/A jak tam Polacy?

A jak tam Polacy?

Od paru miesięcy jestem pod wrażeniem ogromnego uporu, z jakim w Rumunii społeczeństwo i prezydent walczą o okręgi jednomandatowe, lustrację i przeciwko korupcji politycznej. Z pewnością sytuacja, w jakiej znalazł się ten kraj, takiej determinacji wymaga, tak jak w Polsce podobne tłumy zmuszone były podjąć walkę o swoje prawa w 1980 roku. Jak wtedy wyglądały relacje telewizyjne z polskiego zrywu? Kiedyś w Wiadomościach podano, że we Francji brano początkowo Wałęsę za jakiegoś oszołoma (mnie to nie dziwi, skoro jeszcze do niedawna zachodnia prasa pisała o polskich obozach śmierci), a na przychylność państw bloku sowieckiego Polska nie mogła liczyć. Chyba najbardziej rozumiały Polaków Anglia i USA, czemu zresztą niejednokrotnie dawał wyraz prof. Brzeziński.

Dziś z Rumunią jest podobnie – nie rozumie jej Polska, choć przechodziła i gorsze rzeczy, natomiast obszerne artykuły o kryzysie w Rumunii ukazują się na pierwszych stronach brytyjskiego „The Timesa” i innych anglojęzycznych gazet (jeden z nich omawia prof. Przystawa w artykule TAK w Rumunii, a jak w Polsce?). Polskie media, z Wiadomościami na czele, nie ukazują sedna konfliktu, bagatelizują go jak pewne francuskie media strajk w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, a o kluczowych wydarzeniach w Rumunii dowiemy się prędzej dzięki takim ludziom, jak prof. Przystawa, niż takim mediom. To mnie nawet nie dziwi, bo już parę miesięcy temu zauważyłem, jak te media są zapatrzone w siebie i swój wąski światek dziennikarsko-aktorski. Pamiętam, jak czołowe serwisy informacyjne podały informację o śmierci jakiegoś aktora, który użyczył głosu pszczółce Mai, a przemilczały śmierć prof. Bohdana Paczyńskiego, bodajże najwybitniejszego polskiego astrofizyka, kandydata do Nagrody Nobla, który położył wielokrotnie większe zasługi i zmarł niemal w tym samym czasie. Gdybyśmy nie podjęli odpowiedniego wysiłku wprowadzenia JOW (zwłaszcza wobec możliwości przedterminowych wyborów jest to ważne), gdybyśmy schowali głowę w piasek, bylibyśmy przodownikami, jak te czołowe polskie media. Wierzę jednak, że tak nie będzie i że każdy zrobi to, co może w tym okresie politycznego klinczu na polskiej scenie politycznej.

Media nie zawsze sprzyjają takim sprawom, zwłaszcza media centralne (przypominam sprawę listu otwartego do red. Jana Pospieszalskiego w 2006 roku z prośbą o debatę na temat JOW w programie TVP Warto rozmawiać). Czyżby warto rozmawiać było tylko z prominentnymi politykami i o ich sprawach, jakże często mało ważnych podług proponowanej przez nas, a jakże ważnej reformy ustrojowej? Teraz prędzej podadzą nam informacje o rajdzie motocyklowym w Rumunii, prędzej o tamtejszych upałach i najmniejszych od ponad 60 lat zbiorach, ale o randze tamtejszych wydarzeń politycznych, broń Boże! Dlatego trzeba, jak człowiek nawiedzony, o tych wydarzeniach przypominać, tym bardziej, że jednomandatowe okręgi wyborcze, o które w Rumunii toczy się walka, byłyby i Polsce bardzo potrzebne. Oczekując stabilnych rządów musimy przełamać paradygmat ustrojowy.

Co do Rumunii, to nie muszę chyba tłumaczyć, co długotrwała susza i najmniejsze od kilkudziesięciu lat zbiory oznaczają dla takiego kraju, jak Rumunia, gdzie nie ma dostatecznie rozwiniętego przemysłu, a lwia część gospodarki bazuje na rolnictwie. Rumuni już zrozumieli, że do wyjścia Rumunii na prostą i zapewnienia godnego miejsca w Europie konieczna jest głęboka reforma ustrojowa. Dlatego oczekuję, że Rumuni nie dadzą za wygraną i będą walczyć do końca przynajmniej o stabilny rząd wyłoniony na takich zasadach, na jakich by chcieli, bo wobec grożącego Rumunii pogłębienia kryzysu gospodarczego sprawny i uczciwy rząd będzie im teraz bardzo potrzebny.

A jak tam Polacy?

About Krzysztof Kowalczyk

uczestnik Ruchu JOW od 2007 r.; wiceprezes okręgu lubelskiego Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz'15