/„Nie” dla dalszej erozji demokracji

„Nie” dla dalszej erozji demokracji

 W czwartek 4 listopada 2004r. w północno-wschodniej Anglii odbyło się referendum, w którym wyborcy stosunkiem głosów prawie 4:1 odrzucili plan rządu Blaira utworzenia tam regionalnego parlamentu.
     Po burzliwej kampanii 696,519 (78%) wyborców głosowało przeciw pomysłowi rządu utworzenia zgromadzenia regionalnego w północno-wschodniej Anglii. Głosów "za" oddano tylko 197,310 (22%) . Frekwencja była niemała jak na tego rodzaju wydarzenie i wyniosla 47.8%. Wicepremier John Prescott przyznał, że promowany przez niego plan podziału Anglii na duże regiony odniósł "druzgocącą klęskę". "Jestem demokratą i akceptuję to" – powiedział Prescott. Uprzemysłowiony, bogaty głównie w przemysł górniczy i hutniczy północny wschód uważany jest za region najbardziej sprzyjający rządzącej Partii Pracy i najłatwiejszy teren dla przeprowadzenia niepopularnej reformy. Tym większa jest więc klęska rządu. Triumfujący politycy opozycji domagają się teraz likwidacji istniejących już w Anglii od niedawna niewybieralnych zarządów regionalnych, które kosztują podatnika ponad 30mln funtów rocznie. Konserwatyści argumentują, że samorząd brytyjski zawsze miał tylko jeden szczebel. Samorząd identyfikowany jest tutaj z małym hrabstwem, gdzie mieszka najwyżej kilkaset tysięcy mieszkańców, a nie z wielkim, sztucznym i zbiurokratyzowanym regionem, który nie ma żadnego umocowania w angielskiej tradycji i kulturze obywatelskiej.       John Elliott, lider ruchu o nazwie "Północny Wschód Mówi Nie" powiedział dziś rano, że lepiej, by John Prescott wstydził się przez dwa tygodnie, niż "żebyśmy zostali z tym niechcianym dzieckiem kosztującym nas 25 milionów funtów rocznie".
     Przeciwnicy regionalizacji zwracają uwagę, że koncepcje tworzenia wielkich regionów osłabiających rządy centralne i w konsekwencji państwa narodowe mają swoje źródło w Brukseli. W tym kontekście warto podkreślić dzisiejszą uwagę komentatora BBC Andrew Marr'a, który stwierdził, że wielu z tych, którzy głosowali w czwartkowym referendum na nie, jest równocześnie eurosceptykami. Tak wielka przewaga głosów "nie" powinna skłonić rząd – twierdzi Marr – do wyciągnięcia wniosków przed planowanym referendum nad przyjęciem europejskiej konstytucji.

* * * * * * *
     Zjednoczone Królestwo ma obecnie cztery parlamenty regionalne, których członkowie pochodzą z wyboru. Parlamenty te stanowią dodatkowy, drugi szczebel samorządowy, ponad radami hrabstw. Tylko jeden z nich, Rada Londynu, znajduje się w Anglii. Pozostałe trzy to Zgromadzenia Szkocji, Walii i Północnej Irlandii. Zgoda tych trzech prowincji na utworzenie osobnych parlamentów jest o tyle zrozumiała, że Szkoci, Walijczycy i Irlandczycy, to trzy historyczne narody, mające własne, bardzo różne od Anglii tradycje kulturowe i silne poczucie odrębności. Jednak krytycy zwracają uwagę na to, że parlamenty regionalne, choć rozporządzają własnym budżetem pochodzącym z dodatkowego, regionalnego podatku, obdarzone zostały niewielkimi kompetencjami i słuzą głównie do bezproduktywnych debat. Właściwy samorząd sprawowany jest bowiem przez hrabstwa.
     WoJOWników z pewnością zainteresują ordynacje wyborcze w tych czterech regionalnych zgromadzeniach. Zgromadzenia te powołano do życia niedawno, wkrótce po dojściu do władzy administracji Blaira w 1997r. Najpierw rząd wprowadził, po wygranych referendach w 1999r, regionalne administracje w Szkocji i Walii. Rada Londynu i Zgromadzenie Północnej Irlandii powstały rok później. Autorem ordynacji wyborczej dla Zgromadzeń Szkocji i Walii byl Donald Dewar, lider szkockiego oddziału Partii Pracy, z zawodu prawnik. Zaproponował on system o nazwie AMS (Additional Member System), który jest mieszaniną tradycyjnej brytyjskiej ordynacji JOW "Pierwszy na Mecie" i list partyjnych. W systemie tym mandaty z list partyjnych przydziela się używając tak dobrze znanych w Polsce ilorazow d'Hondta. Szkocja i Walia wybierają swych regionalnych posłów w tych samych okręgach JOW, które używane są w wyborach do Parlamentu Zjednoczonego Królestwa w Westminster. Z tą różnicą, że Szkocja używa w wyborach regionalnych jednego okręgu więcej, 73 zamiast 72, gdyż wyspy Orkney i Shetland w wyborach do Zgromadzenia Szkocji dzielą się na dwa okręgi. Walia ma 40 okręgów JOW. Dodatkowych mandatów przydzielanych z tzw. "list regionalnych" jest w szkockim parlamencie 56, czyli 43% wszystkich mandatów, a w walijskim 20, a wiec dokładnie jedna trzecia. Wielomandatowe okręgi dla potrzeb list partyjnych pokrywają się z wielomandatowymi okręgami utworzonymi – tez dopiero od 1999r – dla wyborów do Parlamentu Europejskiego. Przed 1999r. wybory europejskie odbywały się tutaj w JOW. Rada Londynu ma 25 radnych, z których 14 wybieranych jest w JOW, a 11 z list partyjnych. Z kolei Zgromadzenie Północnej Irlandii używa takiego samego systemu, jaki ma południowa część wyspy, czyli Republika Irlandzka. Jest to system STV (Single Transferable Vote), czyli odmiana większościowego systemu wielomandatowego. W systemie STV, choć jest wielomandatowy, nie ma list partyjnych, a kandydaci stają do wyborów indywidualnie.
     Omawiając te pomysły rządu Blaira, warto przy okazji wspomnieć, że Labourzyści próbowali także dokonać erozji systemu JOW w najważniejszych wyborach brytyjskich, czyli w wyborach do Parlamentu w Westminster. Próby te były, jak dotąd, nieskuteczne. Nie ruszono tez ordynacji samorządowej w hrabstwach, która nadal opiera się w 100% na JOW. Samorządy hrabstw są nie mniej ważną częścią ustroju państwa niż Parlament w Westminster, gdyż stanowią kręgosłup demokracji obywatelskiej na Wyspach Brytyjskich. Jak jednak widać z powyższego opisu, Blairowi w ciągu ostatnich 5 lat udało się dość skutecznie osłabić system JOW w wyborach do mniej dla Brytyjczykow istotnych ciałach przedstawicielskich jakimi są Parlament Europejski i cztery parlamenty regionalne. W tym świetle należy pozytywnie ocenić wynik czwartkowego referendum w północno-wschodniej Anglii. Nie wiadomo wprawdzie ilu z niemal 700tys wyborców głosujących na "nie" myślało o ordynacji wyborczej. Na pewno jednak wszystkie te glosy oznaczały "nie" dla dalszego osłabiania demokracji poprzez narzucone z góry kosztowne, fasadowe instytucje i procedury.

430 wyświetlen