/Śpij, kolego, w ciemnym grobie…

Śpij, kolego, w ciemnym grobie…

(komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 13 listopada 2003, godz. 10.00)
 
W przeddzień Święta Niepodległości, z osobistym udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej, pochowaliśmy majora Hieronima Kupczyka, pierwszego polskiego żołnierza, który zginął, podczas pełnienia czegoś, co w języku obowiązującej nowo-mowy nazywa się "pokojową misją stabilizacyjną w Iraku". Do wykonywania tej misji, nasi wojskowi misjonarze są wyposażeni w amerykańskie mundury, amerykańską broń i amerykańskie kamizelki kuloodporne. Niestety, jakiś iracki wróg pokoju i stabilizacji trafił majora Kupczyka w szyję i w ten sposób jego misja została zakończona. Ponieważ idziemy z duchem czasu, więc na lotnisku w Szczecinie, trumnę majora Kupczyka powitała kompania honorowa, a nad trumną zabrzmiała samotna trąbka z niezwykłej piękności amerykańską melodią, jaką w Polsce mieliśmy do tej pory okazję słuchać jedynie oglądając amerykańskie filmy ze scenami pogrzebów amerykańskich wojowników. Do tej pory nad trumnami polskich żołnierzy, podczas ceremonialnego pochówku, rozbrzmiewał sygnał Wojska Polskiego "Bracia do bitwy nadszedł czasÂ…". Rozbrzmiewał od pokoleń, zarówno w II Rzeczypospolitej, jak i w PRL-u, bo generałom kształconym w "Woroszyłowce" tłumaczono, że lepiej będzie dla sprawy międzynarodowego komunizmu i zwycięstwa postępu na całym świecie, jeśli "Palaczki" uwierzą, że Ludowe Wojsko Polskie jest polskie a nie sowieckie. Towarzysz Stalin, "słońce ludzkości", odmówił polskim komunistom zgody na zlikwidowanie Mazurka Dąbrowskiego, kazał im zachować barwy i symbole narodowe. Chytry i podstępny Gruzin wiedział doskonale, że "komunizm pasuje do Polski jak siodło do krowy", wolał, żeby pod polskim mundurem biło sowieckie serce niż żeby było na odwrót. Dlatego kazał sowieckim generałom, Rokossowskiemu, Popławskiemu, Świerczewskiemu i setkom innych, chodzić w rogatywkach, salutować po polsku i nie używać przy ludziach języka rosyjskiego. Generalissimus Stalin rozumiał lepiej niż polscy komuniści, że jego wspaniałej misji pokojowej i stabilizacyjnej nikt nie chce, że wszyscy go nienawidzą, że inne narody podporządkować można tylko nahajką, zdradą i podstępem.

     Amerykańscy przywódcy i generałowie są ludźmi z zupełnie innego naboru. Gdy w Sowietach śpiewano "Sajuz nieruszimyj – niezłomny jest Związek Republik Sowieckich", to w Ameryce wspaniały hymn "God bless America" – Boże błogosław Ameryce, na amerykańskich dolarach czytamy "In God we trust" – ufamy Panu Bogu, a nie brudnym pieniądzom. Sowieci, wkraczając do Polski i do innych krajów, rabowali, mordowali, gwałcili. Wywozili na Wschód wszystko, co tylko wywieźć się dało. Zupełnie inaczej Amerykanie: oni nie rabują i nie wywożą, przynoszą dobrobyt, coca-colę, dżinsy i adidasy, wszystkie niesamowite osiągnięcia cywilizacyjne, komputery i jacuzzi. Nie rozumieją więc, dlaczego narody przez nich nawiedzane z misjami pokojowymi, zamiast przyjąć to wszystko wdzięcznym sercem, witają ich nienawiścią, pułapkami minowymi, granatami wystrzeliwanymi z zasadzki, kulami z karabinów maszynowych i rakietników? Za co, dlaczego? Dlaczego się do nich strzela i morduje skrytobójczo? Dlaczego nienawidzą ich Wietnamczycy, Afganowie, Palestyńczycy, Serbowie, Persowie, Irakijczycy wszelkich religii? Przecież oni chcą tylko dobrze, tylko wolności i wspaniałości, nowoczesnej cywilizacji i najwyższej amerykańskiej kultury dla tych ciemnych i zacofanych społeczeństw i kultur? I za tyle serca i najlepszych intencji skrytobójcze kule? Co za paradoks i niesprawiedliwość!
     Wśród wszystkich narodów świata naród polski wyróżnia się swoim stosunkiem do Ameryki. Tutaj, na tej szerokości geograficznej mieszkają ludzie, którzy od pokoleń darzyli Amerykę najwyższą sympatią i uwielbieniem. W czasie okupacji niemieckiej śpiewaliśmy: "To jest Ameryka, to słynne USA, to nasz kochany kraj, na ziemi rajÂ…". Składali się na to i Kościuszko z Pułaskim, i Helena Modrzejewska, i Ignacy Paderewski, i lotnicy amerykańscy polegli w obronie Lwowa. Wykpiwał to nasze zauroczenie Ameryką sceptyczny Stanisław Cat-Mackiewicz, opisując jak to polska gospodyni pójdzie na targ kupować wiadro i zamiast kupić całe ale polskie, woli kupić dziurawe , byle amerykańskie.
     Za to głębokie uczucie Amerykanie nie bardzo się nam odwzajemnili. Za kampanię wrześniową, za Narwik, Tobruk, Monte Cassino, za bohaterskie walki naszych lotników na Dalekim Wschodzie, odpłacili nam zdradą i wydaniem w ręce Sowietów. Odmówili uznania Rządowi Polskiemu na Uchodźstwie, zgodzili się na Czwarty Rozbiór Polski. "I saw Poland betrayed" – widziałem Polskę zdradzoną ? napisał porządny Amerykanin, Arthur Bliss-Lane, pierwszy po wojnie amerykański ambasador w Warszawie. Odmówił pełnienia swojej poselskiej misji i wyjechał z Polski, a co widział, opisał w książce pod takim właśnie tytułem.
     Generałowie polscy, kształceni w Moskwie w Akademii im. Klimenta Woroszyłowa, jeżdżą teraz do West Point, nad rzeką Hudson w stanie Nowy Jork, stamtąd przywożą certyfikaty szkolenia i uzyskują upragnione awanse. Wracają zauroczeni Nowym Światem, amerykańską techniką wojskową, amerykańską cywilizacją. Porównują warunki tam panujące z siermiężnymi warunkami pobytu i szkolenia w Moskwie. Trudno się dziwić, że Ameryka bardziej im się podoba, że chcieliby szybko przenieść amerykańskie doświadczenia i standardy na grunt polski. Chcą jak najszybciej zapomnieć o naukach i doświadczeniach Woroszyłowki.
     Może za bardzo się starają i może za szybko to robią. Może powinni zrozumieć dlaczego Stalin uważał, że "komunizm pasuje do Polski jak siodło do krowy"? Może, chociażby z okazji Święta Niepodległości powinni sobie uświadomić, że tradycje Wojska Polskiego są dużo starsze i bogatsze niż tradycje armii Stanów Zjednoczonych? To prawda, że uroda Sygnału Wojska Polskiego nie dorównuje urodzie tego, co gra na rogu bugler w West Point. Ale w tej, jakże długiej tradycji Wojska Polskiego nie ma "stabilizacyjnych misji pokojowych", nie ma wojen zaborczych na obcym terytorium. Jeśli ktoś tu powoła się na szarżę ułanów polskich w wąwozie Somosierra, na rzeź Saragossy i nasze wojsko w Hiszpanii, to nie będzie to najtrafniejsze porównanie. Księstwo Warszawskie nie było niezależnym państwem. Poszli walczyć w Hiszpanii, bo wierzyli w Cesarza, wierzyli, że składają tę straszną ofiarę na ołtarzu niepodległości Ojczyzny, bo Cesarz obiecał im Wolną Polskę. To straszne doświadczenie winno nas oduczyć zaufania i wiary w cesarzy.
     Skoro Polska jest dzisiaj najwierniejszym w Europie sojusznikiem Ameryki, skoro tak łatwo dzisiaj zdobywać polskim generałom nauki w Ameryce, to dobrze by było, gdyby z tego pobytu w West Point przywieźli do Polski wiedzę nie o mustrze, nie o melodiach, capstrzyku i pobudki, ale o rozwiązaniach ustrojowych, które dały i zapewniły Stanom Zjednoczonym ich miejsce w świecie. Może w West Point nie uczą o Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ale na pewno jest to wiedza powszechnie tam dostępna. Może przywieziona stamtąd wiedza o systemie wyborczym, o sposobie wyłaniania elity politycznej, o okręgach jednomandatowych, bardziej przydałaby się Polsce niż wiedza o amerykańskiej mustrze i ceremoniale wojskowym? Niech się nie wykręcają, że to są sprawy zastrzeżone dla polityków, a wojskowi polityką się nie zajmują. Historia Polski zna wiele nazwisk generałów, którzy zajmowali się polityką jak najbardziej – Zamoyski, Sobieski, Kościuszko, Piłsudski i wielu innych. Te nazwiska mogłyby być ozdobą każdej nacji na świecie.
     Być może Amerykanie mają rację, może melodie, które grają nad trumnami swoich żołnierzy, których zadaniem jest wyciszać emocje, są lepiej dostosowane do okoliczności niż tradycje Wojska Polskiego. Może Rodzinie Majora Kupczyka potrzebna jest cisza i spokój. Ale nam wszystkim, w tych okropnych czasach zamętu, mowy podwójnej, nowomowy, odrzucania i zrywania na każdym kroku z polską historią i polską tradycją, potrzebna jest właśnie trąbka sygnałowa Wojska Polskiego, która obudzi nas z letargu.

About Jerzy Przystawa

Jerzy Przystawa (1939-2012) – naukowiec, fizyk, profesor dr hab., nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim, publicysta, twórca i założyciel ogólnopolskiego Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych