/Rzecz o zoligarchizowanym państwie i ułomnej demokracji

Rzecz o zoligarchizowanym państwie i ułomnej demokracji

(w polemice z Aleksandrem Smolarem)*

W wywiadzie, jaki Aleksander Smolar udzielił "Rzeczpospolitej" [1], zawarty jest swoisty rdzeń myślenia apologetów III RP, a zarazem klucz do zrozumienia tkwiącej w tym myśleniu ideologii. A. Smolar to jeden z najwybitniejszych ideologów [2] i polityków współtworzących struktury polityczne i gospodarcze Polski od 1989 roku. A przy okazji prezentacji swych merytorycznie nieistotnych argumentów przeciw polityce, jak ją nazywa braci Kaczyńskich, zawarł fundament logiczny i moralny obrońców państwa, jakie wyrosło w trakcie tzw. transformacji ustrojowej.

Słabe i skorumpowane demokratyczne państwo prawa

Obraz współczesnego państwa polskiego, jaki przedstawia A. Smolar, to z jednej strony demokratyczne i konstytucyjne państwo prawa, a z drugiej państwo słabe i skorumpowane. Dla A. Smolara nie ma w tym sprzeczności. Konstytucyjne państwo prawa jest bowiem utworzonym w wyniku transformacji po 1989 roku trwałym fundamentem, stałą strukturą, zaś jego słabość i skorumpowanie jest czasową koniunkturą. Jest pozostałością czasową po upadku PRL-u oraz wynikiem ogólnych zaniedbań i efektem słabości rządu H. Suchockiej, korupcji rządu J. Buzka, a nade wszystko ogromnej skali procesów korupcyjnych rządu L. Millera. Takie przedstawienie tworzy ideologiczny obraz strukturalnego sukcesu w stworzeniu demokratycznego państwa prawa, przy koniunkturalnych porażkach jego funkcjonowania.

Ten sukces jest zaś tylko efektem niezwykle udanej transformacji ustrojowej po 1989 roku, czyli okresu wielkich osiągnięć Polski po 1989 roku, uznawanych na całym świecie, dzięki czemu osiągnięto demokrację, wolny rynek, prawa człowieka, pluralizm polityczny, partie, wolne media, NATO, Unia Europejska. (Można by wręcz powiedzieć – koniec historii czy jak łagodniej twierdzi A. Smolar – pustka ideowa i pytanie co dalej?)

Ten ideologiczny mit – strukturalny sukces budowy nowego państwa a koniunkturalne porażki jego funkcjonowania, daje się uogólnić na całą sferę polityczną, gospodarczą, a w rezultacie i społeczną. W konsekwencji też zupełnie nieistotne są rezultaty wielkich osiągnięć Polski po 1989 roku dla znacznej części społeczeństwa, które poniosło olbrzymie koszty transformacji. Tu wręcz rząd Prawa i Sprawiedliwości może nawet odegrać jego zdaniem pewną pozytywną rolę, jeśli uda mu się trwale wkomponować te grupy w demokratyczny proces polityczny, dać im poczucie przynależności do Polski, która wygrywa. Sukces ma bowiem wymiar historyczny i strukturalny, a treść życia milionów marginalizowanych ludzi w ramach tego historycznego sukcesu ma wymiar jednostkowy i koniunkturalny, gdyż przemijający (biologicznie).

W takim ideologicznym obrazie historycznego sukcesu każda zasadnicza krytyka konstytucyjnego państwa prawa jako strukturalnego efektu musi być traktowana przynajmniej jako niebezpieczny radykalizm czy rewolucyjne fantasmagorie.

Naszym zdaniem ten obraz polskiego państwa, a de facto zasadniczych struktur polskiej rzeczywistości ostatnich 17 lat jest zasadniczo fałszywy i nie uwzględnia dzięki ideologicznemu wypieraniu prawdy o strukturalnych cech państwowości III RP.

Miękkie państwo III RP

W istocie bowiem zbudowane w ciągu ostatnich 17 lat państwo III RP okazało się być tzw. miękkim państwem, używając określenia szwedzkiego ekonomisty i socjologa Gunnara Myrdala [3]. Okazało się być europejską wersją państwa o cechach zbliżonych, choć nie tożsamych, do cech państw tzw. III Świata, a mówiąc bardziej precyzyjnie zoligarchizowanym państwem semiperyferyjnego kapitalizmu zależnego [4]. Jest to państwo miękkie wobec silnych zewnętrznie i wewnętrznie, natomiast twarde wobec własnych obywateli. To państwo, o czym już namacalnie można się było przekonać dzięki pracom sejmowych komisji specjalnych w sprawach afery Rywina, afery Orlenu i afery PZU-Życie, charakteryzuje się trzema cechami. Po pierwsze cechuje je niski stopień skuteczności i efektywności działania aparatu państwowego, aż po niemożność rozwiązania trwałego szczególnie trudnych spraw, w tym dotyczących bezpieczeństwa egzystencjalnego milionów Polaków. Wyrazem tego jest trwała niezdolność do stopniowej nawet poprawy w tak fundamentalnych sprawach, jak stale niezwykle wysoki poziom bezrobocia czy wysoce niesprawna służba zdrowia przy kolejnych nieudanych jej reformach. Samodzielnym tego dowodem jest sposób przeprowadzenia prywatyzacji majątku państwowego w formule latynoamerykańskiej w postaci wyprzedaży, aż do skali rozbioru gospodarczego, enklaw nowoczesności i rentowności zagranicznym korporacjom za 4,5 – 5% wartości odtworzeniowej [5]. To zasadniczo opóźnia rozwój ekonomiczny i jest dziś kluczową barierą rozwoju innowacyjnej struktury gospodarki kraju.

Po drugie charakteryzuje się niskim stopniem praworządności i służebności publicznej władzy państwowej, aż po samowolę i anarchię w poszczególnych korpusach cywilnych aparatu państwa. Szczególnie niebezpiecznym tego dowodem było zablokowanie przez korpus sędziowski w 1997 roku wykonania ówczesnej wersji ustawy lustracyjnej, o działaniu korpusu służb specjalnych nie wspominając, gdyż zasługuje ono na odrębną analizę.

Po trzecie wreszcie cechuje się wysokim stopniem korupcji finansowej i politycznej aparatu państwowego, aż po kryminogenność i kryminalność poszczególnych praktyk tego aparatu. Potwierdzał to w pełni, na długo przed tzw. aferą Rycina, jeszcze w 1999 roku raport Banku Światowego, mówiący o praktykach kupowania ustaw w Sejmie III RP za 3 mln dolarów, a blokowania ustaw za 0,5 mln dolarów [6].

Cechy strukturalne a nie koniunkturalne

Te trzy cechy czynią z III RP państwo niebezpieczne dla przyszłości swych obywateli.
Co wszakże jest najważniejsze, to fakt, iż te trzy cechy miękkiego państwa, są cechami strukturalnymi, a nie koniunkturalnymi. Nie są zależne ostatecznie i długofalowo ani od zmiennych układów partyjnych w parlamencie, ani osobowych składów samych partii. Układ sił partyjnych w Sejmie oraz skład osobowy samych partii ma oczywiście znaczący wpływ na funkcjonowanie państwa, o czym świadczy znaczne, choć fragmentaryczne i płytkie, ograniczenie negatywnych skutków miękkości państwa pod rządami partii Prawa i Sprawiedliwości i jego koalicjantów w postaci Samoobrony oraz Ligii Polskich Rodzin. Jest to jednak wpływ koniunkturalny i dość łatwo odwracalny przy zmianie układu sił politycznych w Sejmie. Moim zdaniem te trzy cechy są bowiem niezmienialnymi w ramach ustrojowych rozwiązań III RP, co dobitnie dowiodło poprzednie 16 lat.

Przy takiej diagnozie powstaje pytanie o to, jakie ustrojowe rozwiązania oraz jakie ustrukturyzowane siły społeczne za tak wysokim stopniem nieudolności, niepraworządności i korupcji w III Rzeczpospolitej stoją i co je odtwarza stale i na nowo, mimo zmieniających się rządów poszczególnych konstelacji partyjnych.

Zadanie takiego pytania jest możliwe tylko przy odrzuceniu ideologicznego mitu o strukturalnym sukcesie konstytucyjnego państwa prawa.

Demokracja elit

W ramach zaś mitu strukturalnego sukcesu z wypowiedzi A. Smolara wyłania się ideologicznie określany obraz polskiej demokracji, jej sukcesów i zagrożeń. Jest to obraz nowoczesnej demokracji rozumianej jako zabezpieczone odpowiednimi normami konstytucyjnymi w swej autonomii i niezależności rządy elit politycznych, administracyjnych, menadżerskich i sądowniczych w imieniu państwa i społeczeństwa, acz przy zasadniczym ograniczeniu za pomocą tychże norm konstytucyjnych woli i roli większości. W tym liberalno-demokratycznym modelu zagrożeniem jest większość, a zwłaszcza jej dominująca część w postaci społecznej i mentalnej prowincji, tej Polski, która przegrywała czasy transformacji, a której odzwierciedleniem jest rząd Jarosława Kaczyńskiego. To te rządy zagrażają liberalno-demokratycznemu modelowi demokracji i chcą zlikwidować i osłabić wszelkie zabezpieczenia przed tym, co się nazywa tyranią większości. W tym ideologicznym przedstawieniu nowoczesnej demokracji, arbitralność i niestabilność ma swe źródła w polityce i procesach politycznych, a jak należy wnioskować nade wszystko w demokratycznych wyborach i ich nieprzewidywalności. Źródłem zaś możliwej tyranii, a więc negacją demokracji, jest większość, której prawa należy ograniczyć. Obecne zaś rządy są niebezpieczne, gdyż tworzą możliwość eliminacji czy przynajmniej osłabienia wszelkich ograniczeń dla "woli ludu" oraz promują demokrację nieliberalną, populistyczną, jakobińską [7].

Z jednej więc strony, czemu A. Smolar nie zaprzecza, choć explicite nie potwierdza, że demokracja to rządy większości i procedury, które wolę i rolę większości w procesach politycznych winny zapewnić. Z drugiej zaś strony w ideologicznym obrazie A. Smolara, ta większość z natury tyraniczna, populistyczna i jakobińska ma być trzymana w politycznych ryzach, aby to elity establishmentu państwowego, a więc elitarna mniejszość mogła mieć zapewnioną niezależności i autonomię rządzenia państwem. Dla A. Smolara nie ma w tym sprzeczności, gdyż większość ma być de facto przedmiotem, obiektem procesów politycznych, których podmiotem, subiektem są elitarne mniejszości, tak jak to się działo od Okrągłego Stołu czyli okresie wielkich osiągnięć Polski. Tak jak treść życia milionów Polaków w ramach historycznego sukcesu transformacji, jest czymś mało istotnym, bo jednostkowym i koniunkturalnym – przemijającym czasowo, tak rola większości w demokratycznych procesach politycznych powinna być równie mało istotna, bo przedmiotowa i bierna. Rolą elit nie jest bowiem kreatywne przewodzenie większości lecz zagwarantowane przedmiotowością i biernością większości autonomiczne sprawowanie władzy.

Ta przedmiotowość i bierność była przy tym zabezpieczana medialnie istnieniem stref ciszy czyli obszarów wyłączonych przez rządzące elity z debaty publicznej. Strefy ciszy medialnej, a więc i publicznej były określane tak, aby nie tylko ułatwiać prowadzone polityki, ale przede wszystkim wygaszać prewencyjnie możliwe pola aktywności publicznej większościowych zbiorowości społecznych. Pod szczególnym nadzorem znajdowały się decydujące dla aktywności i podmiotowości większości społeczeństwa motywy narodowe i patriotyczne, bez których atomizacja społeczeństwa i jego pasywność jest nieuchronna.

Przez ostatnie 17 lat nigdy też nie była możliwa publiczna debata na podstawowe dla egzystencji państwa i społeczeństwa kwestie. Przestrzeń dyskursu publicznego została określona przez oligopolistyczne media, tak aby wyeliminować z niego wszelkie fundamentalne pytania o to, skąd przychodzimy, kim jesteśmy, a zwłaszcza dokąd zmierzamy. Dlatego w Polsce nigdy nie doszło i nie dochodzi do publicznej debaty na decydujące problemy jak formuła prywatyzacji, kształt demokracji, rola i charakter państwa itp., itd. Głębokość nieformalnej cenzury merytorycznej sięgała i sięga nawet takich pozornie neutralnych tematów jak obowiązująca w Polsce ordynacja wyborcza czy istnienie drugiego dna afery FOZZ-u.

Panowanie oligarchicznej sieci

Obraz polskiej demokracji przedstawiony przez A. Smolara jest całkowicie sprzeczny z obrazem, jaki odsłoniły prace trzech kolejnych sejmowych komisji specjalnych w ostatnich latach. Jest to obraz ukazujący znaczącą fasadowość polskiej demokracji. Demokratyczne procedury podejmowania zasadniczych decyzji, dotyczących polskiego państwa i gospodarki, okazały się być tylko w badanych przez sejmowe komisje specjalne fasadą dla rzeczywistych ośrodków władzy i rzeczywistych nieformalnych oraz nielegalnych sposobów podejmowania kluczowych decyzji. Polski parlament z jego demokratycznymi procedurami okazał się być w sposób istotny atrapą demokratycznej władzy, za którą kryją się nielegalne i niewidzialne ośrodki decyzyjne.

Prace tych komisji ujawniły, że za fasadą demokracji ukrywała się (i jak jestem przekonany nadal ukrywa się) faktyczna władza o panującym charakterze oligarchicznej sieci – polskiej oligarchii finansowo-politycznej, nazywanej politycznie układem. Ta sieć panowania o nieformalnym charakterze sprawowana jest za pośrednictwem podporządkowanych elit politycznych, administracyjnych, menadżerskich i sądowniczych w samym państwie, a także poszczególnych jego segmentów, jak choćby służby specjalne. Szczególnie istotna była i jest w tym panowaniu podległość mass-mediów, które określają struktury zbiorowego myślenia i są kluczowe dla wyników wyborczych w tej formule partyjnych wyborów do Sejmu.
Ta oligarchiczna sieć w polskiej przestrzeni politycznej jest nieco analogiczna do kosmicznej czarnej dziury, gdyż jest bezpośrednio i w sposób przez nią zamierzony, a przy tym profesjonalnie zrealizowany dzięki udziałowi środowiska służb specjalnych, nieidentyfikowalna. Wyjątkami są poszczególne osoby o trudnych do ustalenia pozycjach w sieci i zmiennych ośrodków koncentracji węzłów sieci typu ośrodek poprzedniego prezydenta. Ale choć ciemne jądro oligarchicznej sieci jest zasadniczo niewidzialne i choć było tylko fragmentarycznie odsłonięte na krótko przez komisje specjalne, to sposób funkcjonowania i ruchy podporządkowanego czy tylko zależnego otoczenia od parlamentu, przez poszczególne segmenty aparatu państwa, mass-mediów oraz wymiaru sprawiedliwości, potwierdza precyzyjnie nie tylko jego istnienie, ale i główne punkty położenia [8].

Ta funkcjonująca poza wszelką kontrolą publiczną i wiedzą szerokiej opinii publicznej, poza wszelką odpowiedzialnością oligarchiczna sieć o charakterze społecznej koterii, zwana układem, zawłaszczyła w sposób istotny w procesie transformacji polskie państwo i stale oraz na nowo go zawłaszcza. Ta sieć oligarchicznej władzy, wokół której krążyła i w dużym stopniu nadal krąży polska klasa polityczna, jest autorem i reproduktorem miękkiego państwa III RP.

Dla A. Smolara nie istnieje zjawisko sieci oligarchicznej w Polsce. Unika również w pełni świadomie ustosunkowania się do przejmowania przez ludzi z kręgu PZPR przedsiębiorstw i banków przechodzących do sfery wolnego rynku, o co pyta go prowadzący wywiad Igor Janke. Ten unik jest nieprzypadkowy, podobnie jak i nie podejmowanie kluczowej dla wyniku polskiej transformacji formuły prywatyzacji majątku narodowego. A. Smolar ma bowiem świadomość, iż podjęcie tych tematów zburzyłoby jego przedstawianie transformacji i jego samego zmusiło do podjęcia problemu istniejącej strukturyzacji życia społecznego i politycznego współczesnej Polski.

Oligarchizacja państwa

Sieci oligarchiczne istnieją w wielu państwach, jak choćby sieć oligarchii finansowej Wschodniego Wybrzeża USA. Tyle, że nie były one w stanie i nie są w stanie zawłaszczyć własnego państwa. I państwa te w przeciwieństwie do III RP nie mają charakteru zoligarchizowanego. A decyduje o tym, moim zdaniem, siła procedur demokratycznych, podporządkowujących aparaty państwowe tamtejszym elitom politycznym, a te zaś podporządkowując czy tylko silnie uzależniając politycznie od największych zbiorowości społecznych kraju.

Łatwe możliwości zawłaszczenia aparatów polskiego państwa przez oligarchiczną sieć jest możliwe dzięki łatwości podporządkowywania tychże aparatów i samej klasy politycznej. Są one bowiem silnie autonomiczne i bardzo słabo uzależnione od największych zbiorowości społecznych.

Dodajmy, że jest to przejaw szerszej sytuacji przewidywanej i analizowanej już przez teoretyka biurokracji Maxa Webera [9]. Biurokracja państwowa jako administracja, aby być sprawna i racjonalna zdaniem M. Webera musi być podporządkowana i kontrolowana społecznie. W sytuacji, gdy biurokracja jako administracja państwowa przestaje być kontrolowalna politycznie czy ekonomiczne, staje się irracjonalna i nieskuteczna. Taka sytuacja powstaje wtedy, gdy biurokracja ma możliwość określania celów istnienia i rozwoju państwa, a formalne mechanizmy jej kontroli stają się fikcyjne. Zdaniem samego M. Webera dzięki brakowi kontroli politycznej i podporządkowania politycznego i ekonomicznego biurokracja jako administracja traci wszelką racjonalność w swych działaniach. Racjonalność biurokracji jako administracji przechodzi w irracjonalność biurokracji jako wyodrębnionej grupy władzy.

W polskich warunkach formalnych procedur demokratycznych i gry partii politycznych o władzę, to partyjne biurokracje polityczne stają się rdzeniem wzajemnie przenikających się grup władzy biurokracji aparatów państwowych i gospodarki państwowej.

Te partyjne biurokracje polityczne, nazywane czasem aparatami partyjnymi czy zbyt ogólnikowo klasą polityczną, stanowią społecznie wyodrębnione grupy władzy. Grupy żyjące z władzy państwowej i istniejące wyłącznie dla tejże władzy. I to jej interesom i ambicjom zostały podporządkowane sens i cele istnienia polskiego państwa. A ponieważ niekontrolowana politycznie przez większość społeczeństwa polska biurokracja polityczna została przy tym podporządkowana nieformalnej sieci oligarchicznej, nastąpiło zoligarchizowanie państwa. Dzięki temu nastąpiło zawłaszczenie polskiego państwa i podporządkowanie go sobie.

To układ oligarchiczny wraz z partyjną biurokracją polityczną decydował o procesach transformacji gospodarki, a pośrednio i struktury społecznej i ukształtował je zgodnie ze swoimi grupowymi interesami, motywami i aspiracjami, tworząc stan struktur określany przez Jadwigę Staniszkis jako postkomunizm [10].

Same partyjne biurokracje polityczne traktują w konsekwencji państwo jako wyborczy łup polityczny, dzieląc i obsadzając stanowiska państwowe i publiczne zgodnie z logiką nieformalnych powiązań polityczno-towarzyskich. I to jest zasadniczą przyczyną degradacji procesów rządzenia, administrowania i zarządzania publicznego, w postaci zarówno korupcji, jak i nieudolności, niekompetencji i nieodpowiedzialności. Taka bowiem logika obsadzania stanowisk, wymagających kreatywności i odpowiedzialności w procesach administrowania i zarządzania, tę kreatywność i odpowiedzialność eliminuje ze swej praktyki. Pozycja i stanowisko w strukturze władzy państwa są bowiem niezależne od jakości decyzji i ich kreatywności. Stąd i dobór na stanowiska w aparacie wymagające szczególnej kreatywności oraz odpowiedzialności, jak i pozostawanie i zamiany na tych stanowiskach, mają słaby merytorycznie związek z kwalifikacjami osób dobieranych, pozostawianych oraz zmienianych.

Tworzy to i reprodukuje miękkie państwo, z jego strukturalnymi cechami niskiego poziomu skuteczności i praworządności oraz wysokim poziomem korupcji.

Reprodukcja zoligarchizowanego państwa

Powstanie relatywnie wąskiej grupy społecznej, która ostatecznie zawłaszczyła polskie państwo, było możliwe dzięki skoncentrowaniu w jej rękach olbrzymich aktywów finansowych i politycznych. Geneza oligarchicznej sieci III RP tkwi w przebiegu polskiej transformacji, o której stanowiły przede wszystkim konsekwencje układu Okrągłego Stołu, realizacji planu Georga Sorosa – Jeffreya Saxa nazwanego dla ukrycia jego niesuwerennego charakteru tzw. planem Balcerowicza [11] oraz kluczową rolą tzw. afery FOZZ [12], która umożliwiła poprzez operacje spekulacyjne na polskim zadłużeniu zagranicznym pierwotną akumulację aktywów finansowych polskiej oligarchii rzędu co najmniej kilkunastu miliardów dolarów.

Tu narodziły się główne powiązania, który utworzyły ciemne jądro oligarchicznej władzy.
Powstanie samej sieci oligarchicznej i zawłaszczenie przez nią za pośrednictwem partyjnych biurokracji politycznych polskiego państwa to jedna sprawa, a druga to problem reprodukcji samej sieci i jej panowania. Pytam więc o to, dzięki czemu, dzięki jakim instytucjom i jakim rozwiązaniom ustrojowym następuje reprodukcja sieci oligarchicznej władzy i reprodukowane są w sposób strukturalny możliwości zawłaszczania polskiego państwa w ramach funkcjonującej formuły demokracji parlamentarnej.

Ogólna odpowiedź już padła i było nią stwierdzenie o silnym wyautonomizowaniu i słabym uzależnieniu partyjnych biurokracji politycznych i ich elit od większościowych zbiorowości społecznych kraju, co zresztą jest zgodne z lansowanym przez A. Smolara modelem nowoczesnej demokracji. Nie odpowiada to jednak na pytanie o istotę tej autonomizacji i niezależności polskich elit politycznych.

Sądzę, za Jerzym Przystawą [13], że rozwiązanie ustrojowe, które decyduje o możliwości zawłaszczania polskiego państwa przez układ oligarchiczny i powiązane z nim czy tylko ciążące do niego koterie i grupy biurokracji politycznej, tkwi w sposobie wyłaniania elit państwa oraz charakterze odpowiedzialności tych elit wobec obywateli. Ten sposób i ten charakter nazywa się ordynacją wyborczą do Sejmu [14]. Dlatego do Sejmu, a nie do Senatu, samorządów terytorialnych czy na prezydenta państwa, gdyż w polskich rozwiązaniach ustrojowych faktyczna władza w państwie koncentruje się Sejmie. Kto panuje w Sejmie i nad Sejmem oraz partiami tam zasiadającymi, uzyskuje zasadniczą możliwość panowania w państwie.

Gdyby inaczej potoczyła się historia polskiej transformacji, sprawa ordynacji wyborczej nie byłaby być może tak strategiczna dla naszej przyszłości. Gdyby w jej wyniku nie powstała sieć oligarchiczna, która za pośrednictwem podporządkowanych im koterii i grup biurokracji politycznej stale i na nowo zawłaszcza polskie państwo, wywłaszczając z jego posiadania resztę obywateli, możliwe byłoby mniej lub bardziej efektywne funkcjonowanie demokracji również i w ramach tej obecnej ordynacji partyjnej. Jednak w obecnych warunkach efektem jest ułomna demokracja i zoligarchizowane państwo jako dwie strony tego samego procesu oligarchizującego górne warstwy struktury społecznej i politycznej, a marginalizującego pozostałe warstwy tej struktury.

W polskich warunkach to właśnie obecna ordynacja partyjna nazywana proporcjonalną, jest zasadniczym mechanizmem reprodukcji – odtwarzania i tworzenia na nowo – miękkiego państwa III RP jako efektu jego oligarchizacji i marginalizacji politycznej wyborców.

To ta ordynacja bowiem (1) stale i na nowo reprodukuje personalnie i grupowo ten sam układ polityczny i instytucjonalny, który wyrósł z Okrągłego Stołu, na czele z decydującą rolą ukrytej oligarchicznej sieci, (2) uniemożliwia wyłonienie autentycznych reprezentantów środowisk społecznych i politycznych poprzez start w wyborach środowiskowych liderów, a w ostateczności uformowanie się zdolnej do kreatywności politycznej i działania w kategoriach polskiej racji stanu elit politycznych kraju, (3) tworzy znaczącą fasadowość polskiej demokracji i strukturalnie korupcjogenną sytuację, dzięki odebraniu wyborcom kontroli nad posłami i przesunięciu tejże w ręce bossów i kierownictw partyjnych oraz dzięki koncentracji kontroli nad życiem politycznym w rękach wielkich mediów, przy ograniczaniu przestrzeni politycznego dyskursu.

Ułomna demokracja

Ta ordynacja tworzy warunki rozwoju nie dla demokracji obywatelskiej, ale partiokracji i demokracji elit politycznych. Ta ordynacja odbiera bowiem obywatelowi, czyli większościowym zbiorowością społecznym kraju podstawowe prawo wyborcze – prawo bycia wybieranym, łamiąc obowiązującą Konstytucję. Faktycznie tylko ogólnokrajowa partia posiadająca milionowe finanse może wprowadzić posłów do Sejmu. A obywatel może co najwyżej za przyzwoleniem bossów partyjnych znaleźć się na liście wyborczej [15]. Zaś wyborcy mogą tylko głosować na tych, którzy już zostali na te listy wybrani przez partyjnych bossów. Podporządkowuje też ona posłów ich bossom partyjnym, od których zależy, kto znajdzie się na liście wyborczej i na jakim miejscu. To koncentruje władzę w partii w ich rękach i przekształca partie w formacje mniej lub bardziej wodzowskie, będąc podstawą oligarchizacji również partii politycznych.

Wielkie, wielomandatowe okręgi wyborcze uniemożliwiają kontrolę społeczna i polityczną wyborców nawet nad tak wybranymi posłami. Stąd też płynie olbrzymia władza mass-mediów, które w tej ordynacji mają wyłączność na publiczna kontrolę partii i posłów również w trakcie kadencji. Stąd również kluczowa rola wielkich pieniędzy wyborczych, często niewiadomego pochodzenia, bez których nie sposób dotrzeć do kilkuset tysięcy wyborców w okręgu wyborczym. To zresztą główny powód korupcji w państwie, traktowanym przez tak funkcjonujące partie w ostateczności jako potencjalny łup polityczny.

W tej ordynacji i przy podporządkowaniu mass-mediów oligarchicznej sieci i partyjnej biurokracji politycznej wyborcy, czyli zdecydowana większość społeczeństwa, są politycznie marginalizowani i sprowadzani do roli politycznych obserwatorów wydarzeń. Wybory zaś stają się głosowaniem na medialne wizerunki partii. W konsekwencji podporządkowuje to, jak dowodził Karl Popper, posłów liderom partyjnym, a odbiera kontrolę wyborcom. W gruncie rzeczy system wyborczy reprezentacji proporcjonalnej – pisał K. Popper – odziera posła z odpowiedzialności osobistej. Czyni zeń maszynę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka. Według mnie jest to dostateczny argument przeciwko reprezentacji proporcjonalnej. Albowiem to czego w polityce potrzebujemy, to jednostki zdolne do własnego sądu i przygotowane do ponoszenia osobistej odpowiedzialności [16].

Konsekwencją tej ułomnej demokracji jest też niska jakość klasy politycznej i zła jakość rządzenia, a w konsekwencji i cechy miękkiego państwa, które uniemożliwią w przyszłości szybki rozwój cywilizacyjny Polski. Jej fundamentem jest ordynacja wyborcza, która uniezależnia polityka od wyborców, a w konsekwencji elity polityczne i samo państwo od większości społeczeństwa. Jak dowodził tego Friderick Forsyth komentując tzw. aferę Kohla w Niemczech, to właśnie brak bezpośredniej zależności polityka od wyborcy rodzi poczucie wyższości, a w konsekwencji również arogancję i poczucie bezkarności, aż wreszcie skutkuje korupcją [17]. Ten brak bezpośredniej zależności od wyborcy rodzi bezpośrednią zależność od partyjnych czy innych bossów. W grę wchodzi tu – pisał F. Forsyth – wreszcie lojalność wobec własnej kariery, gdyż posłuszeństwo jest kluczem do otrzymania rokującego miejsca na liście. W ten sposób wodzowie zawłaszczyli sobie aparat partyjny, który przeszedł na ich osobisty użytek. Mają wiec władzę trwałą i absolutną. A władza absolutna prowadzi do przekazywania sobie pieniędzy w Szwajcarii [18].

Jednomandatowe okręgi wyborcze jako fundament twardej Rzeczypospolitej

W tej sytuacji budowę fundamentu twardej Rzeczypospolitej, państwa skutecznego, kreatywnego, praworządnego i nieskorumpowanego, można rozpocząć w sposób demokratyczny wyłącznie poprzez bezpośrednie podporządkowanie posłów wyborcom. Czyli poprzez zmianę ordynacji wyborczej do Sejmu i wprowadzenie ordynacji jednomandatowych okręgów wyborczych [19] w postaci 460 sześćdziesięciotysięcznych okręgów wyborczych, w których wybiera się tylko jednego posła i to tego, który uzyskał większość ważnych głosów. Tylko to zlikwiduje zależność najpierw posłów od liderów partyjnych, a potem Sejmu i później państwa od ciemnego jądra władzy oligarchicznej sieci. Tak jak dowiódł tego włoski przykład wprowadzenia ordynacji większościowej od 1994 roku, co umożliwiło odcięcie państwa od wpływów mafii włoskiej, a następnie jego zasadniczą naprawę.

Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych będzie zmianą ustrojową, gdyż stworzy nowy sposób wyłaniania elit politycznych państwa oraz nowy sposób ich politycznego rozliczania i ponoszenia przez nie odpowiedzialności politycznej. Przewidywane skutki wprowadzenia nowej ordynacji w oparciu o doświadczenia choćby włoskie, brytyjskie czy amerykańskie są trojakie.

Po pierwsze, zostanie pozbawiona możliwości uprawiania polityki większość obecnej polskiej klasy politycznej, a równocześnie rozpadną się prawdopodobnie wszystkie istniejące w Polsce obecne partie polityczne i rozpocznie się tworzenie nowych o odmiennej logice funkcjonowania. Tym samym zostaną przerwane zależności i połączenia z siecią oligarchiczną i korupcyjnymi powiązaniami. Wyborcy z każdego okręgu – twierdził K. Popper – wysyłają swych osobistych przedstawicieli do izby parlamentu. Przedstawicielom tym pozostawiona jest decyzja, czy będą występowali osobno, czy też połączą się z innymi i stworzą partię. Decyzja ta może wymagać wyjaśnienia i obrony przed elektoratem. Obowiązkiem takiego posła jest reprezentowanie interesów wszystkich ludzi, których reprezentuje, zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i wolą. (…) Jest to jedyna powinność i jedyna odpowiedzialność posła, która musi być uznana przez konstytucję. Jeśli uważa on, że ma także jakieś zobowiązania wobec partii politycznej, to wyłącznie dlatego, że poprzez to powiązanie z partią wypełnia on lepiej swój pierwotny obowiązek [20]

Po drugie, rozpocznie się proces wyłaniania autentycznych przedstawicieli środowisk społecznych i politycznych, który w chwili obecnej jest zablokowany mechanizmem ustalania list wyborczych w ordynacji partyjnej. W konsekwencji rozpocznie się proces tworzenia i konsolidacji nowych, autentycznych i (patrz efekt wyborów większościowych prezydentów, burmistrzów i wójtów) kreatywnych elit politycznych polskiego państwa. Utworzy się klasyczny dla krajów o ordynacji większościowej dwubiegunowy układ polityczny, którego partie będą miały charakter konfederacyjno-wyborczy. I będą zmuszone szukać najwartościowszych ludzi na prowincji, aby wygrywać wybory, gdyż głosowanie odbywać się będzie na ludzi w okręgach wyborczych, a nie na medialne wizerunki partii.

Po trzecie i najważniejsze, posłowie, partie polityczne i elity polityczne państwa zostaną bezpośrednio podporządkowani wyborcom, gdyż nie będzie można poza pełnym rozpoznaniem wyborców i ich stałą kontrolą w swym okręgu wyborczym wejść do Sejmu, a szerzej do elity politycznej państwa. Odebrana zostanie zdolność zasadniczego manipulowania opinią publiczną przez mass-media. Posłowie, politycy (i partie), którzy okażą się niewiarygodni czy nieskuteczni będą stopniowo w procesie powtarzalnych wyborów eliminowani. Zostanie uruchomiony mechanizm pozytywnej selekcji do elit politycznych polskiego państwa.

Trzeba tu wszakże podkreślić, że zmiana procedury wyborczego wyłaniania elit politycznych i wprowadzenia ich bezpośredniej zależności od wyborców, to tylko otwarcie możliwości dla procesu gruntowej naprawy państwa. Otwarcie, które nie przesądza o ostatecznych skutkach. Ale bez tego otwarcia ta gruntowna naprawa jest niemożliwa.

Wolność debaty publicznej o demokracji

Jeśli z tej perspektywy spojrzeć na argumentację A. Smolara, to wydaje się ona być ideologicznym uzasadnieniem zoligarchizowanego państwa i ułomnej demokracji polskiej. Jego uzasadnienie liberalno-demokratycznego modelu państwa, dla którego zagrożeniem jest większość i konieczność tworzenia ograniczeń dla woli ludu i zabezpieczeń przed wolą większości to nic innego, jak próba legitymizacji tej sytuacji, w której elity państwa są autonomizowane i uniezależnione do większościowych zbiorowości społecznych kraju. To próba legitymizacji sytuacji, w której panowanie nad państwem oddaje się w ręce nieformalnej sieci oligarchicznej z wszystkimi tego możliwymi konsekwencjami widocznymi zwłaszcza w trakcie prac sejmowej komisji specjalnej do spraw Orlenu.

Jeśli też z tej perspektywy spojrzeć na zarzuty A. Smolara wobec polityki braci Kaczyńskich i na ich radykalizm i niebezpieczne fantasmagorie, to są one całkowicie chybione. Ta polityka bowiem całkowicie mieści się w wyznawanym przez A. Smolara modelu nowoczesnej demokracji, o czym świadczą choćby jednoznaczne wypowiedzi i Jarosława Kaczyńskiego, i Lecha Kaczyńskiego na temat przede wszystkim możliwości wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych oraz ich poparcie, a przynajmniej przyzwolenie na wcześniejsze pomysły zmian w ordynacji wyborczej wzmacniające demokrację elit, a forsowanych przez partię Prawo i Sprawiedliwość.

Deklaracja J. Kaczyńskiego, iż PiS zlikwiduje czworokąt składający się z części służb specjalnych, części środowisk przestępczych, części polityków i części środowisk biznesowych, jak zdefiniował on oligarchiczną sieć, wydaje się być deklaracją woli walki części elit politycznych z dominacją w państwie ciemnego jądra oligarchii finansowo-politycznej, acz bez równoczesnej likwidacji ułomnej demokracji. Jest to wola walki ze zoligarchizowanym państwem, przy woli zachowania ułomnej demokracji. Deklaracja ta w moim przekonaniu jest nie do zrealizowania na trwale bez nowych strukturalnych warunków w postaci ustrojowej zmiany procedury wyborów parlamentarnych.

Droga do naprawy Rzeczypospolitej nie jest jeszcze publicznie wyartykułowana, nie mówiąc o realizacji. Nie jest bowiem nadal spełniony wyjściowy warunek wolności debaty publicznej na ten temat, co potwierdza ułomność demokracji III RP.

*(artykuł odrzucony przez redakcję dwumiesięcznika "Acana")


[1] Rewolucyjne fantasmagorie braci Kaczyńskich. Rozmowa Igora Jankego z Aleksandrem Smolarem, "Rzeczpospolita", 13-14 stycznia 2007

[2] Przez ideologię rozumiem świadomy i niesamoświadomy sposób uzasadniania swego miejsca w świecie społecznym i wynikających z niego interesów, aspiracji i motywów, który umożliwia jego pozytywne przeżywanie i potwierdzanie zasadności tychże. Ideologiem zaś nazywam tego, kto tworzy i rozpowszechnia takie uzasadnienia i wynikający z nich, a zdeformowany tymi uzasadnieniami obraz rzeczywistości.

[3] G. Myrdal, Przeciw nędzy w świecie, Warszawa 1975, s.271-314

[4] Przez państwo zoligarchizowane rozumiem państwo, w którym panowanie polityczne i faktyczna władza ukrywana jest za mniej lub bardziej fasadowymi procedurami i znajduje się w większym lub mniejszym stopniu w rękach ekskluzywnych i zamkniętych społecznie elit dysponujących niemożliwymi do osiągnięcia przez pozostałe zbiorowości kapitałami i aktywami ekonomicznymi, politycznymi i społecznymi. Przez kapitalizm zależny zaś rozumiem taką gospodarkę kapitalistyczną, w której rozwój strukturalny jest pochodną zapotrzebowania zgłaszanego przez gospodarki wysoko rozwiniętych krajów kapitalistycznych. Przez semiperyferyjność natomiast rozumiem takie położenie w światowym systemie gospodarczym, które jest peryferyjne wobec światowych centrów rozwoju gospodarczego i centralne wobec światowych peryferii niedorozwoju gospodarczego.

[5] K. Z. Poznański, Wielki przekręt. Klęska polskich reform, Warszawa 2004, s.41

[6] "Rzeczpospolita", 10.11.2000 r

[7] Sadzę, że strach A. Smolara przed wprowadzaniem tak rozumianej demokracji jest bezzasadny, gdyż nie odnajduję żadnych działań obecnej koalicji, które by do tego zmierzały, zaś konflikty na linii rządowa koalicja versus Trybunał Konstytucyjny pod przewodnictwem Marka Safjana i Narodowy Bank Polski pod prezesurą Leszka Balcerowicza traktuję jako spory wewnątrz elit, niezależnie od racji merytorycznych.

[8] Widocznym efektem siły oddziaływania zoligarchizowanej sieci była parlamentarna i prezydencka kampania wyborcza w 2006 roku, przeprowadzana według jednego scenariusza i tych samych założeń we wszystkich mass-mediach, zarówno publicznych, jak i prywatnych, łącznie z wyeliminowaniem dzięki mediom jednego z czołowych kandydatów, jakim był bez wątpienia kandydat postkomunistycznej lewicy Włodzimierz Cimoszewicz.

[9] M. Weber, Gesamelte Politischen Schriften, Tubingen 1958

[10] J. Staniszkis, Postkomunizm. Próba opisu, Gdańsk 2001

[11] Okoliczności powstania i wdrożenia przygotowanego przez siebie we współpracy z J. Saxem planu nazwanego w Polsce tzw. planem Balcerowicza opisuje jego główny autor G. Soros w swej pracy Underwriting Democracy, The Free Press, New York 1991

[12] Por. M. Dakowski, J. Przystawa, Via. Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski, Warszawa 1992

[13] Por. R. Lazarowicz, J. Przystawa (red.), Otwarta księga. O jednomandatowe okręgi wyborcze, Wrocław 1999

[14] Kluczową rolę skutków obecnej partyjnej ordynacji wyborczej w polski życiu społecznym, gospodarczym i politycznym omawia i analizuje Jerzy Przystawa w swej książce Konieczność nieuświadomiona, Kąty Wrocławskie, 2006.

[15] W Wielkiej Brytanii dla przykładu, gdzie obowiązuje większościowa ordynacja wyborcza, aby zostać posłem trzeba zdobyć największą ilość głosów spośród startujących kandydatów w jednym małym okręgu wyborczym, a do startu w wyborach potrzeba osobistego zgłoszenia się, 15 podpisów poparcia i 500 funtów kaucji na wypadek nie przekroczenia 5% poparcia wyborczego.

[16] K. Popper, O demokracji, "The Economist", lipiec 1988 r., za: R. Lazarowicz, J. Przystawa, Otwarta księga. O jednomandatowe okręgi wyborcze, Wrocław1999, s.18

[17] F. Forsyth, O arogancji i korupcji władzy, "Die Woche", 21.01.2000, za: "Forum", 6.02.2000

[18] F. Forsyth, 2000

[19] Jest to główny postulat działającego od 1992 Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych; por. J. Sanocki, WoJOWwnicy, Nysa 2005

[20] K. Popper, 1999, s.17-18

891 wyświetlen