Wyborczy kociokwik wypełniający polskie media przyprawić może o ból głowy. Co ma myśleć o własnej partii jakiś zwolennik dajmy na to Samoobrony, która miała być alternatywą dla SLD i dla liberałów, kiedy nagle na jej listach i to na pierwszym miejscu w Łodzi, znajduje się Leszek Miller. Przecież to ta sama partia Samoobrona, która jeszcze niedawno budowała wraz z Kaczyńskimi IV RP i tępiła komunistów.

A co powie zwolennik IV RP wiernie stojący za Kaczyńskimi od lat, kiedy nagle okazuje się, że Jan Maria Władysław Rokita, przestał nagle być częścią układu, a jego żona – nadwołżańska Niemka, nagle będzie prezydentowi doradzać jak urządzić polskie kobiety. To już jakiejś Polki nie było?

W dodatku ci, którzy pamiętają obalenie rządu Olszewskiego w słynną noc 4 czerwca 1992, doskonale znają rolę Rokity w tej akcji – wówczas polityka Unii Demokratycznej. W nagrodę za aktywny udział w zablokowaniu wówczas lustracji, Rokita został ministrem w rządzie Suchockiej. W gruncie rzeczy Jan Maria etc. Rokita mógłby uchodzić za symbol III RP – przetrwał wszystkie sejmy od tego kontraktowego w 1989 – głównie w obozie rządzącym.

No, a teraz okazuje się, że Rokita po kawałku przechodzi do PiS. To znaczy najpierw wysłał tam żonę – zobaczy co będzie i jak PiS wygra – to hop! I w szeregach rządzącej partii znajdzie się i Jan Maria.

O Mężydle, który porzucił PiS, kiedy nie dostał dobrego miejsca na liście i przeszedł do Platformy już pisałem. Podobnie zrobili ludzie, którzy PiS-owi zawdzięczali stanowiska, teraz kandydujący z PO – Radek Sikorski i marszałek Senatu Borusewicz, którego przeszłość tzw. legendy Solidarności cokolwiek stała się niejasna po rewelacjach Krzysztofa Wyszkowskiego, bezwzględnie tępiącego agentów SB w szeregach Wolnych Związków Zawodowych na Wybrzeżu.

Inna "egenda Solidarności – Bogdan Lis kandyduje do Sejmu z LiD-u czyli połączonego SLD i resztek po Unii Wolności, przepoczwarzonej z kolei w demokratów pl.

Wracając do Leszka Millera, to choć startuje on w Łodzi z pierwszego miejsca Samoobrony, już zaczął tworzyć nową partię Polska Lewica (czy jakoś tam). Samoobrona to wszystko wchłania, akceptuje, wyjaśnia. I Wrzodaka i Millera i kogo tam jeszcze. W naszym regionie na pierwszym miejscu listy Samoobrony będziemy mieć Sandrę, jeszcze cieplutką, wygrzaną w egipskich piaskach przez Maksymiuka. Jeśli, nie daj Boże, Samoobrona przekroczy próg wyborczy i stanie się znów potrzebna Kaczyńskim do zawiązania koalicji, to kto wie, czy Sandra nie zostanie np. drugą doradczynią prezydenta ds. polskich kobiet. Biedne polskie kobiety. Nie mogłaby doradzać egipskim?

Ciekawe ruchy trwają także w samych partiach. Zyta Gilowska porzuciła swój rodzinny Lublin i wystartuje z Poznania. Z kolei Roman Giertych właśnie upatruje swoich szans w kandydowaniu z Lublina. Julia Pitera czołowa specjalistka PO ds. korupcji, wieloletnia warszawska radna, teraz ma kandydować z Lublina czy Poznania. Nieważne zresztą skąd, byle z dobrego miejsca. O miejscach zaś decydują jednoosobowo lub w gronie najbliższych współpracowników szefowie partii.

Co to wszystko ma wspólnego z demokracją czyli władzą ludu? Co to ma wspólnego z wyborami? Jak wyborcy z Lublina mają oceniać kandydata z Warszawy, a warszawiacy jakąś nadwołżańską Niemkę z Krakowa?

Jawny absurd tego systemu wyborczego umyka jakoś z oczu wybitnym konstytucjonalistom i politologom zapełniającym telewizyjne (ble-ble) dyskusje. Ach ileż np. taki Markowski Radosław ma do powiedzenia o demokracji, a nie widzi jawnie niedemokratycznych procedur, handlu miejscami, pogwałcenia zasad bezpośredniości, równości i powszechności wyborów.

W sposób oczywisty wyborcze procedury, cały ten wysiłek organizacyjny, finansowy i społeczny nie ma wielkiego sensu. Oczywiście z punktu widzenia funkcjonowania państwa i uprawnień obywateli. Z punktu widzenia Sandry Lewandowskiej, Millera, Wrzodaka et consortes wszystko jest w porządku.

23 września 2007

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.