/Barbórka 2009

Barbórka 2009

Tegoroczna Barbórka, jak określa się święto zawodu górniczego przypadające w imieniny Barbary, jest wyciszona wrześniową tragedią w kopalni Wujek – Śląsk w Rudzie Śląskiej, gdzie w wybuchu metanu zginęło i zmarło od poparzeń 20 górników. To wyciszenie skłania dodatkowo do szerszej refleksji o tym, jaki jest stan i co stało się przez ostatnie 20 lat w polskim górnictwie węgla kamiennego. Co takiego stało się, iż największy w Europie producent i eksporter węgla po 20 latach przekształcił się, i to prawdopodobnie na trwałe, w importera netto tego surowca energetycznego?

Eksportowy importer węgla

Na przestrzeni ostatnich bowiem lat eksport polskiego węgla stale i drastycznie spadał. O ile w 1997 roku eksport węgla wynosił 30,6 mln ton, to w 2007 roku spadł już do 12,1 mln ton, a w 2008 wyniósł 8,3 mln ton. Równolegle z powodu braków ilościowych i jakościowych węgla na rynku krajowym stale narastał jego import. W 2004 roku import węgla wynosił 2,4 mln ton, w 2005 osiągnął poziom 3,4 mln, w 2006 zaś 5,2 mln, w 2007 wyniósł 5,8 mln ton, a w 2008 aż 10,1 mln ton. W 2008 roku Polska stała się ostatecznie importerem węgla netto, sprowadzając go głównie z Rosji, ale i Czech oraz Stanów Zjednoczonych. A z reguły jest to węgiel droższy od krajowego.

Powód jest trywialnie prosty w postaci utraty mocy wydobywczych górnictwa. Doszło po prostu do ograniczania mocy wydobywczych i spadku wydobycia węgla. I tak o ile w 1997 roku wydobyto jeszcze 132,6 mln ton, to w 2004 wydobyto 99,3 mln, w 2005 już 97,1 mln, w 2006 tylko 94, 4 mln, a w 2007 już tylko 87,4 mln ton. Polskie górnictwo węgla kamiennego wejdzie w ciągu najbliższych 2 do 5 lat w fazę krytyczną i rozstrzygającą dla swej długofalowej przyszłości. W okresie tym zbiegną się bowiem skutki zarówno polityki tzw. restrukturyzacji górnictwa lat 1990 – 2004, jak i skutki nowej strukturalnie sytuacji światowej i europejskiej oraz unijnej, jakie wystąpiły po 2004 roku.

Realizowane w latach 1990 – 2004 przez kolejne polskie rządy polityki i plany restrukturyzacji górnictwa były tylko różnymi wariantami wykonania tego samego programu restrukturyzacji polskiego podsektora węgla kamiennego Banku Światowego ze stycznia 1991 roku – Restructuring Program – Polish Hard Coal Subsector, January 1991, Arthur Andersen and CO. Ten sprzeczny z strategicznymi interesami ekonomicznymi polskiego państwa program zakładał w wariancie krótkoterminowym zamknięcie 17 kopalń i redukcję zatrudnienia o 74 tys. pracowników, a w wariancie długoterminowym zamknięcie od 36 do 56 kopalń i redukcję zatrudnienia odpowiednio o 193 i 302 tys. pracowników z równoczesnym przejściem na import węgla. Polska w zamierzeniach Banku Światowego miała zostać na trwale wyeliminowana jako wielki eksporter ze światowych, a szczególnie europejskich rynków węgla kamiennego i przekształcić się w importera węgla netto. I tak się też stało.

"Trwała" nierentowność rentowności

Ograniczanie wydobycia węgla kamiennego i zatrudnienia w górnictwie węglowym w latach 1990 – 2004, a z szczególnym nasileniem w latach 1998 – 2001, odbywało się przy tym pod hasłem likwidacji "trwale" nierentownych kopalń. Przy czym tą "trwałą" nierentowność tworzono celową polityka sterowanego zadłużania. Głównym inicjatorem tego zadłużania był ówczesny wicepremier Leszek Balcerowicz, który rozpoczął od 1 stycznia 1990 roku realizację pod swoim nazwiskiem nie swojego programu Georga Sorosa i Jeffreya Sachsa. W tzw. planie Balcerowicza górnictwo miało odegrać rolę tzw. kotwicy inflacji. To "zakotwiczenie" inflacji w Polsce polegało na tym, że z dniem 1 stycznia 1990 roku utrzymano urzędowe ceny węgla, a uwolniono prawie wszystkie pozostałe. W ten sposób wyłączono górnictwo z urynkowienia gospodarki. Narzucone ceny urzędowe uczyniły wydobycie węgla kamiennego nieopłacalnym już na starcie. I tak w całym 1990 roku średni koszt wydobycia 1 tony węgla wynosił według ówczesnego kursu 20 USD, a średnia cena węgla eksportowanego z Polski 50 USD. Kopalnie zaś zostały zmuszone do sprzedawania węgla po średniej cenie 12 USD. Ponieważ eksport był bardzo opłacalny, to L. Balcerowicz wprowadził niespotykany w cywilizowanym świecie 80% podatek eksportowy. Czyli, gdy kopalnia eksportowała węgiel za 50 USD za tonę, to 40 USD zabierało jej Ministerstwo Finansów, a kopalni zostawało 10 USD.

W ten sposób uruchomiono w 1990 roku proces lawinowego zadłużania kopalń, aż po stan katastrofy finansowej całego górnictwa w II połowie lat 90. Ruszyła bowiem "kula śnieżna" zadłużenia górnictwa; od 4,5 bln starych zł w 1990 roku, przez 7 bln w 1991, 23 bln w 1992, po 130 bln w 1998. Mechanizm sterowania przez kolejne rządy cenami węgla poniżej kosztów jego wydobycia utrzymano w następnych latach. Po zniesieniu cen administracyjnych wprowadzono ceny kontrolowane przez podległe Ministerstwu Finansów Izby Skarbowe. Następnie zaś ceny zbytu węgla dla potrzeb zawodowej energetyki były określane przez faktyczny dyktat monopolistyczny sektora energetycznego. Energetyka przechwytywała poprzez tak narzucane ceny akumulację ekonomiczną z górnictwa, a poprzez relatywnie niższe ceny energii z akumulacji tej dyskretnie dotowano też odbiorców polskiej energii. Dla przykładu; w 1997 roku ustalono cenę 32 USD za tonę węgla energetycznego, mimo iż węgiel importowany musiałby kosztować minimum 35 USD, a i tak w ciągu roku zmuszono spółki węglowe do sprzedaży węgla po 27 USD. Przy okazji już niejako uruchomiono na nieprawdopodobną skalę korupcję w postaci handlu długami kopalń opłacanymi węglem po arbitralnych cenach.

Drenaż fiskalny

Wszystko to działo się w sytuacji celowej polityki Narodowego Banku Polskiego obniżania wartość dolara w stosunku do złotego zwanej aprecjacją złotówki, w ramach której w latach 1990 – 1997 dolar stracił 180% swej wartości. I o tyleż oczywiście spadła opłacalność eksportu węgla.

Z szacunków ekspertów Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej wynikało, że gdyby nie restrykcyjna polityka finansowa kolejnych rządów branża ta byłaby rentowna i generowała nie straty lecz zyski. Szacowali oni, że jeden tylko czynnik restrykcyjny czyli kształtowanie cen węgla kamiennego poniżej poziomu inflacji w latach 1990 – 1997, spowodowało straty dla górnictwa w wysokości 268 bilionów starych złotych (26 817,6 mln zł). Jeśli odejmiemy od tego sumy przeznaczone na dotacje dla kopalń oraz wszelkiego typu umorzenia zobowiązań wobec górnictwa w wysokości 68 bln starych zł (6 780 mln zł , to górnictwo powinno było przynieść ponad 200 bln starych zł zysku brutto (20 037,6 mln zł) (J. Olszowski, "Polityka fiskalna wobec górnictwa węgla kamiennego", Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa, maj 1998).

Fizyczna likwidacja infrastruktury

Pod oficjalnymi hasłami likwidacji nierentownych kopalń prowadzono faktyczną likwidację fizycznego dostępu do złóż węgla. Prowadziło to do rabunkowej w istocie metody likwidacji kopalń mogących nadal prowadzić eksploatację i bezpowrotnej straty setek milionów ton węgla w zamykanych, a ściślej likwidowanych fizycznie i technicznie kopalniach oraz poszczególnych oddziałach wydobywczych. Istotą tego "ograniczanie wydobycia" było fizyczne likwidowanie dostępu do złóż poprzez fizyczno-techniczną likwidację kopalń, zamulanie i zasypywanie już udostępnionych złóż, aż po zasypywanie i wysadzanie materiałami wybuchowymi szybów wydobywczych. Była to celowa polityka trwałej likwidacji mocy wydobywczych polskiego górnictwa poprzez fizyczną likwidację zainwestowanej infrastruktury wydobycia. W moim mieście Dąbrowie Górniczej zlikwidowano rentowną kopalnię "Paryż" zamulając popiołem węglowym zainwestowane i przygotowane dopiero do eksploatacji najgrubsze w Europie złoże "Reden" – 26 m grubości pokładu. W pobliskim Sosnowcu w ten sam sposób zlikwidowano rentowną kopalnię "Niwka – Modrzejów", również zamulając i zasypując przygotowane do wydobycia złoże. Na kopalnię zaś wcześniej przerzucono długi Katowickiego Holdingu Węglowego. Gdy wykorzystując prywatne koneksje interweniowałem w rządowych ministerstwach usłyszałem taką odpowiedź – Wskażcie inną kopalnię do zamknięcia, to uratujecie "Niwkę". Wszystko to działo się w sytuacji, gdy można przy tym było przeprowadzić okresowe ograniczanie wydobycia w zupełnie inny sposób, znany od zawsze, a analogiczny do zamykanych przez zatapianie kopalń angielskich, umożliwiający ponowną eksploatację w sytuacji polepszenia koniunktury.

Równolegle nie przygotowywano inwestycji odtworzeniowych w kopalniach przewidzianych do dalszego funkcjonowania. Efektem jest w znaczącym stopniu obecna sytuacja wymagająca wielomiliardowych nakładów na udostępnienie nowych złóż węglowych w latach 2009 – 2015, po wcześniejszych wielomiliardowych nakładach i to kredytowanych pożyczkami m.in. z Banku Światowego na likwidację ich techniczno-technologicznej dostępności w latach 1990 – 2004. Największych zniszczeń dokonano za czasów premierostwa profesora Politechniki Śląskiej Jerzego Buzka. W samych tylko latach 1998 – 2000 ograniczono wydobycie o ponad 40 mln ton węgla i zmniejszono zatrudnienie o blisko 100 tys. osób i to za pożyczony z Banku Światowego blisko 1 mld USD.

Interesy zagranicznych eksporterów

Tylko bardzo naiwni mogą sądzić, że konsekwentna likwidacja mocy wydobywczych polskiego górnictwa węglowego to jakiś straszny błąd czy szaleństwo. Ta polityka kolejnych rządów miała swój głęboki i ukryty sens. Ten sens ujawnił po raz pierwszy jeszcze w 1989 roku doc. dr Gabriel Kraus, twierdząc publicznie, że chodzi o trwałe zlikwidowanie eksportowych zdolności wydobywczych polskiego górnictwa, po to aby Polska z wielkiego światowego eksportera węgla, stała się jego importerem. Ten sens to interesy największych światowych eksporterów węgla i ówczesnych konkurentów na czele z USA, Australią, RPA i Kanadą. I dlatego jeszcze w 1986 roku Bank Światowy zalecił Polsce całkowite zlikwidowanie eksportu węgla, mimo że w ówczesnej gospodarce PRL-u nie było jakichkolwiek porównawczych analiz ekonomicznych. Bank Światowy reprezentuje bowiem strategiczne interesy ekonomiczne nade wszystko najbogatszych krajów świata, w tym głównych konkurentów polskiego węgla tak energetycznego, jak i koksującego na rynkach światowych. Chodziło więc o olbrzymie pieniądze dzięki przejęciu tradycyjnych polskich rynków zbytu, w tym nade wszystko w Europie, gdzie byliśmy konkurencyjni ze względu na rentę transportową. Gra szła o 1 do 1,5 mld USD rocznie.

Górnictwo polskie nie było w stanie wykorzystać doskonałej koniunktury światowej na węgiel, wraz ze skokowym wzrostem jego światowych cen od września 2003 roku rzędu kilkuset procent dla również skokowego zwiększenia drogą eksportu swej akumulacji ekonomicznej, tak jak to uczynili nasi ongiś najwięksi konkurenci. I dziś miałoby wielomiliardowe nadwyżki, a nie wyciągało ręki po kilkaset milionów złotych rządowego wsparcia.


Kłamstwa i manipulacja

Od 1989 roku trwała przy tym ukryta kampania propagandowa z udziałem najprzeróżniejszych autorytetów publicznych, a szczególnie naukowych i praktycznie wszystkich mediów masowych i opiniotwórczych z chlubnym wyjątkiem koncernu księdza Tadeusza Rydzyka. Stale i niezmiennie aż do 2003 roku uzasadniana była teza o "trwałej" nierentowności górnictwa węglowego w Polsce. W tej kampanii precyzyjnie sterowanej centralnie wykorzystywano fakt, że opinia publiczna nie znała rzeczywistych przyczyn zadłużenia górnictwa i jego katastrofalnej sytuacji finansowej. To pozwalało na łatwą dezinformację, dzięki utożsamieniu wyników finansowych kopalń z faktyczną rentownością wydobycia węgla. W konsekwencji łatwo było uzasadnić wobec opinii publicznej tezy o konieczności zamykania kopalń i zwalniania górników, przy ukrywaniu faktów fizycznej likwidacji dostępności złóż. Stosowano w praktyce tezę ministra propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa mówiącą, iż kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą. Kiedy włączaliśmy telewizor lub otwierali gazetę po raz tysięczny dowiadywaliśmy się, że polskie górnictwo jest nierentowne i przynosi straty, do których wszyscy musimy dopłacać. Informowali nas po raz dwutysięczny, że nierentowne kopalnie narobiły wielomiliardowych strat. Mówili nam po raz trzytysięczny, że jest za dużo węgla, za dużo kopalń i za dużo górników. I czyż szary człowiek mógł w to nie uwierzyć?

Błędna spirala upadku

To wszystko pękło nagle od września 2003 roku, gdy światowe ceny węgla poszybowały w górę rzędu kilkuset procent. Było to wynikiem rozwoju przemysłowego Chin i Indii, których popyt wewnętrzny dla własnej produkcji wstrząsnął cenami światowymi. Tyle, że polskie górnictwo węgla kamiennego weszło w błędną spiralę upadku i najbliższe 2 do 5 lat zadecydują czy będzie szansa jej przerwania. Spadek wydobycia i sprzedaży zasadniczo obniża przychody, a ze względu na sięgające 70 procentach koszty stałe kopalń, pogarsza wyniki ekonomiczne i podnosi koszty jednostkowe wydobycia niezależnie od innych obiektywnych czynników. Ogranicza to eksport i wymusza import węgla, co jeszcze bardziej obniża przychody, a więc i ogranicza inwestycje, powodując dalszy spadek wydobycia. A wszystko to przekłada się na spadek zatrudnienia i spadek dochodów pracowniczych nie tylko w sektorze górniczym, ale i całym Górnym Śląsku.

Ta błędna spirala upadku polskiego górnictwa węgla kamiennego ma wszakże również wymiar strategicznego bezpieczeństwa państwa polskiego. Rosnący import netto węgla przede wszystkim z Rosji i wypieranie polskiego eksportu węgla z krajów Unii Europejskiej przez węgiel rosyjski oznacza nasilające się uzależnienie Polski i pozostałych krajów Unii od dostaw kolejnego po rosyjskim gazie strategicznego surowca energetycznego. Wobec jawnego już wykorzystywania przez Rosję dostaw nade wszystko gazu do celów neoimperialnej polityki rosyjskiej dla podporządkowywania politycznego krajów byłego imperium radzieckiego, oznaczać to będzie wzmocnienie zagrożenia bezpieczeństwa i suwerenności Polski i pozostałych krajów przede wszystkim Europy Środkowo-Wschodniej, acz także wzmocnienie pozycji przetargowej Rosji w stosunku do pozostałych krajów samej Unii, nade wszystko Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii.

Najważniejszą od kilku lat barierą zwiększenia wydobycia węgla w tej sytuacji jest kapitałochłonność i czasochłonność inwestycji wydobywczych, a kluczowym problemem są niedostateczne środki finansowe jakimi dysponuje same górnictwo oraz państwo. Potrzeby inwestycyjne do 2015 roku szacuje się na 15 mld zł przede wszystkim dla ustabilizowania wydobycia, które stale spada. Wyssane z akumulacji ekonomicznej górnictwo i wydrenowane nawet z części produktu odtworzeniowego jest w punkcie zwrotnym swego dalszego funkcjonowanie.

Moja przegrana wojna

Od 2004 roku zaległa w Polsce medialna cisza na temat konieczności zamykania kopalń. Propagatorzy tezy o "trwałej" nierentowności górnictwa nabrali wody w usta, a niektórzy zaczęli mówić o "pewnych nieprawidłowościach" przy restrukturyzacji. Ba, usłyszałem nawet tezę bodaj w "Rzeczpospolitej", iż zbyt pospiesznie zamknięto "o kilka kopalń" za dużo. Ot, drobnostka.

To co napisałem wyżej mówiłem od 1989 roku wraz z moimi przyjaciółmi, doc. dr. Gabrielem Krausem i jego żoną dr Janiną Kraus, głośno i publicznie, w tym również z trybuny Sejmu RP w latach 1993 – 1997. Tę naszą prywatną wojnę o górnictwo przegraliśmy. Zapłaciliśmy za nią całkowitym wykluczeniem ze środowiska naukowego na Górnym Śląsku, a nasi naukowi oponenci są dziś dyrektorami instytutów, a nawet rektorami, nie wypominając już im zgromadzonych przez lata profitów pieniężnych z tytułu "badań naukowych" nad wszystkimi możliwymi wymiarami takiej właśnie restrukturyzacji górnictwa.

I muszę ze zdumieniem przyznać, że choć wszystko to wiem od lat, stale obserwowałem jak to działa i kto w tym uczestniczy, jednak co jakiś czas nie mogę pojąć jak to możliwe, aby w regionie gdzie jest Uniwersytet Śląski, Politechnika Śląska i Akademia Ekonomiczna oraz kilka innych nie mniej szacownych uczelni, gdzie jest mnóstwo stowarzyszeń i instytucji, grup i grupek oraz poszczególnych osób uważających się za elity i autorytety intelektualne, polityczne i moralne, można było bezkarnie niszczyć górnictwo w imię obcych interesów a przy pełnym aplauzie własnym. Bo choć to wszystko rozumiem, to pojąć nie mogę.

Dąbrowa Górnicza, 4 grudnia 2009

*Tekst dla "Nowy Kurier. Polish-Canadian Independent Courier"