/Ćwierć autorytety

Ćwierć autorytety

Marek Jurek, który jako były marszałek Sejmu, skierował do Trybunału Konstytucyjnego sprawę weksli Samoobrony, zwołał konferencję prasową i podtrzymał swoje stanowisko. „Partie nie mogą być prywatnymi agencjami kreowania posłów za pieniądze” – oświadczył.

Z kolei na łamach „Rzeczpospolitej” Ireneusz Krzemiński wymyśla PiS-owi od Partii ćwierćinteligentów. „Kaczyński potrafi zafascynować tylko ludzi, którzy preferują autorytarne kierownictwo. Co ciekawe – pisze wybitny socjolog – mam wrażenie, że tą chorobą Kaczyński zaraził chyba wszystkie inne ugrupowania w Polsce.

Z kolei „Wprost” donosi, że nie tylko Andrzej Lepper pobierał haracz od swoich posłów. „Wprost” dotarło do uchwały mazowieckiej Platformy, która kazała swoim posłom, samorządowcom i urzędnikom, obejmującym stanowiska z nadania partii, płacić po 10% zarobków na fundusz partyjny.

Nie jestem jakoś szczególnie fanem partii Kaczyńskich, ale wahałbym się przed nazwaniem jej partią ćwierćinteligentów. Po pierwsze dlatego, że nieznane mi są kwalifikacje inteligenckie szeregów pisowskich, a po drugie nie bardzo wiem, czy inne partie nie są jeszcze bardziej ułomne pod tym względem. Co np. powiedzieć o Platformie miotającej się na scenie politycznej w coraz mniej skuteczny sposób? Czy to partia ćwierć czy może 1/8 inteligentów? Nie wspomnę już o innych ugrupowaniach. Być może zresztą niektórym wcale nie uwłaczałoby zakwestionowanie ich inteligenckości. Wszak przynależność do inteligencji to nie to samo, co sama inteligencja.

Tymczasem przytoczone fakty świadczą, iż na polskiej scenie politycznej występują pewne zjawiska – jak się okazuje powszechne: partie sprzedają miejsca na listach wyborczych, za poparcie przy uzyskaniu stanowisk w administracji, radach nadzorczych itp. każą sobie płacić haracz, władza liderów partyjnych jest absolutna, a wybitny socjolog formułujący na każde zawołanie opinie o naszej rzeczywistości, dostrzega w tym jedynie trujący wpływ Kaczyńskiego na zachowania innych przywódców, albo niski poziom kultury zawadiaki – Leppera. Nic poza tym! Żadnej socjologicznej analizy, żadnego zastanowienia się jak to możliwe, jaki mechanizm daje taką władze liderom, co zmuszają partie do szukania ogromnych pieniędzy na kampanie wyborcze, żadnego poszukiwania przyczyn.

Zamiast tego wystarczy dać upust swoim emocjom i korzystając ze statusu naukowca, profesora czyli autorytetu wyzwać Kaczyńskiego od ćwierćinteligentów, a z Leppera zrobić polityczne monstrum.

Obserwując na chłodno poczynania rządu Kaczyńskiego oraz reakcje, jakie wywołują te działania w środowiskach kształtujących opinię publiczną, dostrzegam rzecz zadziwiającą. Kaczyński jest atakowany nie za to, czego nie robi albo za to, co zaniedbuje, ale za to, co w jego działaniu jest słuszne, potrzebne i ewidentnie podoba się Polakom. Nasze instytucje publiczne, sądy, prokuratury itd. wymagały od lat oczyszczenia. Kaczyński to robi i za to zbiera baty od wszystkich obrońców Rzeczpospolitej Kontraktowej.

Jednocześnie lider PiS zaniedbuje wiele spraw, czasem w imię politycznego interesu popełnia grzech zaniedbania, ale to nie wzbudza krytyki. Kaczyński zaniedbuje reformy służby zdrowia, ale nikt mu tego nie wyrzuca, bo sformułowanie programu naprawy tej sfery wymagałoby odważnego zerwania z mitem bezpłatnych świadczeń, przekupuje kolejarzy, górników pomostowymi emeryturami – ale opozycja nie protestuje.

Kaczyński wreszcie konserwuje obecny system wyborczy – ordynację proporcjonalną – i też żaden socjolog, politolog mu tego nie wyrzuca. To bowiem autorytety wyprodukowały przed laty partyjną ordynację i teraz za nic w świecie nie przyznają się, że całe bagno: wodzowska struktura partii, korupcja partyjna, kupczenie stanowiskami – to efekt tej właśnie ordynacji wyborczej i jej promotorów.

Żeby dostrzec socjologiczne przyczyny patologii obecnych w polskiej polityce potrzebowalibyśmy z pewnością naukowców stuprocentowych. Ćwierć autorytety niczego tu nie wyjaśnią.