Konrad Kornatowski – nie tak jeszcze dawno – szef policji dał się przyłapać, jak zwykły pętak, na nakłanianiu do fałszywych zeznań i ostrzeganiu przed działaniem legalnych organów państwa. Kaczmarek – został złapany za rękę i okazało się, że złożył również fałszywe zeznania w śledztwie dotyczącym przecieku. Do tego doszedł nieszczęsny Netzel, którego jedno fałszywe zeznanie, złożone na prośbę kolegów, kosztowało nie tylko utratę świetnej posady prezesa PZU. Jeśli pomysłowy Jaromir zostanie skazany, może pożegnać się z kancelarią adwokacką i pozostanie mu szukać posady u Krauzego. Oczywiście, jeśli sam Wielki Płatnik zdecyduje się wrócić do kraju.

Piątkowy pokaz prokuratury zdecydowanie należał do najlepszych programów w polskiej telewizji. Łączył w sobie nie tylko elementy kryminalne, ale ogromną dozę groteski. Najwięksi przestępcy okazali się nie tylko szubrawcami, niemającymi za grosz kwalifikacji etycznych do sprawowania funkcji państwowych (sprzedajny gnojek, nie powinien zostać nawet zwykłym aspirantem, a krętacz powinien być trzymany na odległość rzutu kamieniem od prokuratury). Zobaczyliśmy ich także jako zwykłych prostaków i gamoni.

A jednak ci krętacze doszli aż tak wysoko! Jak to możliwe?

Kaczyńscy przyznają się do błędu: Nie powinniśmy ich nominować. Ale nominacja polityczna, to jakby końcówka kariery. Prezydent czy premier obserwuje delikwenta bardzo wyrywkowo, nie widzi go na co dzień, nie obserwuje jego zachowań, nie słucha opowiadań prywatnych, widzi człowieka od jego oficjalnej strony. Na co dzień widzieli Kaczmarka, Kornatowskiego czy Marca jego dotychczasowi koledzy, zwierzchnicy, podwładni. Nikt mi nie wmówi i nic mnie nie przekona, że nasi bohaterowie po prostu nagle zeszli na złe drogi, kiedy zasiedli na ministerialnych stołkach. Proces korupcji jest powolny i przebiega wg staropolskiej zasady: od rzemyczka do koniczka.

A jednak tego szubrawstwa nie zauważono podczas całej dwudziestoletniej kariery Kaczmarka i Kornatowskiego. Dlaczego? Wg mnie powód jest prosty. W prokuraturze aż roi się od kaczmarków, a w policji pełno jest kornatowskich gotowych – za pieniądze większych i mniejszych płatników kłamać, oszukiwać, fałszować dowody. Zresztą prokuratura czy policja nie są tu wyjątkami. Oj, gdyby tak skontrolować np. zwolnienia lekarskie wystawiane różnym Masom, zajrzeć za kulisy obrotu nieruchomościami, zobaczyć na chwilę prawdę o procesie wydawania koncesji. Ba, zobaczyć jak powstały liczne prace doktorskie (nie mówiąc o magisterskich) tożbyśmy zobaczyli prawdziwe korzonki i korzenie układu. To byłby dopiero serial trzymający ludzi przed telewizorami.

Oczywiście, można wymyślać różne lekarstwa na te choroby społeczne. Jarosław Kaczyński na korupcję podsuwa nam receptę: rządy PiS. Jesteśmy nieugięci, szanujemy zasady – mówi Premier. Nie mam powodów, żeby nie wierzyć Kaczyńskiemu. To wg mojej oceny osobiście uczciwy człowiek i patriota. Jednak za Kaczyńskim idą hordy powiatowe PiS, a tam aż roi się od kolejnych Kaczmarków i Kornatowskich. Pomyłkę, którą Kaczyński popełnił mianując ministra, popełni tysiąc razy łatwiej mianując swoich namiestników na dole.

Jedynym lekarstwem jest poddanie prokuratorów, sędziów, a także posłów wyborczej procedurze. Prokuratorzy, sędziowie i posłowie powinni być wybierani przez społeczeństwo, a nie jak dotąd przez partyjnych liderów.

Dopóki tego nie będzie, żaden pojedynczy człowiek, nie może nam obiecać, że sam jeden jest w stanie oczyścić Polskę z korupcji.

Wróćmy jednak do samej konferencji prokuratury i ujawnionych faktów. Mają one jeszcze ten skutek, że opozycja wierząca bez zastrzeżeń Kaczmarkowi po prostu się skompromitowała. A już na kompletnego idiotę wyszedł Roman Giertych promujący Kaczmarka na premiera. Sytuacja największego polskiego polityka przypomina trochę sytuację gościa sikającego za dorożką po odjeździe dorożki. Ciekawe tylko gdzie w tym momencie stał Donald Tusk? No i – dlaczego Kaczmarek zdjął krawat? 

Nysa, 2 września 2007

Skomentuj