4 czerwca br. minęła 20. rocznica wyborów do Sejmu i Senatu, które stanowiły istotny etap na drodze naszego Narodu ku uzyskaniu politycznej wolności. Czy te wybory były w pełni wolne i demokratyczne? Na pewno nie! Jeśli z góry było założone, że jakiś procent miejsc w parlamencie otrzyma partia, to jak w ogóle można mówić o wolnych wyborach. Wynik tych wyborów był ustalony. Jednak one były inne niż poprzednie wybory, przeprowadzane w naszym kraju przed tą datą. Mogą być granicą zamykającą PRL – chociaż jest to do dyskusji – ale czy otworzyły drogę do pełnej wolności politycznej, do naprawdę w pełni wolnych wyborów, bez manipulacji przy ordynacji wyborczej, bez manipulacji przy ostatecznym składzie parlamentu, a w konsekwencji rządu? A takie działania mają później znamienity wpływ na całość toczących się spraw w kraju. Oczywiście wpływ negatywny.

Konstytucja 3 Maja była odpowiedzią ludzi światłych na dramatyczną sytuację Polski, która w tamtym czasie stała nad przepaścią, dramatycznie ciążyły na niej czasy saskie. Była pozorna demokracja szlachecka, a tak naprawdę rządziła sprzedajna magnateria, która stworzyła władzę oligarchów zapatrzoną w swoje interesy, a nie rację stanu i dobro państwa.

A czy dzisiaj sytuacja w kraju nie przypomina sytuacji przedrozbiorowej Polski? Czy demokracja nasza – współczesna, nie szlachecka – nie wyrodziła się i nie stała się pozorna? Czy nie maskuje ona oligarchizacji życia w Polsce?

Coraz mniej osób w Polsce decyduje o tym, kto zasiądzie w Sejmie, a więc jaki będzie rząd, parlament, ministerstwa. Są to obecnie nader wąskie gremia partyjne – raptem kilkadziesiąt osób w kraju decyduje o tym, kto i na którym miejscu umieszczony zostanie na liście wyborczej. Taką oligarchizację zapewnia przede wszystkim aktualnie obowiązująca ordynacja. Jeśli szybko nie zostanie zmieniona, może się stać narzędziem represji, a nie wolności. Jan Nowak Jeziorański sprecyzował przed śmiercią pięć postulatów dla Polski. Na pierwszym miejscu wymienił jednomandatowe okręgi wyborcze jako najważniejsze i zbawienne dla Ojczyzny. Chciał, aby Naród mógł wybierać i rozliczać swoich przedstawicieli, a nie głosować na listy oligarchów. Jest faktem bardzo wymownym, że tej ordynacji tak zaciekle broni i prawica, i lewica. Smutna to refleksja w 214. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, ale czy nieprawdziwa?

Powyższa refleksja jest może nieco egoistyczna, bo zawiera fragment mojego wystąpienia z 2005 r. w Skawicy z okazji święta uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Jednak taka opinia na temat obecnej ordynacji wyborczej, to nie tylko moje zdanie. Zacytuję wypowiedzi kilku znanych osób na temat okręgów jednomandatowych:

To szansa na prawdziwą konkurencję, na wyeliminowanie z przyszłych parlamentów ludzi niespełna rozumu, ludzi niekompetentnych, ludzi nieuczciwych – Donald Tusk w Sejmie dnia 9.01.2004 r.

Jeśli wprowadzimy jednomandatowe okręgi, przywódcy partyjni będą musieli wystawić na wybory ludzi, którzy zdobędą poparcie. Wyborcy będą głosowali na konkretne osoby. Wtedy nikt nie powinien zadawać takiego pytania: kto takich posłów wybrał? – Paweł Graś "Gazeta Wyborcza", 29.11.2004 r.

Jakość polityki się nie zmieni, dopóki nie poprawi się jakość polityków Jedynym narzędziem naprawy są jednomandatowe okręgi wyborcze – Bronisław Komorowski "Gazeta Wyborcza", 28 – 29.05.2005 r.

Czy Polską nie rządzą ludzie o mentalności "alkoholika"? On w głębi duszy pragnie trzeźwości, bo czuje, że to stan normalny, ale potrafi przedstawić 1000 argumentów za tym, że musi pić!

Rozmawiałem z posłami z każdej opcji politycznej i każdy z nich prywatnie mówił, że okręgi jednomandatowe i wybory bezpośrednie przyniosą taki efekt, o jakim mówią cytowani wyżej politycy. A w rzeczywistości? "Muszą pić!" Czyli ta ordynacja, która jest aktualnie obowiązująca, jest najlepsza! Alkoholika rozumiem, usprawiedliwiam – bo to jest ciężka choroba, często nie zawiniona przez niego. A w przypadku polityków, czy to nie porażający cynizm?

Żadne państwo nie zdoła się utrzymać, jeśli większość obywateli widzi w nim swojego wroga. Źródłem tej śmiertelnej choroby, jaką jest przerost upartyjnienia (przerost partyjniactwa nie jest niczym innym, jak najbardziej niebezpieczną formą korupcji), należy szukać w obecnej ordynacji wyborczej. Osłabia ona więź między posłem czy senatorem a jego wyborcami. Obecny system wyborczy uzależnia jednocześnie wybieranego reprezentanta od jego władz partyjnych. To one, a nie wyborcy decydują o tym, czy dany kandydat znajdzie się na dobrym miejscu na liście wyborczej i czy będzie miał szansę na sukces (Jan Nowak Jeziorański "Rzeczpospolita", 25.03.2003 r.).

Sytuacja powiatu suskiego

Ludność Polski wynosi 37 863 631 mieszkańców (stan na 19.10.2007 r.). Z prostego podziału wynika, że na jeden mandat poselski przypada 82 312 mieszkańców. Powiat suski liczy 82 900 mieszkańców i jest to wzorowy, niemal laboratoryjny okręg wyborczy jednomandatowy. I co? Przez 20 lat powiat nie miał swojego posła, wybranego podczas wyborów parlamentarnych.

A jaki jest rozkład parlamentarzystów w okręgu wyborczym nr 12 Chrzanów, do którego należy powiat suski? Okręg liczy 637 288 osób, zaś liczba mandatów poselskich do obsadzenia wynosi 8. Dzieląc liczbę ludności przez ilość mandatów otrzymujemy liczbę 79 635 osób przypadających na jednego posła, co jest wynikiem bardzo zbliżonym do liczby ludności powiatu suskiego. Proporcje są prawie idealnie zachowane, ale posłowie są z innych powiatów lub pochodzą z innych terenów Polski. Najbliższy poseł jest w powiecie wadowickim, który liczy 155 078 mieszkańców. On jeden reprezentuje 236 578 mieszkańców powiatu wadowickiego i suskiego, a średnia w okręgu wynosi 79 635 osób na posła. Przyjmując tą zasadę powinno być wybieranych z tych powiatów 3 posłów. Dwóch z wadowickiego, jeden z suskiego. Dlaczego ich nie wybrać w wyborach bezpośrednich, w okręgach odpowiadających powiatom?

Przebieg głosowania

Obywatel ma przed sobą dużą kartkę wyborczą, na której jest multum list wyborczych i nazwisk.
W okręgu nr 12 (chrzanowskim):
– w 2001 r. było zarejestrowanych 9 komitetów wyborczych i 104 kandydatów;
– w 2005 r. – 12 komitetów, 161 kandydatów;
– w 2007 r. –   7 komitetów, 103 kandydatów.

Wyborca otrzymuje listy do głosowania z tak dużą liczbą osób, przeważnie mu nieznanych. Taką sytuację można określić jako parodia wyborów – na pewno w czasach komunistycznych wybory były bardziej sensowne i mniej cyniczne w swej treści. Proszę mnie nie posądzać o sympatię do tamtego systemu, ale wybory w obecnej formie to ruletka. Jak można ze 103 kandydatów (161 lub  104) wybrać właściwego, nie znając nikogo? Jak można wyrobić sobie zdanie o kandydatach, jeśli jest ich prawie stu? W naszym okręgu wyborczym wybieramy ośmiu posłów, ale możemy postawić krzyżyk tylko przy jednym. To parodia wyborów na skalę światową!

Dobór kandydatów na listy oraz umieszczenie ich na odpowiednim miejscu listy

Wiemy jak to się odbywa – jedni (nieliczni) mają być na pierwszych miejscach jako przyszli posłowie według chciejstwa szefa partii. Drudzy (bardzo liczni) pełnią funkcję dostarczycieli punktów (ale również nie za wielu, aby nie przekroczyli tych wyznaczonych).

Wiem to z własnego doświadczenia z 2001 i 2007 roku. W tym ostatnim startowałem z listy Platformy Obywatelskiej z ostatniej pozycji na liście – uzyskałem 7683 głosy. W Sejmie obecnej kadencji jest 73 posłów, którzy mają wynik wyborczy gorszy od mojego. Mogę więc mieć pewną  satysfakcję z takiej przegranej.

Jakie płyną korzyści z wyborów w okręgach jednomandatowych?

  • Prosta, jasna i powszechnie zrozumiała formuła wyborcza, w której obywatel stanie się podmiotem wyborów, w których autentycznie będzie wybierał, a nie tylko głosował.
  • Kandydaci – z racji ich małej liczby (zwykle kilku) – będą powszechnie rozpoznawalni.
  • Poseł przyjmie rolę służebną wobec obywateli, jego polityczny byt zależeć będzie przede wszystkim od wyborców. Przed nimi odpowiada i przez nich jest rozliczany.
  • Każda cząstka narodu miałaby w Sejmie swojego przedstawiciela, który musiałby w danym okręgu zaistnieć i zapracować na sukces, a nie być znajomym guru partii.
  • Partie polityczne wzmocnią się i ustabilizują z racji pragmatycznej potrzeby dobierania najlepszych, gdyż tylko tacy będą zdolni wygrać wybory w konkurencji o jeden mandat.
  • Partie polityczne ze wspólnoty interesów przeistoczą się we wspólnoty idei, zatracając obecną hierarchiczną zależność.
  • Zniknie automatyzm dominacji szefa partii, gdyż to nie on będzie ostatecznie decydował kto ma zostać posłem, zdecydują o tym wyborcy.
  • Wybory w okręgach jednomandatowych to prosty, tani i w pełni naturalny mechanizm walki z korupcją.
  • Wybory w okręgach jednomandatowych w wyższym stopniu niż proporcjonalne spełnią konstytucyjne zasady wyborcze tj. powszechność, równość, bezpośredniość i proporcjonalność.
  • Wybory w systemie jednomandatowym są zdecydowanie tańsze, dzięki ich lokalnemu, a nie centralnemu charakterowi. 

Nie istnieje żaden logiczny argument, który wskazywałby, że ordynacja tzw. proporcjonalna lepiej służy realizacji idei pro publico bono (dla dobra wspólnego) niż ordynacja jednomandatowa.

Jeszcze raz oddaję głos Janowi Nowakowi Jeziorańskiemu: Jednomandatowe okręgi wyborcze zmuszają do scalania się stronnictw wokół dwóch rywalizujących kandydatów, a więc do systemu dwupartyjnego, który zdał egzamin w czołowych demokracjach parlamentarnych: Anglii i Stanach Zjednoczonych. Uzdrowienie systemu, kładąc kres przerostom partyjniactwa i polskiego indywidualizmu, wzmocni wewnętrznie państwo, a więc także jego rolę, prestiż i wpływy na arenie międzynarodowej ("Rzeczpospolita", 23.03.2003 r.).

Polska demokracja nie dojrzała do wyborów większościowych w okręgach jednomandatowych – Aleksander Kwaśniewski. To, że tak mówi i myśli dawny działacz komunistyczny, mnie nie dziwi. Ale tak myślą różne gremia decydenckie w partiach nie tylko lewicowych, ale również prawicowych! No cóż – ciemny, głupi, karłowaty w rozwoju naród nie dojrzał jeszcze do prawdziwych wyborów! Partyjniactwa w Polsce broni się jak niepodległości. Kiedy w 1787 r. uchwalono Konstytucję Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej i wprowadzono okręgi jednomandatowe, ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych nie uważali społeczeństwa za niedojrzałe, ale od samego początku przyznali mu prawo do takiego wyboru, uznali jego podmiotowość. Chcieli jego dobra, a nie dobra partii. Od ponad 200 lat Amerykanie mają system wyborczy większościowy, oparty na okręgach  jednomandatowych.

A w Polsce, żeby to osiągnąć, wcale nie trzeba zmieniać konstytucji. Wystarczy nanieść poprawki do ordynacji wyborczej. Precedens zmiany liczby okręgów miał miejsce w 2001 r. kiedy 12 kwietnia Sejm zatwierdził ordynację wyborczą, zmieniając ilość okręgów z 52 na 41. A dlaczego nie zmienić 41 okręgów na 460? Brak woli politycznej Sejmu! Dlaczego? Wiemy!

Również w Wielkiej Brytanii ordynację większościową stosuje się od zarania demokracji. I co? 24 godziny po wyborach w 2005 r. następuje ogłoszenie składu Rady Ministrów, chociaż do Izby Gmin weszli przedstawiciele aż 10 partii i jeden narodowiec. Wybrano 648 posłów, ale skład rządu w przypadku zwycięskiej partii jest znany już podczas kampanii wyborczej.

A u nas? Polski wyborca tak naprawdę nie ma żadnego wpływu na to, kto znajdzie się w Sejmie, bo o tym jeszcze przed rozpoczęciem kampanii decyduje partia, tworząc swoje listy. Nie wie nawet, kto zostanie premierem, ani kogo ma rozliczyć z niespełnionych obietnic, bo rząd realizuje jedynie wypadkową programów partii koalicyjnych. W brytyjskich szkołach uczy się dzieci, że gdyby przedwojenne Niemcy były podzielone na okręgi jednomandatowe, to NSDAP nigdy nie doszłaby do władzy.

Wielka szkoda, że z okazji dwudziestolecia wyborów do Sejmu i Senatu z 1989 roku tenże Sejm i Senat nie uchwalił ordynacji wyborczej bezpośredniej, jednomandatowej, większościowej.
Społeczeństwo w dobie kryzysu naprawdę poczułoby się lepiej, gdyby uroczyście ogłoszono, że polska demokracja jest już dojrzała. A tak, jakże nam przykro, że nadal jesteśmy niedojrzali. Szanowni Parlamentarzyści – Wasi odpowiednicy w Stanach Zjednoczonych uczynili to w XVIII w., a Wy na początku XXI w. nie potraficie tego zrobić!

*Andrzej Pająk jest Starostą Powiatu Suskiego; artykuł ten ukazał się najnowszym numerze "Biuletynu Podbabiogórskiego".

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.