/Człowieczeństwo towarowe

Człowieczeństwo towarowe

Janusz Kaczmarek – wyrzucony przez Kaczyńskiego z posady – wchodzi do polityki (od razu jako kandydat Samoobrony na premiera) ponieważ chce naprawić nasze publiczne życie, usuwając z niego nadużywanie służb specjalnych, wykorzystywanie prokuratury do ścigania politycznych przeciwników, nadużywanie procedury prowokacji itd. Nie mamy powodów wątpić w kwalifikacje nowego kandydata na premiera Kaczmarka w rozpoznawaniu tych zjawisk. W końcu był prokuratorem i w czasach komuny, i w III RP, która według polityków PiS w całości nadawała się do zmiany. Kaczmarek do ekipy Kaczyńskich należał i to do samej jej wierchuszki, więc chyba, co do III RP miał zdanie wyrobione. Patologie IV RP przerabiał także mając w nich – jak się okazuje – niejakie zasługi. Przez całe miesiące stał ramię w ramię z ministrem Zbigniewem Ziobro przed kamerami.

Nie można więc wątpić, że o złu, które dzieje się w Polsce nasz premier in spe wie bardzo dużo. Z tego punktu widzenia oczywiście Janusz Kaczmarek kandydatem na zbawcę Ojczyzny jest prawie idealnym. Wszak najlepszymi znawcami technik złodziejskich są złodzieje, najlepszymi policjantami byli skruszeni przestępcy, prostytutki, które przeżyły katharsis żyły potem cnotliwie, a nawróceni prześladowcy zostawali świętymi – vide: św. Paweł.

Wszakże te pozytywne przykłady zakładają, że u delikwenta kandydującego na ołtarze nastąpiło po pierwsze owo nawrócenie, czyli porzucenie grzechów, a po drugie, że swoim dalszym życiem udowodni on, że rzeczywiście przyjął nowe wartości. I tak jak namiętnie poprzednio grzeszył, tak z poświęceniem czynić będzie dobre uczynki. O ile pamiętam, to Maria Magdalena płakała wycierając włosami stopy Chrystusa, a nie wchodziła wystrojona na ucztę u faryzeusza, żądając miejsca przy stole.

Nasz nawrócony zamierza nieco inaczej przeprowadzić swoje nawrócenie. Wprost z pozycji grzesznika chce przesiąść się na fotele nowej ekipy.

Nieco to podważa jego dobre intencje, bo też łatwo pomylić nawrócenie z przyłapaniem na gorącym uczynku. Złapany z ręką w cudzej kieszeni złodziej z całą pewnością będzie się zarzekał, że się poprawi.

Nawrócenie Kaczmarka nastąpiło w momencie, kiedy Kaczyński wywalił go z rządu, zarzucając, że był źródłem przecieku w sprawie Leppera. Wtedy dopiero nasz bohater, widząc kres swojej kariery u boku Bliźniaków, zaczął odkrywać różne rewelacje na temat Ziobry, Kaczyńskiego i całej ekipy. Ba, wtedy też dostrzegł, że przy Ziobrze stracił swoje człowieczeństwo.

Wszyscy w Polsce aż wstrzymali dech na owo wyznanie, bo cóż jest cenniejsze niż własne człowieczeństwo? Litość i trwoga nad bestialstwem Kaczyńskich, a zwłaszcza Ziobry, ogarnęła już nie tylko Jacka Żakowskiego i redakcję „Gazety Wyborczej”, ale wszystkich, którzy tego słuchali. Chciałoby się na temat tego procesu tracenia człowieczeństwa dowiedzieć od upadłego Janusza K. więcej. Bo jedno, co do tej pory wiemy, to to, że jednak minister Ziobro nie brał go (Kaczmarka człowieczeństwa) siłą. Nie słychać było z okien pałacu sprawiedliwości krzyków: Zbyszek, no co ty, weź te łapy! itp.

A więc Ziobro nie gwałcił – to po pierwsze.

Po drugie nie brał za darmo. Tracone systematycznie przez Janusza Kaczmarka człowieczeństwo było solidnie opłacane ministerialną pensją, służbowym samochodem itd.

No więc żale wzgardzonego (czy nawróconego?) Kaczmarka powinny raczej wyglądać tak: Sprzedawałem swoje człowieczeństwo Ziobrze i Kaczyńskim. Owszem płacili nieźle, ale w końcu zrezygnowali z moich usług. Teraz chętnie zbywałbym moje człowieczeństwo innym, którzy mają na nie ochotę. Oczekuję propozycji.

Sądząc po gorączkowych wizytach u Janusza Kaczmarka, wywiadach, nagraniach itd. chętni się znajdą. Skoro już sam najdłuższy polski polityk nie wytrzymał i pojechał do Italii, gdzie na emigracji bawi były minister, to znaczy, że chętnych na tego rodzaju usługi nie zabraknie.

Z ołtarzami jednak proponowałbym się wstrzymać.