugą turą jest głosowanie obywateli, którzy jedynie potwierdzają decyzje wodzów partii, tworząc ułudę demokracji.

Kolejną sprawą są finanse. Prowadzenie kampanii w okręgu, który liczy od 1 do 2 milionów mieszkańców jest bardzo drogie. Nie ma też możliwości osobistego kontaktu z większością wyborców.

No dobrze, co zatem zmienią JOW-y?

W takich wyborach kraj dzieli się na tyle okręgów, ilu wybieranych jest posłów. W Polsce mielibyśmy 460 okręgów o wielkości średnio 67 tys. wyborców (powiat, większa gmina, bądź dzielnica dużego miasta).
Aby zostać kandydatem (tak jest w Wielkiej Brytanii) wystarczy zebrać 10(!) podpisów pod swoją kandydaturą. Zatem każdy może skutecznie ubiegać się o mandat i nikt nie jest faworyzowany, gdyż na karcie do głosowania kandydaci są nazwiskami ustawieni w porządku alfabetycznym. Wygrywa ten, kto dostanie najwięcej głosów. I to cała filozofia!

Zatem co to zmieni?

Po pierwsze przywróci obywatelom możliwość kandydowania. Nie trzeba będzie wówczas być członkiem partii czy osobą posiadającą dobre relacje z jej liderem. Każdy na równych prawach będzie mógł kandydować.

Po drugie odwróci relację polityk-obywatel, ponieważ tylko od głosów ludzi w małej społeczności lokalnej zależeć będzie czy kandydat zostanie posłem. To zmusi polityków do faktycznej troski o swoje środowisko. Każdy głos będzie bardzo ważny, ponieważ okręg liczyć będzie znacznie miej mieszkańców.

Po trzecie spowoduje upadek obecnych partii wodzowskich, wyalienowanych od faktycznych problemów obywateli. Partie staną się obywatelskie i to tzw. doły partyjne, lokalne środowiska będą miały więcej do powiedzenia niż liderzy partii w Warszawie.

Po czwarte zmniejszy koszt kampanii wyborczej, ponieważ okręg będzie kilkanaście razy mniejszy niż teraz, co ułatwi skuteczny start ludziom mniej zamożnym.

Po piąte ułatwi procedurę liczenia głosów i jej transparentność – głosy liczone będą dla całego okręgu w jednym miejscu w obecności przedstawicieli kandydatów.

Po szóste będziemy znali naszych posłów, ponieważ będzie to osoba z naszego środowiska, skończy się zrzucanie tzw. spadochroniarzy czyli kandydatów pochodzących z innego regionu.

Po siódme odbierze władzę ogólnopolskim mediom kreującym wizerunki kilkunastu polityków. W JOW większą rolę odgrywają media lokalne. (Nie dziwcie się, że TVN-y i inne hejtują JOW-y i promują ich przeciwników).

JOW zrewolucjonizuje podstawowe relacje społeczne i uczyni polityków odpowiedzialnych przed wyborcami, a nie, jak jest teraz, przed liderami partii. Partie będą musiały być bardziej otwarte i mobilne, a politycy będą musieli słuchać swoich wyborców i skutecznie rozwiązywać ich problemy.

*Marek Kobylarski – nauczyciel akademicki, fragment pracy magisterskiej pt.: „Ordynacja wyborcza w Polsce i Wielkiej Brytanii”

About Marek Kobylarski

Dyskusja - 7 Komentarzy
  1. Marcin

    01. Cze 2015,  godz. 00:28

    Witam! Mam pytanie. Czy na to, kto zostanie posłem z danej listy (partii) w danym okręgu decyduje: a) miejsce na liście czy b) ilość uzyskanych głosów (oddanych przez wyborców na dane nazwisko)? Przykład: z listy danej partii w pewnym okręgu (po podliczeniu głosów z całego kraju) może wejść do sejmu tylko dwóch kandydatów (posłów). Najwięcej głosów od wyborców uzyskały nazwiska, które są na miejscu 7 i 10 na liście. Kto zostanie posłem: a) kandydaci pod numerem 1 i 2 (kandydaci którzy są pierwsi na liście) czy b) kandydaci pod numerem 7 i 10 (kandydaci którzy uzyskali najwięcej głosów)? Jaka jest metoda przyznawania mandatu posła? Chodzi mi oczywiście o obecna ordynację wyborczą. I drugie pytanie: dlaczego partie mogą wpisywać na listę dwukrotnie więcej kandydatów na posłów niż jest miejsc w parlamencie do uzyskania?

    Odpowiedz

    • Łukasz Bień

      01. Cze 2015,  godz. 08:01

      1. W Polsce decyduje liczba głosów w ramach danej listy, czyli jeśli nr 7 i 10 dostaną z niej więcej głosów niż nr 1 i 2, wtedy oni wchodzą do izby.
      2. Trudno stwierdzić. Być może chodzi o „szerszy wybór”. Zostało to jednak sprowadzone do absurdu, bowiem po raz ostatni jeden komitet obsadził wszystkie mandaty sejmowe w danym okręgu w systemie proporcjonalnym chyba w 1928 roku.

      Odpowiedz

  2. Tadeusz

    31. maja 2015,  godz. 18:14

    Jak to wygląda w przypadku nas Polaków mieszkających zagranicą,Na kogo mieliby głosować,

    Odpowiedz

    • Łukasz Bień

      01. Cze 2015,  godz. 08:09

      W Wielkiej Brytanii obywatele przebywający za granicą w ogóle nie wybierają posłów. Istnieją też jednak inne modele, np. we Francji, gdzie obywatele z zagranicy tworzą jeden lub więcej odrębnych okręgów wyborczych. Takie rozwiązanie wydaje się bardziej logiczne, gdyż dołączanie wyborców z całego świata do okręgu z Warszawą-Śródmieściem spowodowałoby, że zdecydowaną większość głosów w jego ramach oddano by zagranicą, a nie w stolicy (!).
      Uważam, że zakazanie głosowania obywatelom polskim z zagranicy w wyborach parlamentarnych byłoby sprzeczne z Konstytucją, ale z drugiej strony… w wyborach uzupełniających do Senatu głosują tylko mieszkańcy okręgu, tylko mieszkańcy Polski. Tutaj jednak lepiej, aby wypowiedział się ktoś lepiej obeznany z prawem konstytucyjnym.

      Odpowiedz

  3. Lolozor

    31. maja 2015,  godz. 10:00

    Dość subiektywne jak na pracę naukową.

    Odpowiedz

  4. Ewa

    31. maja 2015,  godz. 07:26

    Prosto, przejrzyście wytłumaczone. Jak się komuś nie chce tłumaczyć komuś, to może wysłać mu ten tekst 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.