Co się stało?

 

W piątek 6 maja 2011, o godzinie 20.44 BBC przekazała oficjalną wiadomość, że obywatele Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej zdecydowanie, większością głosów ponad 2 : 1, odrzucili w referendum propozycję unowocześnienia ich systemu wyborów do Izby Gmin i wprowadzenia australijskiego systemu AV w miejsce obowiązującego od niepamiętnych czasów systemu FPTP (First Past The Post – pierwszy na mecie).

 

Do tej pory mandat, w jednomandatowym okręgu wyborczym (JOW), przypadał kandydatowi uzyskującemu najwięcej głosów poparcia. W systemie AV (Alternative Vote – głos alternatywny) wyborcy mieliby obowiązek ponumerowania wszystkich kandydatów stosownie do swoich sympatii, a mandat uzyskiwałby kandydat, któremu, po odpowiednich przeliczeniach przypadałoby ponad 50% preferencji. Ten nowoczesny i udoskonalony system stosują u siebie, jak dotąd, Australia, Wyspy Fidżi i Papua Nowa Gwinea.

 

Ale większości Brytyjczyków ta propozycja się nie spodobała. Szuka się różnych wyjaśnień tego przykrego stanu rzeczy. Jedni twierdzą, że termin referendum był źle dobrany: lepiej byłoby głosować jesienią. Inni utrzymują, że kampania na rzecz AV była zbyt niemrawa. Jeszcze inni zarzucają Konserwatystom, że prowadzili walkę nie fair. Twierdzi się też, że lepiej było od razu pójść na całość i zaproponować wybory proporcjonalne (jak listy partyjne w Polsce), a nie odwoływać się do półśrodków, jak AV. A według wybitnego brytyjskiego analityka politycznego, prof. Johna Curtisa, zwycięstwo zmurszałej tradycji zapewnili konserwatyści, ludzie starsi i bez wyższego wykształcenia. Wysoko wykształcona, postępowa młodzież była za zmianą. Niestety, było jej za mało. Na 440 okręgów głosowania zwolennicy Tak dla AV zwyciężyli jedynie w kilku, ale za to nie byle gdzie, bo w Cambridge, w okręgu Lambeth w Londynie i w Kelvin w Glasgow.

 

Co oznacza taki wynik referendum brytyjskiego?

 

Po pierwsze, bolesną porażkę partii Liberalno-Demokratycznej i jej przywódcy, obecnego wicepremiera, Nicka Clegga. To Liberałowie domagali się zmiany systemu wyborczego, referendum było ich pomysłem i zgoda na referendum ze strony Konserwatystów była warunkiem wejścia Liberałów do koalicji rządzącej. Czwartkowe głosowania to prawdziwy cios. Nie tylko bowiem sromotnie przegrali referendum, ale ponieśli też druzgocą porażkę we wszystkich wyborach, jakie odbywały się tego samego dnia: w wyborach do parlamentów narodowych w Szkocji, Walii i Irlandii Północnej i prawie we wszystkich wyborach samorządowych na terenie całego Królestwa. W porównaniu do poprzednich wyborów z 2007 roku Liberałowie stracili prawie 700 mandatów radnych w samorządach. Nic więc dziwnego, że w samej partii pojawiają się od razu głosy wzywające Clegga do ustąpienia z przywództwa partyjnego. Za wzór w tym miejscu stawia się lidera Laburzystów w Szkocji, który natychmiast po przegranych wczoraj wyborach ogłosił, że ustępuje ze stanowiska. Pojawiają się też głosy krytykujące Liberałów za pozostawanie w koalicji. Niektórzy uważają, że Liberałowie, jeśli chcą uzyskać w przyszłych wyborach parlamentarnych dobry wynik, powinni wyjść z koalicji i przejść do opozycji.

 

Po drugie, wynik referendum i wyniki wyborów czwartkowych bardzo wzmocniły pozycję premiera, Dawida Camerona i jego partii. Zwycięstwo w referendum to w dużym stopniu jego osobista zasługa. Natomiast wybory lokalne pokazują, że po roku rządzenia jego partia cieszy się równie wielkim poparciem, jak przed ubiegłorocznymi wyborami, co samo w sobie jest wielkim sukcesem. Daje mu to również dodatkowe atuty w polityce międzynarodowej.

 

Po trzecie, wynik referendum wyrywa dywan spod nóg wszystkich tych światłych krytyków JOW w systemie FPTP, którzy już dawno ogłosili, że jest to system archaiczny i anachroniczny, nieodpowiadający czasom postępu ludzkości, sprzeczny z zasadą sprawiedliwości społecznej, a przede wszystkim, że jest to system, którego sami Brytyjczycy już od dawna chcą się pozbyć. 70% głosujących za systemem FPTP zadaje kłam tej demagogii i pokazuje raz jeszcze, że obywatele, gdy tylko mają szansę wypowiedzieć się w tej sprawie, wybiorą prosty, jasny, zrozumiały i uczciwy system wyborczy a nie takie czy inne zabawy w przeliczniki. Jest to też optymistyczny sygnał dla innych krajów Europy i świata, że można jeszcze i dzisiaj powiedzieć stanowcze NIE wyborom z listy partyjnych.

 

Po czwarte, druzgocące zwycięstwo opcji FPTP ma znaczenie dla nas w Polsce, dla perspektyw porzucenia partyjniackiego systemu wyborczego na rzecz wzoru brytyjskiego. Na Wyspach Brytyjskich mieszka i pracuje dzisiaj ok. 2 miliony polskich imigrantów zarobkowych. Aczkolwiek imigranci z reguły mało interesują się życiem politycznym kraju, do którego przyjechali na zarobek, to jednak nie mogli nie dostrzec żywej kampanii referendalnej i z pewnością wielu z nich musiało się dowiedzieć o co ten cały szum i o co chodzi? Dowiedzieli się więc nie tylko, że posłów można wybierać w zupełnie inny sposób niż w Polsce, ale że ogromna większość Brytyjczyków taki sposób popiera i jest z niego zadowolona. W Polsce, jak wiadomo, nie tylko Ruch Obywatelski na rzecz JOW domaga się wprowadzenia brytyjskiego systemu wyborczego, ale sam Premier był łaskaw oświadczyć, że nie spocznie dopóki nie wprowadzi w Polsce JOW do Sejmu. Wywiązaniu się z tej obietnicy przeszkadza mu tylko opozycja, a nawet i partia koalicyjna, czyli PSL. Jest więc sam jeden przeciwko wszystkim. Można więc teraz mieć uzasadnioną nadzieję, że Polacy, którzy pojechali do Zjednoczonego Królestwa za chlebem, przywiozą stamtąd nie tylko tak nam potrzebne pieniądze, ale przede wszystkim wiedzę o innym rozwiązaniu ustrojowym, innym sposobie wyłaniania posłów i innym ich funkcjonowaniu. Ich pomoc w tym zakresie może się okazać bezcenna.



About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Dyskusja - 25 Komentarzy
  1. Marcin Pietras

    02. Paź 2012,  godz. 15:59

    Panie Januszu, dlaczego uważa Pan, że zwolennicy teorii Hayeka są z założenia przeciwnikami JOWów? Proszę o wyjaśnienie.

    Odpowiedz

  2. Janusz Kuc

    11. maja 2011,  godz. 02:19

    @Bartlomiej Michalowski

    Przekonywanie Sergiusza to zawracania kijem rzeki. Typowy intelektualista, ktory wyjechal za chlebem do UK i czeka na idealna partie. Podobny efekt ma pisanie do prezesa zwiazku zawodowego, organizacji koscielnych, organizacji zrzeszajacych inteligentow, filozofow, myslicieli, politykow, teoretykow itd Dotyczy to takze tzw „prawicy polskiej „ czyli osob zatrudnionych w budzetowce i klecacych teorie wolnosci gospodarczej w stylu Misesa czy Hayka.

    JOW niestety nigdy nie byl systemem tych grup spolecznych. Byl natomiast systemem samorzadowcow i malego bisnesu. O ile samorzadowcy potrzebuja pol minuty na zrozumienie i zaakceptowanie tej doktryny, to niestety maly bisnes jest tak skolowany przez 75 lat rzadow komunistow ze nie moze sie nijak zorganizowac. Stad ludzie ci akceptuja haslo JOW ale boja sie angazowac bo a nuz ktos ich znowu wyprowadzi w pole. A wielka szkoda bo to sila minimum 5 mln ludzi.

    Odpowiedz

  3. Bartłomiej Michałowski

    10. maja 2011,  godz. 18:14

    Sergiusz, nie wylogowuj się! Twój głos jest potrzebny, abyśmy mogli lepiej artykułować argumenty. Poza tym każda dyskusja na argumenty jest wartościowa. A dlaczego ludzie dzielą się na dwie, a w Europie trzy, większe grupy, nie wiem. Pytanie do Pana Boga lub, jak wolą inni, Darwina.

    A jaką ordynację Ty proponujesz? Ja niestety nie znam lepszej niż JOW.

    Odpowiedz

  4. Grzegorz Reda

    10. maja 2011,  godz. 08:00

    @Sergiusz
    Jeżeli komukolwiek w tej dyskusji brakuje argumentów to właśnie Panu. Brakuje też logiki. Nie bardzo wiadomo, co Pan chce wykazać. W Polsce jest źle, w GB też a i w USA paskudnie. Nic tylko się obwiesić lub zapisać do anarchistów. A może ma Pan pomysł jakiejś własnej, realizującej Pana postulat wiecznej świeżości i trwałej bezpartyjności kandydatów, ordynacji ? Proszę ją przedstawić miast się wylogowywać!
    Jest Pan przeciwko proprcjonalnej ordynacji wyborczej obowiązujacej w „obrzydliwej partyjnej Polsce” (i to akurat słusznie), ale jest Pan również przeciwko większościowej w GB (USA i wszędzie gdzie obowiązuje). Nie wiem czy Pan zauważył, że obie choć budzą w Panu podobne obrzydzenie jednak diametralnie się różnią.
    Różnicę jakościową widać choćby w samym fakcie przeprowadzenia referendum w GB, ale i w jego wyniku.
    Brytyjskie referendum zostało zorganizowane przez premiera pomimo tego, że on sam był (i jest) przeciwny proponowanemu i poddanemu pod głosowanie rozwiązaniu. To w polskich warunkach jest zupełnie niemożliwe. Nasz premier jest za wprowadzeniem JOW, ale jakoś bidulek będąc u władzy nie tylko nie forsuje przeprowadzenia przez parlament takiej ordynacji ale nawet nie zorganizował referendum w tej sprawie (mimo, że wie iż jest poparcie w społeczeństwie dla takiego rozwiązania, co pokazują sondaże).
    Gdyby obywatele GB mieli dosyć obowiązujęcej ordynacji to mieli możliwość dać temu wyraz (w Polsce możemy jedynie użyć wyrazów). Czemu nie dali ?
    Jak Pan myśli skąd taka różnica w traktowaniu obywateli przez obu premierów ?

    Odpowiedz

  5. Jerzy Przystawa

    10. maja 2011,  godz. 07:51

    Sergiusz: tak, Panie Sergiuszu, w 28 okręgach wyborczych na terenie UK wyborcy, większością głosów wybrali posłów nie związanych z trzema głównymi partiami! To całkowicie dezawuuje Pańskie twierdzenie, ze wybory w UK to to samo co w Polsce, gdzie ludzie nie mają żadnej możliwości wybrania ludzi poza listami partyjnymi czterech partii, które zagwarantowały sobie finansowanie z budżetu państwa, a więc żyjących na koszt ludzi, którzy nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Co więcej, w Polsce NIKT nie ma prawa samodzielnego kandydowania do Sejmu i nie może nawet zarejestrować swojej kandydatury, podczas gdy w UK, w każdych wyborach, rejestrują się jako kandydaci TYSIĄCE OBYWATELI, de facto, każdy kto chce.Jeśli ktoś nie widzi tych różnic, to znaczy, ze jest coś nie w porządku z oczami, albo okularami! To jest ewentualnie zrozumiałe w Polsce, gdzie ludzie nigdy nie mieli do czynienia z uczciwym systemem wyborczym i nie wiedzą o tym, jak się wybiera w UK, ani nie wiedzą o co chodziło w referendum 5 maja, A nie wiedzą, bo na ten temat nie piszą i nie informują radia i telewizje, nie piszą gazety opiniotwórcze. Niech Pan napisze nam, gdzie obywatel polski, poza naszą witryną, może się o tych sprawach dowiedzieć i gdzie przeczytał o czwartkowym referendum? Natomiast fakt, że Polak, który od 5 lat mieszka w UK i oczekuje na brytyjski paszport, to moim zdaniem przynajmniej jest trochę dziwne, by nie powiedzieć nienormalne. Pan się chce „wypisać z naszego profilu”. A co właściwie chciał Pan nam przekazać? To jest witryna, na której spotykają się ludzie, którzy uważają, ze ordynacja wyborcza jest ważna, a nawet najważniejsza dla funkcjonowania kraju, To jest jedyne takie miejsce w internecie, a poza internetem już takiego miejsca w ogóle nie ma. To miesjce istnieje tylko dlatego, ze na razie rządzący Polską nie wiedzą jak to zlikwidować, bo internet to nowość i jeszcze maja kłopoty. Gazety, radia, telewizje, to już w pełni opanowali. Więc, prawdę mówiąc, jako sojusznik tych, którzy uważają, ze ordynacją wyborcza nie ma co się zajmować, trochę źle się Pan wybrał. Nie mamy chęci decydowania o sprawie Pańskiego paszportu, tylko sugerujemy, że jeśli Pan sobie wybrał nową ojczyznę, to będzie Panu lepiej i przyjemniej, jeśli będzie Pan lepiej rozumiał i doceniał to, na czym polegają jej zalety. Bo jaka to satysfakcja wiedzieć, ze się trafiło z deszczu pod rynnę?

    Odpowiedz

  6. sergiusz

    10. maja 2011,  godz. 03:39

    Panie Jerzy, aż 28 przedstawicieli społeczeństwa nie związanych lojalnością wobec zarządów trzech partii? To aż 4%!! 🙂 Rzeczywiście mnie pan przekonał, JOW prowadzi do tego, że obywatele wybierają swoich przedstawicieli, a nie partie polityczne, tak jak w tej obrzydliwej partyjnej Polsce 🙂 🙂

    Co do „naturalnego” podziału na partie, czy naturalne jest, że Obama zostawia w rządzie jednego z głównych ministrów, ministra wojny, będącego jednym z najbardziej aktywnych realizatorów polityki partii nibyprzeciwnej? Gdzie ta „zmiana”? Gdzie są te dwie rzekome grupy, skoro jest de facto jedna? I czemu ludzie się dzielą akurat na dwie grupy, czy życie to piłka nożna?

    To zdumiewające, że posuwają się panowie do decydowania o moim paszporcie. Nie ma jak wycieczki osobiste, gdy brak argumentów.

    Pozdrawiam i życzę sukcesów w walce o niebieskie migdały czyli JOW 🙂 Nie ma jak gonić króliczka, a nie łapać. Jak można skasować konto z tego serwisu, bo w edycji profilu się nie da?

    Odpowiedz

  7. Janusz Kuc

    10. maja 2011,  godz. 02:29

    @ Sergiusz
    „gdyż na liście były same partie polityczne z mainstreamu”

    To co pan pisze jest dla mnie dowodem ze Brytyjczycy wybrali dobrze glosujac na nie.
    Clegg w swojej naiwnosci wierzyl ze jak wstawi nowoczesny logistyczny gaznik do starego samochodu to poprawi sprawnosc. Gdzie w starym samochodzie tloki przepuszczaja cisnienie i to najpierw trzeba zreformowac. Tymi tlokami sa budzety powiatow (councils). W Australii wybory do council sa bezpartyjne poniewaz istnieje niezalezny podatek katastralny na rzecz lokalnego samorzadu. Skoro samorzad na sprzatac, zalatwiac drogi , media, parki, sciezki rekreacyjne itd to komu by przyszlo do glowy zeby glosowac na jakies partie ??. Podobnie jest z niezaleznym podatkiem stanowym (GST) , krory powoduje ze partie stanowe nie czuja sie zalezne of partii federalnych.

    100% glosow na partyjniakow w brytyjskich councils swiadczy o jakiejs zaleznosci finasowej samorzadow od budzetu centralnego, bo skad szaremu czlowiekowi wpada do glowy pomysl zeby glosowac na partyjniaka w gminie ??

    I nagle Clegg ze swoja idea wrzucania logistycznego AV w ten caly balagan ??
    Jakby powiedzial dosadnie Tomasz J Kazmierski : nie graj Neronie na skrzypcach jak plonie Rzym.

    „nie mam jeszcze paszportu brytyjskiego, więc nie mogłem głosować. Jednak oddałbym głos nieważny”

    Dowod na to ze system AV to prawdopodobnie jeden z najlepszych systemow logistycznych. Jego glowne zadanie to brak trasparentnosci, rodzaj lamiglowki, ktora moga rozwiazac tylko miejscowi znajacy dobrze od lat lokalne stosunki i sily polityczne. Glosy emigrantow z paszportem po 2-3 latach przez swoja przypadkowosc po prostu wychodza jako srednia. Sprawdza sie tylko i wylacznie na terenie AU i Oceanii. I niech tak pozostanie.

    Odpowiedz

  8. Bartłomiej Michałowski

    09. maja 2011,  godz. 23:22

    Sergiusz,

    W UK są tylko dwie, a teraz trzy, duże partie, bowie tak jak na całym świecie ludzie dzielą się na dwie grupy. Jedni akcentuję na „dawaj sobie radę sam i pomagaj innym, żeby nie było rewolucji” (nazwijmy tę grupę prawicą). Drudzy akcentują na „wszyscy razem zbudujemy lepsze jutro, ale trzeba się składać do wspólnej kasy” (lewica). W Europie (w tym UK) dochodzą tzw. liberałowie, którzy są prawicą w obszarze dokładania się do wspólnej kasy, ale bez ograniczeń w obszarze seksualności. Inne partie to drobne odmiany w obszarze tych dwóch.

    Jakich partii brakuje w parlamencie UK? A może one nie mają poparcia?

    Odpowiedz

  9. Jerzy Przystawa

    09. maja 2011,  godz. 21:04

    Sergiusz, zanim Pan dostanie paszport brytyjski dobrze będzie, jeśli Pan choć raz zajrzy na listę członków parlamentu i przestanie wypisywać nieprawdy o składzie Izby Gmin. Znajdzie Pan tam, na dzień dzisiejszy, reprezentantów 10 (słownie dziesięciu) partii politycznych plus jednego podającego się za Independent plus Speakera, który nie należy do żadnej partii. Nie wiem czy w UK wymagają jakiegoś egzaminu, kiedy ktoś ma dostać paszport, ale mogą wymagać, skoro Pańska ulubiona partia jest przeciwko dawaniu paszportów imigrantom. Obawiam się, że z tego rodzaju poglądami, jakie Pan nam tu prezentuje, mógłby Pan mieć kłopoty w uzyskaniu paszportu.

    Odpowiedz

  10. sergiusz

    09. maja 2011,  godz. 21:01

    Jakiego czlowieka, skoro wygrywaja tylko cztery partie polityczne? Chce mi pan powiedziec, ze wszyscy ludzie naleza do czterech partii? Nie ma doslownie nikogo, nikogo, kto by nie nalezal do czterech partii?

    Co do smiechu, nie pozostaje nic innego, JOW nie rozwiazuje zadnego problemu martwicy polityki. Problemy pozostaja te same, od samej zmiany sposobu sporzadzania bilansu, sytuacja firmy sie nie poprawia.

    Odpowiedz

  11. Grzegorz Reda

    09. maja 2011,  godz. 20:27

    @sergiusz
    Brawo ! Jeżeli na tym mają polegać wybory aby głosować na tych, którzy są śmieszniejsi to gratuluję Brytyjczykom nowego „świadomego” obywatela.
    U nas też cały czas te same partie startują w kolejnych wyborach tylko nie wiem czy Pan zuważył, że w polskich realiach głosujemy na partie nie mając wpływu na to KTO dosytanie się do parlamentu a w brytyjskim systemie wybieramy konkretnego człowieka. To jaka partia uzyska większość jest pochodną pojedyńczych sukcesów przedstawicieli partii startujących w poszczególnych okręgach.
    Czy pofatygował się Pan by poznać LUDZI, którzy kandydowali w Pana okręgu i poznać ich zapatrywania ?
    Jak widzę sam fakt, że należeli do „partii mainstreamu” był dla Pana dyskwlifikujący.
    Czy Pan przypadkiem nie stosuje pan polskiej miary do brytyjskiej materii ?
    Czeka Pan aż powstanie nowa partia, której Pan i nikt jeszcze nie zna i gdy taka pojawi się na horyzoncie to Pan odda na nią swój głos niezależnie od tego jacy ludzie ją reprezentują ?
    Czy etykieta nowości wystarczy ?
    Gdyby u władzy obecnie był UKIP to pewnie nie dostałby Pan paszportu, ale gdy już go Pan dostanie to Pan na nich zagłosuje ! Logiczne !
    Niech Pan się cieszy, że jest Pan w kraju, gdzie może Pan głosować dla zabawy bo nam tutaj wcale nie jest do śmiechu.

    Odpowiedz

  12. sergiusz

    09. maja 2011,  godz. 18:17

    Napisałem w poprzednim wątku poświęconym AV, ale chętnie napiszę jeszcze raz: w wyborach samorządowych oddałem głos nieważny, gdyż na liście były same partie polityczne z mainstreamu, konserwa/praca/libdem/ukip/zieloni. Ani ukip, ani zieloni, do tej pory nie mieli żadnego miejsca w moim mieście, i tym razem również nie wyszło. Libdem zostali wyzerowani. Konserwa straciła dwa miejsca, dostając sześć, resztę zabrała praca, zdobywając miejsc pięćdziesiąt. Będzie jak było, za cztery lata znów nibykampania wyborcza, po której wygrają ci co poprzednio albo ci co wcześniej.

    Co do AV – nie mam jeszcze paszportu brytyjskiego, więc nie mogłem głosować. Jednak oddałbym głos nieważny, gdyż to bez różnicy, wygrywają ci co wcześniej, albo ci co poprzednio, znani z ogłoszeń i telewizji.

    Gdy będę już mógł głosowac, oddam głos na UKIP, bo chociaż są zabawni, uwielbiam oglądać Farage: http://www.youtube.com/user/europarl – szczególnie śmiesznie jest patrzeć na żenującego Buzka, który w tle próbuje coś powiedzieć po angielsku. Ale to dopiero, gdy będę miał paszport, bo UKIP jest partią zdecydowanie przeciw swobodzie przemieszczania się w UE 🙂 🙂

    Odpowiedz

  13. Janusz Kuc

    09. maja 2011,  godz. 02:55

    @ Sergiusz

    A na kogo Pan glosowal w wyborach samorzadowych ?? Czy Pan glosowal za FPTP czy za AV i dlaczego ??

    Odpowiedz

  14. sergiusz

    09. maja 2011,  godz. 01:43

    Posumowując wybory, w Anglii zdecydowanie wygrała lista Partii Pracy.

    Odpowiedz

  15. Krzysztof Kowalczyk

    08. maja 2011,  godz. 04:23

    Marsz ma być w sobotę 8 X 2011. Pomysł z informacją o referendum w WB na Marszu jest dobry, choć myślę, że do większej liczby ludzi można dotrzeć z informacją o referendum przez internet czy publikując w „Opcji na Prawo” (prof. Przystawa jest tam stałym korespondentem).

    Odpowiedz

  16. Krzysztof Kowalczyk

    08. maja 2011,  godz. 04:14

    Rzeczywiście wieczorem na dzień przed moją publikacją dla Wiadomości24 była notka PAP, która poszła też na inne serwisy. Na stronie „Rzeczpospolitej” (i nie tylko tam) tak ją jednak okrojono, że praktycznie nic nie mówi przeciętnemu czytelnikowi, jaki system wyborczy obowiązuje w Wielkiej Brytanii i nad jaką propozycją zmian głosowano, ograniczając się do fragmentu przytoczonego przez Pawła Kawarskiego: http://www.rp.pl/artykul/654097.html?print=tak
    http://www.salon24.pl/news/130175,brytyjczycy-odrzucili-w-referendum-zmiany-w-ordynacji-krotka

    Więcej podano na stronach „Wprost”, ale też nie precyzując, że AV to też system jednomandatowy:
    http://www.wprost.pl/ar/243272/Brytyjczycy-odrzucili-zmiany-w-ordynacji/

    Najbardziej szczegółowych informacji z punktu widzenia problematyki wyborczej dostarczył więc artykuł prof. Przystawy, na który w Salonie24 było aż ponad 3400 wejść: http://jerzyprzystawa.salon24.pl/304392,brytyjskie-mohery-pokonaly-2-1-sily-postepu

    Odpowiedz

  17. Janusz Kuc

    08. maja 2011,  godz. 02:21

    Prawdziwy test systemu brytyjskiego jeszcze przed nami, a bedzie nim czas w jakim Clegg zostanie usuniety ze swojego stanowiska. Juz w czasie wyborow pojawily sie komentarze blogerow w UK, jak szybko poslowie z partii liberalnej usuna wodza pod presja utraty swoich wlasnych stanowisk w Parlamencie. Wiadomo ze glupawy wodz nie wrozy nic dobrego a System Westminsterski znany jest z eliminacji pomylencow.

    Clegg proponowal australijski AV, gdzie juz sam fakt, ze w UK w wyborach do Councils dominowali partyjniacy gdzie w AU w takich wyborach nawet sie nie slyszy o partyjnosci … swiadczy o tym ze Clegg probowal przeniesc dobre rozwiazanie systemu silnie sfederalizowanego na grunt brytyjski. Pomysl ni z gruszki, ni z pietruszki.
    Po drugie „nie zmienia sie konia w biegu”. UK ma duzy deficyt, ogromny dlug puliczny i wiele problemow. Priorytet szefow partii powinien byc na rozwiazanie tych problemow a nie obsesyjne proponowanie srodkow zastepczych.
    Po trzecie twierdzenie Clegga jakoby AV byl bardziej proporcjonalny i zapewnial Liberalom wiecej miejsc tez sie sprawdza, bo akurat stracili bardzo duzo.

    Na przykladzie Clegga widac, ze gatunek ludzki ma ciekawa przypadlosc: pomylency wierza w to co mowia. A poniewaz wierza to maja sile przekonywania wyborcow i nierzadko dostaja sie do wladzy. Jakosc systemu politycznego powinna byc mierzona tzw accountability wyrazajaca sie w szybkosci w jakiej system odsuwa pomylenca od wladzy. Powod jest prosty, kazdy system ustawia sie do parametrow narzyconych przez Glowe. Albo caly narod bedzie czekal cierpliwie na przyszle wybory albo system sam sie naprawi duzo wczesniej.

    Ja mu daje tydzien, a wy Panowie ???

    Odpowiedz

  18. Paweł Kawarski

    08. maja 2011,  godz. 02:17

    Czy organizujemy Marsz na Warszawę i kiedy? Moglibyśmy wtedy poinformować naszych Rodaków, że referendum owszem już było (w UK) i jakim wynikiem się zakończyło, warto zawalczyć o to u nas.

    Odpowiedz

  19. Paweł Kawarski

    08. maja 2011,  godz. 02:14

    w sprawie „kto napisał o referendum” kopiuję info PAP ze strony „Rz” (mogli powołać się na źródło Electoral Commission):

    „Zgodnie z przewidywaniami Brytyjczycy zdecydowanie odrzucili w referendum zmiany ordynacji wyborczej w ogólnokrajowych wyborach do Izby Gmin – podała agencja AFP, powołując się na BBC.

    Przeciwko reformie wypowiedziało się 69 proc. osób. Za zmianami było 31 proc. głosujących.”

    Odpowiedz

  20. Łukasz Uściłowski

    08. maja 2011,  godz. 00:58

    Jerzy Przystawa: nie nazwałbym tego zdolnością przewidywania – każdy jest mądry, gdy dostaje gotowe wyniki do komentowania. A Cleggowi doradzić mógłbym już chyba tylko próbę honorowego odejścia z twarzą. Wydawało się, że szansę miał, choć zapłacił za koalicję, podobnie jak francuskie referendum co do euro konstytucji zmieniło się w plebiscyt braku poparcia dla Chiraca.
    Co do map, to opierałem się na następujących stronach:
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia commons/5/52United_Kingdom_AV_referendum_area_results.svg
    http://en.wikipedia.org/wiki/Results_of_the_United_Kingdom_Alternative_Vote_referendum,_2011
    Być może słuszniej, zamiast o poparciu dla AV, należałoby raczej mówić o miejscach, gdzie odniosło ono najmniejszą porażkę – a jest to właśnie północ Szkocji, środkowa Walia, część Londynu i inne, jak słusznie Pan to ujął, wyizolowane kropki. Nakładając te wyniki na mapę poparcia z 2010 r. (en.wikipedia.org/wiki/File:2010UKElectionMap.svg), można z grubsza uzyskać wynik zbliżony do okręgów wygranych przez LibDem.
    Co do 700 straconych mandatów, to liczbę istotnie zdążyłem odnotować. Nie jestem jednak pewien, czy chodzi o 700 mandatów straconych ogólnie, czy też konkretnie o stracone w safe seats. Jakkolwiek polityka lokalna ma własną specyfikę, o tyle w przypadku LibDem należałoby być ostrożnym przy określaniu dużej ilości okręgów mianem bezpiecznych. Taka już niedola „trzeciej partii”.

    Mariusz Wis: Jak najbardziej przyjmuję rozwiązanie, iż Brytyjczycy zagłosowali tak, a nie inaczej, gdyż byli przekonani, że wybierają „lepsze”. W każdym razie dla siebie. To opcja logiczna i jak najbardziej uzasadniona. Chciałem jedynie pokazać, iż potencjalnie nielogiczne jest, iż osoba, która mieszka w okręgu, gdzie regularnie jej kandydaci przegrywają, nie chce zwiększenia swych szans. Ów brak logiki jest tylko potencjalny, gdyż taka osoba, wzmacniając swoją partię w swoim okręgu, mogłaby ją osłabić gdzie indziej.
    Film nie został jeszcze usunięty. Bardzo dobrze zrobiony, prosty w przekazie i sugestywny. Dobra lekcja poglądowa dla naszych polityków. Obawiam się tylko, że owa prostota przekazu spowodowała pewne przeinaczenie.
    Gdyby chcieć bardziej obiektywnie podejść do AV, to zamiast tematyki lekkoatletycznej, właściwsze byłoby odniesienie po piłki nożnej. Wyobraźmy sobie, że o tytuł mistrzowski walczy osiem drużyn. Łączymy je w 4 pary. W FPTP mistrzostwo zdobywa drużyna, która w swej parze odniosła najwyższe zwycięstwo (np. 3:0, podczas gdy inni wygrywali w mniejszym stosunku). Nie ma przy tym znaczenia, że miała szczęście w losowaniu i trafiła na najsłabszego z potencjalnych rywali. Nie ma także znaczenia to, iż gdyby spośród zwycięzców 4 par zorganizować następnie półfinały i finał, to ostatecznie tego mistrzostwa nie zdobyłaby.
    Podając przykład bliższy życiu, można wskazać na czysto teoretyczne polskie referendum w sprawie wprowadzenia FPTP. Gdyby ktoś chciał być złośliwy i storpedować cały projekt, winien zamiast odpowiedzi TAK i NIE przedstawić odpowiedzi wariantowe. Np.:

    Czy jesteś za wprowadzeniem JOW w wyborach do Sejmu?
    1. Nie,
    2. Tak, z zastrzeżeniem, że dotyczy to tylko połowy ustawowej liczby posłów,
    3. Tak, z zastrzeżeniem, że mandaty uzyskują kandydaci tylko tych partii, które w skali kraju otrzymały co najmniej 5% głosów (PiS chyba kiedyś proponował mix odp. 2 i 3),
    4. Tak, wraz ze zmniejszeniem liczby posłów do 230,
    5. Tak, przy zachowaniu obecnej liczby posłów.

    Jeżeli wynik takiego referendum byłby ustalony w systemie FPTP (jak zresztą zakłada polskie prawo), to najprawdopodobniej, wobec rozbicia różnych wariantów twierdzących, zwyciężyłoby NIE.

    Odpowiedz

  21. Jerzy Gieysztor

    07. maja 2011,  godz. 20:54

    Jerzy Przystawa, Krzysztof Kowalczyk. Drodzy – jakże różni wiekiem – WOJ ownicy. Jerzy Przystawa – pierwszy z Was w komentarzu sprzed paru dni napisał: „Zabawię się w proroka: jeśli w UK w referendum zwyciężą zwolennicy Nie dla AV, to rzecz zostanie zupełnie przemilczana i zignorowana przez media. Jeśli zwyciężą zwolennicy Tak dla AV, to będzie to ogłoszone jako koniec JOW, kompromitacja idei JOW i zwycięstwo zwolenników ordynacji proporcjonalnej.” A od Krzysztofa Kowalczyka – drugiego z Was dowiadujemy się, że jego informacja o wyniku referendum w UK jest jedyną, jaką można odszukac w polskiej sieci. Czy nie przypomina to sytuacji z czasu włoskiego referendum w sprawie ordynacji wyborczej w pierwszej połowie lat 90 tych? – Wtedy o tym fakcie huczało w całej Europie, a w Polsce było cicho, jak makiem siał. Serdecznie pozdrawiam. Jerzy Gieysztor.

    Odpowiedz

  22. Jerzy Przystawa

    07. maja 2011,  godz. 13:26

    Lukasz Uścisłowski: Podziwiam Pańską zdolność przewidywania. Stracił Pan okazję zarobienia pieniędzy, bo gdyby Pan to wytłumaczył Nickowi Cleggowi, to dzisiaj miałby lepszy humor i wygląd. A tak wystawił gołą sempitarnę pod bat i strasznie się krzywi, ze boli. Widzi Pan, absolutnie nie przewidział, chociaż taki mądry i sprytny!

    Gdzie Pan znalazł tę mapę poparcia dla AV? Wczoraj wielokrotnie w BBC pokazywano mapę referendum i zaznaczano białym kolorem miejsca poparcia dla AV: było to zaledwie kilka izolowanych kropek , parę w Anglii (mały kwałek Londynu, Cambridge) i parę punktów w Szkocji. Reszta była jednorodnie w jednym kolorze poparcia dla FPTP.

    To dobre z tymi „safe seats’ Właśnie wczoraj Lib-Dem stracili około 700 takich „safe seats” w wyborach lokalnych! Dziennikarze chodzą wokół nich i pytają złośliwie, jak to sie mogło stac? No, ale się stało i żadne wymyslne tłumaczenia nie na wiele się przydają.

    Odpowiedz

  23. Łukasz Uściłowski

    07. maja 2011,  godz. 11:39

    Wynik taki był łatwy do przewidzenia, głównie z psychologicznego punktu widzenia a liczba ok. 68% na „nie” wydaje się być prostym odzwierciedleniem łącznego poparcia dla Konserwatystów i Partii Pracy (np z wyborów 2010).
    Psychologiczny punkt widzenia polega na tym, iż trudno oczekiwać, że grupa licząca ok. 2/3 społeczeństwa, której system wyborczy przyznaje prawie 90% miejsc w Parlamencie, dobrowolnie z tego zrezygnuje. Jak mi się bowiem wydaje, demokracja, obok rządów większości, to także (nie, nie będę pisał o żadnych mniejszościach…) rządy większości samoograniczającej się i nie żądającej dla siebie zbyt wiele, kosztem reszty. Na tym powinna polegać elementarna troska o dobro wspólne.

    Gdyby wszystkie reformy brytyjskiego prawa wyborczego były poddawane pod referendum, to prawdopodobnie jedyną, jaka weszłaby w życie, byłby Reform Act 1832, likwidujący tzw. „zgniłe okręgi”.
    Trudno jest także uwierzyć w to, aby w jakimkolwiek referendum w 1 połowie XX wieku przyznano kobietom prawa głosu – skoro bowiem prawa te dopiero miałyby być przyznane, to w samym referendum głosować mogliby oczywiście tylko mężczyźni.
    We wczorajszym referendum głosowano de facto nad tym, czy obywatele, którzy mają „pecha” mieszkać w „niewłaściwym” okręgu, mogą uzyskać większe (choć nadal minimalne) szanse na posiadanie swego reprezentanta.

    Oczywiście, powstać może wrażenie, iż prawa do posiadania reprezentanta nie jest pozbawiona większość (przegrani w poszczególnych okręgach), jak podnoszono często do tej pory, lecz nie więcej niż 1/3. Świadczyć może o tym także mapa poparcia dla AV, która w zasadzie pokrywa się z mapą poparcia dla LibDem z 2010 r.
    Wydaje się to jednak nie być prawdą, gdyż (jak mi się wydaje po pobieżnej analizie mapy poparcia) przeciw AV głosowali wyborcy Partii Pracy z okręgów wiejskich Anglii, a także Konserwatyści ze Szkocji i okręgów miejsko-przemysłowych – czyli ze wszystkich tych miejsc, gdzie ich partie nie są silne i gdzie AV mogłoby pomóc konkretnym wyborcom.
    Dlaczego więc głosowali przeciw? AV mogłoby wprawdzie wzmocnić Konserwatystów w Szkocji (gdzie przegrywają z kretesem) oraz Partię Pracy w Anglii, lecz jednocześnie mogłoby zagrozić pozycji tych partii w ich safe seats. Tym samym, Konserwatysta ze Szkocji woli nie mieć własnego reprezentanta ze swego okręgu, niż dopuścić, aby Partia Pracy zdobyła któryś z bezpiecznych okręgów popieranej przez niego partii w innej części kraju.
    W tym jednak miejscu powstać może pewien dysonans, czy rzeczywiście głosujemy na ludzi, czy na partie.

    Odpowiedz

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.