W dyskusji niby publicznej, kontrolowanej przez polityków, wraca temat ordynacji wyborczej. W tym kontekście warto by przypomnieć kilka mniej znanych, a ciekawszych faktów z historii III RP, które całkiem niesłusznie nie są dziś szerzej komentowane.

Książka Janusza Sanockiego pt. "WoJOWnicy" (Wydawnictwo NTSK, Nysa 2005) szczegółowo dokumentuje historię walki o ordynację jednomandatową, która wbrew temu, co niektórzy twierdzą, nie zaczęła się kilka lat temu. Mamy więc bogaty materiał teoretyczny, który pozwala nam stwierdzić, jak odnosiły się do tego różne partie polityczne, nie tylko PO.

        Niewątpliwie pierwszym woJOWnikiem wśród posłów był dr Wojciech Błasiak, poseł KPN w latach 1993 – 1997. Zapewne wielu by jednak zdziwiło, że pierwszą partią polityczną, która przyjęła JOW za swój postulat programowy była Samoobrona. Na Zjazd Samoobrony, 5 maja 1995 r., został zaproszony prof. Jerzy Przystawa, założyciel działającego od 1993 roku Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Wystąpienie o potrzebie zmiany systemu wyborczego zostało przyjęte entuzjastycznie, a obradujący Zjazd Samoobrony zdecydował się wpisać ordynację JOW (czyli notabene taką, jaka bliska wydaje się dziś Platformie Obywatelskiej!), za swój główny postulat programowy. Pewnie po ewentualnym dojściu Platformy do władzy spieraliby się z nią kto komu ukradł program, skoro teraz twierdzą, że to oni wymyślili IV Rzeczypospolitą. Tymczasem prawda jest taka, że nawet hasła IV RP nie wymyślił Jarosław Kaczyński, ale poseł PO, prof. Paweł Śpiewak, natomiast potrzebę zmian ustrojowych, które miałyby się z tym wiązać dostrzegł już prof. Przystawa na początku lat dziewięćdziesiątych. Zwracam jednak uwagę, że historia z Samoobroną zadaje kłam twierdzeniu, że ordynacja JOW faworyzować będzie najbogatszych, skoro taki twór jak Samoobrona wpisał ją do swojego programu z myślą o najuboższych.

        Piszę tu o Samoobronie, bo to partia koalicyjna, która po dojściu do władzy zmierza do czegoś zupełnie innego – blokowania list, które jest jawnym przeciwieństwem JOW-ów – do ordynacji, która jeszcze bardziej, niż obecny system, sprzyjałaby najbogatszym politykom, co tylko potwierdza, że Andrzej Lepper jest oportunistą skłonnym zmieniać poglądy jak rękawiczki, stosownie do sytuacji politycznej i trzeba to napiętnować. Podobny poziom obłudy, selektywności i nadinterpretacji faktów charakteryzuje dziś Jarosława Kaczyńskiego. Ordynację JOW wpisał też przecież do swojego programu Ruch Odbudowy Polski Jana Olszewskiego, do którego Kaczyńscy nie kryją sentymentu, wpisał też AWS, w którym Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości, przy czym po wyborach 1997 roku szybko zapomniał. W poprzedniej kadencji Sejmu takiej ordynacji bronili zaś nie tylko posłowie PO, dzięki którym udało się wywalczyć bezpośrednie wybory prezydentów, wójtów i burmistrzów miast, ale m.in. Gabriel Janowski i dr Gabriela Masłowska z LPR, którzy nawet powołali Zespół Poselski ds. JOW w grudniu 2003 r.

        Jednak wkrótce posłowie PO pokazali jak bardzo palą się do zmiany ordynacji do Sejmu. Kiedy w 2005 roku odbywała się w Warszawie ponad tysięczna manifestacja Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, żaden z posłów tej partii nie wyszedł do jej uczestników. Przywódcy PO doskonale rozumieli, że gdyby wyszli do tej demonstracji i zmobilizowali do niej również szeregi swej partii, o tym wydarzeniu głośno byłoby w całej Polsce i wówczas może udałoby się przeprowadzić referendum i zmianę ordynacji przed wyborami w 2005 roku, tyle że wtedy nie mogłaby wpisać PO projektu zmiany ordynacji od wyborów 2009 roku do swojego programu wyborczego. Co więc zrobiła Platforma? Zebrała 750 000 podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie ordynacji sejmowej już w poprzedniej kadencji Sejmu, złożyła go, ale wcale nie spieszyło się jej z tym referendum. Ma teraz straszaka na koalicję, która nie chce tego referendum. Oj, szykuje się kolejna burza!

        Warto jednak o tych przemilczanych faktach pamiętać w sytuacji, gdy koalicja nie pytając nas o zdanie zmierza do blokowania list, a wniosek o referendum w sprawie JOW, podpisany przez 750 000 obywateli różnych poglądów politycznych, leży od 3 lat u kolejnych marszałków Sejmu, którzy nawet nie raczą się tym zająć. Na stronie www.jow.pl ludzie różnych poglądów namawiają więc na JOW, ale w przeciwieństwie do rządzącej koalicji stwierdzają jednoznacznie: niech w sprawie ordynacji wyborczej do Sejmu i samorządu wypowie się społeczeństwo, nie tylko partyjni liderzy! Tymczasem wysłuchanie publiczne w sprawie ordynacji samorządowej zostało w ubiegłym roku przez rząd odwołane, bo rząd nie chciał pytać ani szarych obywateli, ani nawet prezydentów miast czy marszałków województw o zdanie na temat blokowania list partyjnych. Natomiast partie polityczne w bezpośrednich wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, jakie odbywają się od 2002 roku, już drugi raz z rzędu poniosły sromotną porażkę, znów 3/4 naszych wybrańców to kandydaci bezpartyjni. Świadczy to o głęboko już zakorzenionym kryzysie prestiżowym polskich partii politycznych i ich słabości w samorządzie, bo dla wielu najlepszych kandydatów na wysokie funkcje publiczne i ich wyborców partie nie są tu do niczego potrzebne. Pytam więc Jarosława Kaczyńskiego, kiedy to państwo odwrócone tyłem do obywatela, o którym mówił w kampanii wyborczej, zacznie załatwiać sprawy zwykłych ludzi, skoro nie potrafi się nawet zająć wnioskiem o referendum w sprawie własnego ustroju, ani ich wysłuchać? Dziś nie wystarczy już jednak pytać i prosić, trzeba podjąć bardziej zdecydowane działania. Żarty się skończyły. Już nie uciekniemy od odpowiedzialności.

        Jak to możliwe, że dziś w 40-milionowym kraju w środku Europy można własny naród dyskryminować, odmawiając mu prawa do referendum w bardzo poważnej sprawie, podczas gdy Unia Europejska potępia nas za jakichś gejów, za jakieś lesbijki, to za antysemityzm, to dyskryminację mniejszości, to za ksenofobię, to znów nietolerancję, której w gruncie rzeczy w podejściu do naszego systemu wyborczego więcej jest względem polskich obywateli niż np. Mniejszości Niemieckiej? Czy we współczesnym świecie i w naszym kraju nie można nas już bardziej upokorzyć i upodlić?! Jak pisze Janusz Sanocki: Nie możemy liczyć, że to, co musimy zrobić sami, zrobią za nas inni: Papież, Ameryka, Unia Europejska, Platforma, nowe wybory. Nowe wybory już były, zmiany polityczne już były. Potrzebne są głębokie zmiany ustrojowe, a tych bez przymuszenia polityków nie przeprowadzimy. Polskę musimy naprawić my sami, my woJOWnicy, my społeczeństwo, Polacy. Musimy tylko odważnie wyjść na ulice, odmówić poparcia wszystkim obecnym partiom, nie dać się nabrać na kolejne przedwyborcze obietnice. Musimy walczyć o odzyskanie naszych obywatelskich praw, które zabrał nam obecny system wyborczy. O przywrócenie odpowiedzialności posłów przed wyborcami, a nie przed partyjnymi kacykami.

        Dlatego nasz ruch przyjmie zaproszenie Jerzego Kropiwnickiego i zmobilizuje się do Łodzi na pokojową manifestację i konferencję naukową. Z pewnością łodzianie woJOWników zrozumieją i wielu przyłączy się do tego pochodu – w końcu my też jesteśmy po ich stronie i z nimi się solidaryzujemy. Rozumiemy absurd sytuacji, w której najpierw obiecuje się autostradę i obwodnicę, a potem wytycza trasę omijającą duże miasto w środku Polski szerokim, nieekonomicznym łukiem. Z myślą o przyszłości, nie tylko Polski jako całości, ale i naszych małych ojczyzn, trzeba walczyć o taki system wyborczy, w którym danego słowa nie będzie opłacało się tak lekceważyć, bo nie wystarczy, że Jarosław Kaczyński zapierał się w kampanii parlamentarnej: Dotrzymujemy słowa!

 

 

About Krzysztof Kowalczyk

uczestnik Ruchu JOW od 2007 r.; wiceprezes okręgu lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz’15

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.