/Wnioski z „III Marszu na Warszawę”

Wnioski z „III Marszu na Warszawę”

1. Manifestację warszawską „III Marsz na Warszawę" oceniam bardzo wysoko. Gratulacje dla organizatorów. Ale jest to szczytowy punkt tej fazy Ruchu i w tej strukturze jego działań już się nic więcej nie osiągnie. Co nie znaczy, że nie należy organizować kolejnych manifestacji i być może częściej niż raz na rok. Najważniejszym efektem tej manifestacji, a zarazem potwierdzeniem jej skuteczności była reakcja na nią mass-mediów oraz establishmentu politycznego. Całkowita, wręcz doskonale zorganizowana i koordynowana zmowa milczenia mass-mediów i polityków (z nieprzypadkowym wyjątkiem Radia Maryja i TV Trwam) jest potwierdzeniem jawnego lęku przed Ruchem i jego postulatami.  

Prawdopodobnie w dodatkowym wzmocnieniu znakomitego występu w RM i TVT J. Przystawy, I. Brodackiej-Falzmann i M. Dakowskiego promującego Ruch i jego argumenty, skala manifestacji i jej kontekst społeczny oraz polityczny został uznany za groźny, aby ją gdziekolwiek i w jakikolwiek sposób medialnie nagłośnić. Moim zdaniem zaczęli się już bać. Trzeba bowiem pamiętać, że druga strona, na czele ze spec służbami, stale prowadzi, o czym wiem skądinąd, niejawne badania socjologiczne, których wyników nigdy się nie publikuje. I najprawdopodobniej potwierdzają one nośność i znajomość postulatu zmiany ordynacji. Nie znajduję innego wytłumaczenia zorganizowanej zmowy milczenia, w którą trzeba włożyć i trochę wysiłku, i uruchomić całą agenturę wpływu.

2. Reakcja establishmentu politycznego na Marsz i reakcja samych partii Sejmowych na wiec pod Sejmem ostatecznie potwierdzają stan maskowanej wojny publicznej klasy politycznej i faktycznie rządzącej oligarchii polityczno-finansowej nie tyle z Ruchem ale z większością społeczeństwa. Mają w głębokiej, acz z trudem skrywanej pogardzie większość polskiego społeczeństwa i jego racje. (Ta reakcja potwierdzałaby też hipotezę J. Przystawy o możliwości celowego zmanipulowania przez Platformę Obywatelską sprawy referendum o JOW zgodnie z taktyką „młynkowania stada". Może przy tej okazji warto przypomnieć, iż Gromosław Czempiński, były szef UOP, nazwał siebie „ojcem założycielem" PO na równi z „trzema tenorami". I przypomnieć o kuluarowych plotkach w Sejmie o tym, że to UOP założył PO.)
A wiec nie do powtórzenia w tej sytuacji będzie stawiany implicite za wzór Ruchu wariant włoski w postaci referendum a następnie zmiany ordynacji. I to czy przejdzie przed Sejmem 5 tysięcy czy 50 tysięcy demonstrantów nie będzie miało znaczenia. Widziałem jako poseł II Kadencji reakcje establishmentu politycznego na takie kilkunastotysięczne (a być może i kilkudziesięciotysięczne) manifestacje przed Sejmem w latach 1995-1996 organizowane przeciw liberalizacji ustawy o ochronie życia poczętego, też nie do obejrzenia w mass-mediach. Nie było i nie będzie żadnej reakcji. Chyba, że manifestacja nie przejdzie przed Sejmem a przejdzie przez Sejm.

3. Równocześnie ten „stan wojenny" trzeba widzieć w beznadziei sytuacji gospodarczej i cywilizacyjnej Polski i beznadziei milionów Polaków, zwłaszcza młodych. Beznadziei, której autorem jest obecna klasa polityczna i oligarchia, a której to beznadziei ta klasa i ta oligarchia nie przełamie i nie zmieni. Okopali się na zdobytych i lukratywnych pozycjach, skoncentrowali w swoich rękach władzę, ustawili swoje rodziny i znajomych na pokolenia, sami będąc bankrutami politycznymi, i intelektualnie, i moralnie. Choćby nie wiem jak chcieli, nic nie są w stanie wyprodukować politycznie, co zmieniałoby perspektywicznie sytuację spychania Polski po cywilizacyjnej równi pochyłej. Dziś jeszcze tego powolnego upadku cywilizacyjnego może wprost nie widać, w podsycanej euroeuforii, ale za dwa, trzy lata stanie się to już widoczne gołym okiem. Na razie widać to we wskaźnikach i rankingach opisujących spadającą innowacyjność polskiej gospodarki. Budują nam na Odrze nowe Rio Grande oddzielające europejską wersję III Świata od europejskiej wersji USA. I być może nie tylko na Odrze ale i w Karpatach.

4. W tej sytuacji Ruchowi nie pozostaje nic innego jak jawnie i otwarcie wypowiedzieć wojnę obywatelską obecnej klasie politycznej a następnie przeprowadzić ją w oparciu o postulat JOW. Trzeba im rzucić rękawicą w twarz, po to by to ich wyrzucić na śmietnik historii, zanim oni wyrzucą na śmietnik cywilizacyjny nasz kraj i większość naszych rodaków. Ktoś wreszcie pierwszy musi to zrobić, nawet jeśli jeszcze dziś może to wyglądać na atakowanie motyką słońca.
Nie odrzucam propozycji J. Sanockiego udziału ludzi JOW w wyborach do Senatu. Kto chce niech to czyni. Moim zdaniem ani to specjalnie nie pomoże, ani specjalnie nie zaszkodzi. Ale najważniejszy jest nasz stosunek do wyborów Sejmowych oraz stosunek do tak wybranego Sejmu. I ważniejszy jest też nasz stosunek do wyborów prezydenckich.
Wybory do Sejmu powinny być momentem wypowiedzenia wojny obywatelskiej całej obecnej polskiej klasie politycznej. Ruch powinien jednoznacznie określić 1) wybory do Sejmu w tej ordynacji jako nielegalne z mocy prawa, gdyż naruszające Konstytucję, a odbierające obywatelowi bierne prawo wyborcze oraz naruszające zasadę bezpośredniości wyborów, 2) tak wybrany Sejm uznać za nielegalny a wszystkie jego decyzje, w tym ustawowe za nielegalne z mocy prawa i 3) domagać się rozwiązania tego nielegalnego Sejmu przez legalnie wybranego prezydenta następnego dnia po wyborach.
Ruch powinien wystąpić z apelem o powszechny bojkot wyborów do Sejmu, przy poparciu wyborów do Senatu i wyborów prezydenckich jako większościowych i zgodnych z Konstytucją. Bojkot wyborów do Sejmu powinien stać się taktycznym hasłem najbliższych miesięcy. Mamy rację prawną i polityczną, gdyż te wybory będą prawnym złamaniem Konstytucji, a politycznie Ruch wyczerpał wszystkie środki, które miały to uniemożliwić. Ale jest też ważki argument moralny. Praworządnemu obywatelowi nie wolno uczestniczyć w bezprawiu, a takim będzie udział w wyborach do Sejmu. Udział w wyborach będzie równocześnie wzięciem na siebie odpowiedzialności za Sejm, na co się wpływu faktycznego nie miało. Na postpeerelowskie hasła o tym, że udział w wyborach jest moim obywatelskim obowiązkiem, chcę odpowiedzieć z góry, iż obywatelskim obowiązkiem jest odpowiedzialność za państwo, a własny rozum wskazuje jak to czynić. Albo jeszcze inaczej można odpowiedzieć hasłem opozycji z 1980 roku sprzed Solidarności – chcesz głodować, idź głosować. Skoro się sami wybierają na listy, to niech też sami na siebie głosują.

5. Sam Ruch nie ma sił i środków, aby przeprowadzić skuteczny bojkot. Bojkot będzie skuteczny, gdy większość obywateli uzna wybory za przynajmniej wątpliwe prawnie i moralnie, a znacząca część za nielegalne. To otwiera sytuację do ostatecznej delegitymizacji władzy w III RP. I wtedy już odwrotu od upadku politycznego III RP przy byle jakim zakręcie nie będzie. To, że w poprzednich wyborach frekwencja wyniosła ok. 48%, też przecież już oznacza, iż są to już tylko rządy w imieniu mniejszości (przez mniejszość dla mniejszości), co jest zaprzeczeniem demokracji jako rządów większości. Sądzę, że w tych wyborach frekwencja będzie jeszcze niższa, osiągając nieco powyżej 40%.
Po rozmowie telefonicznej z J. Przystawą, w pełni popieram jego wniosek, aby Ruch wystąpił do rad miejskich i gminnych, aby te zaapelowały do swych mieszkańców o bojkot wyborów do Sejmu. I to w formie dowolnie wybranej – od absencji, po wrzucanie ostentacyjnie nieważnych głosów. Proponuję, też aby idąc tym śladem Ruch wystąpił również do innych podmiotów społecznych o ich apele o bojkot wyborów do Sejmu, od związków zawodowych czy stowarzyszeń poczynając. Sądzę też, że kierownictwo Ruchu powinno wyjaśnić takie stanowisko Ruchu hierarchii Kościoła katolickiego. Nie można oczywiście oczekiwać poparcia takiego postulatu, ale gdyby po raz pierwszy w 15-letniej historii III RP nie apelowano z ambon o udział w wyborach byłby to sukces.
Wystąpienie z apelami o bojkot nielegalnych wyborów do Sejmu otwiera po wyborach nowe pole gry politycznej Ruchu. To pole wyznacza zdefiniowanie Sejmu jako nielegalnego. Można będzie np. zaskarżać każdą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego jako nielegalną. I można przez całą kadencję żądać zgodnie z prawem rozwiązania przez prezydenta tak wybranego Sejmu. Trzeba też rozważyć arcyciekawą prawnie sytuację istnienia legalnego Senatu przy nielegalnym Sejmie i płynące z niej implikacje prawne i polityczne.

6. Uznanie wyborów do Sejmu za nielegalne na nowo definiuje stosunek do wyborów prezydenckich i nowo wybranego prezydenta. Kluczowym kryterium oceny kandydatur stać się może już nie tylko stosunek do JOW, ale stosunek legalnie wybieranego prezydenta do nielegalnie wybranego Sejmu. Sądzę, że trzeba wysondować kandydatów w wyborach prezydenckich na ile w swych kampaniach wyborczych ponieśliby sprawę nielegalności wybieranego Sejmu, rozwiązania tego Sejmu i zmiany ordynacji wyborczej w trakcie swojej kadencji. I wtedy rozważyć możliwości form ewentualnej współpracy.

523 wyświetlen