Ojciec Narodów – Józef Stalin – odkrył prawidłowość o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę rozwijania budownictwa socjalistycznego. W ramach tej prawidłowości dziejowej okazało się, że wielu dotychczasowych ideowych bolszewików przeszło na pozycje już to japońskiego szpiega, już to zwolennika trockistowsko-bucharinowskiej bandy morderców i szpiegów.

Co by nie mówić o Józefie Wissarionowiczu, jego wkład w rozwój nauk politycznych był wielki i jak się okazuje nie przeminął wraz z uchwałami XX zjazdu KPZR. Oto na naszych oczach, w całkiem innym zdawać by się mogło ustroju, w odmienionych warunkach realizują się odkrycia Wielkiego Językoznawcy.

Najpierw w miarę sukcesów w budowaniu IV Rzeczypospolitej nastąpiło zaostrzenie kursu i okazało się, że wczorajsi sojusznicy, współbudowniczowie jak Andrzej Lepper i Roman Giertych, stoczyli się na pozycje zajadłych wrogów klasowych. (Wyrodzenie się bucharinowców w bandę najemnych morderców i szpiegów).

Największym i najbardziej zagorzałym, atakującym PiS jest niedawny sojusznik Roman Giertych. Oczywiście jego postawa jest zrozumiała. Giertychowi zajrzała w oczy polityczna śmierć, jego partia nie ma szans na wejście do parlamentu, musi więc – po pierwsze odwlec w czasie wybory, a po drugie przeciągnąć na swoją stronę część elektoratu PiS. Przynajmniej próbować.

Nie bardzo przejmuję się tu losem lidera LPR, ale prawidłowość, że największymi wrogami stają się najbliżsi ideowo partnerzy jest godna zapamiętania i wyjaśnienia.

Podobnie zresztą, jak i prawidłowość, która mówi, że w miarę trwania koalicji następuje eskalacja konfliktów. Przy wszystkich różnicach w historycznych dekoracjach, czyż nie mamy i zaostrzania walki klasowej i kolejnych wrogów spośród wczorajszych przyjaciół?

Ale żebyśmy byli sprawiedliwi i broń Boże uniknęli posądzenia o antykaczyzm, przypomnijmy że poprzednie koalicje i rządy też rozpadały się pod naporem zaostrzającej się walki klas, a wczorajsi przyjaciele zostawali zagorzałymi wrogami.

Czyż to nie przypadkiem nasz Donald Zbawca, uratowany po przegranych wyborach Kongresiku Liberalno-Demokratycznego, przygarnięty przez Unię Demokratyczną nie odwdzięczył się tak, że nie wahał się targnąć świętokradczą ręką na samego profesora Geremka? Czyż to nie nasz dzielny Jan Rokita zdradzał partie, którym zawdzięczał miejsce w parlamencie? Do PO przeszedł wprost z szeregów AWS, kiedy tonącej partii potrzebne było każde wsparcie. Teraz jego Wódz Donald, znając prawidłowości dialektyki, trzyma Rokitę krótko za uzdę, uniemożliwiając mu dokonanie rozłamu i zdrady.

Wszystkie te zdrady, zawirowania zmusiły oczywiście naszych wodzów, do ogłoszenia konieczności przedterminowych wyborów. Parlament jednakowoż jak dotąd zajmuje się przesłuchiwaniem kolejnego wczorajszego sojusznika – Janusza Kaczmarka. Ten – jeszcze wczoraj godny zaufania człowiek okazał się członkiem PZPR, wykładowcą w oficerskiej szkole, a w ogóle kłamcą i oszczercą. Słowem: trockista.

W całym parlamentarnym zamieszaniu jak skała spokojny pozostaje Ludwik Dorn. Tajemnica spokoju Dorna jest prosta. Jest nią znajomość żelaznych praw dialektyki czyli metod jakimi trzeba się posługiwać wobec klasowego wroga. Nie wystarczy bowiem mieć rację, trzeba jeszcze mieć czym zmusić przeciwników do jej uznania. Ojciec Narodów Stalin miał wierne NKWD, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk mają tę cudowną władzę ustawiania list wyborczych. Niech no który poseł podskoczy, to bęc i wypadnie z listy wyborczej. No, ale jak ma dyscyplinować posłów Marszałek Sejmu?

Pamiętamy, że w czasie zaostrzającej się walki wszystkie środki są dopuszczalne, ale jesteśmy wszak w państwie prawa, więc browningi trzeba odłożyć. Co robi w tej sytuacji nasz Marszałek Sejmu? Przybywa do Izby Poselskiej z dobrze ułożonym psem bojowym – wierną Sabą. Niby to na spacer, niby tak na luzie, ale jakby co, to niech i opozycja, i koalicja (była) wie, że zawsze można krzyknąć: Saba bierz ich!

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.