/In dubio, pro reo

In dubio, pro reo

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM,19 kwietnia 2005, godz. 9.00 i 21.30)

Stara rzymska zasada prawna „in dubio, pro reo" wymaga, żeby wszelkie wątpliwości, których nie można rozstrzygnąć, tłumaczyć zawsze na korzyść oskarżonego lub pozwanego. W Polsce, która jest zadeklarowanym powszechnie państwem prawa, zasada ta doprowadzona została do wyjątkowej wprost perfekcji. Oczywiście, jak to z zasadami bywa, nie zawsze i nie do wszystkich, ale z całą pewnością, przez minione piętnastolecie obowiązywała w stosunku do naszych współczesnych bohaterów narodowych, herosów transformacji ustrojowej, w stosunku do ludzi o cudownych i magicznych właściwościach, którzy porobili niewyobrażalne fortuny, praktycznie z dnia na dzień.

Jednym z głównych bohaterów tych przemian był niejaki Dariusz Tytus Przywieczerski, który w roku 1989 wypłynął na pierwsze strony gazet, przede wszystkim dzięki temu, że tak wspaniale zarządzał wielką firmą handlu zagranicznego, PHZ „Universal", że błyskawicznie zamienił ją w pierwszą polską spółkę giełdową, a sam trafił na listę 100 najbogatszych Polaków. Pochwałom i zachwytom nie było końca. Tym bardziej, że bogactwa swojego nie rezerwował tylko dla siebie, ale wspomagał kogo się tylko dało, a to szpital we Włocławku, a to Unię Wolności, a to Jacka Kuronia, a to Kongres Liberałów, praktycznie wszystkich polityków, którzy się do niego o wsparcie zwracali. Jak opowiadał w wywiadach, tylko politycy SLD nie chcieli od niego pieniędzy, dlatego sam z siebie, żeby było po sprawiedliwości, zafundował im gazetę o nazwie „Trybuna" i rozmawiał z nimi o sprawach kulturowych, na balach i rautach, wydawanych w jego pałacu w Głodowie, czy też w rodowym, jakoby, Przywieczerzynku. Na balach tych, jak odkryli wścibscy dziennikarze, bywała cała najwyższa śmietanka tej partii, z Aleksandrem Kwaśniewskim, Józefem Oleksym i kim tylko chcecie. Ostatecznie, nie było w tym niczego takiego niestosownego, Przywieczerski był bowiem ich starym kumplem, z czasów, które tylko najstarsi górale pamiętają, kiedy istniało coś takiego jak „KC", w którym wszyscy razem pracowali. W roku 1976, kiedy pacyfikowano Radom, Przywieczerski w tej pacyfikacji odgrywał czołową rolę, choć nie był dużo starszy od Aleksandra Kwaśniewskiego. 

Z tymi „góralami" nie ma przesady. Składając, nie tak dawno, wyjaśnienia przed sądem, w sprawie którą wytoczył nam – autorom książki „Via bank i FOZZ" ‑ Przywieczerski zeznał, że pracował w KC. „Co to takiego KC?" – zapytał młody Wysoki Sąd. „Komitet Centralny" – pada odpowiedź. „Komitet Centralny czego?" – pyta dociekliwy Sąd. „Komitet Centralny Partii". Aha. A w jakim charakterze? „Byłem instruktorem". Instruktorem czego? „No, instruktorem". – Ale czego? – „Instruktorem ekonomicznym". To KC zajmował się ekonomią? – i dalej w tym duchu. Kiedy Sąd pyta, czy DTP miał jakiś związek ze służbami specjalnymi, powód z oburzeniem odrzuca te niecne wątpliwości Sądu i zapewnia, że w żadnym wypadku, ponieważ w KC był po prostu ZAKAZ jakiejkolwiek współpracy z jakimikolwiek służbami specjalnymi. Od czasów Jerzego Urbana wszyscy wiemy, że nawet najzwyklejsi członkowie partii nie mogli być werbowani na tajnych współpracowników, musi więc być dla nas oczywiste, że ubekom nie wolno było nawet zbliżyć się do pracowników KC! Jak z tego obrazka widać, Wysokie Sądy mają wiele wątpliwości, a wspomniana wyżej rzymska zasada, każe te wątpliwości interpretować w słuszną stronę. Kiedy więc, pod koniec roku 2003, dotarły do Sądu materiały z IPN, Sąd się zdumiał, Jego wątpliwości powiększyły się, do tego stopnia, że natychmiast utajnił rozprawę z nami i do dzisiaj nie może sobie z nimi poradzić.

I dotyczy to wszystkich sądów, nie tylko tego jednego. Dariusz Przywieczerski chwalił się przed Sądem, że wytoczył ponad 30 pozwów przeciwko dziennikarzom piszącym o nim niepochlebnie i wszystkie wygrał! W roku 1993 prokuratura zajmowała się zagadnieniem jakiegoś drobnego miliona dolarów, który Przywieczerski sprowadził z Londynu na wkład w jego prywatną spółkę TRAST, założoną razem z Żemkiem i Chimową. Prokurator miał informacje, że były to pieniądze FOZZ. Nasz bohater odpowiedział, że to nieprawda, że były to jego osobiste honoraria za usługi, jakie tu i ówdzie, za granicą świadczył. Biedny prokurator umorzył śledztwo, bo miał wątpliwości czy to prawda. Wszystko to razem tylko nam pokazuje, jak potężna potrafi być siła wątpliwości.

Dziwny sędzia, Andrzej Kryże, zaczął jednak mieć inne wątpliwości: czy aby na pewno Przywieczerski jest tak stuprocentowo niewinny? Wydał więc postanowienie o odebraniu mu paszportu i zakazie opuszczania kraju. Było to postanowienie niesłychanie dotkliwe dla Polski, bo, pomimo bankructwa „Universalu", pomimo likwidacji FOZZ, pomimo procesów i napaści na jego osobę, Przywieczerski – jak donosi wczorajszy (tj. z 18 kwietnia 2005) numer tygodnika „Wprost" – pozostawał nadal właścicielem i udziałowcem dziesiątek firm i spółek rozsianych po całym świecie, z USA włącznie, a przecież wiemy, że prosperujący dobrze biznes to cios w najgorszą chorobę naszych czasów, w bezrobocie, w dobrobyt Kraju itd., jak tu więc można zakazywać? Mając takie wątpliwości, sąd wyższej od Andrzeja Kryże instancji, w kwietniu ubiegłego roku, zakaz uchylił. Teraz biedny Kryże wysyła za Przywieczerskim listy gończe, a sąd, który sądzi mnie i Dakowskiego, ma poważny problem jak nas skazać, gdy nie ma ani Przywieczerskiego, ani „Universalu"? To jest prawdziwy problem, o jakim nie miało pojęcia prawo rzymskie! „In dubio, pro reo" – oczywiście – ale gdzie się podziało to „reo" i jak tu na jego rzecz wyrokować?

Ucieczka Przywieczerskiego spowodowała, że jego osobą ponownie zająć się musiały redakcje najpoważniejszych inteligenckich gazet. Pisze się więc znowu o FOZZ, o „ośmiornicy", o firmach i spółkach, o rajach podatkowych, o Wyspach Dziewiczych, Arubach i Antylach. W tych wszystkich publikacjach nie znajduję ani słowa o tym, czego przede wszystkim dotyczy książka, od 11 lat sprawiająca tyle kłopotów wymiarowi sprawiedliwości, o mechanizmie, który umożliwiał rabowanie Polski w majestacie prawa i bez naruszenia jakiegokolwiek przepisu, bo właśnie same „przepisy" Narodowego Banku Polskiego otwierały na oścież drzwi do kasy państwa. Kiedy na początku roku 1990 Leszek Balcerowicz – który nie był jeszcze profesorem – wydawał zarządzenie, że oprocentowanie złotówkowych lokat bankowych wynosi 36% na miesiąc – polscy inteligenci cieszyli się jak dzieci, że wreszcie opłaca się w Polsce oszczędzać! Kiedy zamrażał kantorowy kurs wymiany dolara na wysokości 1 do 10.000 cieszyli się jeszcze bardziej i piali z zachwytu, że wreszcie doczekaliśmy się „wymienialnej złotówki"! Toż to drugi Grabski, tylko jeszcze większy! Dzisiaj mina im trochę jakby zrzedła, ale przecież nie do tego stopnia, żeby mieć wątpliwości, czy naprawdę należy mu się Nagroda Nobla w ekonomii i czy ma to coś wspólnego z FOZZ! A zresztą, rzymska zasada głosi „in dubio pro reo", a tu akurat wątpliwości nie brakuje – kto tam kiedykolwiek słyszał o jakimś „parytecie stóp procentowych"? – wszystkie więc wątpliwości muszą być interpretowane na jego korzyść! Dzisiaj, kiedy nadrząd III RP – Rada Polityki Pieniężnej – podniesie, albo obniży, stopy procentowe o ułamek procenta, pochylają się nad tymi sędziwe głowy geniuszy analiz ekonomicznych i uczenie debatują nad daleko idącymi konsekwencjami ekonomicznymi tego drobnego zaburzenia. Kiedy te stopy procentowe wynosiły 36% na miesiąc, wtedy wszyscy wołali: CUD! CUD GOSPODARCZY! Terapia szokowa! Brawo!

Nie dziwi więc, że wpływowy tygodnik „Wprost" na jednej stronie donosi o ucieczce Przywieczerskiego, o Arubach i Antylach, a na drugiej publikuje mądre analizy ekonomiczne twórców naszego cudu gospodarczego. Rodzą się z tego „wątpliwości" – o których mówiłem wyżej.

A co to ma wspólnego z moim ulubionym tematem jednomandatowych okręgów wyborczych? A no, niestety, wszystko. W każdym razie dość dużo, żeby polscy inteligenci zaczęli wreszcie mieć wątpliwości.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych