/Jednomandatowe zwody PiS-u

Jednomandatowe zwody PiS-u

Wrocław, 26 sierpień 2003
 
Polacy chcą jednomandatowych okręgów wyborczych
Marszałek Sejmu Marek Borowski, udzielając 4 lipca wywiadu dziennikowi "Rzeczpospolita" stwierdził, że "większość społeczeństwa polskiego chce wybierać posłów w jednomandatowych okręgach wyborczych". Jaka jest ta większość Marszałek nie powiedział, ale z różnych, publikowanych w ostatnich czasach badań opinii publicznej w Polsce, wiemy, że nie jest to byle jaka większość, bo wszystkie te sondaże wykazują poparcie dla takiego sposobu wyłaniania posłów w granicach 70%. Polacy po prostu dostają wysypki na słowo "partia", nie chcą głosować na partie polityczne. Dowiodły tego najlepiej jesienne wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast: na kandydatów wskazanych przez partie polityczne nie zagłosowało nawet 25% tych, którzy pofatygowali się pójściem do urny. Kandydaci wskazani przez partie najlepszym wynikiem mogą się poszczycić w największych miastach, w tzw. miastach wojewódzkich, gdzie aż 6 prezydentów, na 18, pochodzi z mianowania partyjnego. Wszędzie poza tym klęska partyjniactwa była sromotna.

Czy ten fakt zobowiązuje do czegoś posłów i elity polityczne?
     Art. 104 Konstytucji RP głosi, że "posłowie są przedstawicielami Narodu" i stosownie do tego składają odpowiednie ślubowanie. Co, w takiej sytuacji, powinni uczynić posłowie Rzeczypospolitej? Czy głośno artykułowane żądanie tak znacznej większości winno ich do czegoś zobowiązywać?
     Oczywiście, jest to pytanie retoryczne. Historia wszystkich sejmów od roku 1989 pokazuje dobitnie, że coś takiego jak wola Narodu nie obliguje naszych posłów do niczego i nie inspiruje do pracy na rzecz tego narodu. Ale też Naród to dostrzega i dlatego Sejm i zasiadający w nim posłowie nieodmiennie plasują się na samym dole społecznego zaufania. Frekwencja wyborcza obniża się z wyborów na wybory, doszło nawet do tego, że w ostatnich wyborach uzupełniających do Senatu, jakie odbyły się parę miesięcy temu w województwie (byłym województwie) wałbrzyskim, frekwencja wyniosła zaledwie 3% (słownie: trzy procent!). Już bardziej dobitnie swego stosunku do rozwijającej się w Polsce demokracji wałbrzyszanie wyrazić nie mogli.
     W tej sytuacji cała sztuka utrzymania się na powierzchni naszych "przedstawicieli Narodu" sprowadza się do manipulacji i oszustwa: jak przekonać, jak wmówić Polakom, że to z czym mają do czynienia w Polsce to jest prawdziwa demokracja, a wybory nie są tylko rytuałem głosowania, ale że coś tam wybierają?
     Temu celowi służą kolejne modyfikacje prawa wyborczego i wymyślane nieustannie nowe ordynacje wyborcze. Mamy obecnie Sejm IV Kadencji i w zastosowaniu były cztery różne ordynacje wyborcze. Prawie na pewno przewidzieć można, że i obecny Sejm uchwali piątą ordynację. Jest to swoisty rekord świata, zasługujący na wpis do Księgi Rekordów Guinessa. Jest to rekord kompromitujący zarówno polityków, jak i stanowiących ich zaplecze intelektualne dyżurnych profesorów konstytucjonalistów i wszelkiej maści doradców.

Chytry zabieg "Prawa i Sprawiedliwości"
     Podczas gdy tzw. postkomuniści łamią sobie głowy jak wykołować społeczeństwo domagające się JOW, z pomocą, jak zawsze, przychodzi nieoceniona polska "prawica" i zgłasza nowy projekt ordynacji wyborczej do Sejmu, który: "wychodzi naprzeciw społecznym oczekiwaniom i wprowadza jednomandatowe okręgi wyborcze". Politycy PiS-u, podobnie jak i cała reszta parlamentarnej "prawicy" mają szczególne powody, żeby się bać JOW jak ognia, gdyż to ich partie poniosły straszliwą porażkę w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast: na 2481 mandatów, kandydaci PiS-u zdobyli zaledwie 2 (dwa!), LPR-u – 3 a kandydaci Platformy Obywatelskiej – 4. Była to więc w całym tego słowa znaczeniu rzeź, wykazała ona, że te partie żadnych liczących się struktur w terenie nie mają. Popatrzmy więc z uwagą, jak z gilotyną JOW zamierzają poradzić sobie pisowcy.

JOW, jakie proponuje Ruch na rzecz JOW, mają być takie jak w Wielkiej Brytanii czy Kanadzie:
     1. Kraj podzielony na 460 JOW, każdy okręg ok. 60 tysięcy wyborców.
     2. Kandydować może każdy dorosły i nie karany obywatel, którego kandydaturę zgłosi kilkunastu wyborców z okręgu. Każda partia może zgłosić tylko jednego kandydata w jednym okręgu. Kandydat płaci kaucję, która jest mu zwracana, jeśli uzyska w wyborach, powiedzmy, 3% głosów poparcia.
     3. Mandat uzyskuje ten, kto zdobędzie najwięcej głosów, w wypadku równej ilości głosów rozstrzyga losowanie.

A jak w projekcie PiS-u?
     1. Kraj ma być podzielony na 230 JOW w ramach 16 wojewódzkich okręgów wyborczych. Na każde województwo przypada dwa razy tyle mandatów ile jest JOW, a więc np. jeśli województwo zostało podzielone na 15 JOW, to do obsadzenia będzie 30 mandatów.
     2. Każda partia i każdy komitet wyborczy wystawiają tylko jednego kandydat w jednym okręgu JOW. Kandydatura musi być poparta 500 podpisami wyborców. Jeśli jednak partia zarejestruje kandydatów w połowie JOW, to pozostałych kandydatów nie potrzebuje popierać podpisami.
     3. Jeśli partia zarejestruje kandydatów w co najmniej połowie JOW w danym województwie, to ma prawo wystawić listę wojewódzką. Ta lista musi zawierać co najmniej tyle nazwisk, ile jest mandatów przypadających na to województwo.
     4. Mandaty poselskie uzyskają tylko kandydaci tych partii, których listy wojewódzkie dostały co najmniej 5% głosów poparcia w skali całego kraju! Nie mają więc jakichkolwiek szans żadni "samotni strzelcy", ani żadne ugrupowania lokalne, bez względu na skalę ich poparcia. Można zdobyć nawet wszystkie głosy w swoim JOW a i tak nic z tego!
     5. Ile mandatów przypadnie danej partii, która przekroczyła próg wyborczy, o tym rozstrzyga metoda d'Hondta. Ilość wygranych wyborów w JOW nie ma tu znaczenia. Jeśli jakaś partia nawet wygra we wszystkich JOW w danym województwie, to gdy z metody d'Hondta wyniknie mniej mandatów – dostanie mniej, jeżeli więcej – więcej. W pierwszym przypadku zwycięzcom ich zwycięstwo się zabierze, w drugim doda.

Upartyjnienie wyborów doprowadzone do absurdu
     Propozycja PiS, którą autorzy sami nazywają "spersonalizowanym systemem proporcjonalnym" nie ma wiele wspólnego z postulatem JOW, zgłaszanym przez Ruch na rzecz JOW. Upartyjnienie wyborów idzie tutaj nawet dalej, niż ma to miejsce obecnie. W rzeczywistości ten projekt (poza metodą d'Hondta, która w obecnej ordynacji zastąpiona została tzw. zmodyfikowaną metodą Sainte-Lague) modyfikuje tylko nieco sposób podziału mandatów wewnątrz list partyjnych: obecnie o podziale mandatów na liście decydują wyborcy w tym sensie, że wchodzą kandydaci, którzy, kolejno, uzyskali najwięcej głosów. Jeśli projekt PiS przejdzie, to tak już nie będzie: o podziale mandatów w większym stopniu niż dotychczas zdecydują liderzy partyjni. Oznacza to większą władzę "partyjnych baronów", dalszy, umocniony rozwój znienawidzonego przez Polaków partyjniactwa. Tak swoją misję pojmują "przedstawiciele Narodu" zorganizowani w partię o nazwie "Prawo i Sprawiedliwość".
     Na koniec, last but not least, powiedzieć wypada, że projekt PiS-u nie usuwa konstytucyjnych wad dotychczasowych ordynacji: (1) podobnie jak wszystkie inne gwałci nasze bierne prawo wyborcze, uniemożliwiając zdobycie mandatu obywatelom nie zrzeszonym w duże partie polityczne; (2) nadając przywileje partiom gwałci zasadę równości; gwałci zasadę proporcjonalności, gdyż tą metodą nie da się proporcjonalnie rozdzielić mandatów; (3) komplikując dodatkowo procedurę rozdziału mandatów pogłębia frustrację i niechęć wyborców do udziału w tych procedurach. Zapisana w Konstytucji zasada powszechności wyborów do Sejmu zostaje sprowadzona do fikcji.
     "Prawo i Sprawiedliwość". To ładnie brzmi.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych