/Zamiast sporu o samolot

Zamiast sporu o samolot

Chociaż na sporze o udział w unijnym szczycie tracą w oczach Polaków zarówno premier, jak i prezydent, to wypadałoby trochę miejsca poświęcić tej lepszej stronie medalu, czyli temu jak głowa państwa stara się dbać (pomimo tego, co się zdarzyło w studiu TVN z Moniką Olejnik) o swój wizerunek. Widać to chociażby po wizytach objazdowych prezydenta po kraju, dało się to też zauważyć 11 października podczas IV Marszu na Warszawę o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Prezydent Kaczyński oficjalnie nie popiera JOW, a nawet kiedyś powiedział, że JOW (czyli paradoksalnie system, w którym wybierają swych posłów nasi najwięksi sprzymierzeńcy, jak USA, Wielka Brytania czy Kanada) nie mają nic wspólnego z demokracją. Tym razem wysłał do manifestujących szefa swojej kancelarii, aby ten zapewnił nas, że głowa państwa podchodzi z szacunkiem również i do takich inicjatyw obywatelskich i uważa, że szeroka debata na ten temat powinna się odbyć merytorycznie i bez zbędnych emocji, chociażby po to, aby uniknąć nieporozumień wokół tej idei: http://pl.youtube.com/watch?v=lOiVwR7B3nI. Może to i gest nieznaczny, pamiętajmy jednak, że premier Tusk, jego ministrowie i posłowie, zupełnie zignorowali manifestację kilkuset zwolenników okręgów jednomandatowych, jakby chcieli nam właśnie powiedzieć (parafrazując słynne już słowa, które miały paść na szczycie w Brukseli): prosić to wy sobie możecie.

Naturalnie nie przeceniałbym gestu prezydenta – myślę, że najlepszym dowodem tego szacunku, o którym mówił na marszu minister Kownacki byłyby nie miłe słowa przed Pałacem Prezydenckim, a inicjatywa prezydenta rozpisania referendum ws. jednomandatowych okręgów wyborczych. Tylko ciekawe jak wtedy zachowałaby się PO? Myślę, że maska PO opadłaby już wtedy ostatecznie i dla wszystkich stałoby się jasne, że 750 000 podpisów za referendum w tej sprawie (o które dziś się nie upominają, ignorując ponadto manifestacje zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych) zebrali 4 lata temu nie po to, by zmierzać do zmiany ordynacji, ale zbić kapitał polityczny. Tylko czy prezydent posunąłby się aż tak daleko, zamiast przykuwać uwagę mediów sporem o wylot do Brukseli? To niestety mało prawdopodobne.


Wtedy PO może i chciała JOW-ów. Dziś jest w koalicji z PSL – napisał mi red. Krzysztof Leski, któremu zasygnalizowałem na blogu nasze doświadczenia marszowe: http://krzysztofleski.salon24.pl/97863,index.html#comment_1414050. Ja jednak twierdzę, że było inaczej.

Marsz, o którym pozwoliłem sobie napisać na blogu red. Leskiego, nie był pierwszy, a posłowie PO nie pojawili się również podczas marszów w 2003, 2004 i 2005 roku. Donald Tusk nie odpowiedział też na pisemną prośbę Ruchu JOW z propozycją współpracy (http://jow.pl/pdf/biuletyn19.pdf), gdy PO zaczęła zbierać podpisy ws. ordynacji jednomandatowej (skądinąd po tym, jak Ruch JOW ruszył z własną akcją zbierania podpisów). PO zachowała się wtedy jak Zosia samosia. Nie trzeba wyborców? – pytał ironicznie Stefan Bratkowski na łamach "Rzeczpospolitej".

Jest jeszcze jedna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę i o której napisałem red. Leskiemu:

W większości mediów do dziś pokutuje błędny pogląd, że JOW to "pomysł PO", ale Pan jako doświadczony dziennikarz zapewne wie, że było inaczej i już od kilkunastu lat działają w Polsce ludzie zmierzający do takiej właśnie zmiany ordynacji. To od was dziennikarzy zależy jak te sprawy będą przedstawiane. A taki Marsz JOW, który odbył się niedawno w Warszawie, uważam za zdecydowanie ważniejsze wydarzenie niż niesnaski premiera z prezydentem. Tylko skąd tak mizerne zainteresowanie mediów? Jeśli udało się zebrać tak wiele podpisów za JOW, to obywateli z pewnością zainteresowałby ten temat, podczas gdy spór premiera z prezydentem – proszę wybaczyć – przegadywany w takim nadmiarze zupełnie zniechęca do polityki i podważa autorytet opisujących politykę mediów, które za mało mówią o rzeczach ważnych.

Tymczasem gdy minister Kownacki mówił: Prezydent RP z wielkim szacunkiem podchodzi do ludzi, którzy troszczą się o nasz kraj do uczestników Ruchu JOW, przedstawicieli NZS, OZZL i organizacji polonijnych, którzy przybyli domagać się zmiany ordynacji do Sejmu, z mediów obecne tylko były mikrofon Antyradia i kamera TV ASME. Właściwie gdyby nie kamera Krzysztofa Pawlaka z TV ASME, nie byłoby śladu, że takie zdarzenie w ogóle miało miejsce… Widoczne na Krakowskim Przedmieściu ekipy TVP, TVN i Polsatu nie wykazały inwencji do filmowania takich społecznych inicjatyw, jak ta, o której Informacyjna Agencja Radiowa owego dnia podała, że zebrano za nią prawie milion podpisów! TVP zamieściła komunikat Polskiej Agencji Prasowej, który w prasie przeszedł praktycznie niezauważony, na swoich stronach internetowych i w telegazecie. Na Placu Zamkowym nagrywała nas dziennikarka Polskiego Radia, przed Sejmem dziennikarze Superstacji. O marszu JOW w prasie nie napisał prawie nikt, za to media zaczęły informować z dwutygodniowym wyprzedzeniem o innym marszu – marszu dewiantów homoseksualnych, który co poniektórym Polakom ma chyba za zadanie odebrać rozum.

Kiedy więc widzę obszerne relacje telewizyjne i prasowe, znów nadmiernie pieniące się z udawanej troski o dobro naszej Ojczyzny, natychmiast wyłączam telewizor lub odkładam gazetę i zamiast sporu o samolot zajmuję się (choć nie muszę), fundamentalną kwestią ordynacji wyborczej.

About Krzysztof Kowalczyk

uczestnik Ruchu JOW od 2007 r.; wiceprezes okręgu lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz'15