W opublikowanym w Rzeczpospolitej („Rz” nr 120 z 22 lipca 2004) eseju zatytułowanym „Kryzys leczony ordynacją” senator Zbigniew Romaszewski krytykuje propozycję wprowadzenia w Polsce brytyjskiej ordynacji FPTP (First-Past-The Post), którą pod hasłem „JOW” – Jednomandatowe Okręgi Wyborcze od lat propaguje Ruch Obywatelski na rzecz JOW  –przekonując, śladem wszystkich krytyków tego postulatu, że „ordynacja nie jest panaceum”, a już JOW w szczególności do naprawy Rzeczypospolitej się nie nadaje. Zamiast tego Senator wysuwa propozycję, która ostatnio staje się coraz bardziej popularna w kręgach tzw. elity politycznej, a mianowicie „ordynację mieszaną” – trochę JOW – trochę „proporcjonalności”, co zawsze należy rozumieć jako system list partyjnych.

Pierwsze pytanie, na jakie powinna obywatelom odpowiedzieć owa „elita polityczna” jest takie: Jak to się dzieje, że w przywódczych sferach tej (partyjnej) elity w ogóle nie ma zwolenników rozwiązania brytyjskiego, a więc takiego, które z powodzeniem stosuje u siebie nie tylko Wielka Brytania, USA czy Kanada, ale ok. 60 krajów świata, w tym nawet Papua Nowa Gwinea czy Republika Malawi? Na chłopski rozum mogłoby się wydawać, że w przypadku kwestii „akademickiej”, a więc zagadnienia czy coś jest dobre czy niedobre dla Polski, skoro jest to system wyborczy tak popularny w świecie, zdania powinny być przynajmniej podzielone: jedni byliby za JOW, inni za jakimś „anty-JOW” i to by było w jakiś sposób naturalne i zrozumiałe. W tym przypadku jest inaczej: różne koterie, partyjne i ponadpartyjne, tej elity walczą ze sobą bez pardonu i bez przebierania w środkach w setkach spornych spraw różnej rangi, w tym natomiast przypadku cała owa „klasa” przypomina niezłomny bastion, który, jeśli wprost nie atakuje takiego rozwiązania z powodu jego jakichś tam wad, to za pomocą argumentu, z natury swojej rasistowskiego, że co dobre dla Anglików i Amerykanów to dla Polaków byłoby katastrofalne, a to z powodu naszych najróżniejszych wad narodowych, których nie posiadają ani Anglicy, ani Amerykanie, a nawet Papuasi i Mongołowie.

Moim zdaniem, jedyna racjonalna odpowiedź na to pytanie może być tylko taka, że propozycja JOW zagraża interesom tej „elity politycznej” i dlatego tutaj występuje ona solidarnie, za nic mając pożytki, jakie z takiego rozwiązania ustrojowego odniosłaby Polska. Jeśli Pan Senator Romaszewski zna inną odpowiedź na to pytanie, to wszyscy będziemy zainteresowani jej poznaniem.

(W tym miejscu nie robię wyjątku dla ostatnio głoszonego hasła PO, ponieważ brak, jak na razie dowodów, że PO zgłasza tę propozycję szczerze i z zamiarem wprowadzenia w życie. Podejrzenia te umacnia fakt, że natychmiast po oficjalnych deklaracjach liderów PO przedstawiciele Ruchu JOW zwrócili się do nich z propozycją współpracy, ale propozycja ta została, jak na razie, zignorowana.)

Drugie pytanie jest do Senatora Romaszewskiego. Na początku swego artykułu Senator pisze: „należy dać obywatelom prawo dokonania realnej wymiany elit politycznych przez zmianę ordynacji wyborczej”. Jak takiej sztuki można dokonać za pomocą zachwalanej przez Niego ordynacji „mieszanej”? Najważniejszą bowiem w tym wszystkim sprawą jest to, że tzw. ordynacje proporcjonalne, zarówno „czyste”, jak i „mieszane” nadają partiom politycznym ogromne przywileje ustawowe, w tym najważniejszy przywilej, jakim jest układanie partyjnych list wyborczych i decydowanie w ten sposób o wyniku wyborów? Ordynacja JOW, na wzór brytyjski, likwiduje wszelkie przywileje partii politycznych i na tym polega jej prawdziwa zaleta. Okazuje się, że ta likwidacja przywilejów bynajmniej nie likwiduje partii politycznych, ale, przeciwnie, produkuje mocne, stabilne, partie polityczne, a nie rachityczne twory, które, jak we wszystkich parlamentach polskich, nie są w stanie przetrwać jednej kadencji. Rzecz w tym, że są to inne partie polityczne, oparte na innych zasadach, partie, w których kandydatów na posłów nie wyznacza się paluszkiem lidera. I oto przede wszystkim trwa walka. Naturalnie, że liderzy polskich partii politycznych chcą za wszelką cenę zacementować tę cudowną moc swoich paluszków, ale równie naturalne jest to, że my, obywatele, chcemy czegoś dokładnie przeciwnego. I to właśnie dlatego nie godzimy się na system mieszany, na żadne „fifty-fifty”, na żadne „prawda leży po środku”. Domagamy się ordynacji bez jakichkolwiek przywilejów dla partii politycznych. Taką ordynacją jest właśnie ordynacja brytyjska.

Przeciwnicy JOW bardzo często w swojej argumentacji powołują się na negatywne skutki takiej ordynacji i z upodobaniem przywołują przykłady Rosji i Ukrainy, gdzie, ich zdaniem, takie ordynacje mają zastosowanie. Tam właśnie, i w innych krajach byłego ZSRR, takie wybory „są rozsadnikiem korupcji, fałszerstw wyborczych i sprzyjają umocnieniu się monopartii władzy”. Ale przecież to właśnie w tych krajach, w Rosji i na Ukrainie, działają ordynacje mieszane, które taka zachwala nam Senator Romaszewski! Nie żadne JOW, tylko właśnie ukochany przez nasze elity „kompromis”: „fifty-fifty” albo 1/3 albo 2/3 itp. Wszystkie one prowadzą do tego samego: do uprzywilejowania partii politycznych i do partiokracji. My twierdzimy, że najwłaściwsze i najlepsze jest pozbawienie partii politycznych nienależnych im przywilejów i że to dopiero da nam szansę na zdrową, obywatelską scenę polityczną.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.