(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 23 października 2003, godz. 10.00)
 
14 października, w dniu jaki odziedziczyliśmy po PRL-u, obecnie nazywanym Dniem Edukacji Narodowej, w porannej audycji telewizyjnej "Gość dnia" w TVP3, wystąpił niezwykle elegancki i kulturalny światowiec, który z niejednego pieca chleb jadł, do niedawna minister kultury, p. Andrzej Celiński. Młodym ludziom, niezorientowanym w panteonie politycznym III RP, przypomnieć wypada, że tak, jak kiedyś – kiedyś, p. Andrzej Celiński był sekretarzem Komisji Krajowej NSZZ Solidarność i sekretarzem Lecha Wałęsy, a zatem niejako drugą osobą w "Solidarności", tak dzisiaj jest wiceprzewodniczącym SLD, a więc też niejako drugą osobą tylko, że po Leszku Millerze. Mam wrażenie, że są to rekomendacje nie byle jakie, a w każdym razie wystarczające, żebyśmy jego opinie na temat rozwoju sytuacji politycznej potraktowali z uwagą i należnym respektem, nie tak jak by pochodziły od pierwszego z brzegu oszołoma, nie pojmującego sensu moralnego przełomu jaki dokonał się przy Okrągłym Stole, a którego Andrzej Celiński jest personifikacją.

     Pan Celiński nie mówił nic i nie był przepytywany na temat edukacji i nauczycieli – czego można by się w tym dniu spodziewać – wypowiadał się o sprawach bardziej zajmujących dziennikarzy i tworzoną przez nich tzw. opinię publiczną, na temat afery Rywina, kłopotów z policją i tzw. aferą starachowicką. Jednakże to, co mówił, stanowić powinno przedmiot refleksji i zadumy każdego nauczyciela i edukatora w Polsce. W powodzi błyskotliwych wypowiedzi tego wybitnego polityka wynotowałem trzy złote myśli, zasługujące na szczególną uwagę.
     Pierwsza, to uwaga o szczęśliwym położeniu geopolitycznym Polski, której obecnie nikt nie zagraża. W przeciwnym bowiem wypadku, gdyby jakieś niebezpieczeństwo zewnętrzne nam groziło, to państwo polskie byłoby niezwykle łatwym łupem, albowiem struktury państwa są dzisiaj w rozkładzie i nie zdolne do obrony przed jakąkolwiek agresją zewnętrzną.
     Druga, to myśl o politykach polskich, którzy znajdują się między młotem oczekiwań i dyspozycji partyjnych, a kowadłem opinii publicznej i społeczeństwa, oczekującego od nich zupełnie czegoś innego niż partie polityczne, do których należą. Nic więc dziwnego, że zgodnie z zasadą, iż "bliższa koszula ciału", nasi politycy nieodmiennie przedkładają interesy partyjne nad interes Polski.
     Ukoronowaniem tych głębokich przemyśleń była malarska wręcz wizja Polski jako kraju najechanego przez Hunów, których jedynym celem jest grabież i łup. Grabią więc i łupią bez miłosierdzia. Kim są ci Hunowie, którzy najechali nasz kraj? Z wypowiedzi Andrzeja Celińskiego wynikało jednoznacznie, że są to miłościwie nam panujące partie polityczne, jak wolno się domyślać, nie wyłączając partii rządzącej, Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Gdzie, na tym malowniczym tle, znajduje się wiceprzewodniczący tej partii, Andrzej Celiński, na jakim koniu jeździ i gdzie grasuje – możemy się tylko domyślać, bo tego, przez skromność, nam nie powiedział.
     Te złote myśli pierwszoplanowego polityka III RP pragnę dedykować wszystkim polskim nauczycielom w dniu ich urzędowego święta, kiedy uczniowie mają labę, a wychowawcy czas na kontemplację radości z wykonywanego zawodu. Historia ludzkości nie zna bowiem takiego przykładu, żeby najeżdżający jakiś kraj Hunowie budowali w podbitym kraju oświatę i wychowanie, rozwijali naukę i kulturę. Wiemy np., jak I Rzeczpospolita została najechana przez Szwedów, ale mało kto wie i pamięta, że ofiarą najazdu padło szkolnictwo. Okazuje się, że w owych ciemnych wiekach szlachetczyzny w Polsce rozwinięte było na niespotykaną gdzie indziej skalę szkolnictwo, które bez wielkiej przesady można by nazwać powszechnym: była to ogarniająca cały kraj sieć szkół parafialnych. Ta sieć została zniszczona, szkoły splądrowane i popalone, nauczyciele wybici. Tej sieci już nigdy potem nie udało się odtworzyć. II Rzeczpospolita, którą tworzyli nie jacyś partyjni Hunowie, ale Polacy z krwi i kości, którzy ze wszystkich rzeczy najbardziej pragnęli mieć swoje suwerenne państwo, postawili edukację na pierwszym miejscu. Ustawa z 9 października 1923 roku (Dz.U.R.P. nr 116 z r. 1923, poz. 924, str. 1389) – właśnie minęła niezauważona przez nikogo 80 rocznica jej uchwalenia – przyznała nauczycielom i wychowawcom pierwsze miejsce w państwie. Czyniła to nie w sposób deklaratywny, drogą nadawania tytułów i odznaczeń bez pokrycia, ale poprzez regulacje dotyczące ich statusu materialnego i uposażenia: zrównywała uposażenie profesorów zwyczajnych z zarobkami wojewodów, ministerialnych dyrektorów departamentów czy Komendanta Głównego Policji; a nauczyciele szkół średnich mogli awansować do pensji pułkownika w wojsku czy nadinspektora w Policji Państwowej. Tak honorowana kadra wychowawców i nauczycieli wykształciła pokolenie ludzi pracujących dla kraju, a gdy trzeba było potrafiących rzucić swoje życie "jak kamienie na szaniec" i przeciwstawić się Hunom, a nie podlizywać się im i wkupywać w ich łaski.
     Koniec tamtego pokolenia jest końcem II Rzeczypospolitej. Hunowie, ci z Zachodu i ci ze Wschodu, wiedzieli, że aby ujarzmić Polskę trzeba zniszczyć pokolenie jej wychowawców i nauczycieli i tym się, w pierwszym rzędzie, zajmowali po najeździe i przez długie lata okupacji.
     Każdy, komu nie obca była historia Polaków i polskiej inteligencji, miał prawo się spodziewać, że kiedy tylko pojawi się szansa na budowanie III Rzeczypospolitej, to zadaniem najwyższej rangi i wagi stanie się edukacja młodego pokolenia, pokolenia zdolnego sprostać wyzwaniom współczesności. Niestety, tak się nie stało. Nauczyciel, wychowawca, jak za komunizmu, pozostał pariasem bez przyszłości, a na reformę odziedziczonego po PRL-u systemu edukacyjnego czekać trzeba było równe 10 lat. Kto wie zresztą, czy nawet do takiej reformy by doszło, gdyby nie warunki stawiane przez Unię Europejską. Zapoczątkowano więc reformę edukacji. Dzisiaj, po kolejnych 4 latach, możemy śmiało powiedzieć, za Stefanem Kisielewskim, że "dyktatura ciemniaków" zaowocowała edukacyjną "reformą ciemniaków", szkoła jest, może w jeszcze większym stopniu niż poprzednio, areną walki uczniów z nauczycielami, a nauczyciele stanowią dziś najbardziej sfrustrowaną grupę zawodową. Zamiast poprawy warunków egzystencji nałożono na nich dodatkowe obowiązki, konieczność uzupełniania wykształcenia, dostosowania się do nowych wymagań programowych i wszystko to pod groźbą utraty pracy i zasilenia szeregów bezrobotnych.
     Hunowie nie kształcą, Hunowie grabią i łupią. Od czasów Attylli zmieniły się techniki i metody grabieży. Dzisiaj nie pali się wiosek i miast, nie gwałci kobiet i nie wiesza na przydrożnych drzewach. Opisując pierwsze lata tego najazdu, książce napisanej w oparciu o materiały zgromadzone przez inspektora Najwyższej Izby Kontroli Michała Falzmanna, daliśmy tytuł "Via bank i FOZZ". Jednostkę rabunku nazwaliśmy tam "bagsikiem", jeden bagsik to pół miliarda dolarów amerykańskich, bo tyle mniej więcej złupili z nas niezrzeszeni rabusie, Bagsik z Gąsiorowskim, i wywieźli do Izraela. Na tyle samo ocenia się dziś innego "woluntariusza", byłego szefa PZU, Wieczerzaka. Ale Bagsik, Gąsiorowski, Wieczerzak to, w gruncie rzeczy grabieżczy margines, zbójcy zaczajeni w ciemnej ulicy. Główne oddziały Hunów są gdzie indziej i to nie ich miał na myśli Andrzej Celiński. To już prędzej rabunek systemowy, zorganizowany na najwyższym szczeblu, taki jak FOZZ i pochodne FOZZ-u. Jeden bagsik to zaledwie pensja ok. pięciu milionów profesorów uniwersyteckich, to nie mniej niż pensje dziesięciu milionów nauczycieli. Dwa bagsiki, czyli cały miliard dolarów to tyle samo co spalić całe miasto średniej wielkości. Za 100 tysięcy dolarów można bez kłopotu wybudować dom, więc za miliard zbuduje się 10 tysięcy, a więc całe miasto z kilkudziesięcioma tysiącami mieszkańców.
     Hunowie dzisiaj nie palą i nie mordują, czasem tylko padnie gdzieś, na ulicy, przypadkowa ofiara. Jakiś generał policji, który nie w porę zorientował się kogo należy śledzić, jakiś prezes Najwyższej Izby Kontroli, który wepchnął nos gdzie nie trzeba, jakiś minister, który zabłądził i poszedł gdzie nie powinien. Poza tym spokój, umiar i łagodność. Policja udaje, że łapie, prokuratorzy udają, że oskarżają, sędziowie udają, że sądzą. Dla rozrywki ogólnej mamy jeszcze nadzwyczajną sejmową komisję śledczą.
     Czy jest sposób na Hunów, czy jest jakaś możliwość wyrwania się z ich łap? Jest na to bardzo prosty sposób: nazywa się ordynacja wyborcza z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Warto, żeby o tym przez chwilę pomyśleli nauczyciele w dniu ich oficjalnego święta. Warto, żeby informacje na ten temat przekazali uczniom i wychowankom. Jeśli dzisiaj nauczycielom samym brak odwagi cywilnej i obywatelskiej, żeby się o to upomnieć, to może młode pokolenie uczniów pójdzie w jakimś momencie po rozum do głowy i zażąda tego, czego nie potrafili wprowadzić ich rodzice i wychowawcy? Miejmy nadzieję, że stanie się to zanim będzie za późno.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Skomentuj

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.