/FOZZ ukryżowany!

FOZZ ukryżowany!

W czwartek 17 listopada Sąd Najwyższy, z iście salomonowym poczuciem sprawiedliwości, orzekł, że sędzia Andrzej Kryże, który ostatnio prowadził proces oskarżonych w sprawie FOZZ i wydał wyrok, miał pełne prawo tę sprawę prowadzić, osadzić ją i wydać wyrok, chociaż takiego prawa nie miał, bo nie pozwalały na to względy proceduralne. Będzie więc teraz biedził się nad tą sprawą biedny Sąd Apelacyjny, który już nie osądzi sędziego Kryże, ale zajmie się tym czy bezprawne prawne prowadzenie przez niego sprawy nie miało wpływu na wyrok. Sędzia Kryże nie ma szczęścia do Sądu Apelacyjnego, bo nie dość, że Sąd doszedł do wniosku, że ten prawny wyrok może być nie całkiem prawny, to wcześniej już kwestionował jego orzeczenia. Mam na myśli fakt uchylenia przez Sąd Apelacyjny nakazu odebrania paszportu i zakazu opuszczania kraju, jaki sędzia Kryże zastosował wobec Dariusza Przywieczerskiego. Kryże zakazał, ale Sąd Apelacyjny – w imię prawa i sprawiedliwości ów nieprawny zakaz uchylił, wobec czego Dariusz Przywieczerski przebywa gdzieś-niewiadomo-gdzie i poszukują go policje świata.

     Co ciekawsze, ten niepozorny jegomość, wobec którego nie zastosowano nawet aresztu tymczasowego, określany jest dzisiaj jako mózg FOZZ-u. Bardzo mnie to określenie wzrusza, ponieważ p. Przywieczerski, który 12 lat temu pozwał mnie do sądu za krzywdy, jakie wyrządziłem mu książką Via bank i FOZZ, wyznał przed Sądem Okręgowym w Warszawie, że on w ogóle o FOZZ-ie żadnego pojęcia nie miał, a jedyne jego kontakty z tą instytucją polegały tylko na niewinnym pożyczaniu sobie pieniędzy: raz my im, a raz oni nam i vice versa. A tu się nagle okazuje, że to, po prostu MÓZG! Bardzo mnie to podnosi na duchu i 14 grudnia, kiedy będę zmuszony pojechać znowu do Warszawy na kolejną rozprawę, będę się czuł lepiej, bo to jednak co innego mieć do czynienia z pospolitym przestępcą, a co innego z SAMYM MÓZGIEM, nawet jeśli ten mózg – wobec chwilowo niesprzyjających mózgom okoliczności – nie będzie mógł osobiście pojawić się w sądzie.

     Wszystkie te procesy, i ten nad Przywieczerskim i S-ka, i ten nad Kryże, i ten nade mną i Mirosławem Dakowskim, stanowią cudowny wprost dowód całkowitej niezawisłości i niezależności sądów Rzeczypospolitej i chlubnie dowodzą prawdziwości maksymy wypisanej na frontonie Gmachu Sądów w Warszawie: Sprawiedliwość jest ostoją Rzeczypospolitej. Od roku 1991, kiedy Michał Tadeusz Falzmann odkrył i ujawnił sprawę FOZZ mieliśmy już pięć kadencji parlamentarnych, mieliśmy już rządy UW, KLD, PC, PSL, SLD, AWS, a teraz PiS, a sądy, jak widzimy, całkowicie niepodatne są na zmiany koniunktury politycznej, wymiany ministrów sprawiedliwości, zarówno z lewa, jak i z prawa. W Polsce sprawiedliwość jest ostoją, a więc tu nie może być żadnego pośpiechu i żadnej niedoróbki. Tu się nie sądzi tak, jak sądzą na przykład we Włoszech. W lutym 1986 przed sądem w Palermo stanęło 500 mafijczyków, których wprowadzano na salę sądową w 30 ogromnych klatkach. Do pomocy mieli 300 adwokatów, a materiał dowodowy liczył sobie ponad 600 tysięcy stron, 5 razy więcej niż zgromadzono w sprawie FOZZ. Sędziowie włoscy nie byli jednak tak skrupulatni i dokładni jak sędziowie Rzeczypospolitej, za nic mieli względy proceduralne, nie odczytali nawet w całości aktu oskarżenia, wyrok zapadł po niecałych dwu latach, w tym 19 wyroków dożywotniego więzienia i setki innych najcięższych kar. Jestem pewien, że gdyby nasi sędziowie sądów apelacyjnych i najwyższych dobrali się do tych wyroków, to niewinni mafijczycy spokojnie pili by dzisiaj whisky w towarzystwie – albo i nie – naszych mózgów transformacji gospodarczej i ustrojowej.

     Kiedy piszę o mózgach to nie mogę pominąć faktu, że parę dni temu Prezydent RP udekorował Orderem Orła Białego prof. Leszka Balcerowicza, przed którego wielkością nadal, jakby nigdy nic, biją pokłony rzesze polskich inteligentów, uważając go za twórcę cudu gospodarczego, w którym FOZZ i mózgi w rodzaju Dariusza Przywieczerskiego odegrały rolę niepoślednią. 20 grudnia 1989 roku Prezes NBP, wydał Zarządzenie, obowiązujące od 1 stycznia 1990 roku, na mocy którego miesięczne stopy procentowe w NBP ustalone zostały na 36%. Było to prawdziwie światowe osiągnięcie, nienotowane do tej pory w annałach bankowych na świecie. Zarządzenie to bowiem szło w parze z dewaluacją (czy rewaluacją) złotego względem dolara i ustalało kurs dolara na 1 do 10 tysięcy. Każdy więc mózg mógł powierzyć bankowi p. Balcerowicza, na początku stycznia, np. równowartość miliona dolarów, żeby już po miesiącu wyjąć o 360 tysięcy dolarów więcej (jakie naprawdę były te możliwości opisaliśmy, z prof. Markiem Wolfem, w pracy opublikowanej w roku 2000 w czasopiśmie międzynarodowym "Physica A"). Oczywiście, żaden prawdziwy mózg takiej okazji nie mógł przepuścić, ale takimi błahostkami nie zajmował się ani sędzia Kryże, ani Pan Prezydent przyznając p. LB najwyższe odznaczenie państwowe. Któż zresztą czyta zarządzenia Prezesa NBP i kogo one mogą interesować! Parę tygodni temu złożył mi wizytę pewien wybitny profesor matematyki z wielkiego polskiego uniwersytetu, który przyjechał do Wrocławia, aby zobaczyć dokument, w którym takie zarządzenie się znajduje. Okazuje się bowiem, że kiedy on mówi o tych procentach w gronach uczonych, to uczeni pukają się w głowę i nikt nie wierzy, żeby coś takiego mogło być prawdą!

     Z ciekawością patrzę na rozwój wypadków w Nowej Polsce pod rządami PiS-u, bo warto zobaczyć, jak nowa władza podejdzie do tej niebywałej sprawy. Na razie sędzia Kryże powołany został na wiceministra sprawiedliwości, a Leszek Balcerowicz z dumą nosi order. Nie słyszałem jeszcze ani jednego słowa ze strony nowego rządu, które pozwalałoby się domyślić, że traktuje on sprawę FOZZ jako coś bardzo ważnego i wyjątkowego. Wypada mi więc przypomnieć, że 20 czerwca 1991, na miesiąc przed śmiercią, Michał Falzmann złożył osobiście wizytę Lechowi i Jarosławowi Kaczyńskim (Lech był wtedy ministrem-szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a Jarosław ministrem-szefem Kancelarii Prezydenta RP) w towarzystwie ministrów Jerzego Grohmana i Jerzego Eysymontta i przedstawił im wyniki swojego dochodzenia. 2 czerwca 1991 na biurku ministra sprawiedliwości Wiesława Chrzanowskiego, Mirosław Dakowski i ja, złożyliśmy powiadomienie o przestępstwie wraz z obszerną dokumentacją zgromadzoną przez Michała Falzmanna. Przed śmiercią Falzmanna i po Jego śmierci wędrowaliśmy po wszystkich naszych bliższych i dalszych znajomych – ministrach Rzeczypospolitej. Byliśmy, między innymi, u ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza, u ministra obrony narodowej Jana Parysa, u ministra pracy i płacy Jerzego Kropiwnickiego, byliśmy u posłów, senatorów, biskupów i ekspertów. Przedkładaliśmy dokumenty, tłumaczyliśmy, że uchwycenie za nitkę FOZZ spruje całą agenturę jak stary sweter, że tu nie teczki są potrzebne, lecz kwity bankowe, które pieczołowicie przechowuje zawsze ten sam Leszek Balcerowicz.

     Nasze wysiłki nie przydały się na nic. To właśnie ich bezowocność skierowała naszą uwagę na sprawę ordynacji wyborczej i postulat JOW. Doszliśmy bowiem do wniosku, że tylko posłowie wybierani w jednomandatowych okręgach wyborczych wykazują tę niezwykłą cechę, jaką jest słuchanie tego, co do nich mówią ich wyborcy i przejmowanie się tym. Przekonaliśmy się, że ludzie wyłaniani w kluczu partyjnym nie mają ani głowy, ani chęci do zajmowania się czymś innym niż wewnętrznymi rozgrywkami, leninowskim kto-kogo? Ubiegłe kadencje parlamentarno-rządowe potwierdziły w pełni zasadność naszych obaw.

     Panowie Lech i Jarosław Kaczyński zeznawali (już rok temu!) w charakterze świadków na procesie autorów książki Via bank i FOZZ. Co tam zeznali nie mogę powiedzieć, bo wszystko to sąd objął klauzulą ściśle tajne. Bez względu na to jednak, co tam powiedzieli, ważniejsze jest co zrobią w sprawie FOZZ?

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych