(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 9 października 2003, godz. 10.00)
 
Dziennik "Rzeczpospolita" z wtorku, 8 października, poinformował, że według organizacji międzynarodowej pod nazwą Transparency International, Polska oceniana jest jako najbardziej skorumpowany kraj wśród krajów kandydujących do Unii Europejskiej oraz, że ta sytuacja, z roku na rok się pogarsza. Jest to o tyle przykre, że z roku na rok nasila się w Polsce walka z korupcją i kiedy by nie otworzyć telewizora, posłuchać radia czy wziąć do ręki byle jaką gazetę, to walka z korupcją coraz bardziej się natęża i coraz więcej miejsca jest temu poświęcane. Przypomina to do żywego starą tezę towarzysza Stalina, o zaostrzaniu się walki klasowej wraz z rozwojem socjalizmu: im bardziej umacnialiśmy i rozwijaliśmy tamten ustrój szczęśliwości społecznej, im bardziej zwyciężaliśmy i niszczyliśmy wroga klasowego, tym wróg klasowy stawał się groźniejszy i wymagał stosowania bardziej stanowczych i radykalnych metod. Tak i z tą potworną hydrą korupcji: im bardziej stanowczo i zdecydowanie ją zwalczamy, to jej coraz więcej. Pojawiają się nowe wspanialsze metody walki z korupcją. Minister Janik wymyślił, żeby policjantom zaszywać kieszenie, prezydent Kropiwnicki postanowił, że żaden urzędnik, nawet on sam, nie ma prawa rozmawiać z nikim w cztery oczy, Sejm powołał nawet specjalną komisję śledczą, która na naszych oczach, prawie od roku tropi korupcję i nic! Z gazet wychodzących w tym tygodniu dowiadujemy się, że Grzegorz Żemek, główny oskarżony z procesie FOZZ, facet, który był głównym instrumentariuszem przy wykręcaniu z polskiego systemu finansowego miliardów dolarów, nadal, jakby nigdy nic, kręci sobie dalsze lody na setki milionów i za nic ma kolejne rządy i sądy, a szef Narodowego Funduszu Zdrowia, młody i bystry facet, niczym drugi Ireneusz Sekuła, nagle strzela sobie w łeb z dubeltówki i znajdują go w jakichś szuwarach. Dobrze chociaż, że to zrobił w szuwarach, gdzie nikt go nie widział, bo w ten sposób przynajmniej wiemy na pewno, że zrobił to sam i bez niczyjej pomocy, bo gdyby to zrobił na ulicy, tak jak generał Papała czy minister Dębski, to wtedy powstałyby podejrzenia, że ktoś go zastrzelił i biedne państwo polskie, czyli my wszyscy, musiałoby tracić dodatkowe pieniądze na poszukiwanie zabójców, których przecież znaleźć nijak się nie da.

     W minioną sobotę, młodzi ludzie z Opola i Torunia, ze stowarzyszenia "Stop Korupcji", zorganizowali w Toruniu I Ogólnopolski Kongres Antykorupcyjny. Wśród prelegentów kongresu znaleźli się, między innymi, profesorowie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika Andrzej Zybertowicz i Grzegorz Górski, prezes Transparency International – Polska p. Julia Pitera, prezes Centrum im. Adama Smitha dr Andrzej Sadowski, redaktor naczelny "Znaków Nowych Czasów" ? Michał Drozdek. W odróżnieniu od innych osób publicznie wypowiadających się na temat korupcji w Polsce prawie wszyscy prelegenci, jako rzecz o znaczeniu zasadniczym, podnieśli sprawę ordynacji wyborczej i stwierdzili, że bez wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu hasło "stop korupcji" pozostanie jedynie hasłem, i że zmiana ordynacji wyborczej jest krokiem wstępnym i koniecznym do oczyszczenia państwa polskiego.
     Jaki jest związek ordynacji wyborczej do Sejmu z korupcją i dlaczego w Polsce konieczne jest wprowadzenie JOW, podczas gdy są na świecie kraje, w których wybory są w ordynacji proporcjonalnej, a stopień korupcji jest tam nie wielki, takie chociażby jak kraje skandynawskie, Finlandia czy Szwecja?
     Istnieje wiele istotnych różnic pomiędzy Szwecją czy Finlandią a Polską, które mają wpływ na życie obywateli i funkcjonowanie państwa i poziom korupcji. Zapewne sprawą główną będzie system edukacyjny, sposób w jaki wychowuje się dzieci, wartości jakim hołdują ich rodzice. Są ludzie, którym powierzyć można dowolną sumę pieniędzy i wiadomo, że grosz nie zginie, a przy innych nie pomagają szafy pancerne. Inaczej funkcjonuje państwo, do którego obywatele mają zaufanie, w którym działa prawo i ustalone porządki, inaczej państwo, jak Polska, gdzie nie ma ani rządu, ani sądu, gdzie państwo należy dopiero tworzyć na jakichś nowych zasadach. Być może najlepiej zilustruje to porównanie jak tworzono II Rzeczpospolitą, po roku 1918, a jak obecne państwo, niesłusznie nazywane III Rzeczpospolitą. W tamtej też była korupcja i trzeba było z nią walczyć, ale nie była zasadą tworzenia państwa, jak to miało miejsce kiedy ogłoszono koniec PRL. Tamtą tworzyli Polacy-patrioci, którzy swego patriotyzmu dowiedli krwią i blizną, wielopokoleniową pracą dla niepodległości Polski, a nie skorumpowani pieczeniarze, tajni agenci komunistycznych służb specjalnych i sowieccy najemnicy. Korupcja, to nie jest tylko wręczenie komuś koperty czy innej łapówki, korupcja to niejawne związki, zależności, korupcja to także szantaż, klientyzm i nepotyzm. II Rzeczpospolita powstała z niczego entuzjazmem i wysiłkiem Polaków, którzy gotowi byli oddać za nią życie, III Rzeczpospolita to, jak to opisali w wydanej w roku 2000 w Londynie i Nowym Jorku książce "Privatizing the Police State. The Case of Poland" profesorowie Maria Łoś i Andrzej Zybertowicz – sprywatyzowane państwo policyjne, w którym głównym, aczkolwiek niejawnym i zakulisowym aktorem politycznym, posiadającym największy wpływ na sprawy państwowe, pozostają dawne służby specjalne, przede wszystkim wojskowe służby informacyjne. Powraca do tego tematu prof. Zybertowicz w najnowszym artykule dla "Przeglądu Socjologicznego" zatytułowanym "W centrum czy na obrzeżach? Przemoc w III RP". Pajęczyna takich powiązań oplotła grubą siecią nasze życie publiczne i państwowe i uniemożliwia nam wyrwanie się na swobodę. To te powiązania, system haków i teczek, tajnych informacji, gromadzonych przez dziesięciolecia, umożliwia szantażowanie polityków, wymuszanie haraczy w postaci pieniędzy i usług, zapewnia bezkarność i prosperity Żemkom i Przywieczerskim, uniemożliwia wyjaśnienie zagadkowych śmierci generałów i ministrów. Dla tych powiązań, dla tej ukrytej i skomplikowanej sieci powiązań i haków ordynacja partyjna jest instrumentem opatrznościowym i niezwykle poręcznym, który umożliwia zakulisowym aktorom układanie partyjnych list wyborczych, a w konsekwencji wpływanie na skład Sejmu i rządu. Ordynacja partyjna, sama w sobie, jest kiepskim instrumentem, zawsze i wszędzie psującym państwo i degenerującym demokrację. Ale tak jak rdza przeżerająca metal: aby zardzewiał wielotonowy gruby blok żelaza potrzeba wieków, podczas gdy cienka żyletka po kilku dniach nie będzie się nadawała do użycia, tak i z organizmem państwowym. Nim gruby schudnie, to chudy umrze, powiada przysłowie. Dla Finlandii i Szwecji to może być proces gnilny, z którym przetrwają pokolenia, dla Polski, na tej peerelowskiej pożywce, to katastrofa.
     Kiedy nie działa prawo, kiedy nie działa system wymiaru sprawiedliwości, kiedy policjanci łapią przestępców a prokuratorzy i sędziowie natychmiast ich wypuszczają, kiedy nie można przeprowadzić lustracji polityków, prokuratorów i sędziów, kiedy wybory tylko bez przerwy reprodukują i odtwarzają starą, skorumpowaną klasę polityczną, zmiana systemu wyborczego, wprowadzenie JOW, jest jedynym racjonalnym i w miarę bezbolesnym sposobem przerwania pępowiny łączącej III RP z PRL. Na Kongresie Antykorupcyjnym w Toruniu prof. Andrzej Zybertowicz przestawił trzy możliwości rozwoju sytuacji: albo (1) ten proces gnicia będzie kontynuowany, albo (2) nastąpi wstrząs niekontrolowany, poprzez wybuch jakichś rozruchów na wzór Argentyny, albo (3) poprzez wstrząs kontrolowany, który przetnie powiązania z PRL, umożliwi zahamowanie procesu gnilnego i otworzy drogę do IV Rzeczypospolitej. Takim wstrząsem kontrolowanym byłaby zmiana ordynacji wyborczej i wprowadzenie JOW w wyborach do Sejmu.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.