/Dziel i rządź

Dziel i rządź

Tzw. ordynacja proporcjonalna, która ma tyle wspólnego z pojęciem proporcjonalności, ile drut kolczasty z heblowaną deską, jest mechanizmem dezintegracji i podziału sceny politycznej. Mechanizm ten wszędzie i zawsze – bez względu na różnice geograficzne, klimatyczne czy kulturowe – działa tak samo, a więc prowadzi do rozbicia partyjnego, wiecznych kłopotów z utworzeniem rządzącej koalicji, do słabego, nierządnego państwa. Taka jest matematyczna logika tego systemu dystrybucji miejsc w parlamencie. Ta logika sprawdza się od początku III RP, tak jak sprawdzała się w II RP, jak sprawdza się we wszystkich ościennych i nie ościennych państwach.

Wszystko to zostało po tysiąckroć opisane w najróżniejszych opracowaniach uczonych politologów i socjologów, przede wszystkim zachodnich, ponieważ politolodzy i socjolodzy wschodni mają jeszcze niewiele doświadczenia z tą wiedzą, która rozwijała się głównie gdzie indziej. Jednak literatura na ten temat jest dostępna, jeśli nawet nie w naszych bibliotekach akademickich to chociażby w internecie, dlatego zadziwia fakt, że wszyscy uczeni komentatorzy, zawsze ci sami, stale wynajmowani przez media do uczonych dywagacji przed kamerami na temat: co teraz będzie? i szto diełat'?, zachowują się tak, jakby nigdy o tym nie słyszeli i niczego na ten temat nie czytali.

        Kiedyś, kiedyś – jeszcze u zarania III RP – udzielając wywiadu dla włoskiego dziennika "Il Messagero", niezrównany Lech Wałęsa wyznał: To ja podzieliłem Solidarność i zawsze będę tworzył podziały, bo silny związek byłby przeszkodą na drodze reform. Jak na tym przykładzie widzimy, Lech Wałęsa samodzielnie odkrył starą rzymską zasadę sprawowania władzy: divide et impera! – dziel i rządź! Skąd jednak wiedział, że najlepiej służyć mu będzie właśnie tzw. ordynacja proporcjonalna? O niczym takim starożytni Rzymianie nie słyszeli, natomiast ordynacje, jakie nam od początków jego panowania aplikują nasi politycy są tak skomplikowane i nie do pojęcia, że zrozumieć ich nie potrafią nie tylko prości elektrycy, ale nawet uczeni profesorowie uniwersytetów!

        Promyk światła na wyjaśnienie tej zagadki rzuca opracowanie politologów irlandzkich z Uniwersytetu w Dublinie, który bacznie obserwowali polityczną ewolucję w Polsce i wyniki swoich obserwacji przedstawili w pracy pt. Institutional Change and Persistence: The Evolution of Poland's Electoral System, 1989 – 2001, opublikowanej w "The Journal of Politics" w 2004 roku. Opisują oni, że obie Wysokie Układające się Strony, zasiadające przy sławnym Okrągłym Stole w 1989, w jednakowym stopniu nie miały zielonego pojęcia o mechanizmach wyborczych i nie bardzo wiedziały, jaki sposób wyboru byłby najlepszy, aby ich interesy zostały w maksymalnym stopniu zabezpieczone. Na szczęście znaleźli się przynajmniej dwaj wybitni eksperci, profesorowie Andrzej Werblan i Stanisław Gebethner, którzy wytłumaczyli Kiszczakowi i Jaruzelskiemu, że jeśli wprowadzą w Polsce wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych, jak w Wielkiej Brytanii czy USA, to zmiotą ich one ze sceny politycznej tak, że nawet plama nie pozostanie.

        Tak się, na szczęście dla generałów, nie stało. Od początku istnienia III RP mamy tzw. system proporcjonalny, nieustannie zmieniany i udoskonalany, zawsze z tym samym skutkiem, produkujący konflikty, swary i korupcję. Niedawno znany dziennikarz polityczny, Adam Szostkiewicz, powiedział w wywiadzie radiowym, że jesteśmy skazani na ordynację proporcjonalną.

        Skazani? Przez kogo? Widzimy wszyscy jak ten system DZIELI. Ale pozostaje pytanie, na które warto by usłyszeć odpowiedź: a kto RZĄDZI Polską? Dla kogo, dla czyjej wygody te podziały są tworzone? I jak długo jeszcze?

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych