Rozmowa z Włodzimierzem Urbańczakiem, pełnomocnikiem Komitetu Referendalnego o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze

Informacje Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych przypominają meldunki z linii frontu…

Bo tak trochę jest. Organizujemy przygotowania do referendum. Ogień i zapał z czasem przygasają. Ludzie tracą zapał, kiedy świadomie i z poświęceniem trzeba zająć się ideą. Na imieninach często słyszymy jak źle się dzieje, ale daje nam to błogą możliwość rozejścia się do domów, nie robienia niczego, aby to zmienić. My staramy się ludzi zachęcić do zbierania podpisów…

A czy do waszej idei nie zniechęca to, że Jednomandatowe Okręgi Wyborcze doprowadzą do rozdrobnienia Sejmu? Że taki Sejm po prostu nie będzie w stanie nic uchwalić?

Ludzie gdzieś coś słyszeli, ale to jest świadomość kształtowana przez dziennik telewizyjny i etatowych rządowych specjalistów. Podchodzą więc do JOW ostrożnie, obawiają się, że to będzie anarchia. A jednomandatowy system wyborczy powoduje, że sami wybieramy swoich reprezentantów, a jak nam się nie podobają – to możemy ich odwołać. W Polsce nie mamy doświadczeń z takimi procedurami, ale taki system działa w około 70 krajach na świecie. Mało tego – we Włoszech czy Francji, gdy wprowadzono taki system wyraźnie zarysowała się dwubiegunowa scena polityczna (wg znanego w politologii tzw. Prawa Duvergera).

A czy to nie jest trochę tak, że politycy boją się weryfikacji przez wyborców?

Jeżeli nasi czołowi politycy startowali w wyborach naprawdę jednomandatowych – na burmistrzów i prezydentów miast – i sromotnie je przegrali, jak mają nie bać się takiego systemu? Tym bardziej, że tu nie liderzy partii będą decydować, kto znajdzie się na liście wyborczej. W tej chwili decyduje o tym szef partii i układy. I później mamy tak, że Warszawa, która teoretycznie w Sejmie powinna mieć 20-tu kilku posłów ma ich naprawdę znacznie więcej! (członkowie kierownictw partyjnych kandydują z list w całym kraju ).

Rozmawiał Leszek WALIGÓRA

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.