Niezwykła, jedyna w swoim rodzaju I Rzeczpospolita, owoc trudu dziesiątków pokoleń, miała w swojej konstrukcji wadę ustrojową, która w ogromnym stopniu przyczyniła się do jej upadku i zniknięcia z mapy Europy. Wadą tą była zasada liberum veto, przez 160 lat uważana za jeden z kanonów wolności obywatelskiej. To unikalne społeczeństwo, przez nieżyczliwych krytyków wyszydzane i pokazywane, jako przykład warcholstwa, nierządu i anarchii, kierowało się potrzebą szerokiego konsensu, zgody, umowy obywatelskiej przez wszystkich akceptowanej. Uzyskanie takiej zgody było nie lada wyczynem, proces dochodzenia do niej budował postawy obywatelskie, uczył odpowiedzialności za państwo. Jak pisze brytyjski historyk: Proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji. (Norman Davies, Boże Igrzysko, s. 316, ZNAK, Kraków, 2002)

Ta zbiorowa intuicja strzegła Rzeczpospolitą dobrze przez ok. 160 lat, do czasu, gdy w 1652 roku, przekupiony przez Janusza Radziwiłła, poseł Jan Siciński, po raz pierwszy skorzystał z tego prawa i zerwał Sejm. Wtedy to wrogowie Rzeczypospolitej odkryli złowrogie możliwości tego przepisu i już do końca jej dni, wykorzystywali go w sposób bezwzględny i cyniczny. Jak wiemy, caryca Katarzyna stanęła zbrojnie w obronie tej kardynalnej wolności i przeciwstawiła się zdecydowanie zamiarom reformatorów. Ale fakt, że pomimo tej wady I Rzeczpospolita przetrwała ponad trzy stulecia może być prawdziwym powodem do dumy z naszej narodowej spuścizny. Było to możliwe dzięki pewnym zapomnianym zaletom tego narodu: umiłowaniu wolności, szlacheckiej godności i dumy, a przede wszystkim czemuś, co ten sam Norma Davies określił jako patriotyzm, który przybrał wymiar religii. (Norma Davies, Serce Europy, ANEKS, Londyn, 1995).

Ta religia patriotyzmu pozwoliła Polakom przetrwać noc rozbiorów i pozwoliła na powstanie II Rzeczypospolitej. Nowa Rzeczpospolita, powstała z scalenia trzech rozbiorów, różnych tradycji, doświadczeń cywilizacyjnych, języków, obyczajów, systemów prawnych i kultur politycznych, dokonała ogromnego wysiłku edukacyjnego i przez 20 lat swego istnienia wychowała niezwykłe pokolenie patriotów i obywateli. Niestety, z przyczyn, których warto dociekać, zafundowała sobie kolejną wadę ustrojową, która od początku korodowała jej system państwowy. Tą wadą była niemądra, korupcjogenna, dezintegrująca organizm państwowy, ordynacja wyborcza do Sejmu. W wyniku tej wady, w ciągu 21 lat państwo polskie miało 32 premierów, czyli, średnio, jednego premiera na nieco dłużej niż pół roku. To ta wada była główną przyczyną rozlewu krwi podczas Zamachu Majowego i przy innych okazjach i to ta wada kazała poszukiwać remedium w zapędach dyktatorskich i innych karkołomnych próbach naprawy. Naturalnie, że przy takim sposobie rządzenia trudno było odpowiednio przygotować się do historycznych wyzwań, do skutecznego przeciwstawienia się zagrożeniom ze Wschodu i Zachodu. Tę opłakaną sytuację łagodziła ta sama religia patriotyzmu, która kazała obywatelom Rzeczypospolitej dawać heroiczne przykłady ofiarności i oddania sprawie publicznej. I nie tylko tym szarym obywatelom, zwykłym polskim patriotom, ale także i wielu z tych na górze, dla których słowa Polska, dobro Ojczyzny, dobro wspólne nie były słowami pustymi, retorycznymi chwytami używanymi dla zamaskowania ich egoistycznych i niecnych intencji.

III Rzeczpospolita, powstała na gruzach komunizmu, z powodów, których też warto dociekać, zafundowała sobie podobną, a de facto, tę samą wadę ustrojową, zatruwającą życie publiczne międzywojennej Polski: partyjną ordynację wyborczą do Sejmu, którą uparto się nazywać proporcjonalną, chociaż z pojęciem proporcji ma niewiele wspólnego. Skutkiem tej wady, podobnie jak przed wojną, jest dezintegracja sceny politycznej, rozbicie partyjne, potępieńcze swary i waśnie i cały ten nieustanny, gorszący spektakl, który trwa nieprzerwanie od 18 lat. W odróżnieniu jednak od II Rzeczypospolitej, dzisiejsza nie ma już tych soków życiowych, tych sił zdrowego, wolnego, dumnego organizmu, które pozwalały Polakom tamtego pokolenia kochać swoją ojczyznę, poświęcać się dla niej, czerpać optymizm i energię z tego niebywałego wyczynu, jakim było zbudowanie – po latach niewoli, swojego państwa i tego niezwykłego wyczynu, jakim była bohaterska obrona tego państwa przed nawałnicą sowiecką. Nie ma przede wszystkim tej niezwykłej, wyjątkowej kadry nauczycieli – edukatorów, którzy potrafili w swoich wychowanków zaszczepić i rozwinąć te cnoty, bez których niemożliwe jest trwałe istnienie wolnego i niezależnego narodu. Wspólnym wysiłkiem niemiecko-sowieckim te kadry nauczycieli i wychowawców zostały wytrzebione, a pół wieku komunistycznej edukacji, płukania mózgów i postaw obywatelskich wyprodukowało społeczeństwo chore, obolałe, bez wiary we własne siły i bez zaufania do swoich umiejętności i możliwości. Jest faktem wielokrotnie stwierdzonym przez socjologów, że polskie społeczeństwo charakteryzuje zaniżona samoocena, że sami oceniamy siebie gorzej, niż najbardziej nieżyczliwe nam narody. Jest to element całkowicie nowy, zupełnie nieznany obywatelom tak I, jak II Rzeczypospolitej.

Na tę chorobę, chorobę niewiary w swoje możliwości i braku zaufania, nie pomógł krótkotrwały, niezborny i amatorski wysiłek Solidarności i podziemnego ruchu oporu. Tego wszystkiego było za mało, żeby przygotować kadry i odbudować obywatelskie umiejętności, niezbędne do budowy i trwania samodzielnego państwa. Nie mówiąc o tym, że wrogowie Polski nie zasypali gruszek w popiele i cały czas działali, systematycznie i wytrwale, żeby do takiej odbudowy postaw i sprawności nie dopuścić. A kiedy, niczym feniks z popiołów pojawiła się III RP, to w przeciwieństwie do II nie przyciągnęła ona z powrotem swoich dzieci, rozrzuconych po świecie, gdzie zdobywali kwalifikacje jakże potrzebne ich Ojczyźnie. Jak wiemy do II Rzeczypospolitej ciągnęli z emigracji polscy profesorowie, uczeni, inżynierowie, budowniczowie – w niej bowiem zobaczyli szansę swojej samorealizacji. III Rzeczpospolita nie tylko nie przyciągnęła znaczącej liczby Polaków z emigracji, ale przeciwnie, jesteśmy świadkami niebywałego exodusu, ucieczki setek tysięcy, może już nawet milionów, najbardziej energicznej i przedsiębiorczej części społeczeństwa. Zaginął gdzieś religijny patriotyzm Polaków, nie tak dawno na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się debata oxfordzka, której mottem było Patriotyzm nie ma przyszłości!

Polska młodzież akademicka, ta właśnie, która ma budować i rozwijać państwo, pozostała w rękach starych mistrzów, w rękach propagatorów pseudonauki, pseudowiedzy, pseudowychowców pseudoobywatelskich postaw. Nie przeprowadzono bowiem żadnej weryfikacji kadr nauczycielskich i wszyscy ci, którzy dokonali takich spustoszeń w umysłach pokoleń młodzieży pozostali na swoich stanowiskach i nadal sprawują akademicki rząd dusz. Trudno się dziwić, że młodzież, która ma takich wychowawców, marzy tylko, żeby jak najszybciej wyjechać, gdzie tylko się da.

Wada konstrukcyjna III RP – fatalna, korupcjogenna ordynacja wyborcza jest mechanizmem, który za każdym obrotem maszyny wyborczej wyrzuca z siebie coraz gorszy produkt, ludzi coraz marniejszej jakości, coraz bardziej nieodpowiedzialnych, coraz bardziej cynicznych, coraz bardziej zapatrzonych tylko w osobistą karierę i dobrobyt. Widzimy to doskonale po poziomie debaty publicznej, po oratorskich popisach zapatrzonych w siebie, prymitywnych, niewykształconych i niewychowanych amatorów, którzy bez zażenowania demonstrują nam nieznajomość języka polskiego, brak wykształcenia, manier i kultury, a za to bezczelność i hucpiarską pewność siebie. Wszystkie te postawy umacniają i wspierają media, od dawna już nie kierujące się interesem polskim, lecz swoich – najczęściej zagranicznych – mocodawców .

Premier już prawie ogłosił datę nowych wyborów. Podobnie wypowiedzieli się liderzy największej partii opozycyjnej. Kampania wyborcza już się rozpoczęła, partie już emitują w telewizji swoje spoty wyborcze.

Czego oczekują politycy III/IV RP po nowych wyborach? Na co liczą? Czy liczą na ustabilizowanie się sceny politycznej, na wyłonienie stabilnej większości, stabilnego rządu, który będzie w stanie rozwiązać narosłe problemy? Jarosław Kaczyński oświadczył w wywiadzie dla tygodnika „Wprost”, że jeśli w nowym Sejmie nie będzie miał 280 mandatów, to jako były szef partii politycznej będzie w samotności dumał nad niewdzięcznością Polaków! Jarosław Kaczyński naprawdę wierzy, że po nowych wyborach będzie miał w Sejmie absolutną większość? Bo zamiast wyborów urządzi nam plebiscyt?

Każdy przytomny człowiek, rozumiejący działanie mechanizmów wyborczych, wie, że taka ordynacja jak w Polsce czyni taki wynik wyborów praktycznie niemożliwym do uzyskania. Poucza o tym nie tylko doświadczenie 18 lat postkomunizmu w Polsce, ale także doświadczenie wszystkich innych krajów wokoło. Co więcej, tego samego uczy doświadczenie państw zachodnich, które podobne mechanizmy wyborcze stosują. Jarosław Kaczyński wierzy w swoją gwiazdę i umiejętność sprawiania cudów. Jak dotąd nie bardzo się z tym popisał, ale wolno mu. Jego cyniczni przeciwnicy upatrują innych powodów jego pośpiechu z ogłoszeniem nowych wyborów: problemy z rozliczeniem minionej kampanii wyborczej i potrzebę uprzedzenia niekorzystnego wyroku Sądu Najwyższego w tej sprawie.

To można zrozumieć. Ale na co liczy Platforma Obywatelska? Że ta sama farsa powtórzy się przy zamianie ról i że to posłowie PO i ich drużynnicy czerpać będą korzyści ze sprawowania urzędów państwowych i posad towarzyszących? Bo przecież nie liczą na to, że Platforma, jak Kaczyński, zdobędzie 280 mandatów i będzie samodzielnie rządziła?

Ile lat jeszcze będziemy chodzić w kółko, z tą samą chorobą w środku, trzymając się za brzuch? Czekamy na miłosierdzie Unii Europejskiej, która wreszcie przyśle tu swoich komisarzy, aby zaprowadzić trochę porządku w tym państwie sezonowym, które samo nie jest w stanie zagospodarować swoich historycznych możliwości? Czy na jakiś desperacki wybuch społeczny, bo zegar historii pokazuje, że co pewien czas w Polsce musi się coś stać, aby wypuścić parę z polskiego kotła? Czy to, co stanowiło wyróżnik obywateli I i II Rzeczypospolitej, ich troska o swoje państwo, zostało już całkiem wykorzenione i pozostali tylko pieczeniarze bez sumienia? Czy naprawdę nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z wadą ustrojową, którą dzisiaj wskazać potrafi już bez mała każde dziecko?

Wrocław, 11 sierpnia 2007

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.