/Sejmowy kosz na śmieci

Sejmowy kosz na śmieci

Trzy lata temu poważna partia Platforma Obywatelska przygotowała projekt wielkiej akcji społecznej pt. 4 x tak. Przedstawiła społeczeństwu cztery propozycje: wprowadzenia wyboru posłów w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych, zmniejszenia o połowę liczby posłów, likwidacji senatu i zniesienia immunitetu. Propozycje – zwłaszcza postulat wprowadzenia JOW – były zrozumiałe, akceptowalne społecznie, nic więc dziwnego, że PO zebrała do końca 2004 r. pod swoją petycją ponad 700 tys. podpisów. Petycja trafiła do Sejmu i… słuch po niej zaginął. Ani razu żaden z posłów PO nie upomniał się o zmianę ordynacji wyborczej, nie tylko do Sejmu – gdzie rzekomo na przeszkodzie stoi Konstytuta, ale nawet do samorządów – gdzie nic nie przeszkadza by wprowadzić wybory radnych w JOW i wreszcie skończyć z idiotyzmem list partyjnych w gminie Kozia Wólka.

        Nad trumną z postulatami akcji 4 x tak zapadła głucha cisza, co potwierdzało przypuszczenia, że od początku spryciarzom z PO chodziło tylko o podbicie ich notowań przez wyborami w 2005 r. i że wszystkie postulaty, tak solennie deklarowane w całej sprawie, były jedynie wyborczą przynętą.

        W kwestii zmiany ordynacji trudno było kłamczuchom z PO udowodnić nierzetelność, zawsze mogli się zasłaniać tym, że jednak podnieśli postulat JOW, ale co oni mogą. Podnieśli go, co prawda po tym, kiedy zorientowali się w jego społecznym oddziaływaniu – co nastąpiło w trakcie prawyborów prezydenckich w Nysie, we wrześniu 2000 r. Potem jednak, liderzy PO starannie unikali jakichkolwiek wiążących deklaracji, a nawet kontaktów z Ruchem JOW – jedyną zorganizowaną grupą obywateli od lat działających na rzecz tej zmiany. Kiedy już po ogłoszeniu akcji 4 x tak, w lipcu 2004 r. ulicami Warszawy szedł pochód kilku tysięcy zwolenników JOW, żaden z polityków PO nie pojawił się wśród nich. Wytknął to Tuskowi i jego kompanom Stefan Bratkowski na łamach "Rzeczpospolitej".

        Polityka kierownictwa PO wobec obywateli skupionych w Ruchu JOW nie była jednak przypadkiem. Nawiązanie kontaktów z obywatelskim ruchem, od lat prowadzącym akcję na rzecz JOW, wydawać by się mogło logiczne. Każdy, kto szczerze zamierzałby wprowadzić JOW natychmiast nawiązałby kontakt, skorzystał z dorobku teoretycznego, kontaktów itd., itp. Każdy kto chciałby tego szczerze…

        Jednak jeśli traktuje się głoszone postulaty jako przedwyborczą przynętę, tego typu związki, spotkania itd. tylko mogą przeszkadzać. Dlatego do żadnych spotkań nie doszło, a akcja 4 x tak, związane z nią obietnice i zaufanie ponad 700 tys. Obywateli, skończyła się jak zawsze.

        Ostatnio widzieliśmy spektakularny przykład potraktowania innej sprawy z katalogu 4 x tak. W Sejmie głosowano nad uchyleniem immunitetu dla eseldowskiej posłanki Ostrowskiej. PO, które zamierzało w ogóle zlikwidować immunitet, głosowało przeciw odebraniu go posłance oskarżanej o korupcję. Trudno o bardziej wyraźny przykład obłudy i oszukiwania wyborców.

        Piszę to nie w swoim imieniu, jako że znając Tuska i jego komandę nigdy do wyborców PO się nie zaliczałem.

        Od początku nie wierzyłem, że ci partyjni krętacze szczerze podejmują postulat, który tak naprawdę pozbawiłby ich przywilejów władzy. Ale czy inni są lepsi?

        O ile jeszcze czasem można czegoś wymagać od pojedynczego człowieka, o tyle zobowiązania podejmowane przez tak nieokreślony byt, jakim jest partia od razu można wrzucić do kosza. Głupi kto wierzy w jakiekolwiek partyjne programy, w sytuacji kiedy nie ma jak dobrać się do pojedynczego posła. Ordynacja partyjna zrywa więź posła z wyborcami i ustanawia między nimi pośrednika, decydującego o tym, jakie postulaty mają być realizowane, a jakie trzeba zrewidować. Jest to zatem wymarzona sytuacja dla każdego, kto chce mieć władzę bez odpowiedzialności i kto notorycznie nie lubi dotrzymywać danych obietnic. W tej sytuacji Donald Tusk idealnie pasuje na następnego premiera RP, pewnie z Ostrowską i SLD u boku, zaś miejsce wszystkich partyjnych obietnic jest w sejmowym koszu na śmieci.