/List Otwarty do PT Członków KKR

List Otwarty do PT Członków KKR

Szanowni Państwo,

W sobotę, 27 marca, zebraliśmy się we Włocławku na Zjeździe Założycielskim Krajowego Komitetu Referendalnego o JOW w Wyborach do Sejmu, z zamiarem zorganizowania się i przystąpienia do akcji zbierania podpisów pod obywatelskim wnioskiem o referendum narodowe w sprawie wprowadzenia JOW w wyborach do Sejmu. Zdawaliśmy sobie, i zdajemy sprawę, że zebranie w rozsądnym czasie co najmniej pół miliona ważnych podpisów jest zadaniem trudnym i wymagającym szerokiej mobilizacji zwolenników takiej reformy Państwa Polskiego. Dlatego jako punkt pierwszy i naczelny tej pracy postawiliśmy zorganizowanie, na terenie całego Kraju, odpowiedniej liczby aktywnych komitetów lokalnych, które zadeklarowałyby gotowość przeprowadzenia takiej akcji na swoim terenie.

Kiedy zebraliśmy się ponownie w dniu 3 lipca w Warszawie, na zakończenie "II Marszu na Warszawę o JOW", oceniając wyniki naszej ok. 3-miesięcznej pracy, doszliśmy do wniosku, że liczba tych zawiązanych komitetów jest jeszcze zbyt mała, żeby akcja nasza mogła zakończyć się sukcesem i daliśmy sobie jeszcze ponad dwa miesiące na kontynuowanie tego wysiłku organizacyjnego.

Oba nasze "Marsze na Warszawę", i tegoroczny i ubiegłoroczny, ujawniły trzy zasadnicze okoliczności:

  1. Najzupełniej jednoznaczne poparcie dla idei JOW ze strony gospodarzy gmin, a więc, w pierwszym rzędzie, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. (Dalej będę pisał "burmistrzów"). Odwiedziliśmy kilkadziesiąt gmin i na palcach jednej ręki moglibyśmy policzyć te, których gospodarze nie okazali zainteresowania i wsparcia dla tej inicjatywy. Ponieważ trasy naszych grup marszowych nie były jakoś specjalnie dobierane, ale wynikały po prostu z geografii, więc na tej podstawie możemy wnioskować, że na każdej innej trasie w Polsce spotkalibyśmy się z podobnym stosunkiem. Jest to przesłanka o kluczowym znaczeniu dla perspektyw osiągnięcia celu naszego Ruchu.
  2. Mieszkańców tych gmin, z którymi się spotykaliśmy i nawiązywali kontakt, podzielić można na dwie grupy: na tych, którzy odrzucali jakąkolwiek próbę nawiązania rozmowy, postrzegając nas jako kolejnych politycznych naciągaczy "którzy dużo obiecują a niczego nie dotrzymują", oraz tych, którzy po paru słowach wprowadzenia od razu stawali po naszej stronie. Całkowicie wyjątkowe i pojedyncze przypadki przeciwników JOW, jak się okazywało, zawsze z kręgów działaczy partyjnych, jedynie potwierdzają ogólną regułę.
  3. Kompletny bojkot tej akcji ze strony wszystkich polityków partyjnych. Mam tu głównie na myśli posłów i senatorów, bo partie polityczne w Polsce istnieją przede wszystkim w Sejmie i Senacie, natomiast w gminach, przez które nasz Marsz przechodził istnieją jedynie w formie szczątkowej i ta "szczątkowa i terenowa pozostałość partii politycznych" nie jest na ogół zorientowana w sprawie stosunku "swoich partii" do naszego postulatu ustrojowego. Jest tak, między innymi dlatego, że liderzy tych partii, najprawdopodobniej, tylko na zamkniętych konwentyklach zdradzają jaki jest ich prawdziwy stosunek do sprawy JOW, a publicznie wygłaszają różne opinie, których celem jest dezinformacja i dezorientacja zarówno ich własnych, partyjnych szeregów, jak i całego społeczeństwa. Faktu nie da się zmienić ani ukryć: ani na drogach Marszu – wspólnie przeszliśmy po Polsce trasę ponad 2000 km; ani w Warszawie czy to na Placu Zamkowym czy na placu przed Gmachem Sejmu – nie fatygowali się do nas "reprezentanci Narodu", ani jako sojusznicy, ani jako przeciwnicy. Ta arogancja "reprezentantów" dowodzi nie tylko ich zdecydowanie wrogiej postawy wobec postulatu JOW, ale również i przeświadczenia, że podstawowe sprawy ustrojowe Polski to jest wyłącznie ich sprawa i że tylko oni, za plecami obywateli i nawet bez próby porozumienia się z nimi mają prawo o tych sprawach dyskutować i je rozstrzygać. Sami więc dokonali podziału na "My" i "Oni". W odróżnieniu jednak od czasów komunistycznych, ONI są dzisiaj dużo bardziej zlokalizowani i dużo mniej liczni, a linię oddzielającą ich od społeczeństwa tworzą najbliższe okolice ulicy Wiejskiej.

Zarówno nasze Marsze, wszelkie badania opinii publicznej na przestrzeni wielu już lat, jak i wyniki ostatnich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – ujawniają, że nasz postulat ustrojowy liczyć może na zdecydowane poparcie co najmniej 3/4 obywateli. Jesteśmy zatem przekonani, że gdybyśmy doprowadzili do referendum w tej sprawie, to jego wynik byłby dla ONYCH nokautujący i ONI, oczywiście o tym wiedzą. Jak, w takiej sytuacji, ma postąpić społeczeństwo żyjące w wolnym kraju, gdy w obronie ONYCH nie stoją czołgi ani uzbrojone formacje, a jedynie bezwładność obywateli, dezinformacja oraz kompletna prawie utrata wiary w mechanizmy demokratyczne?

Ruch nasz, w ciągu lat upartej pracy przygotował grunt do reformy Państwa, poprzez setki spotkań, odczytów, konferencji, broszur, artykułów itp., dokonał wyłomu w świadomości obywatelskiej i rozpropagował wiedzę na temat systemów wyborczych i JOW. Kiedy rozpoczynaliśmy, świadomość obywatelska w tej sprawie była na poziomie zerowym, nieliczne jednostki rozumiały o co chodzi. Te lata "pracy u podstaw" sprawiły, że znajdujemy się w zupełnie innej "sytuacji świadomościowej". Ale taka "praca u podstaw", bez środków materialnych, bez dostępu do mediów publicznych, nie doprowadziła, bo doprowadzić nie mogła, do przełamania barykady wrogości, jaką zbudowali wokół siebie ONI.

Prawdziwa szansa na przełamanie tej barykady pojawiła się, pod koniec roku 2002, kiedy na scenę publiczną weszli wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, po raz pierwszy wybrani bezpośrednio, w jednomandatowych okręgach wyborczych. Ordynacja wyborcza, w ramach której zostali wybrani daleka była od jakości ordynacji, jaką propaguje Ruch i posiadała, z tego punktu widzenia, szereg istotnych wad, tym niemniej ujawniła ona siłę i podstawowe zalety bezpośredniego wyboru, obalając szereg szkodliwych mitów i fałszerstw propagowanych przez ONYCH (jak np. że takie wybory wygrywać mogą tylko bogacze, hochsztaplerzy i mafiosi) i pokazując, że wyborcy nie są ciemną masą, którą można dowolnie manipulować, ale – kiedy mają szansę rozpoznać kandydatów, wtedy ich wybór staje się racjonalny i pozytywny. Ujawniła też, że społeczeństwo polskie, w swojej masie, odrzuca partyjniactwo, dość ma dyktatu ciągle tych samych "autorytetów politycznych", jakie nieprzerwanie, od 15 lat, dyktują nam co jest dobre i słuszne, a co głupie i szkodliwe.

Na podstawie doświadczenia tych już prawie 2 lat możemy śmiało stwierdzić, że wybrani "burmistrzowie" mają świadomość zalet takiego wyboru, nie tylko patrząc przez pryzmat ich osobistej sytuacji, ale też z punktu widzenia jakości zarządzania gminą i gospodarowania powierzonym im majątkiem narodowym. Przed naszym Ruchem, od czasu tych wyborów, otworzyły się bramy ratuszy i mamy rozliczne dowody przyjaznej i życzliwej atmosfery i poparcia. Świadczy o tym też niebagatelna już liczba Honorowych Samorządowych Patronów Ruchu – "burmistrzów", którzy publicznie zadeklarowali swoje poparcie. Liczba stu "burmistrzów", z których większość stanowią prezydenci miast, nie jest może imponująca, ale jest znacząca. Wiemy, że nie jest, na razie, tak duża jak być by mogła i być powinna, z tylko jednego powodu: naszych zbyt skromnych możliwości indywidualnego dotarcia i porozumienia.

Ta bariera, wynikająca ze szczupłości naszych "sekretarskich mocy przerobowych" musi zostać przełamana. Zwracam się z apelem do naszych Patronów o pilną i wydajną pomoc w tym zakresie. Ta Wasza pierwsza kadencja wybranych bezpośrednio "burmistrzów" stanowi szansę, której nie wolno zmarnować i przegapić. Nie trudno dostrzec, że "klasa polityczna", że ONI, dla których jesteście cierniem w bucie, podważającym ich legitymizację i monopol rządzenia Polską jak mafijnym holdingiem, nie życzy sobie i nie potrzebuje samodzielnych i niezależnych gospodarzy samorządnych gmin, jest to sprzeczne z logiką ICH działania. Widzimy przecież codziennie jak zaciągają łańcuchy krępujące inicjatywę obywatelską, znajdując poręczne instrumentarium w "przepisach unijnych", które zresztą sami interpretują dowolnie i na swoją korzyść. Dlatego Wasza pomoc i mobilizacja winna być głównym elementem rozstrzygającym nie tylko udaną akcję zebrania podpisów pod wnioskiem obywatelskim o referendum narodowe, ale w skutecznym doprowadzeniu do oczekiwanej przez nas reformy. Jeśli tej szansy nie wykorzystamy, to Polska może na długie lata pogrążyć się w marazmie, na który reakcją mogą być tylko desperackie protesty i bunty.

"Burmistrzowie", żeby mogli skutecznie zadziałać w tej sprawie potrzebują odpowiedniego zaplecza intelektualnego. ONI bowiem, dysponując środkami Państwa są w stanie wynajmować na swoje usługi dowolnych "ekspertów" i interpretatorów, którzy, przy kompletnym zawłaszczeniu mediów publicznych i niedopuszczaniu do głosu obywateli, mogą nadal skutecznie prowadzić kampanię dezinformacji i ogłupiania społeczeństwa. Dlatego tak niesłychanej doniosłości nabiera fakt, że po naszej stronie opowiedzieli się już publicznie rektorzy wielu uczelni wyższych, w tym rektorzy szeregu głównych polskich uniwersytetów. Jest to, między innymi, dowód na to, że rektorzy naszych uczelni już od dawna widzą, że z tą "klasą polityczną" na próżno tracą czas tłumacząc znaczenie i potrzeby edukacji i nauki w Polsce, i z trwogą obserwują, jak nasz kraj opuszczają rzesze najbardziej przedsiębiorczej i utalentowanej młodzieży. Zwracam się z apelem do Ich Magnificencji Rektorów, do moich kolegów profesorów ze wszystkich uczelni: otwórzcie sale wykładowe, otwórzcie bramy Waszych Uczelni i Wydziałów, zachęćcie swoich studentów do zainteresowania się tą fundamentalną sprawą ustrojową, nie pozwólcie, żeby o kwestii jak ma wyglądać demokracja w Polsce decydowali wyłącznie wczorajsi pracownicy "frontu ideologicznego", którzy teoretycznie uzasadniali wyższość "demokracji ludowej" nad tym, co pod pojęciem demokracji rozumieli przeciętni zjadacze chleba. Jest obowiązkiem naszym, nauczycieli i wychowawców, ukazać naszej wykształconej młodzieży perspektywę inną niż tylko mycie naczyń i ścielenie łóżek w zagranicznych hotelach, przekonać ich, że warto powalczyć o to, żeby prawdziwą perspektywę rozwoju oferował im ich kraj, a nie służba u obcych.

Do wszystkich Członków Komitetu zwracam się z apelem, aby dołożyli starań do zorganizowania większej liczby lokalnych komitetów, zachęcili swoich bliższych i dalszych znajomych do deklaracji i zaangażowania się w akcję zbierania podpisów pod wnioskiem referendalnym.

I zapraszam wszystkich do przyjazdu do Kielc, w dniu 18 września, na III Zjazd Krajowego Komitetu. Niech nasza obecność i udział będą wyraźnym sygnałem dla ONYCH, że od naszego postulatu ustrojowego nie mamy zamiaru odstąpić.

Wszystkich Państwa najserdeczniej pozdrawiam,

Jerzy Przystawa, Pełnomocnik KKR
Wrocław, 12 sierpnia 2004

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych