/Inflacja uczciwości

Inflacja uczciwości

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 29 marca 2005, godz. 9.00 i 21.30)

"-Jak można poznać kiedy polityk kłamie?
-Należy patrzeć, czy porusza ustami."
(amerykańskie)

Przybliża się nieuchronnie termin wyborów parlamentarnych. Pomimo tego, że wszystkie partie zadeklarowały już dawno, że najbardziej ze wszystkiego pragną, aby wybory odbyły się „już teraz, natychmiast, na wiosnę, na początku lata, jak najszybciej", wygląda na to, że nie da się tego „natychmiast" odłożyć na termin późniejszy niż poza koniec września, bo wtedy politycy musieliby naruszyć Konstytucję, a Konstytucja to więcej niż Ewangelia i wszystko można naszym politykom zarzucić, tylko nie to. Chyba….?

Chyba, że zdarzy się coś nieprzewidywalnego, może Unia Europejska wyda jakiś nowy ukaz, może Prezydent – w ramach oszczędności budżetowych przesunie termin wyborów parlamentarnych, może, może… Ale to są marzenia. Póki co, drugim pragnieniem naszych partii politycznych i polityków w nich prym wiodących jest „uczciwość", wszyscy dzisiaj deklarują, że to jest najważniejsze ze wszystkiego, polityka ma być uczciwa, a „polityk ma być jak żona Cezara". Jest to postulat wielce ambitny. Historia Starożytna opowiada, że żona Cezara, Pompea, jako żona Najwyższego Kapłana, odpowiedzialna była za organizację „babskiego święta", Bona Dea, czyli, po polsku, „Dobra Boga", które szczególną estymą darzyć winne wszystkie feministki, tym bardziej, że wstęp na uroczystości miały tylko baby. Ale pewien łotr i świętokradca, niejaki Publius Clodius Pulcher, zakradł się, na odprawianie tej liturgii, przebrany za płeć odmienną i rzecz się wydała. Pomimo, że Pompea nie miała o tym pojęcia, Cezar dał jej list rozwodny, w którym napisał, że „żona Cezara, tak jak i cała jego rodzina, mają być poza wszelkimi podejrzeniami". Cóż by się stało z całą naszą klasą polityczną, gdybyśmy takie kryteria chcieli do niej zastosować?

Przede wszystkim jednak, kto miałby wręczać naszym „żonom Cezara" listy rozwodne i zwalniać ich z posady? Teraz szereg partii politycznych zgłasza inicjatywę zmiany konstytucji, aby zapisać w niej zasadę, że osobom skazanym za przestępstwa kryminalne nie wolno sprawować mandatów poselskich! No, to jest jakby dosyć dalekie od casusu „żony Cezara", bo Cezar, mimo wszystko nie czekał, aż „niezawisły sąd" wyda w jej sprawie wyrok. Gdzież bowiem są te „niezawisłe sądy" w III Rzeczypospolitej? Dzisiaj mamy się ponoć doczekać, że „niezawisły sąd" wyda wyrok na przestępców sądzonych w tzw. sprawie FOZZ. Wyrok, o którym dzisiaj wszyscy wiemy, że będzie miał znaczenie wyłącznie symboliczne, bo nasze „żony Cezara" tak przeformułowały kodeks karny, żeby przedawnienie było nieuniknione. Na ten wyrok „niezawisłego sądu" zapewne czeka inny „niezawisły sąd", który od 11 lat sądzi mnie za książkę „Via bank i FOZZ", ponieważ w odniesieniu do jednego z dżentelmenów, czekających w tym tygodniu na wyrok, ośmieliłem się, 13 lat temu, sugerować, że powinno się o nim pisać per „Dariusz Tytus P." nie wymieniając nazwiska. Ale taki postępek mógłby na tę „żonę Cezara" rzucić podejrzenie, iż może być na bakier z prawem, a przecież wiemy, z oświadczenia i jego samego, i jego adwokatów, złożonych przed Sądem Karnym, że jest absolutnie nie winny. Ani bowiem on sam, ani jego firma „Universal" (to jest też ciekawostka: firma już dawno upadła, a mimo to sądzi mnie nadal za „naruszenie jej dóbr osobistych"!) – według oświadczenia Pana Dariusza Nie Wiem Jak Go Wolno Nazywać przed „niezawisłym sądem" ‑ nie mieli nigdy nic wspólnego z FOZZ. Oni sobie, jak wyznał, tylko nawzajem pożyczali pieniądze. Raz FOZZ Universalowi, drugi raz Universal FOZZ-owi, a potem znowu na odwrót! Niezawisły Sąd naiwnie pyta: „no, a po co wyście tak sobie nawzajem pożyczali"? Głupie pytanie (przepraszam Sąd!). Pan Dariusz odpowiada: „bo raz były potrzebne Universalowi a raz FOZZ-owi, i na odwrót"!

No i to są właśnie łamigłówki, których rozwiązać nie są w stanie najbardziej nawet niezawiśli sędziowie III RP.

Tym bardziej, że droga do niezawisłego sądu jest stroma i śliska i nie łatwo ją przebyć z sukcesem. Przed wielu, wielu laty, jako radny Rady Miejskiej Wrocławia, skierowałem do Urzędu Prokuratorskiego zawiadomienie o przestępstwie poświadczenia nieprawdy, przez pewnego Wysokiego Dygnitarza Miejskiego, który ukrył złożone mu na piśmie oświadczenia kilkunastu ludzi, i publicznie stwierdził, że fakt taki nie miał miejsca i doprowadził do podjęcia uchwały Rady Miejskiej, która inaczej nie byłaby możliwa. Ponieważ dysponowałem całą dokumentacją, sprawa wydawała mi się prosta. Ale przecież, przed niezawisłym sądem jest jeszcze niezawisła prokuratura i niezależni prokuratorzy! Najpierw sprawa wędrowała od jednej prokuratury do drugiej – gdyby ktoś chciał wiedzieć – tylko PIĘĆ (sic!) NIEZAWISŁYCH PROKURATUR rzecz rozpatrywało, zanim się zdecydowali, która z nich jest kompetentna. Kiedy już zdecydowali, spuścili to w kanał Policji. Też, oczywiście, niezawisłej. Policja przeprowadziła skrupulatne dochodzenie, przesłuchano dziesiątki świadków, zgromadzono tomy akt, niczym Sejmowa Komisja Śledcza! W efekcie, jak łatwo zgadnąć, sprawa została umorzona a ów Dostojnik Miejski, jest dzisiaj Ważnym Dostojnikiem w innej Jeszcze Ważniejszej Instytucji Publicznej, którą można by śmiało nazwać Ministerstwem Prawdy (Miniprawdy – Minitruth – jak pisał Orwell).

Skoro tak się sprawy przedstawiają, to nasi kandydaci na stanowiska „żony Cezara" nie widzą innej drogi naprawy tej smutnej sytuacji, jak tylko poprzez odpowiednie zapisy w Konstytucji. Skoro nie można ani poprzez Policję, ani poprzez Prokuraturę, ani poprzez Niezawisły Sąd, a Sejmowa Komisja Śledcza też jest bezsilna, bo musi apiać przez Prokuraturę i Sąd i da capo al fine – to jedyną drogą jest zmieniana Konstytucji! Wprawdzie, od razu dają nam do zrozumienia, że Konstytucji zmienić się nie da, bo pomijając, że jest święta, to jeszcze wymaga niebywałej większości, której w żaden sposób nie można uzyskać. Cóż więc pozostaje? Ano, nic, tylko pójść do wyborów i głosować jeszcze raz na tych, którzy najgłośniej domagają się uczciwości w polityce!

Jestem innego zdania. Bez zmiany ordynacji wyborczej i wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych chodzenie do wyborów jest kręceniem się w kółko, bez możliwości wyjścia. Nowe partie, które niczym grzyby po deszczu mnożą się nagle na naszej scenie politycznej, zakładane są przez tych samych polityków, którzy zmieniają szyldy jak rękawiczki, twierdząc przy tym, że oni sami wcale się nie zmieniają, że ich zasady zawsze były i są takie same. W tym wypadku, akurat, można podejrzewać, że mówią prawdę. Wybory jednomandatowe są nam potrzebne jak ziemi deszcz, ponieważ takie wybory tym się różnią od obecnych, że wyborców można tam oszukać, ale tylko jeden raz! W wyborach, jakie nam zafundowano, oszukiwać można bez końca i bez konsekwencji, można zdania zmieniać jeszcze częściej niż partie, do których się należy, można codziennie mówić co innego, albo mówić to samo a co innego robić, i kresu temu nikt, żadne policje, prokuratury, sądy i komisje śledcze nie są w stanie położyć. Ten kres położyliby wyborcy, gdyby mieli taką szansę! Doświadczenie ostatnich 16 lat poucza nas, że szansy takiej nie dają ordynacje klecone przez ludzi, których jedynym celem jest utrzymanie się przy władzy. Dlatego nie dajmy sobie wmówić, że tak musi być, bo konstytucja, bo państwo prawa, bo wola polityczna, bo trzeba być praktycznym itd., itp. Dla nas, dla Polski, praktyczne jest odrzucenie systemu, który nie pozwala nam wyrwać się z zaklętego kręgu. 25 lat po Rewolucji Solidarności pora najwyższa na nowy Postulat Numer Jeden: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze!

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych