/Węgrzy, Czesi, Ukraińcy, Polacy…

Węgrzy, Czesi, Ukraińcy, Polacy…

artykul został przekopiowany ze strony Polskiego Radia http://www.radio.com.pl/spoleczenstwo/wlasnymzdaniem.asp

Choroba, jaka wśród różnych narodów i państw objawia się tak samo, w oczywisty sposób musi mieć wspólną przyczynę.

Na naszych oczach, we wszystkich krajach dawnego bloku komunistycznego rozgrywa się ten sam dramat, którego podstawowym przejawem jest niemożność wyłonienia stabilnego rządu. Opinia publiczna ze zgorszeniem śledzi potępieńcze swary związane z niemożnością wyłonienia stabilnej większościowej koalicji. Mnożą się wzajemne oskarżenia, nagonki, pyskówki.

        Próżne jest dzielenie się demokratycznymi doświadczeniami i na próżno najwybitniejsi polscy demokraci wspierali z całych sił Pomarańczową rewolucję. Jak tylko, per fas et ne fas, udało się wprowadzić Wiktora Juszczenkę na fotel prezydenta Ukrainy, niemal natychmiast musiał podzielić się władzą ze swoim największym wrogiem, Wiktorem Janukowyczem, a o żadnej stabilności rządów na Ukrainie nie ma co marzyć. Sytuacja taka jest, oczywiście, jak najbardziej na rękę wszystkim tym siłom na świecie, które mają na Ukrainie, w Polsce, na Litwie czy w Czechach jakieś swoje ważne interesy do załatwienia, bo słaby rząd zawsze jest i zawsze będzie podatny na wszelkiego rodzaju dobre rady czy rozmaite oferty wsparcia.

        Tak jak w Polsce, tak na Węgrzech, Czechach, Litwie itd. politycy jednego obozu jako przyczynę wszelkiego zła ogłaszają swoich politycznych rywali, których oskarżają o złe intencje, niegodne metody, korupcję, a nawet o działanie w interesie obcych służb.

        Choroba, jaka wśród różnych narodów i państw objawia się tak samo, w oczywisty sposób musi mieć wspólną przyczynę. Politycy naszych krajów nieodmiennie wskazują na komunistyczną spuściznę i niedojrzałość naszych społeczeństw do demokracji. Tej fatalnej spuścizny negować nie sposób ani też tego, że nasze narody wiele się jeszcze muszą nauczyć, aby wykorzenić najgorsze nawyki nabyte w czasie panowania sowieckiego imperium.

        Minęło już 17 lat, uczymy się i uczymy, dojrzewamy i dorastamy, a sytuacja wcale się nie zmienia, a właściwie widzimy wyraźnie, że w istocie następuje pogorszenie. Mamy do czynienia z coraz bardziej gorszącymi obyczajami w życiu politycznym, z coraz niższą jakością rządzenia, coraz mniej ciekawi posłowie zajmują najwyższe miejsca w naszych Izbach Niższych. Zamiast uznania, doświadczenia w sprawności rządzenia, wyższej kultury kontaktów publicznych, słowem wyższych kwalifikacji politycznych, widzimy, że z wyborów na wybory, w coraz większym stopniu, do parlamentów dostają się ludzie gorzej przygotowani, gorzej wykształceni, ale za to bardziej chciwi i pazerni na władzę i przywileje.

        W książce Bunt mas Jose Ortega y Basset napisał: Zdrowie demokracji, każdego typu i każdego stopnia, zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego, a mianowicie: procedury wyborczej. Cała reszta to sprawy drugorzędne. Jeśli system wyborów działa skutecznie, jeśli dostosowuje się do wymogów rzeczywistości, to wszystko jest w porządku, natomiast jeśli tego nie robi, to demokracja zaczyna się walić, chociażby cała reszta działała bez zarzutu… Instytucje demokratyczne nie oparte na autentycznych wyborach są niczym.

        Prawda, którą tak sformułował hiszpański filozof i socjolog z każdym dniem staje się w Polsce coraz bardziej oczywista. Klasa polityczna, która pobiła już rekord świata w częstości zmian ordynacji wyborczej do Sejmu (mamy V Kadencję, ale już czterokrotnie zmieniano ordynację wyborczą), stara się odsunąć tę sprawę z uwagi publicznej i w organizowanych 7 października demonstracjach już się o zmianie ordynacji nie mówiło.

        Politycy PiS-u, w rozpaczliwych próbach zmajstrowania większości sejmowej wbrew prawom przyrody, zaproponowali nowy sposób włoski, jaki w tym roku, na swoją zgubę, wprowadził Silvio Berlusconi. Mowa o tzw. blokowaniu list. Sposób ten Włosi od razu ochrzcili mianem porcato – świństwo.

        Pozostaje pytanie: dlaczego konstruktorzy IV RP chcą nam jako procedurę wyborczą zafundować włoskie świństwo, a dlaczego nie można nawet zorganizować otwartej debaty publicznej na temat sposobu wyborów, jakie od setek lat stosują u siebie Brytyjczycy, a za ich przykładem dziesiątki innych krajów świata, nawet tak niechętnych Wielkiej Brytanii jak Indie?

        Pytanie to, oczywiście, należy także postawić politykom węgierskim, czeskim, ukraińskim i wszystkim zmagającym się ze spuścizną komunistyczną. Być może wyjaśnienie źródeł tego politycznego daltonizmu przyniosłoby więcej pożytku niż wszelkie lustracje i weryfikacje?

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych